Gnijące jedzenie, karaluchy i odchody? To nie koniec. Warszawskie sprzątaczki opowiadają nam, z czym mają do czynienia

Każde biuro czy mieszkanie ma swoje tajemnice, które na jaw wychodzą, oczywiście, przy sprzątaniu. Opowiadają nam o nich panie sprzątające w Warszawie.
projekt: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl projekt: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl projekt: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl

Elżbieta: Kulturę człowieka widać w toalecie

Elżbieta Rejchler: - Prywatne firmy wykorzystują nie tylko swoich ludzi do pracy, ale i klientów. W jednej z firm, w której pracowałam, oszczędzało się na środkach czystości. Rozcieńczano je wodą. Poza tym na jeden miesiąc do sprzątania miałyśmy po dwie ściereczki: jedną do kurzu, drugą do sprzątania na mokro. Tymi szmatkami, co czyści się WC, wycierało się i biurka.

Ludziom wydaje się, że na sprzątanie to cymbały przychodzą. Dlatego nas nie szanują. Znam takich, którzy kiedyś byli kimś, a dzisiaj są na emeryturach i po prostu sobie dorabiają. Opowiem pani historię: kiedyś sprzątałam na Politechnice Warszawskiej, koleżanka umyła lamperię, chwilę potem student oparł się o nią nogami. Zwróciła mu uwagę: "Wie pan przed chwilą ścianę umyłam". A on na to: "Jak bym tego nie robił, to by pani pracy nie miała".

Kulturę człowieka widać przy biurku i w toalecie. Nie zdziwią mnie przylepione w WC do podłogi odchody. W sądzie przy ul. Terespolskiej do niektórych pokoi aż strach było wejść. Od razu wiadomo było, co kto jadł na drugie śniadanie, bo wszystko na podłodze leżało. Tyle godzin przy biurku pracuje, a wokół śmietnik. Bywały potworne kopciuchy. Ale, nie powiem, u sędziów w pokojach było czysto.

grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl

Iwona: Dzieciaki z klas 1-3 brudzą najbardziej

Iwona (nazwisko do wiadomości redakcji) pracuje w jednej z podstawówek: - Dzieciaki na stołówce dostają codziennie do obiadu owoce. Zamiast je zjeść, grają nimi na korytarzu w piłkę. Do niedawna wylewały też, gdzie popadnie, stołówkowe mleko. A my musimy to wszystko potem sprzątać.

Dzieciaki z klas 1-3 brudzą najbardziej. Nie uznają śmietników. Na ziemię rzucają wszystko: ogryzki, kanapki, świeże jedzenie, wcierają plastelinę, kredki świecowe. Skąd się to bierze? Z domu. Idzie matka z dzieckiem, dziecko rzuci coś na podłogę - myślisz, że zwróci mu uwagę? Nie, tylko powie: "Nic się nie stało. Od tego są sprzątaczki".

Inna sprawa, że dzieciaki w ogóle nie szanują swoich rzeczy. W wakacje zebrałyśmy pełne wory telefonów, butów, markowych ubrań. Normalnie lumpeks można by otworzyć. I to luksusowy.

grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl

Klaudia: 12 zł? Za taką kasę nie pracuję

Klaudia Wronek: - Sprzątanie wcale nie jest łatwe, trzeba być szybkim, dokładnym i w dobrej formie. Klienci bywają aroganccy. I skąpi - oczywiście wszędzie pracuję na czarno.

Za sprzątanie biur dostaję 15 zł za godzinę. Nie zdecydowałabym się na pracę u kogoś w domu. Mam koleżankę z Ukrainy, która robi wszystko, poza gotowaniem. Za sprzątanie, pranie, prasowanie, mycie okien bierze 12 zł za godzinę. Moim zdaniem to wyzysk.

Znam Polki, które dostają nawet 20-25 zł.

projekt: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl projekt: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl projekt: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl

Justyna: Jestem cyborgiem. Ale to lubię

Justyna Tureczek wspólnie z mężem prowadzi firmę sprzątającą: - Wiele osób korzysta z naszych usług po wyprowadzce lokatorów lub po remoncie. I te są największymi wyzwaniami. Kiedyś, sprzątając takie mieszkanie, znalazłam karalucha. Bywa też, że lokatorzy, opuszczając mieszkanie, zostawiają jedzenie, które gnije nawet kilka tygodni.

Najbardziej demotywuje mnie odwoływanie z dnia na dzień zleceń. A motywuje... mąż i córeczka. No i kasa. Zarabiamy od 150 zł do 300 zł dniówki.  Przy pracach poremontowych - 400 zł.

Jest ciężko, chociaż przyznam się, że lubię tak pracować. Mąż śmieje się, że jestem cyborgiem.

grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl

Kasia: Pani Teresa myje się w misce. Rzadko

- Pani Teresa nie należy do najczystszych osób. Ma 80 lat, nie myje się w wannie, tylko w misce. Na dodatek niezbyt często. Latem, nawet w największe upały, nie otwiera w mieszkaniu okien. Zaduch panuje ekstremalny - opowiada Kasia Libelt, która - jak sama mówi - "sprzątanie" rozpoczęła przez przypadek, bo od sąsiedzkiej pomocy: - Postanowiłam wesprzeć starszą, samotną sąsiadkę. Na początku chodziło o pomoc raz na jakiś czas w sprzątaniu mieszkania, wyrzucaniu śmieci.

Kasia Libelt: Z czasem okazało się, że sąsiadka niedomaga. Nie ma siły wychodzić z domu. Do moich obowiązków należy już nie tylko sprzątanie, ale i gotowanie. Zarabiam miesięcznie 1000 zł. Nie na czysto, ponieważ część tej kwoty wydaję na kupno jedzenia oraz środków do czyszczenia.

grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl grafika: Marta Kondrusik / metrowarszawa.pl

Iza: Nie szukamy klientów wśród mężczyzn

Iza Kuś: Czy klienci bywają nieprzyjemni? Mam jedną uciążliwą klientkę. To pani z tzw. wyższej sfery, patrzy na nas z góry, ale na siłę nie mam zamiaru trzymać się tego zlecenia. Zależy mi, abyśmy czuły się bezpiecznie. Jeżeli pracujemy w stresie, przekłada się to na jakość wykonywanej pracy. Jednak szczęśliwie trafiam na uprzejmych ludzi. Zapraszają na obiadu. Czuję się wtedy nieswojo, bo jest to dla mnie ogromne wyróżnienie.

W porównaniu do Anglików, którzy są ogromnymi bałaganiarzami, Polacy mają raczej tendencję do gromadzenia. Gdy wchodzę do mieszkania, w którym panuje minimalizm, odżywam. Wiem, co mam zrobić, co odsunąć.

Zauważyłam, że rynek warszawski jest skierowany głównie do ludzi zamożnych. Jakby to się nie należało rodzinom, które mają niższy status finansowy. Dlatego mam korzystne stawki, a klienci do mnie przychodzą i zostają. Jest to dla mnie ważniejsze niż dodatkowe 5 zł czy 10 zł. Dla mnie liczy się, że ciągłość i to, że moje dziewczyny mają pracę. Jestem samotną mamą, dlatego założyłam sobie, że będą pracowały u mnie tylko takie kobiety, jak ja.

Ile zarabiamy? Biorąc pod uwagę standardy warszawskie - mało, 15 zł za godzinę pracy. Dodatkowe opłaty pobieram za mycie okien, do rachunku ogólnego dodaję: 5 zł i 10 zł, w zależności od metrażu. Nawet jeśli padam na twarz, a mam w ręce 100 zł, jestem zadowolona i szczęśliwa.

Naszymi klientami są głównie rodziny, czasami zdarzają się singielki. Nie szukamy klientów wśród mężczyzn.