Biega w najbardziej elitarnych maratonach. Ola: "Warszawa wcale nie odstaje od świata" [WYWIAD]

Biegać zaczęła cztery lata temu. Już po roku przebiegła swój pierwszy maraton. Dziś ma na koncie maraton w Paryżu, Tokio, Chicago i Berlinie. Trzy z nich należą do najbardziej elitarnych maratonów na świecie, tworząc World Marathon Majors. Przed nią jeszcze Londyn, Nowy Jork i jeden z najcięższych maratonów świata - Boston. Jeśli ukończy wszystkie, będzie pierwszą kobietą w Polsce, która tego dokona. W rozmowie z MetroWarszawa Ola Mądzik opowiada, jak wiele musiała poświęcić, żeby zrealizować swoje marzenie - o kryzysach podczas biegów, o tym, jak je przezwyciężać, o ogromnych kosztach każdego wyjazdu, a w końcu o najbardziej prestiżowych maratonach i tym, czy Polska bardzo odstaje od świata.

Spodobało ci się? Polub nas

Biegłaś w ostatnim półmaratonie warszawskim?

Ola Mądzik: Tak, zrobiłam swoją życiówkę. 1:33:38. Poprawiłam wynik o 4,5 min, więc jest duży sukces.

Bieganie WarszawaBieganie Warszawa Ola Mądzik/ Facebook.com Ola Mądzik/ Facebook.com

Jesteś pierwszą kobietą w Polsce, która ma szansę przebiec wszystkie maratony w ramach World Marathon Majors.

- To kolejno maratony w Tokio, Bostonie, Berlinie, Londynie, Chicago i w Nowym Jorku. Ja już przebiegłam trzy z nich, został mi tylko Boston i Londyn w kwietniu oraz Nowy Jork w listopadzie. Do Bostonu lecę już 15 kwietnia, stamtąd od razu do Londynu, bo tak się złożyło, że odstęp między jednym i drugim maratonem to tylko sześć dni.

Jak długo już biegasz?

- To już będzie czwarty rok.

To w sumie niewiele jak na takie sukcesy.

- Właściwie wszystko zaczęło się, jak zmieniłam pracę w 2011 roku. W końcu, po siedmiu latach wróciłam do tego, czym zajmowałam się na studiach.

Co studiowałaś?

- Automatykę. Moim kierunkiem dyplomowania były komputerowe systemy zarządzania i teraz udało się mi znaleźć pracę właśnie w bazach danych. Wcześniej pracowałam w dziale serwisu. Okazało się, że w nowej firmie funkcjonuje sekcja biegowa. Poznałam kilka osób stamtąd i kiedyś jeden chłopak zaczął mnie namawiać, żebym wystartowała w biegu na 10 km "Biegnij Warszawo". Pomyślałam - Jezu, przecież ja tego nie przebiegnę.

Uprawiałaś jakiś sport wcześniej?

- W liceum biegałam, ale tylko na krótkich dystansach, w liceum i na studiach grałam również w siatkówkę, ale niestety musiałam przestać, ponieważ doznałam kontuzji - mam uszkodzoną torebkę stawową w kciuku.

Ale biegać możesz.

- Mogę. (śmiech) Miałam trzy tygodnie na przygotowanie się do tego biegu. Zaczęłam wychodzić i dreptać po 15-20 minut, po czym wracałam do domu zmachana jak koń po westernie.

Dlaczego się tak zawzięłaś?

- Po prostu. Chciałam sobie udowodnić, że można, że jedyne, co mnie blokuje, to moja głowa. Poza tym, naprawdę mi się to podobało. Ludzie biegają, pozdrawiają się nawzajem, fajne to jest.

BieganieBieganie Pierwszy bieg Oli - Ola Mądzik/ facebook.com Pierwszy bieg Oli - Ola Mądzik/ facebook.com

Ukończyłaś bieg?

- Tak. Przebiegłam, zadzwoniłam do taty i powiedziałam - udało się. Czas nie był wtedy dla mnie ważny. No i apetyt urósł na więcej. Miesiąc później był Bieg Niepodległości, a potem już półmaraton.

Szybko.

- No nie tak szybko, bo do półmaratonu przygotowywałam się sześć miesięcy. Potem chłopaki zaczęli mnie namawiać na maraton. Stwierdziłam, że nie, nie dam rady, to dla mnie za dużo, ale tak mnie przekonywali, że w końcu postanowiłam pobiec. To był rok od momentu, w którym zaczęłam biegać. Jak dobiegłam do mety, to powiedziałam sobie - nigdy więcej. Zaliczyłam tzw. standardową ścianę na 30 kilometrze, kiedy dopadło mnie takie osłabienie, że nie miałam pojęcia, jak ja przebiegnę jeszcze 12 km. Zdałam sobie sprawę, że nie przygotowałam się odpowiednio do tego biegu, nie robiłam odpowiednich treningów, kilka odpuściłam, i to zdecydowanie wyszło w tym maratonie.

Nie udało się?

- Udało, ale tylko dzięki metodzie "na głowę". Ułożyłam sobie w myślach plan, jak rozłożę siły, ile będę biegła, ile szła, w jakim tempie. Wszystko byle ukończyć.

BieganieBieganie Pierwszy maraton Oli - Ola Mądzik/ facebook.com Pierwszy maraton Oli - Ola Mądzik/ facebook.com

Gładko poszło. W rok zrobiłaś maraton.

- Gładko jak gładko. To wszystko to są ciężkie treningi, wszystko odbywa się kosztem spotkań towarzyskich, wyjścia do kina, pójścia na imprezę. Jak się przygotowuję do maratonu, to mocno ograniczam alkohol. Latem zdarza mi się wstać o 4:30 i pójść pobiegać, żeby wieczorem móc spotkać się ze znajomymi. Coś za coś. Bo jak wyleci mi jeden, drugi trening, do przestaje mieć to jakikolwiek sens.

Znajomi nie myślą, że masz jakąś obsesję?

- Nie, nie robię tego obsesyjnie. Nie jest tak, że na trening wychodzę codziennie. Szanuję i doceniam dni, kiedy nie biegam, kiedy mam wolne i mogę się regenerować. To też ważna część treningów.

Kiedy pojawił się pomysł, żeby zrobić World Marathon Majors? Szukałaś czegoś, czego jeszcze nie dokonała jeszcze żadna Polka?

- To wyszło całkiem przez przypadek. Któregoś dnia mój kolega powiedział mi, że jest maraton w Tokio - jeden z tych należących do World Marathon Majors - i czy się zapiszemy. Pomyślałam, że to fajny pomysł.

To duży koszt?

- Zapisanie się nic nie kosztuje, jeżeli zostanie się wylosowanym oraz w przypadku niektórych maratonów ma się odpowiedni czas. To jest tak - w Berlinie, Bostonie i Tokio decyduje losowanie, w Londynie dla osób nie mieszkających na wyspach również i tak trzeba za nie dodatkowo zapłacić, ale to są niewielkie sumy, w Nowym Jorku i Chicago - ważne są jeszcze czasy - i to zrobione podczas biegu, który organizator akceptuje w regulaminie. Jeżeli nie ma się odpowiedniego czasu, to niestety trzeba zapłacić za udział w losowaniu. Jak widać, zrobienie całego World Marathon Majors to naprawdę nie lada wyzwanie.

BieganieBieganie Ola podczas maratonu w Tokio, Ola Mądzik/ facebook.com Ola podczas maratonu w Tokio, Ola Mądzik/ facebook.com

Z Tokio się udało.

- Miałam naprawdę szczęście, ponieważ było aż 10 osób na miejsce - 303 tysięcy zgłoszeń i 30 tysięcy miejsc. I tylko 6 tysięcy osób spoza Japonii. Potem wylosowali mnie również w Berlinie, więc już miałam dwa maratony z sześciu. Ale wtedy jeszcze nie myślałam, żeby zrobić wszystkie. Na szczęście zrobiłam dobry czas podczas maratonu w Warszawie, co pozwoliło mi zgłosić się na bieg w Bostonie i Chicago. Wtedy pomyślałam, że to jest możliwe, żebym zrobiła wszystkie sześć.

A można zapłacić, jeśli nie zostaniesz wylosowana?

- Można. I tak się stało w przypadku Londynu. Nie wylosowali mnie, więc musiałam kupić pakiet.

Drogi?

- 2 tys. zł kosztuje sam pakiet. Ale największy problem jest z Nowym Jorkiem. Niestety nie zostałam wylosowana, nie zrobiłam również wymaganego czasu - w przypadku tego maratonu czasy są mocno wyśrubowane.

Ile by cię kosztował udział w maratonie, gdybyś miała zapłacić z własnej kieszeni?

- Około 2,5 tys. dolarów.

Zdradzisz, ile kosztowały cię poszczególne wyjazdy?

- Wszystko opisuję na swoim blogu . To cenne informacje dla innych, którzy myślą o realizowaniu takich celów. Na Tokio wydałam 4584,26 zł, nie wliczając jedzenia, na Berlin oczywiście mniej - 2544 zł, ale to był tylko weekend. Na całą kwotę składa się wiele rzeczy - bilet lotniczy, nocleg w hotelu, bilety na komunikację miejską, pakiet startowy no i jedzenie.

BieganieBieganie Ola Mądzik/ facebook.com Ola Mądzik/ facebook.com

Kosztowne marzenie... Masz sponsorów, którzy w jakimś stopniu cię wspierają?

- Tak, współpracuję z dwiema firmami - jedna produkuje sprzęt do biegania, druga odzież. Zapewniają mi sprzęt i częściowo opłacają projekt. Ja też ich wspieram na tyle, na ile mogę.

BieganieBieganie Tokio - Ola Mądzik/ facebook.com Tokio - Ola Mądzik/ facebook.com

Który maraton wspominasz najlepiej?

- Chyba najbardziej mnie zaskoczyła Japonia. Organizacyjnie rewelacja. Wszędzie czysto, nie jest tak, że kubki walają się pod nogami, wszystko od razu jest sprzątane. Poza tym przychodzi mnóstwo kibiców. Stoją wzdłuż całej trasy, tańczą, przebierają się. I tak szczerze dopingują. Aż się popłakałam, jak weszłam po biegu do depozytu po swoje rzeczy i wszyscy zaczęli mi gratulować, tak jak bym była jakąś gwiazdą, a nie jedną z tysiąca uczestniczek. Ten wyjazd to było niesamowite przeżycie, do tej pory mam swój życiowy rekord właśnie stamtąd - 3:20:31. Byłam 137. wśród kobiet, których razem startowało 7 tysięcy. Berlin na przykład w ogóle mnie nie zachwycił. Po prostu był maraton, przebiegłam, zaliczyłam z dobrym czasem i tyle. Nic się specjalnego nie działo.

BieganieBieganie Berlin - Ola Mądzik/ facebook.com Berlin - Ola Mądzik/ facebook.com

A jak Warszawa wypada na tle innych maratonów?

- Wcale nie odstaje od świata, zwłaszcza jeżeli chodzi o organizację. Dużo gorzej zorganizowany był według mnie Paryż - począwszy od toi toi-ów, które stały w strefie startowej. Było ich zdecydowanie za mało. W ogóle panował bałagan. Kibice podczas biegu wchodzili na trasę, ograniczając przestrzeń dla biegnących. Niby największy maraton na świecie, bo aż 40 tys. osób, a w punktach medycznych sanitariusze nawet nie mówili po angielsku. Nie sądzę, żeby ktoś u nas nie zrozumiał, co znaczy "ice". To, co różni maratony w Polsce od tych na świecie, to ilość kibiców - jest ich jeszcze wciąż dość mało. Ja nie mogę się doczekać Bostonu - podobno tam maraton to jest wielkie święto. W ogóle dla Amerykanów taki maraton to nie tylko bieg, ale okazja do imprezowania. W Chicago było podobnie. Maraton startował o 7:30, więc bardzo wcześnie, ale mimo to kibice już od wczesnych godzin porannych wystawiali się z krzesełkami, popijając kawkę czy przygotowując sobie śniadanie i czekali na rozpoczęcie biegu. Podobno w Bostonie ludzie grillują, piją piwko, po prostu - świetnie się bawią.

BieganieBieganie Chicago - Ola Mądzik/ facebook.com Chicago - Ola Mądzik/ facebook.com

Którego maratonu boisz się najbardziej?

- Tego w Bostonie, to ciężka trasa, bardzo zróżnicowana. Pierwsze 10 km jest co prawda z górki, ale potem od 34 km zaczynają się dość trudne podbiegi, na końcu jest jeszcze "Heartbreak Hill" i wtedy najczęściej płaci się cenę za szybkie przebiegnięcie tych niby lekkich pierwszych kilku kilometrów.

Ale boisz się, że nie przebiegniesz?

- Nie, tego się nie obawiam. Przebiegnę na pewno, pytanie w jakim czasie. Maratonów nie biegnie się nogami, ale głową. Kryzysy pojawiają się zawsze, trzeba po prostu odpowiednio rozłożyć siły i przezwyciężyć zmęczenie i ból. Na swój pierwszy maraton nie byłam dobrze przygotowana, przepracowałam głową, w Paryżu również miałam duży kryzys. Na 4 km dopadł mnie straszny ból łydki, w pewnym momencie był już tak nie do wytrzymania, że musiałam przejść do marszu, żeby w ogóle ukończyć. Na 29 km był punkt z masażem i chłodzącym żelem, więc skorzystałam i to pomogło. Wiedziałam, że nie mogę walczyć o dobry wynik, ale po prostu o to, żeby ukończyć bieg. W takich sytuacjach myślisz sobie, że masz dość, że to za dużo cię kosztuje. Jak się później okazało i tak nie poszło mi tak źle, jak na to, co działo się na trasie. Ukończyłam maraton z czasem 3:42.

BieganieBieganie Paryż - Ola Mądzik/ facebook.com Paryż - Ola Mądzik/ facebook.com

Co sobie mówisz w trakcie takiego kryzysu, masz jakieś strategie?

- Że nie mogę się poddać, że nie jestem jakimś cieniasem, że mam w sobie siłę, żeby ukończyć bieg. I przede wszystkim analizuję trasę - patrzę, ile mi zostało kilometrów, decyduję, ile będę biec, jak szybko.

Co cię uspokaja podczas biegu?

- Ja nie biegam z muzyką, jak wielu, lubię wiedzieć, co się dzieje wokół. Zdarzyło mi się biec z audiobookiem. Pomaga również bieganie z kimś. Podczas maratonu w Chicago biegłam z kolegą - ja miałam swój cel - złamać cztery godziny - byłam wtedy dopiero dwa tygodnie po Berlinie, gdzie dałam dużo z siebie - on swój - przybić kibicom 1000 "piątek". Moim zadaniem było liczenie, ile razy już przybił. To odwracało moją uwagę od zmęczenia, bólu.

Czy znasz kobiety, które mają podobne cele do ciebie?

- Ostatnio skontaktowała się ze mną Pani Barbara Prymakowska, żeby życzyć mi powodzenia i podpytać o Tokio. Ona też chciała zrealizować World Marathon Majors, już była w Berlinie, Nowym Jorku, Londynie i Chicago. Ale ten cel jest trudny do zrealizowania, właśnie ze względu na koszty i to, że trudno się dostać. Mi jest łatwo, bo nie mam większych zobowiązań - rodziny, dzieci, wszystkie swoje oszczędności przeznaczam na bieganie. Ale można sobie wyznaczyć inny cel - jest Korona Maratonów Polskich, której ja nie mam. Taką koronę może na przykład już zrobić kobieta, która ma rodzinę, ale i tak wiąże się to z kosztami. Ja podziwiam kobiety, które mają dzieci, zwłaszcza małe i jeżdżą na maratony. Mam taką koleżankę, którą poznałam na jednym z biegów. Rozmawiałyśmy i ona nagle mówi do mnie, że nie może dłużej rozmawiać, bo mąż czeka na nią z dzieckiem na mecie, bo musi je nakarmić. I ona na przykład nie może przebiec więcej niż 10 km, bo jej się mleko zakwasi. Takie osoby budzą mój podziw.

A ty dużo poświeciłaś dla biegania?

- Z mojej perspektywy więcej zyskałam. Zdrowiej się odżywiam, o wiele większą przyjemność sprawia mi gotowanie. Wiadomo, że nie jeżdżę tak jak inni na urlopy na Malediwy czy na jakąś inną plażę i się nie wyleguję - od dwóch lat mój urlop wyznacza bieganie. Oczywiście podczas tych podróży zawsze zwiedzam, ale jednak głównym celem jest maraton. Na szczęście szef rozumie i daje wolne. Poza tym, o wiele lepiej czuję się w swojej skórze. Bieganie bardzo ukształtowało moją sylwetkę, w końcu się sobie podobam. Jeszcze cztery lata temu nie założyłabym tak sobie krótkiej spódniczki, dziś bez skrępowania. To fajne uczucie.

BieganieBieganie Ola Mądzik/ facebook.com Ola Mądzik/ facebook.com

Co będzie pierwszą rzeczą jaką zrobisz, jak ukończysz ostatni bieg w tamach World Marathon Majors?

- Mam takie marzenie, żeby pojechać na Hawaje. Będę już w Stanach, więc mam taki plan, żeby stamtąd od razu polecieć właśnie tam. To by była taka prawdziwa nagroda.

BieganieBieganie Japonia - Ola Mądzik/ facebook.com Japonia - Ola Mądzik/ facebook.com

Od 9 lat mieszkasz w Warszawie. Gdzie tutaj biegasz?

- Na długie wybieganie najlepszy jest Las Kabacki, raz czy dwa byłam również w Puszczy Kampinoskiej. Jak robię trening szybkościowy, to najczęściej biegam po Wilanowie i ulicy Powsińskiej ze względu na to, że jest długa i praktycznie bez świateł. A w każdy wtorek biegam ze znajomymi pod Stadionem Narodowym, ponieważ prowadzę jedną z grup Night Runners. Sporadycznie też wpadam pobiegać po bieżni na Agrykoli.

Fajnie biega się po Warszawie?

- Fajnie. W bieganiu po Warszawie lubię to, że ją znam i wiem gdzie jestem, mogę też zawsze liczyć na to, że spotkam kogoś znajomego na trasie. Fajne jest też to, że mogę podziwiać miejsca, do których nie zawsze mogę wejść, jak Park Natoliński, który na co dzień jest zamknięty, a w czasie biegów jest udostępniany. Biegając, poznaję też miasto od zupełnie innej strony. Wbrew pozorom w Warszawie jest sporo zielonych miejsc, parków i lasów, gdzie można trenować, spotkać się ze znajomymi na wspólne bieganie i pogaduchy.

Jak się przygotowujesz do treningu? Co jesz, czy się rozgrzewasz?

- Ostatni posiłek jem 2-3 godziny przed treningiem. Żołądek ma czas na to, żeby strawić i dzięki temu nie dolega mi kolka. Z reguły są to lekkie rzeczy, tak żeby nie zalegały i nie przeszkadzały w trakcie biegu, na przykład ryż albo makaron z warzywami. Jeśli idę na długie wybieganie to pierwsze kilometry traktuję jako rozgrzewkę. Jeśli mam trening szybkościowy to poprzedzam go 2-3 km rozgrzewką. Potem chwilę się rozciągam i dopiero ruszam. Po treningu obowiązkowe rozciąganie i uzupełnianie płynów oraz mikroelementów.

Jakie błędy najczęściej popełniają biegacze?

- Błędy to np. strój - początkujący bardzo często za ciepło się ubierają, źle dobierają buty, drugie to nie uzupełnianie płynów podczas treningu. Czasem chcą za dużo i za szybko. Ja swój największy błąd popełniłam podczas przygotowań do pierwszego maratonu - szczególnie w ostatniej fazie za co przypłaciłam ścianą na 30-tym kilometrze. Praktycznie nie robiłam treningów, bo wyjechałam na urlop. Teraz staram się zawsze podchodzić do wszystkiego z głową. Nie może się zdarzyć tak, że nie przebiegnę.

Więcej o: