Strażniczka żądała 1000 zł za rysę na samochodzie? Straż Miejska: "Taka kwota nigdy nie padła"

Strażniczka miejska miała grozić sądem oraz żądać 1000 zł za uszkodzenie na karoserii samochodu. Bo rower się przewrócił. Są już wyniki kontroli przeprowadzonej przez Wydział Kontroli Wewnętrznej Straży Miejskiej: "Zarzuty te uznano za bezpodstawne".

Czas akcji: 1 kwietnia między 17 a 20

Miejsce akcji: ulica Przemyska, parking przy posterunku straży miejskiej

Świadkiem zdarzenia była Pani Joanna, której relacja pojawiła się m.in. na profilu: "Chodniki dla pieszych, trawniki dla trawy" .

"Jestem zmuszona donieść Państwu o karygodnym zachowaniu strażniczki miejskiej z 3-go oddziału SM (pani N.) mającym znamiona wykorzystania munduru służb porządkowych i przepisów prawa oraz znajomości w policji do osiągnięcia własnych korzyści majątkowych, żeby nie powiedzieć wyłudzenia pieniędzy" - pisze.

1000 zł za rysę

"W trakcie zajęć z ceramiki zostałam zaalarmowana przez strażniczkę, że zaparkowany przy wejściu do budynku rower należący do jednej z kursantek (zagraniczna stażystka) przewrócił się i siodełkiem opiera się o drzwi zaparkowanego obok (swoją drogą nieprawidłowo, bo poza linią stanowiska parkingowego-służę zdjęciami) samochodu należącego do pani strażnik - czytamy.

Oględziny "szkody" polegające zdaniem pani Joanny na przecieraniu przez kolegę pani strażnik gąbką zakurzonego samochodu początkowo niczego nie wykazały, po chwili jednak ""poszkodowani" odkryli jakąś drobną rysę, która równie dobrze mogła tam powstać w przeszłości".

"Pani strażnik - kontynuuje pani Joanna - zaczęła wygrażać, wskazując na swój telefon komórkowy, że jeśli właścicielka roweru (kursantka) nie zapłaci jej 1000 (tysiąca!) złotych, to ona zadzwoni po policję i stażystka będzie odpowiadać za tę "szkodę" w sądzie".

"Wpadła w furię i zaczęła grozić sądem"

W pewnym momencie zapłakana i przerażona obrotem sytuacji kursantka, jak relacjonuje świadek, została wezwana przez jednego z kolegów pani strażnik do osobnego pokoju w siedzibie SM gdzie, jak pisze "za zamkniętymi drzwiami próbowano wymóc na niej przyznanie się do winy".

"Próbowałam jeszcze w towarzystwie osoby prowadzącej zajęcia apelować do sumienia pani strażnik - pisze pani Joanna. - Ta ucięła krótko, oznajmiając, że nie zamierza więcej ze mną rozmawiać. Odchodząc, w poczuciu bezsilnej złości wobec tej postawy padł epitet (niestety) pod adresem pani strażnik, która wpadła w furię i zaczęła wygrażać mi sądem (następnie podjudzana przez swoich kolegów ze straży, wielokrotnie powtarzała, że doprowadzi mnie pod sąd) - kontynuuje pani Joanna.

Kursantka nie chciała przyznać się do winy. Na miejsce została więc wezwana policja. Jak relacjonuje pani Joanna, kursantka poczuła się osaczona i zgodziła się na piśmie zapłacić strażniczce za szkodę 500 zł. Poprosiła jednak o możliwość płatności w ratach. "Odpowiedzią pani strażnik było to, że ona nie zamierza czekać tak długo na "swoje" pieniądze" - pisze pani Joanna.

"Gdy sprawa z kursantką w końcu została "załatwiona" po myśli pani N., policjanci zapytali tę ostatnią, co jeszcze mogą dla niej zrobić (sic!) - kontynuuje świadek. - Na co pani strażnik zażyczyła sobie, by zrobili jeszcze porządek z "tą (panią) w paski" czyli moją skromną osobą. Na jej wyraźne życzenie zostałam wylegitymowana i spisana najprawdopodobniej po to, by pani strażnik, tak jak wielokrotnie publicznie deklarowała, mogła wytoczyć mi sprawę w sądzie."

Wersja strażniczki jest zgoła odmienna

Na miejsce została wezwana policja. Policjanci spisali świadków zdarzenia. Interwencja została zakwalifikowana jako nieumyślne uszkodzenie. Mandat nie został wystawiony. A czynności w tej sprawie nie są prowadzone.

Wszystkie aspekty zdarzenia zostały przeanalizowane przez Wydział Kontroli Wewnętrznej Straży Miejskiej. W piątek zakończono dochodzenie. Jak informuje rzeczniczka prasowa straży miejskiej Monika Niżniak, wersja strażniczki jest zgoła odmienna.

- W wyniku przeprowadzonych przez Wydział Kontroli Wewnętrznej Straży Miejskiej m.st. Warszawy czynności sprawdzających i stawianych przez osobę trzecią funkcjonariuszce III Oddziału Terenowego zarzutów, zarzuty te uznano za bezpodstawne - czytamy w oświadczeniu.

Kobiety rozmawiały spokojnie

Bezsprzecznym pozostaje fakt, jak pisze Niżniak, że prywatne auto strażniczki nosiło ślady uszkodzenia. - Okoliczności i kontekst, jaki zastała poszkodowana mogą wskazywać, że do uszkodzenia doszło na skutek przewrócenia się roweru pozostawionego obok auta strażniczki.

W oświadczeniu czytamy również, że wbrew temu co relacjonowała pani Joanna, "zarówno poszkodowana strażniczka miejska, jak i właścicielka roweru, pomimo bariery językowej porozumiewały się w sposób spokojny, bez napięć oraz nacisków żadnej ze stron".

Sugestie dotyczące wymuszania to subiektywna ocena

Ostatecznie, jak pisze Niżniak, doszło do porozumienia w sposób praktykowany i dopuszczony w stosunkach prawnych pomiędzy stronami postępowania w sprawach cywilnych.

- Wszelkie sugestie dotyczące prób wyłudzenia, czy zastraszenia są subiektywną oceną osoby trzeciej, nie znajdujące potwierdzenia w zgromadzonych i przeanalizowanych przez Wydział Kontroli Wewnętrznej materiałach - czytamy.

Nie znajduje, jak czytamy, również potwierdzenia zarzut dotyczący żądania wysokiej kwoty odszkodowania, zamiast szukania mechanika.

- Na żadnym etapie rozmowy z właścicielką roweru nie padła kwota 1000 złotych. W stosunkach cywilno - prawnych strony, w granicach prawa umawiają się co do sposobu naprawienia szkody lub formy realizacji zobowiązania. Osobom postronnym nie przysługuje prawo oceny tego w znaczeniu prawnym, ani moralnym. Dlatego zarzuty dotyczące bezwzględności, chciwości i mściwości strażniczki nie powinny mieć miejsca. Należy zauważyć, że w omawianej sprawie żadna ze stron  sprawy nie zgłosiła zastrzeżeń - pisze Niżniak.

Obraźliwe słowa pani Joanny

I podsumowuje:

- Biorąc pod uwagę zachowanie osoby trzeciej nie będącej stroną sprawy, jej rolę w sprawie uszkodzenia pojazdu i w kwestiach odszkodowawczych należy uznać, że strażniczka w pełni uzasadniony sposób podziękowała osobie trzeciej za jej obecność w trakcie rozmowy z właścicielka roweru - czytamy.

Obraźliwe i wulgarne słowa, które padły z ust osoby trzeciej w siedzibie III Oddziału Terenowego w obecności innych interesantów, jak pisze Niżniak, dały strażnikom podstawy do prowadzenia czynności w związku z naruszeniem przepisów Kodeksu Wykroczeń.

- Dlatego też niezbędne i mające podstawy prawne było działanie zmierzające do ustalenia tożsamości kobiety, jako sprawcy wykroczenia. Dodatkowo, działania osoby trzeciej zmierzające do uniknięcia podania danych osobowych wyczerpały również znamiona czynu zabronionego. Faktu udania się przez strażniczkę do pracowni ceramicznej, celem dokonania legitymowania, na gruncie służbowego postępowania w sprawach o wykroczenia nie można uznać za działanie nieprawidłowe - czytamy.

Więcej o: