Tatuażysta, budowlaniec, hodowca psów... Kim są kierowcy Ubera w Warszawie? [PORTRETY]

Szturmem podbijają Warszawę i inne wielkie miasta w Polsce, a taksówkarze wylewają na nich wiadra pomyj. Dosłownie i w przenośni. Sprawdziliśmy, kim są kierowcy Ubera. Można ich podsumować jednym słowem - przedsiębiorczy. Jakby nie było Ubera, któryś z nich wcześniej czy później, by go wymyślił.
Pani Edyta Pani Edyta fot. Jakub Szymczuk

Edyta - "mama z przedmieścia"

Prowadzi z mężem hodowlę psów, jest na emeryturze, ma studiujące dzieci. Twierdzi, że dzięki Uberowi ma pieniądze na ich utrzymanie, bo jak mówi - dzieci traktują ją ostatnio jak "mobilny bank". Jej mąż też jeździ, ale znacznie mniej, bo wciąż pracuje na etacie.

Pani Edytafot. Jakub Szymczuk

Pani Edyta to ciepła i energiczna kobieta, uśmiechnięta, w typie "mamy z przedmieścia". Wychowała (a właściwie ciągle wychowuje) trójkę dzieci - dwoje studentów i najmłodszego syna, uczęszczającego do podstawówki. Do platformy Ubera dołączyła rok temu. Cel był prosty - zarobić dodatkowe pieniądze.

- Uber okazał się dla mnie idealnym rozwiązaniem - mówi. - W związku z obowiązkami rodzinnymi i hodowlą psów potrzebowałam pracy, która dałaby mi elastyczność. Hodowla wymaga wielu poświęceń, często mamy w domu szczenięta, wyjeżdżamy na wystawy, dbamy o nasze zwierzęta. W Uberze jeżdżę, ile chcę i kiedy chcę, wszystko zależy tylko i wyłącznie ode mnie, sama jestem sobie szefem. Od czasu dołączenia do platformy, zaprzyjaźniłam się innymi kierowcami, a w ostatnim czasie zachęciłam kilka koleżanek do dołączenia do Ubera. Zresztą namawiam wszystkich swoich znajomych, niech biorą los w swoje ręce - dodaje.

Łukasz Łukasz fot. Jakub Szymczuk

Łukasz - "zakochany kierownik"

Mówi, że przede wszystkim jest zakochany w Monice, swojej narzeczonej i że jest warszawiakiem z dziada pradziada z Woli. Typ "kierownika", pochodzi z rodziny budowlańców. Dziadek Łukasza odbudowywał Warszawę po wojnie, ojciec prowadzi firmę budowlaną. On sam jest architektem wnętrz i do zeszłego roku z sukcesami prowadził firmę wykończeniową. Niestety pojawiły się problemy ze zdrowiem. Pracę przerwał mu ciężki przypadek przepukliny. Tylko na moment stał się bezrobotny.

Łukaszfot. Jakub Szymczuk

- We wrześniu dowiedziałem się o Uberze i z dnia na dzień zacząłem jeździć - mówi. - Dzięki temu mogę zarabiać pieniądze, czekając na kolejną operację. Pracę w Uberze traktuję, jak pracę na pełen etat i jestem zadowolony. O zarobkach wolałbym nie mówić, ale nie narzekam. W ostatnim czasie kupiłem nowy samochód i planuję jeździć dalej. Już niedługo kończę rehabilitację i zamierzam wrócić do pracy architekta wnętrz, ale nie zamierzam rezygnować z Ubera. Lubię pracę z ludźmi, różnorodność. To dziwne, ale ja nawet lubię stać w korku, nie denerwuje mnie to, odpoczywam. Chcę łączyć jeżdżenie z projektowaniem. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale wiem, że na pewno się uda - mówi Łukasz.

Tomasz Tomasz fot. Jakub Szymczuk

Tomasz - "kierowca, co zna się na ludziach"

Doświadczony, spokojny, ma nerwy ze stali. Nie dziwne, jest warszawskim kierowcą miejskiego autobusu od 25 lat. Prócz tego przez 15 lat był przedstawicielem handlowym. Zna się na ludziach, lubi swoich pasażerów. Aktualnie jeździ w MZA na pół etatu, a od roku, w wolnym czasie, korzysta z platformy Uber.

Tomaszfot. Jakub Szymczuk

- Ze względu na elastyczny czas pracy uważam to za świetne rozwiązanie, a dodatkowo umiejętności zdobyte w Uberze, przydają mi się w drugiej pracy. Podam przykład, ostatnio zastępowałem kolegę na trasie, której wcześniej nie znałem, dzięki korzystaniu z platformy Ubera poznaję miasto i nie miałem żadnych problemów z nowymi kierunkami - mówi.

Ma żonę i dorosłe dzieci. Jego syn też korzysta z Ubera, z prostej przyczyny - chce zarobić.

- Za co najbardziej cenię tę pracę? Kiedy siedzę w szoferce nie mam kontaktu z ludźmi. Kiedy jadę z pasażerem, poznaję go, nawiązujemy relację. Bardzo to sobie cenię, chyba nawet bardziej, niż dodatkowe przychody, które też są miłe.

Staszek Staszek fot. Jakub Szymczuk

Staszek - "tatuażysta po godzinach"

Prywatnie - kochający mąż i ojciec piętnastoletniego syna. Jak sam przyznaje, nie zawsze było kolorowo. Kiedyś wylądował nawet na przymusowych szkoleniach doszkalających, na które wysłał go Uber, ale dziś jest uwielbiany przez pasażerów. Do dołączenia do platformy namówił także swojego brata.

Poza pracą w Uberze jest tatuatorem.

Staszekfot. Jakub Szymczuk

- Robienie tatuaży było moim codziennym zajęciem, teraz traktuję je bardziej jako hobby. Korzystam z zaprzyjaźnionego studia, odwiedzam też klientów w domu. Często zdarza mi się, że pasażerowie pytają mnie o tatuaże, ale nigdy nikt nie powiedział na ich temat złego słowa - mówi.

Pan Grzegorz Pan Grzegorz fot. Jakub Szymczuk

Grzegorz - "romantyczny twardziel"

Grzegorz ostatnie siedem lat pracował na platformach wiertniczych w najróżniejszych zakątkach świata: w Malezji, Wietnamie, Danii, Trynidadzie itd.

Pochodzi z Krakowa, jednak dwa lata temu przeprowadził się do Warszawy i choć mogłoby się wydawać, że z racji zawodu, jaki wykonywał jest samotnikiem, to do stolicy przyjechał za dziewczyną.

Grzegorzfot. Jakub Szymczuk

Ze względu na kryzys w branży wydobywczej Grzegorz od ponad dwóch nie lat pracuje na platformach wiertniczych, dlatego postanowił spróbować jeździć z Uberem.

To dopiero początek jeżdżenia. Grzegorz ma za sobą nieco ponad 100 kursów, ale jak sam mówi chciałby jeździć coraz więcej. Praca kierowcy na tyle mu się spodobała, że zatrudnił się też np. podczas szczytu NATO.

Prócz podróży (im dalej tym lepiej) lubi chodzić po górach i słuchać muzyki.