Warszawa, czyli "wydajność" i "brak opierdalanki ". Znany bloger wraca do Krakowa

"Jakby ktoś w moim regulatorze trybu życia podkręcił prędkość (...), pod czaszką ciągle świeciły mi się diody z napisem "efektywność", "wydajność", "brak opierdalanki" - pisze autor bloga Stay Fly o Warszawie. Dlaczego wrócił ze stolicy do Krakowa?

- Pamiętam jak w 4-tej klasie podstawówki pojechałem na wycieczkę szkolną do Krakowa. Od momentu, w którym zobaczyłem planty, wiedziałem, że pokocham to miasto i będę chciał w nim żyć - zaczyna swoją historię Jan, autor bloga Stay Fly .

Później od razu przechodzi do sedna, czyli Warszawy - gdy przyjechał do stolicy trzy lata temu, od razu poczuł się miastem przytłoczony. I to uczucie nigdy nie minęło.

Do Warszawy się przeprowadził, ponieważ potrzebował zmiany. Wszystkiego musiał uczyć się od nowa - miasta, siebie w mieście. Niektóre rzeczy chwali, inne krytykuje. Wszystko porównuje do tego, jak jest w Krakowie.

Spodobało ci się? Polub nas

Zaczyna od rowerów - system jego zdaniem funkcjonuje w Warszawie lepiej, ale ciężej jeździ się po mieście - podróż zajmuje dłużej niż komunikacją miejską, człowiek czuje się jak "mrówka na autostradzie, która zaraz zostanie rozwalcowana".

Mimo że szybsza, komunikacja miejska również dostaje za swoje. "Autobusy wiecznie się spóźniają i notorycznie grzęzną w korkach, bo godziny szczytu w stolicy trwają prawie cały dzień" - pisze.

W Krakowie doceniał to, że ścisłe centrum zamykało się obrębie plant. I było tam wszystko, czego potrzebował - od sklepów, przez kina, kluby po knajpy. W centrum Warszawy nigdy odnaleźć się nie mógł.

"Wszystko jest wielkie, ogromne! To nie jest kilka uliczek z uroczymi kamieniczkami, tylko nieustannie aktywne arterie z wysokimi biurowcami i hotelami" - pisze .

Później dużo pisze o tym, że w Warszawie czuje się bardzo spięty, nawet podczas kolacji ze znajomymi. Czuje ciągle "jakby ktoś w moim regulatorze trybu życia podkręcił prędkość". I że to uczucie nigdy nie mijało. "Widząc tempo ludzi na chodnikach, pod czaszką ciągle świeciły mi się diody z napisem "efektywność", "wydajność", "brak opierdalanki" - zwierza się.

Bloger zastrzega jednak, że nie chce Warszawy krytykować. Podkreśla, że miasto ma wiele atutów. Przyznaje jednak: "Ale nie jest ono dla mnie". Cieszy się, że w Warszawie mieszkał, bo zdał sobie sprawę z tego, czego chce i jaki jest. Na końcu pisze: "To Kraków jest moim miejscem na Ziemi". Życzy wszystkim, aby również je znaleźli.

Więcej o: