Kto ma największy wpływ na to, co dzieje się w Warszawie? Zapytaliśmy 100 osób [RANKING]

Będzie jak w 'Familiadzie'. Wyobraźcie sobie, że na tablicy wyświetla się 9 pól do wypełnienia. Są różnie punktowane, w zależności od popularności udzielanej odpowiedzi. Nie ma żenującego żartu prowadzącego, od razu pada pytanie: 'Kto lub co ma największy wpływ na to, co dzieje się w naszym mieście?' Odpowiadali moi rozmówcy, przypadkowo spotkani na ul. Świętokrzyskiej w samym centrum Warszawy. No to typujcie i sprawdzajcie, czy wasza odpowiedź pokrywa się z opiniami warszawiaków.

Media społecznościowe - 1 głos

Wskazała je tylko Joanna ze Śródmieścia. - Wszystkie oddolne inicjatywy, które rodzą się w sieci, znacznie mocniej oddziałują na życie w naszym mieście niż to, co pojawia się w tradycyjnych mediach - wyjaśnia. Sama przyznaje, że ostatnie protesty, happeningi czy manifestacje, które odbywały się w Warszawie, zostały nagłośnione przede wszystkim w internecie. - Duża część uczestników takich wydarzeń dowiaduje się o nich właśnie za pomocą mediów społecznościowych - dodaje. Zaznacza, że to także dla niej obecnie pierwsze źródło informacji "nie tylko o polityce, ale też o rozrywce, plotkach i sporcie".

20. urodziny Radia Maryja 20. urodziny Radia Maryja Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

Radio Maryja - 1 głos

Nie zdążyłem dokończyć pytania, a już usłyszałem odpowiedź. - Starzy ludzie, moherowe berety, radio Maryja - wymieniła na jednym oddechu Małgorzata z Kabat. - Radio Maryja ma wpływ na to, co dzieje się w Warszawie? - pytam zaskoczony. - Oczywiście. To, co teraz mamy wszędzie w Polsce, to jest dziadostwo. Mówią tym ludziom, na kogo mają głosować, jak mają myśleć, co jest dobre, a co złe. Ja jestem stara, to mi już wszystko jedno, ale szkoda młodych ludzi - mówi zasmucona. Powiązania między treściami na antenie rozgłośni ojca Rydzyka, a życiem w Warszawie nie potrafiła wytłumaczyć.

Tajemnicza instalacja pod płachtą stanęła na dziedzińcu ratusza w przeddzień rocznicy katastrofy smoleńskiej Tajemnicza instalacja pod płachtą stanęła na dziedzińcu ratusza w przeddzień rocznicy katastrofy smoleńskiej Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Urzędnicy - 1 głos

Karol z Białołęki bezradnie rozkłada ręce, a potem wskazuje na Pałac Kultury. - Wkurza mnie potwornie, że od lat ten teren nie jest zagospodarowany - mówi. - Niby ciągle są przetargi, a potem cisza. Jak ktoś ma złożyć finalny podpis, to nagle urzędnicy giną, nie są wymieniani z imienia i nazwiska, nie ponoszą odpowiedzialności, ale to oni pociągają za sznurki.

Budowa domów Ostrobramska Park firmy Skanska Budowa domów Ostrobramska Park firmy Skanska Fot. materiały prasowe

Deweloperzy i inwestorzy - 2 głosy

- Krety - mówi całkiem poważnie Zofia ze Śródmieścia. - Jak to? - dziwię się. - To jest krecia robota, która podlega całkiem innym prawom - mówi nadal enigmatycznie. - Warszawa jest pogrążona w wielkim chaosie. To jest miejsce, w którym nie da się żyć - kontynuuje stanowczo. Wyciąga z kieszeni kurtki ołówek i skrawek papieru. Notuje na nim nazwę naszej redakcji. - Później sprawdzę, skąd pan jest - mówi nieufnie.

Zofia nie lubi Warszawy, choć to miasto, w którym się urodziła, wychowywała i dorastała. - 20 lat mieszkałam w Toronto, wielomilionowej, wielonarodowościowej metropolii, gdzie panuje wzorowy porządek w życiu publicznym i obowiązuje wysoka kultura, gdzie szanuje się godność drugiego człowieka, a urzędnicy odnoszą się z szacunkiem i w sposób kulturalny do interesantów - opowiada. - A u nas nie widzę nic pozytywnego. W Warszawie rosną domy, w których nikt nie chce mieszkać, nikt ich nie lubi, a ludzie niechętnie przeprowadzają się ze starych miejsc pracy do nowych budynków ze szkła i stali.

Po chwili słyszę czyja to wina. - To deweloperzy podejmują decyzję o zagospodarowaniu nowych terenów, to oni zatrudniają architektów, później akceptują ich projekty, które niszczą środowisko naturalne, a następnie są zatwierdzane przez władze miasta. A my, mieszkańcy, nie mamy żadnego wpływu na to, że zabierają nam ziemię albo jakie projekty deweloperskie zostaną zrealizowane - wyjaśnia Zofia. Marzy o powrocie do Kanady. - Przeżyłam tam najcudowniejsze lata swojego życia i czekam, kiedy wreszcie wyjadę z tej potwornej Warszawy.

Michał z Mokotowa lubi swoje miasto, ale nie wszystko mu się podoba. - Myślę, że jeśli jest coś, co przyciągnie tu inwestorów, to później mają już całkowitą dowolność i sami decydują, co i jak przez nich realizowane będzie wyglądać - mówi. - Podejrzewam, że to są osoby, które mają dużo pieniędzy albo chcą się nachapać.

Prezes PiS starał się zwrócić uwagę na wysokie ceny żywności Prezes PiS starał się zwrócić uwagę na wysokie ceny żywności Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński - 5 głosów

- Przychodzi mi tylko jedno nazwisko do głowy - zaczyna Kasia z Bródna i porozumiewawczo się uśmiecha. - Mam zgadywać? - myślę sobie. - Oczywiście, że Jarosław Kaczyński - rzuca. - Mówimy o Warszawie - przypominam. - Ale on ma wszędzie wpływy - ucina Kasia. Chwali ostatnie zmiany w stolicy. - Dostrzegam coraz więcej remontów w mieście, jest ładniej, mamy drugą linię metra, szybko odbudowano most Łazienkowski. Cieszę się z tego - mówi. - To dziękujemy Kaczyńskiemu? - sugeruję. - Nie będę mu za nic dziękować - odpowiada stanowczo i odchodzi.

Marta z Bielan też wymieniła nazwisko prezesa PiS. - Przecież Kaczyński, niezależnie od przepisów, postawi pomnik upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej tam, gdzie będzie chciał - mówi.

- Niestety on - mówi Edyta z Woli i wzrok kieruje na pierwszą stronę jednego z najpopularniejszych tygodników. Czarno-białą okładkę wypełnia twarz, której oczy są zasłonięte przez napis "Ile lat z Kaczyńskim?". - Gdzie on się pcha? Jego nie powinni pokazywać nawet w telewizji - mówi rozemocjonowana. - Ma wpływ na to, co dzieje się w Warszawie? - dopytuję. - A nie widzi pan? Wszędzie chce sterować ręcznie - tłumaczy.

Rząd Beaty Szydło Rząd Beaty Szydło Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Rząd - 6 głosów

- Teraz jest taka sytuacja, że wszystko może być zależne od rządu - stwierdza Michał z Białołęki. - Nawet sprawy lokalne? Przecież w Warszawie rządzi PO - zauważam. - Nie wiadomo, jak długo - odpowiada mój imiennik. - Ani mieszkańcy ani aktywiści miejscy nie mają przecież wpływu, co widzę na swoim osiedlu. Ludzie nie są zaangażowani, mało osób przychodzi na zebrania, bo oni mają kredyty i pracują po to, żeby je spłacać - opowiada.

Bartek z Wawra dodaje, że chodzi o pieniądze: - Ludzie, którzy ustalają politykę budżetową, czyli rząd. To od nich zależy, ile Warszawa dostanie kasy państwa.

Rada Warszawy Rada Warszawy Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Radni - 7 głosów

- Pracownicy wybrani przez nas do rad narodowych - słyszę mocno zaskoczony od Józefa ze Śródmieścia. W końcu ten terenowy organ władzy ludowej upadł wraz z PRL-em. Mój rozmówca wreszcie wyjaśnia, że chodzi mu o radnych. - To oni decydują o tym, co dzieje się w mieście, bo inni są zajęci swoją pracą i nie mają na to czasu - mówi. I żartuje: - No i oczywiście my, emeryci.

Na radnych wskazuje też Witold, także emeryt ze Śródmieścia. - Decyduje partia, która teraz rządzi w Warszawie, czyli Platforma Obywatelska - odpowiada. - Jak jest u władzy, to ma wpływ - dodaje zgodnie z logiką. - No przecież nie obywatele, bo ci zawsze kierują się propagandą i sympatiami, a że nie zawsze mądrymi, to już inna sprawa - filozofuje. - Najlepszym przykładem jest w tej chwili obywatelska organizacja, która się nazywa KOD. Ale ja stawiam znak zapytania, czy aby jest tak bardzo obywatelska, bo niedługo raczej będzie super partią.

Ulica Świętokrzyska w Warszawie, październik 2014 r. Na wyremontowanej ulicy stanęły drewniane donice z drzewkami oraz miejskie meble. Ulica Świętokrzyska w Warszawie, październik 2014 r. Na wyremontowanej ulicy stanęły drewniane donice z drzewkami oraz miejskie meble. Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

Mieszkańcy - 29 głosów

- Wszystko jest w moich rękach. To jest moje miasto - krzyczy Grzegorz z Woli. - Jeżeli pan się dołączy, to będzie to zależało od nas, a później od innych. Czy pan się do mnie dołączy?

- Dołączę - mówię z chęcią.

- To jest nas już dwóch. Warto jeszcze zaprosić parę osób.

- Tylko jeśli mamy razem działać, to musimy się dogadać.

- Już się dogadaliśmy. Skoro rozmawiamy, to znaczy, że jesteśmy w dobrym kontakcie.

- A jak ja powiem, żebyśmy zwęzili tę ulicę do jednego pasa?

- To super. Jestem za. Ruch w centrum w ogóle można by wyłączyć. Jest zdrowiej i mniej śmierdzi. To teraz warto złapać tę panią tam i ją także o to zapytać. W ten sposób budujemy społeczność lokalną.

- A jeśli ta pani powie, że chce mieć trzeci pas na tej jezdni, bo stoi tu codziennie w korkach?

- To musimy wykombinować takie rozwiązanie, by i jej było fajnie i nam było dobrze.

Grzegorz nie jest z Warszawy. Przyjechał tu na początku lat 90. Wtedy próbował działać w różnych stowarzyszeniach, chciał zmieniać miasto. - W końcu dałem sobie spokój, bo ile można się użerać, zawsze są ludzie, którym coś przeszkadza - tłumaczy. Narzeka, że w stolicy niewielu jest rodowitych warszawiaków. - Znam sporo osób, które tu przyjeżdżają po to, by zrobić karierę, wydoić z tego miasta, ile się da, i uciec do siebie. Oni nic po sobie nie zostawią i mają gdzieś to, czy ulica będzie mieć dwa czy trzy pasy. Traktuję Warszawę bardzo osobiście, bo mi się szalenie podoba, ale tu nie ma z kim rozmawiać o tym, co zrobić, żeby nam się lepiej mieszkało - przyznaje ze smutkiem. Na koniec mówi mi, że najważniejsza jest identyfikacja z miejscem, w którym żyjemy, "bo tylko wtedy mamy wpływ, na to, co tu się dzieje".

Oprócz Grzegorza na mieszkańców postawiła prawie jedna trzecia pytanych. Dla wielu to oczywiste. - Jest nas najwięcej, więc mamy najwięcej do powiedzenia. Poza tym tu pracujemy i tu płacimy podatki - mówi Agnieszka z Ursynowa. - Byłoby jeszcze lepiej gdybyśmy się zjednoczyli, ale potrzeba kogoś, kto nas zmobilizuje - dodaje. Podobnie uważa Joanna ze Śródmieścia: - Wszyscy tworzymy przestrzeń, w której żyjemy. I robimy to codziennie. Ja np. dbam o swoje najbliższe otoczenie wokół bloku.

Kasia z Woli też wskazała mieszkańców, bo mają prawo głosu i decydują o tym, kto rządzi w mieście. - Skoro od wielu lat nie zmieniamy władzy w Warszawie, to znaczy, że nasze potrzeby są zaspokojone - mówi.

Niektórzy wspominali o budżecie partycypacyjnym. Od trzech lat warszawiacy mogą zgłaszać swoje pomysły. Te, które zdobędą najwięcej głosów od mieszkańców z każdej z 18 dzielnic, będą realizowane w następnym roku. - Możemy sami decydować, czy wolimy mieć remont ulicy, czy nowy plac zabaw - zauważa Anna z Bródna, która w tym roku pierwszy raz głosowała na projekty z budżetu partycypacyjnego.

Michał z Ursynowa chce wierzyć, że wpływ na to, co dzieje się w mieście, mają mieszkańcy. Ale ma pewne wątpliwości. - Niby istnieją konsultacje społeczne w Warszawie, w których każdy może uczestniczyć, ale tak naprawdę nie wiem, czy później nasze uwagi są brane pod uwagę przez miasto - przyznaje.

- Dzięki mieszkańcom to miasto żyje - mówi z uśmiechem Kacper z Żoliborza. - Tylko od nas zależy, czy będzie dookoła kolorowo, czy pali się Tęcza, czy stoimy pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, czy przez miasto przechodzi marsz KOD-u albo Parada Równości.

- To tak, jak w życiu. Wszystko zależy tylko od nas - przekonuje mnie Ola z Białołęki. - Jeśli ja się do pana uśmiecham, to znaczy, że już jest dobry początek.

Hanna Gronkiewicz-Waltz testuje siłownię plenerową na Jelonkach Hanna Gronkiewicz-Waltz testuje siłownię plenerową na Jelonkach Fot. URZĄD M.ST. WARSZAWY

Hanna Gronkiewicz-Waltz - 48 głosów

Dla wielu to oczywiste, że największy wpływ na to, co dzieje się w mieście, ma pani prezydent. Dlaczego? Bo:

* "podpisuje większość dokumentów" (Jacek z Mokotowa),

* "bez jej wiedzy nic się nie dzieje" (Ania z Saskiej Kępy),

* "zawsze szef ma największy wpływ" (Izabela ze Śródmieścia),

* "podejmuje decyzje, zarządza pieniędzmi, wszystko ogarnia, trzyma budżet w ryzach" (Dorota z Wilanowa).

Hanna Gronkiewicz-Waltz rządzi Warszawą od 10 lat. Właśnie mija półmetek jej trzeciej kadencji. Po ostatnich wyborach samorządowych zapowiedziała, że nie będzie już więcej ubiegać się o fotel prezydenta stolicy. Ale gdy rządzący w kraju PiS zapowiedział wydzielenie Warszawy z województwa mazowieckiego i rozpisanie wcześniejszych wyborów, to Hanna Gronkiewicz-Waltz wyznała, że w nich wystartuje.

Sławek ze Śródmieścia co prawda wskazał panią prezydent, ale uważa, że to zły wpływ. - Nie wierzę, żeby Gronkiewicz coś dobrego starała się zrobić - mówi. Jednocześnie przyznaje, że miasto robi się coraz ładniejsze. - Ale nie powiem, że ona ma na to wpływ. Ja w to nie wierzę. Przecież coś musi robić.

Zmiany w Warszawie ocenia na plus Weronika z Ochoty. - Pani Gronkiewicz-Waltz nadal jest osobą decyzyjną i ja to czuję i widzę. Warszawa jest dużo piękniejsza niż 10 lat temu - mówi.

- To pani prezydent podejmuje decyzje, gdzie mają być budowane wieżowce, jak ma być rozplanowane metro - zauważa Magda z Ursynowa.

Piotrek z Woli ubolewa, że największy wpływ ma pani prezydent. - Niestety, trzeci sektor jest bardzo słabiutki w Warszawie i o wszystkim decyduje Hanna Gronkiewicz-Waltz i partia, która ją popiera.

Z kolei Monika z Woli snuje spiskowe teorie. - Pewnie o tym, kto rzeczywiście ma wpływ na to, co dzieje się w mieście, nigdy się nie dowiemy. Mam jednak nadzieję, że prezydent Warszawy ma coś do powiedzenia w kwestii najważniejszych inwestycji drogowych, komunikacyjnych czy tych związanych z reprywatyzacją - mówi. I proponuje: - Dobrze by było, gdyby władza była trochę bardziej scentralizowana, a tak mamy 18 dzielnic w jednym mieście. I powstają takie małe królestwa. Uważam, że prezydent stolicy powinien być z Warszawy, bo jak ktoś tutaj przyjeżdża, to inaczej widzi to miasto.

Więcej o: