Internetowy błazen czy wschodząca gwiazda literatury? Karol Mroziński: Nie stać mnie na narkotyki i to jest mój problem [WYWIAD]

Karol Mroziński urodził się w Warszawie w 1985 r. Studiował iberystykę na UW, publikował w "Polityce", "Newsweeku" i "Wprost". Filmowiec, poeta, scenarzysta, ghostwriter i socjal media ninja. Jego facebookowe konto obserwuje 18 tys. osób. Jego posty dostają nawet po 20 tys. lajków. Właśnie ukazał się jego debiutancki zbiór opowiadań pt. "Razzmatazz". Nie czytasz Mrozińskiego? Nie idę z tobą do łóżka!

Ten złamany nos to na Grochowie?

Dostałem piękny cios z półobrotu na Gocławiu. Nawet nie zdążyłem ręki z kieszeni wyjąć, typ mi takiego Bruce'a Lee zapodał, że nie miałem szans. Na Grochowie nikt mnie nigdy nie zaczepił. Jestem stąd, znają mnie. Niebezpieczniej jest w Centrum, w okolicach "patelni". Tam wszyscy są gotowi do szarpania.

Mieszkasz z rodzicami?

Na szczęście już nie. Staram się od nich odcinać troszeczkę. Mam taką paranoję, nie wiem skąd się wzięła, że się wszystko po rodzicach powtarza. Chcąc nie chcąc, staję się swoim ojcem. Przeraża mnie to, że odkładam szklankę z herbatą dokładnie tak jak on.

To genetyka, tego nie zmienisz.

To strasznie głupie. Wszyscy w mojej rodzinie są tak blisko, że trudno się wymsknąć. Co tydzień jest jakaś impreza, jak nie u jednych, to u drugich. Jak byłem mały, to byłem bardzo blisko z dwoma kuzynami w moim wieku. Dziś nie mamy o czym rozmawiać, jeden się ożenił, a drugi został weganinem, więc już w ogóle nie mam z nim kontaktu.

Masz coś do wegan?

Nic. Musiałem sobie kogoś upatrzyć jako obiekt głupich żartów, ale ten dowcip już się za długo wlecze i staje się nudny. Muszę przestać.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński Karol Mroziński

Masz czas, żeby coś robić poza wrzucaniem postów na Facebooka?

Piszę m.in. do jednego z większych tygodników. Dział "Kultura" się tam poskładał, zresztą w większości redakcji kultura jest traktowana jak bezpański pies, więc teraz jestem w dziale "Naród".

Poważna sprawa.

Niekoniecznie, piszę pierdołach. Kultura to są głupoty, ale teraz piszę o jeszcze gorszych głupotach, np. o oszustwach w internecie lub o pokoleniu trzydziestolatków zmagającym się z alkoholizmem.

Piszesz na podstawie własnych doświadczeń?

Mógłbym, starczyłoby ich na niejeden artykuł.

Masz problemy z alkoholem?

Mam problem ze wszystkim.

Poważnie? Kiedy powiedziałem znajomymi, że będę robił wywiad z Mrozińskim, poprosili, żebym zdobył numer do twojego dilera.

Nie stać mnie na narkotyki i to jest mój problem. Budżet pozwala mi tylko na piwo. Jestem drobnym praskim pijaczkiem, lubię się włóczyć po tych wszystkich barach, lokalach, a najchętniej mordowniach. Jeszcze niedawno było ich kilka, np. Bajka przy Nowym Świecie, czy Bar Poziomka, mroczne miejsce , gdzie spotykali się dawni ubecy. Teraz jest tam Coffee Heaven, czy jakaś inna sieciówka.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński Karol Mroziński

Chodzisz do modnych warszawskich klubów?

Nie, nienawidzę tego. To jest straszne, ludzie wpierw się ubierają, pizdrzą, a potem idą się ściskać w tłumie, jak węgorze na tarle. Tańczą w do jakiejś mechanicznej muzyki. To nie dla mnie, wolę Fregatę przy Parku Skaryszewskim.

Obok Grochowskiego Ninji i Kury Fatimy jesteś najbardziej znanym Grochowianinem na Facebooku.

Cieszę się, że jestem w towarzystwie Ninji i kury . Bardzo mi się to podoba.

Skąd ten Grochów u ciebie? Jest tłem wielu twoich opowiadań.

A o czym mam pisać? O sojowym latte na Żoliborzu? Piszę o tym co znam, o Grochowie, który też niestety się zmienia, robi się nijaki, traci charakter. Przy placu Szembeka jeszcze trochę się tego folkloru ostało. Dlatego tam chodzę i słucham tego, co ludzie mówią.

Zaczepiasz babcie handlujące jajami na Szembeku?

Tacy ludzie najbardziej mnie interesują, ci nie robiący z siebie niewiadomo kogo, czyli przeciwieństwo mnie. Zagaduję te babcie, które przyjeżdżają aż spod Garwolina, aby sprzedawać czosnek i mleko. One mają niesamowite historie.

Czyli twoi bohaterowie, np. Pan Powidło, Pierzyna, koń Danił, biznesmen Wędlina - istnieją?

Oczywiście, że istnieją, ale nie do końca są tacy, jak w moich opowiadaniach. Każde medium rządzi się swoimi prawami, pisząc zawsze trzeba trochę ubarwiać. Alfred Hitchcock powiedział, że pokazując w filmie życie, musisz z niego wyciąć to, co nudne. Wtedy pokażesz, jakie jest naprawdę.

Prócz pisania do tygodnika, co jeszcze robisz zawodowo?

Jestem ghostwriterem piszę na zamówienie książki celebrytom, którzy się jeszcze nie nauczyli pisać, bo nie mieli czasu wyjść z telewizji, gdzie uczą się bardziej pożytecznych rzeczy, np. tańczenia czy gotowania.

Hip hop mógłbyś robić. Zresztą już pisałeś, niech zacytuję: "jakie życie, taki rap, jaka świnia, taki schab".

Tylko, że ja nie lubię hip hopu. Lubię ten stary, oldskulowy, z West Coast. Wtedy jeszcze raperzy mieli do siebie dystans. Teraz w tym polskim hip hopie rządzi pokolenie "Plastusiów" w stylu Taco Hamingwaya. On jest przedstawicielem innych grup społecznych, prekariatu, czy jak tam się to nazywa.

Czemu tak nie lubisz Taco Hamingwaya? Poświęciłeś mu post nazywając Pato Lemigwayem.

Nie to, że go nie lubię. To po prostu jest człowiek z innego świata, do którego nie jest mi niestety dane należeć.

Spośród tych wszystkich historii najbardziej mi utkwiła ta, kiedy katapultujesz świnię z samolotu, który chcesz potem dać dziadkowi w prezencie. Utrzymujesz, że historia ze świnią wydarzyła się naprawdę .

Mój dziadek tak utrzymuje, a ja mu wierzę. On lubi sobie robić głupie żarty, na przykład mówić, że szukają mnie radzieccy kosmonauci, z którymi mam gdzieś lecieć Sputnikiem. Ale historię o świni dziadek opowiada niemal na każdym spotkaniu rodzinnym. Dziadek w latach 50. pracował w Instytucie Lotnictwa, był inżynierem od odrzutowców. Robił m.in. testy w tunelach areodynamicznych. Drugą obok świni historią jest, jak wpuszczali do tego tunelu martwe gęsi, żeby sprawdzić czy owiewka samolotu wytrzyma zderzenie z ptakami. I pewnego dnia, jakoś tak niefortunnie gęś się w tym tunelu odwinęła, że urwało jej dziób i ten dziób z ogromną prędkością uciął ucho koledze dziadka.

To jakaś abstrakcja! Zmyślasz, zresztą tak jak w wielu opowiadaniach...

Co mam zrobić? Rzeczywistość przerasta wyobraźnię.

 

Wróćmy do świni.

Świnię kupili na targu i przywieźli do zakładu żywą. Chcieli przetestować fotel katapultowy. Świnia ważyła dokładnie 75 kg. Ubrali ją - i tu mi się wydaje, że dziadek trochę fantazjuje - w kurtkę i czapką pilota. A potem rzeczywiście ją katapultowali.

Ale po co? Nie mogli katapultować manekina?

Sprawdzali, czy fotel rzeczywiście utrzyma i wyrzuci pilota na odpowiednią wysokość. To były lata 50. Może nie mieli takich manekinów jak teraz, cholera wie.

Świnia przeżyła? Wylądowała ze spadochronem?

Przeżyła, z wrażenie strasznie wszystko obsrała. Mnie ta historia bawi, bo ostatecznie nic się takiego złego świni nie stało, tylko się strachu najadła. Dopiero później ktoś ją zawiózł na jakieś wesele, gdzie została zjedzona.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński

Karol Mroziński, czytaj więcej ...

Dużo piszesz o swoich dziadkach. Opowiedz coś o nich.

Są po osiemdziesiątce, a mają tyle energii, że trzęsą całą Falenicą. Babcia jest królową bazaru, wszyscy ją tam uwielbiają, chodzi na zakupy bez pieniędzy, albo płaci kwiatami, które uprawia w ogródku. Można by o niej powiedzieć, że jest moherem - głęboko wierząca, na wielkiej plazmie co wieczór ogląda z dziadkiem Apel Jasnogórski w telewizji Trwam, chodzi do kościoła, jest bardzo modląca. Tymczasem - przyjaźni się np. z parą gejów, którzy mieszkają po sąsiedzku. Pieką jej ciasta, ona im wybiera najlepsze kwiaty, rozcałowują się, odwiedzają i herbatki popijają. Na ulicy babci mieszkała też pewna czeczeńska rodzina, w której mężczyźni tak strasznie bili kobiety, że im uciekały. Babcia je u siebie karmiła, opiekowała się nimi. Kiedyś przyjaźniła się z pewnym tatarskim imamem. W młodości przepisywała mu ręcznie Koran. Mam jego książki o islamie z dedykacjami dla babci. Falenica jest multikulti. Mamy tam dwa buddyjskie ośrodki, jeden koreański, drugi zen. W tym koreańskim spędziłem zresztą trochę czasu. Mamy świątynię Świadków Jehowy, mieliśmy też w Falenicy synagogę i dużą społeczność żydowską przed wojną. Wychowałem się pomiędzy tym wszystkim. Obok mojej babci mieszkała Agnieszka Osiecka, z której matką babcia pracowała w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego na Podwalu. Natomiast dziadek od lat pisze jakąś książkę. Zapisał już ze 30 zeszytów, których nikomu nie pokazuje. Strasznie jestem ciekawy, co w nich jest.

Może to historia rodziny? Piszesz, że masz papiery, że Mrozińscy są w Warszawie od XVIII wieku.

Moja mama dostała parę lat temu fioła na punkcie genealogii, zatrudniła jakiegoś historyka, który prześledził księgi parafialne w całej Polsce w poszukiwaniu informacji o rodzinie. Mam taką grubą książkę, chyba nikt nie ma w domu czegoś tak pretensjonalnego, jak ta książka: na czerwonej skórze wytłoczone złotymi literami "Mrozińscy". Nawet tam nie zaglądałem, nie interesują mnie drzewa genealogiczne.

Może masz w rodzinie jakichś znanych przodków?

W XIX wieku miałem pradziadka Józefa generała, a teraz mam wuja, który jest pułkownikiem policji, twórcą systemu świadka koronnego w Polsce. Uczył mnie za młodu strzelać z rewolweru, dawał mi do ręki wielkie kopyto i strzelałem do drzwi stodoły.

Masz innych wojskowych w rodzinie?

Mój ojciec był komandosem, spadochroniarzem w Zielonych Beretach.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński

Karol Mroziński, czytaj więcej ...

Twoją historię o tym, jak poszedłeś z gadającym psem do galerii sztuki nowoczesnej, zresztą wszystkie zwierzęta w twoich historiach mówią, polubiło ponad 20 tys. osób. Wyraziłeś tam swoją swoje zdanie na temat współczesnej sztuki. Ale ja wolę post, w którym piszesz, czemu boisz się powrotu PO i PSL do władzy.

Cieszyły mnie wypowiedzi i posty ludzi, którzy zaczęli fantazjować o tym, co zrobi PiS jak zdobędzie władzę. Zaczęli wymyślać, że trzeba się będzie różańcami obwieszać, klękać przed każdym krzyżem, bo inaczej w mordę. PiS poruszył wyobraźnię Polaków, zaczęli tworzyć takie rzeczy, jak ja.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński Karol Mroziński

Mało jest polityki w twoich tekstach.

Bo ja się na tym nie znam. Marek Hłasko, mój ulubiony pisarz, raz się wziął za polityczne tematy i napisał "Cmentarze". Zupełnie mu to nie wyszło. Na wszelki wypadek nie interesuję się polityką, moim zdaniem i tak nie mamy na nią żadnego wpływu.

Głosujesz w wyborach?

Nie. Nieważne kto zostanie wybrany, władza wymaga robienia ludzi w ch..a.

Wróciłeś na studia, zacząłeś prawo na UW. Chcesz zostać prawnikiem?

Cały czas staram się rozpaczliwie utrzymać swoją młodość, przeraża mnie starzenie się. Robię wszystko, żeby być nastolatkiem, żeby cały czas być przed czymś, żeby coś ciągle było przede mną i na mnie czekało. Chcę wciąż być niedokonanym. Jakbym był w takiej sytuacji, że mam stałą pracę, kredyt, żonę, wszystko się już wydarzyło i teraz będzie tylko trwało i trwało, to już mógłbym się wieszać. Dlatego sztucznie tworzę poczucie, że wciąż coś jest przede mną i zamierzam studiować do emerytury.

Z twoich postów zniknął And, twój przyjaciel poeta, z którym miałeś masę przygód.

Ostatnio jakaś dziewczyna poprosiła mnie o numer do Anda. Stworzyłem jakiegoś Frankensteina, monstrum. And mi powiedział, że ma już tego dosyć, że nie chce się już ze mną spotykać. Było zabawnie, chlaliśmy razem, fajne dziewczyny wyrywaliśmy, mieliśmy bekę z tych wszystkich poetów, ale on już ma dość. And che być jak dawniej pretensjonalnym, niszowym i nikomu nieznanym artystą.

Ty też jesteś poetą?

Zacząłem pisać z nudów, jak poszedłem do pracy, na osiem godzin do biura. Pisałem nie z potrzeby artystycznej, tylko dla pieniędzy, zacząłem brać udział w konkursach poetyckich. To jest dopiero underground. Publiczne biblioteki w całej Polsce, za publiczne pieniądze robią konkursy, gdzie za pierwsze miejsce masz od 600 zł nawet do 2 tys. zł, minus podatek. Możesz sobie pojeździć za darmo, ostatnio byłem np. w Oleśnicy. Wygrałem masę takich konkursów. Na konkursie im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie poznałem Anda. To bardzo porządny konkurs, zwracają ci za przejazd, dają nocleg. W Teatrze Słowackiego jest wielka pompa, pani prezydent dyplomy wręcza. Tragedią współczesnej poezji polskiej jest to, że są dwa kręgi: jeden to ci młodzi, gniewni, którzy biorą dotacje, żyją z pisania wierszy i dziamgolą jakieś niestworzone rzeczy, śmieją się z drugiego kręgu, nazwijmy go - herbaciano-bibliotecznym, gdzie poetki po menopauzie piszą piękne wiersze o miłości. Konkursiki, dyplomiki od burmistrza, słone paluszki i herbatniki.

Czytasz współczesną polską literaturę? Wiem, że lubisz Szczepana Twardocha.

Podoba mi się jego kariera rewolwerowca i to jaki jest teraz wytworny i w Mercedesie. Tak właśnie powinien żyć i wyglądać polski pisarz. Bardzo go cenię za "Morfinę", "Dracha" nie dałem niestety rady skończyć, poczekam na polskie tłumaczenie. Poza tym absolutnie nic mnie w tej polskiej literaturze nie pociąga. Nie czytam niczego.

Czemu? To smutne.

Czytam tylko w kółko "Nawróconego w Jaffie" i "Drugie zabicie psa" Marka Hłaski, to mi absolutnie wystarcza. Lubię jeszcze amerykańskie kryminały klasy B. To jest mój styl, nie chciałbym być pisarzem intelektualistą, to by było najgorsze, być np. takim Wiesławem Myśliwskim. Nie znoszę tego memłania o niczym. Kiedy czytam jakąś recenzję, w której padają słowa "książka zmusza do myślenia", "porusza trudny temat", "boli", mam ochotę rzucić się pod tramwaj.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński Karol Mroziński

Masz hejterów?

Niestety nie, strasznie żałuję. Czekam na nich, chciałbym żeby coś się działo, żeby się toczyły jakieś literackie dyskusje, jak na Facebooku u jednego młodego pisarza, który, zdaje się, podpalił niechcący papierosem innemu, trochę starszemu pisarzowi, altankę śmietnikową. Z tego powodu był straszny konflikt w polskiej literaturze, śledziłem go z wielką przyjemnością i zazdrością, że nie jestem jego częścią. Lubię zadymy, to po to wszystko piszę, żeby nie było nudy.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński Karol Mroziński

Kto wydaje "Razzmatazz", czyli twoją debiutancką książkę?

Rodzinne wydawnictwo Harmonia. Do tej pory nie wydawali prozy, tylko książki o autyzmie. To najlepsze wydawnictwo, jakie sobie mógłbym wyobrazić. Sam wybrałem wszystkie teksty, miałem wpływa na okładkę i ilustrację, nikt się w nic nie wtrącał. Książka wyjdzie w nakładzie 3 tys. sztuk, przed świętami. Mam wielkie wątpliwości czy się sprzeda. Jak nie to mam plan, żeby się przenieść do Czech, czuję, że to moja kraina. Oni tam więcej książek czytają, mają poczucie humoru w moim stylu.

Miałeś w tym roku kilkumiesięczną przerwę w pisaniu. Zniknąłeś z Facebooka, myślałem że już nie wrócisz.

Zdarza mi się średnio raz na rok, że mam wszystkiego dosyć. Staram się wtedy wyjechać z miasta i siedzieć gdzieś w chacie w górach.

W Bieszczadach siedziałeś dwa miesiące, bez Facebooka? Ściemniasz?

Lubię sobie zniknąć. Zdarza mi się przechodząc obok dworca zejść na peron, wsiąść do pierwszego lepszego pociągu i pojechać nim, nie wiedząc, co się wydarzy.

Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet...Karol ale ty romantyczny jesteś.

Znajomi się już na mnie wk......ą, bo potrafię tak z imprezy wyjść, albo kupić wino na stacji i przejść przez mur Powązek i pochodzić sobie po cmentarzu nocą.

To rozumiem, ale zastanawiam się, gdzie jest granica między prawdą a fikcją w twoich tekstach.

Też się nad tym zastanawiam.

Karol MrozińskiKarol Mroziński Karol Mroziński Karol Mroziński

Powiedz mi jeszcze, że z koniem mieszkasz na piętrze.

Nie, nie mieszkam. Kiedyś na Grochowie stały takie piętrowe domki z czerwonej cegły, z ogródkami. Hłasko pisał, że jego marzeniem było kupić sobie parcelę na Grochowie. W okolicach ulicy Osieckiej i Kawczej miałem takiego sąsiada, nazywał się Pierzyński i miał konia w ogródku. Mówiłem na niego Danił, sąsiad się strasznie z tego śmiał. I ten koń mnie też zainspirował do pisania.

Po tej rozmowie czuję, że jesteś zupełnie inny niż na Facebooku.

Tak, często to słyszę. Niestety. Dziewczyny, kiedy mnie poznają, to mówią: jaki ty miły jesteś, nie ma w tobie nic z tego ch..a. Są wyraźnie zawiedzione.

To skąd u ciebie takie samouwielbienie?

Uznałem, że będąc narcyzem, będę zabawniejszy. Moje ego pękło już kilka lat temu, u buddystów w Falenicy. Reszta to żart.

Masz dziewczynę?

Zadedykowałem jej książkę. Jesteśmy ze sobą już półtora roku. To długo jak na mnie, choć byłem już w bardzo poważnych związkach: raz prawie osiem miesięcy, raz ponad trzy.

Ok, dzięki za rozmowę, mogę sobie z tobą zrobić selfie? Inaczej dziewczyna mi nie uwierzy, że się z tobą spotkałem.

Jasne. W końcu Mroziński nie istnieje?

Więcej o: