Sokół: "Non stop impreza. Niech się ludzie wynoszą poza centrum Warszawy?

- W Warszawie jest dużo niezwykłych miejsc. Taki Park Łazienkowski na przykład - może zabrzmię jak stary dziad, ale to miejsce unikatowe. Stary park w centrum miasta, z górkami, dołkami, bajorem i pałacykiem. Zajebisty jest - o Warszawie, pierwszej w życiu solowej płycie nagrywanej w klubie gogo i Męskim Graniu opowiada Sokół.

Dlaczego widzimy się w Palmierze przy Żurawiej?

Bo to bardzo fajne miejsce. Ma świetny klimat, ładne wnętrze. Kojarzy mi się z przedwojenną Warszawą. Poza tym właścicielami są moi kumple.

Które miejsca w Warszawie są dla ciebie ważne?

Na pewno Śródmieście. Zwłaszcza część południowa. Tam się wychowałem. Dokładnie na ulicy Polnej, między placem Unii Lubelskiej a Rondem Jazdy Polskiej. Przy Oleandrów, która za moich czasów była ulicą Partyzantów.

Bardzo lubię też klimat Żoliborza. Mam tam dwa biura. Mam wrażenie, że mieszkają tam trochę inni ludzie, jest spokojniej, kulturalniej.

A mieszkasz?

Na Młocinach, nad samą Wisłą.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

Daleko.

15 minut samochodem na Żurawią. W porze korków nie jeżdżę.

A miejsca ważne od strony muzycznej?

Kiedyś - Hybrydy. To był mój drugi dom. Ważne miejsce, wszystko działo się w Hybrydach. Brakuje mi tych czasów. Dziś nic mądrego tam się nie dzieje.

Twój pierwszy koncert?

1997 rok. Coloseum - wielki namiot na dalekiej Woli. Pierwszy raz stałem na scenie jako support przed Run-D.M.C.

Miałeś wtedy 20 lat. Jak wspominasz siebie z perspektywy czasu?

Byłem mocno pogubiony. Miałem duży bagaż doświadczeń, czułem, że przeżyłem więcej niż moi rówieśnicy, nie mogłem skumać prostoty ich myślenia. Oni się zachwycali czymś na poziomie bardzo płytkim, kiedy ja sięgałem głębiej. Ale wystarczyło się ogłupić używkami i poziom się wyrównywał. Alkohol towarzyszył mi zresztą w życiu często, pozwalał poznać ciekawe osoby, inspirował do szalonego działania i odprężał.

Teraz to głównie szklanka whisky na lodzie lub białe wino. Dużo czasu spędzam z moją dziewczyną, z którą świetnie się bawimy we dwójkę, nigdy się razem nie nudzimy, ale męskich wyjść na wódkę ostatnio mi brakowało, więc dziś akurat napiję się z kumplami.

Sokół imprezuje w Warszawie? Chodzisz do klubów?

Lubię Bątą, Sheeshę - od lat tam chodzę. Teraz otworzyli nadwiślańską filię Sheesha Summer. Na imprezy hip hopowe chodzę rzadko. Jestem w takim wieku, że ważne jest dla mnie, aby miejsca, które odwiedzam, miały czystą toaletę.

Trochę takich miejsc jest.

Jest Na Lato, jest Miłość i Patio przede wszystkim. Na tyle spodobało mi się to miejsce, że postanowiłem tam nagrać swoją solową płytę. A dokładnie w niedziałającym już klubie gogo - Libido, w którym wynająłem przestrzeń na studio. Pomalowaliśmy ściany na czarny mat, położyliśmy tłumiącą wykładzinę, dowozimy sprzęt i zaczynamy.

Solowa płyta.

Pierwsza w życiu i nagrywana w klubie gogo. Trochę się boję. Będzie to coś nowego. Zawsze pracowałem w teamie, lubię to. Przy tej solówce też starałem się zbudować dobry team, złożony przede wszystkim z producentów z naszego drugiego labelu Most. Do tej pory pracowałem w domu, tam pisałem wszystkie teksty. Teraz chcę to zmienić, uciec z niego, mieć swoje miejsce do pracy. A to świetna lokalizacja. Jest zaplecze gastronomiczne, mogę tam przyjść w środku nocy i grać muzykę bardzo głośno. I nikt mnie nie usłyszy.

Dlaczego solowa płyta właśnie teraz?

Wiele przyczyn. Jedną z nich może być zbliżająca się czterdziestka. Może to czas najwyższy, a może i ostatni. Co jakiś czas zastanawiam się, czy chce mi się jeszcze rapować... Ale zawsze jednak finalnie nagrywam kolejne rzeczy.

Coś już nagrałeś?

Mam jakieś szkice, ale nie jestem jeszcze zadowolony.

O czym będziesz pisał?

O tym, co przyjdzie mi do głowy. O ludziach, emocjach, kobietach, o seksie, o mieście, o narkotykach, o Zakonie Sowy i osobach, które kocham, oraz tych, za którymi nie przepadam. Lubię opowiadać historie, niekoniecznie z autopsji, ale też te cudze, obok których byłem blisko. Dużo piszę o brudnych rzeczach, ciężej mi pisać o ładnych. Dlatego jak jestem szczęśliwy to mam problem. Obecnie jest mi dobrze, więc wiele rzeczy ląduje w koszu.

Czy trzeba czuć się źle, żeby być twórczym?

Gdy zaczynałem pisać, to nie czułem się najlepiej i chyba tak mi zostało, że pisanie kojarzy mi się raczej z trudnym życiem.

Może pora nagrać coś weselszego. Jakiegoś Pharrella Williamsa dla Radio Zet?

Bardzo chciałem napisać pozytywną płytę. Gdybym to zrobił, pewnie byłbym już bardzo bogaty. Miewałem ładne melodie, mam świetnych producentów, ale dla mnie najważniejsze jest to, co wypłynie z mojej chorej głowy. Zawsze jakoś psuję te hity mocnymi tekstami. Jak już był przebój, to i tak w refrenie było „Ch** na to kładę, bo i tak damy radę”. Z moimi tekstami w Radio Zet nie przejdzie.

Był hit - „W aucie”.

To był dowcip. Tym utworem chcieliśmy pokazać, jak łatwo pisać hity. Ale to tyle, nie chciałbym cały czas pisać takich kawałków. To tak jak z kobietą, która oczekuje, żebyś potraktował ją jak ch**, bo kobiety często to podnieca. Potrafisz, robisz to, ale nie chcesz taki być permanentnie. Chcesz być generalnie dobry dla swojej kobiety. Ja chcę być też dobry dla mojej muzyki, a nagrywając tylko hity pokroju „W aucie” bym ją mocno krzywdził.

Warszawa jest dla ciebie ważna?

Bardzo. Spędziłem tu prawie całe życie, z krótkimi przerwami na Rygę, Pragę Czeską i Tbilisi. Warszawa jest super, rozwija się, coraz lepiej się tu mieszka i żyje, ma bardzo szeroką ofertę gastronomiczną. Sporo fajnych klubów. Jest granicą między wschodem a zachodem i czerpie z obu stref mentalnych i kulturowych.

Co ci się tutaj podoba?

Ta różnorodność. Dzielnice różnią się między sobą, jest mnóstwo świetnych enklaw w samym środku miasta - na Starym Mokotowie, Ochocie, Żoliborzu Oficerskim.

Lubię Wisłę, chociaż odkąd kazali być ciszej, to przestała mi się podobać. W ogóle uważam, że w centrum miasta powinien być zakaz ciszy nocnej. Strefa wydzielona. Non stop impreza. Niech się ludzie wynoszą poza centrum.

W Warszawie jest dużo niezwykłych miejsc. Taki Park Łazienkowski na przykład - może zabrzmię jak stary dziad, ale to miejsce unikatowe. Stary park w centrum miasta, z górkami, dołkami, bajorem i pałacykiem. Zajebisty jest.

I Praga jest też zajebista. Kawałek zachowanej Warszawy, która za kilka, kilkadziesiąt lat będzie zamożną dzielnicą z drogimi mieszkaniami.

Miała być kilka lat temu.

Musi minąć więcej czasu. 50 lat komunizmu zrobiło swoje. Pierwszym krokiem ku temu będzie zakończenie budowy Portu Praskiego.

Coś ci się w Warszawie nie podoba?

Brakuje mi nielegalnych imprez, robionych bez porozumienia z miastem. W Londynie jest tego mnóstwo. Dopóki nie przyjedzie policja, jest fajnie. Mało jest sytuacji podwórkowych, kiedyś więcej się działo, a nie za zamkniętymi drzwiami klubów z selekcją. Brakuje mi dawnych Hybryd, dawnej Klubokawiarni na Czackiego, Blue Velvet, Dziekanki, Lapidarium, albo takiego lokalu, jakim były Filtry.

Moim zdaniem dachy w Warszawie są zupełnie niewykorzystane. Jest The View, Level 27, ale to takie „wannabe Miami”. Brakuje mi miejsc z widokiem, gdzie można po prostu wypić dobrą herbatę czy kawę, zjeść i popatrzeć na panoramę Warszawy.

Warszawa jest też trochę dziwna. Ma w sobie niewątpliwie dramat. To bywa przytłaczające. Ludzie dziwnie patrzą na siebie. Oceniają się nawzajem.

Zwłaszcza tutaj, na Żurawiej. To dość charakterystyczne miejsce.

Charakterystyczna dla tego miejsca jest zgraja dzieciaków z aparatami fotograficznymi, która biega tu i robi zdjęcia drogich samochodów, tzw. spottersi. Nie wiem, dlaczego dziś ich tu nie ma.

Nie ma czego fotografować. Ty nie jeździsz Ferrari ani Porsche.

Jeżdżę Range Roverem. Lubię komfort. Lubię wysoko siedzieć, mieć dobry sprzęt do słuchania muzyki. Nie potrzebuję sportowego samochodu, żeby wyrywać kobiety. Zresztą chyba nie chciałbym takiej kobiety, która dałaby się poderwać na samochód.

Ale chodzi o to, co jest pod maską.

Mam diesla 4.4 litra i to mi w zupełności wystarczy, prędkość kompletnie mnie nie kręci. 90 proc. mężczyzn w tym mieście ma szybkie samochody nie dla tego, co jest pod maską, ale żeby nawiązywać szybkie relacje z bardzo zadbanymi kobietami.

Gdzie dziś słuchać hip hopu w Warszawie?

Choćby tu obok. W Balu. W środy. Bardzo dobre imprezy, mnóstwo ludzi. Albo w 1500 lub 55.

„Gimbaza”.

Taki jest współczesny hip hip.

Taco Hemingway...

On i Quebo.

Nie jest to coś, w co się wsłuchuję pasjami, ale doceniam ich pracę, myślę, że to, co robią, jest dobre, świeże, ciekawe i potrzebne.

Dużo jest talentów wśród młodych artystów hip hopowych?

Są jednostki. I jest też masa, która jest słaba. Są tacy, co skupiają się na treści, i tacy, którzy skupiają się przede wszystkim na formie. Nie jestem fanem pisania o polityce, umoralniania. Epatowania patriotyzmem. Jest też sporo płytkiego hip hopu - nie kręci mnie słuchanie o felgach. Chociaż zdarza mi się włączyć w samochodzie amerykański rap o paleniu jointów, bo jest po prostu świetnie wyprodukowany. Ale to nie jest moja bajka. Zresztą nawet nie palę jointów. Zawsze większą wagę przykładałem do tekstów, nie do formy.

Kiedyś prawdziwy hip hop to był ten podwórkowy. Teraz zamykamy się w klubach na modnej Żurawiej.

On wciąż jest prawdziwy. Natomiast bardzo często posługuje się schematami. Mało jest w nim indywidualizmu, dużo moralizatorstwa, mało pytań bez odpowiedzi. Kiedyś też tak pisałem, ale dziś cenię bardziej przewrotność. Mniej umoralniania, więcej refleksji. Nie chciałbym być postrzegany jako wzór do naśladowania. Nie jestem ani rozsądny, ani prawy. Poza tym moje życie się zmieniło, jeśli wciąż pisałbym to, co wtedy, byłbym niewiarygodny dla samego siebie.

Kto dziś słucha Sokoła?

Ze statystyk wynika, że ludzie mniej więcej o 10 lat młodsi ode mnie. I tak było prawie zawsze. Wychodzi również, że mam starszą grupę słuchaczy niż inni raperzy. Z jednej strony to dobrze, bo można przypuszczać, że są to ludzie mądrzejsi, z drugiej to smutne, bo szybciej umrą. Pewnie żyją intensywnie. To, co my robiliśmy kiedyś, co wydawało nam się bardzo mocne, dziś jest normą.

Jakaś refleksja?

Dziś wszystko dzieje się mocniej i na skróty. Najlepiej to widać na przykładzie seksu. Seksu jest dużo i jest on mocny. My też od wczesnej młodości lubiliśmy mocny seks, chcieliśmy mieć wiele partnerek i bawiliśmy się tym, bo byliśmy otwarci i chętni przygód, ale to nie było tak banalne. Jeśli nasz seks wyglądał jak na filmach porno, to dlatego, że odkrywaliśmy te rzeczy po prostu żyjąc i próbując i dochodziliśmy do czegoś sami, a współczesne dzieciaki uczą się tego wprost z pornosów w internecie bardzo wcześnie i kopiują to bezrefleksyjnie 1:1. To zupełnie inna droga. Brak delikatności, rozmowy, wszystko jest strasznie płytkie. Ludzie muszą domyślać się wielu rzeczy, komunikacja jest zdawkowa. W jakimś emotikonie zamykamy kilkuzdaniową wypowiedź. Brakuje mi głębszej analizy, dyskusji, dialogu, w którym opowiadasz szczegółowo o emocjach. Dziś wklejasz trzy znaczki i one są pełnym zdaniem. To oducza myślenia.

Jest o czym pisać.

Łatwiej takie myśli przychodzą do głowy, gdy się z kimś siedzi i rozmawia.

Które momenty w swojej karierze uważasz za najlepsze, a które za najgorsze?

Pytanie, czy sukces mierzyć wynikami finansowymi czy tym, co okazało się bardziej kreatywne. Biznesmeni by mnie wyśmiali, gdybym powiedział, że liczy się przede wszystkim oryginalność. Ale dla mnie kasa nie jest najważniejsza, zresztą nie lubię oszczędzać. Jeśli coś mam na koncie, zaraz znajduję sto fajnych sposobów na ulepszenie chwili lub miejsc do odwiedzenia i wszystko wydaję.

Bardzo dobrze wspominam pracę z Marysią, to było nowe, kreatywne. Dobrze oceniam pierwszą płytę nagraną z Ponem, była przełomowa, gorzej nasze wspólne koncerty po drugiej płycie. Zabrakło chemii na scenie. Obaj mieliśmy wtedy zawirowania w życiu. W pewnym momencie się wyłączyłem, przez rok nie grałem koncertów. Odstawiłem też wtedy pojawiającą się coraz częściej kokainę.

Sukcesem było dla mnie stworzenie WWO. I oczywiście Prosto. Bardzo podobały mi się te momenty, w których dokonywaliśmy jakichś zmian w ramach firmy. Mogę powiedzieć, że najlepszy czas Prosto jest teraz, bo finansowo z roku na rok jest coraz lepiej. Ale to też nieustanne inwestowanie.

A udział w Męskim Graniu? To dla ciebie ciekawy projekt?

Fajna koncepcja. Zawsze mi się podobała. Ciekawe połączenia, świetni artyści. Męskie Granie ma charakter mężczyzny i jego cechy. Selekcjonuje, dba o jakość i nieustannie buduje markę. Cieszę się, że zostałem zaproszony do projektu.

Sokół w duecie z Marysią Starostą wystąpi już 20 sierpnia w Forcie Bema przy ul. Jerzego Waldorffa. Start o godzinie 17:00.