Saramonowicz: Z tych piłkarzy, których dziś widziałem na boisku, jest taka Legia Warszawa, jak z jej kiboli na "żylecie" Żołnierze Wyklęci

"To naprawdę jakaś powalona schizofrenia. Najlepsi kibice w Polsce? Wolne żarty! Dzieje się rzeź, a kibole jak gdyby nigdy nic dalej śpiewają! Niestety, nikt nie ma odwagi powiedzieć, że ten rozbuchany śpiew unosi się nad grobem ukochanego klubu" - tak Andrzej Saramonowicz skomentował środowy mecz Legia Warszawa i Borussią Dortmund. Szczególnie dostało się kibicom stołecznego klubu.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas

 

Jest gdzieś granica absurdu, na którą pozwalać nie można. Z tych piłkarzy, których dziś widziałem na boisku, jest taka Legia Warszawa, jak z jej kiboli na "żylecie" Żołnierze Wyklęci. Jedni i drudzy to tylko jakieś żałosne grupy rekonstrukcyjne.
Langil, Aleksandrow czy Odjidja udają Deynę, Brychczego i Pisza, a kibole kibiców, a tak naprawdę są rozbudowanym do rozmiarów absurdu chórem im. Aleksandrowa (tego innego - kto nie wie, o kim mówię, niech poczyta), którego głównym zadaniem jest odśpiewanie repertuaru do końca, bez względu na to, co dzieje się na boisku.
To naprawdę jakaś powalona schizofrenia. Najlepsi kibice w Polsce? Wolne żarty! "Nie poddamy sięęęę... ukochana maaaa...", niesie się przez dziewięćdziesiąt minut, a tu jeb!, jeb!, jeb!, jeb!, jeb!, jeb!, i to w tempie powolnego sparingu paralityków po wylewie z ich okrutnie rozbrykanymi rehabilitantami. Dzieje się rzeź, a kibole jak gdyby nigdy nic dalej śpiewają! Jakby, kurwa, nie chodziło o piłkę nożną, tylko o laury w polsatowskim "Jak oni śpiewają". A nad wszystkim unosi się duch infantylnej kibolskiej lojalności do klubu "aż po grób". Niestety, nikt nie ma odwagi powiedzieć, że ten rozbuchany śpiew unosi się nad grobem "ukochanego klubu".
Poza tym wobec kogo ta lojalność, pytam?
Wobec trenera, który jutro powinien zostać kopnięty w dupę tak mocno, by znalazł się od razu za linią Maginota albo w jakimś albańskim klubie drugoligowym, gdzie jego miejsce? Czy może wobec jego pseudopiłkarskich lolitek, które ściągnął do Legii, żeby przytuliły nieco grosza, bazując na snach o wielkości prezesa z błyszczącym łańcuchem na szyi?
A największy absurd, że piłkarze obecnej Legii znają się gorzej niż znają piłkarzy Borussii Dortmund. Tych mogli chociaż parę razy obejrzeć w telewizorze lub pograć nimi na FIFA 2016. A paru swoich klubowych kolegów, z którymi dzisiaj musieli grać, widzieli po raz pierwszy na oczy. To jest profesjonalny klub, do chuja?
Dzisiejsza Legia to nowa wersja Andersenowskiej baśni o nowych szatach cesarza. Mało, że prezesi klubu i kibole nie zauważają, że cesarz jest nagi. W swoim niepojętym szaleństwie starają się nie widzieć, że ów cesarz nie tylko nie ma szat, ale i jaj.
Kurtyna!
Przypomnijmy: w 1. kolejce Ligi Mistrzów UEFA Legia Warszawa otrzymała srogą lekcję futbolu od wicemistrza Niemiec, Borussii Dortmund. Wojskowi przegrali przy Łazienkowskiej 0:6.
Znany reżyser i scenarzysta odniósł się na swoim Facebooku do wczorajszego meczu. - "Największy absurd, że piłkarze obecnej Legii znają się gorzej niż znają piłkarzy Borussii Dortmund. Tych mogli chociaż parę razy obejrzeć w telewizorze lub pograć nimi na FIFA 2016. A paru swoich klubowych kolegów, z którymi dzisiaj musieli grać, widzieli po raz pierwszy na oczy. To jest profesjonalny klub, do ch...?" I dodaje:
"Dzisiejsza Legia to nowa wersja Andersenowskiej baśni o nowych szatach cesarza. Mało, że prezesi klubu i kibole nie zauważają, że cesarz jest nagi. W swoim niepojętym szaleństwie starają się nie widzieć, że ów cesarz nie tylko nie ma szat, ale i jaj. Kurtyna!" - czytamy we wpisie.

źródło: fb Andrzej Saramonowiczźródło: fb Andrzej Saramonowicz

Tymczasem w sprawie zachowania polskich kibiców (gaz pieprzowy, burdy na trybunach i obraźliwe przyśpiewki na trybunach) klub wystosował dzisiaj w nocy specjalny komunikat. Sprostowano informacje, że rzekomo polscy kibice śpiewali na trybunach ". - Ustalono, że śpiewano "Nutte Nutte BVB"obraźliwą dla Borussii Dortmund i jej kibiców przyśpiewka śpiewana przez kibiców innych niemieckich drużyn - nie ma ona jednak żadnego kontekstu rasistowskiego czy antysemickiego. Niemniej jednak z całego serca przepraszamy zarówno niemieckich, jak i polskich fanów Borussii Dortmund, którzy poczuli się dotknięci - wyjaśniają władze klubu. Zaznaczono również, że wobec "wszystkich osób uczestniczących w naruszeniu porządku publicznego na Trybunie Zachodniej oraz w sektorze gości zostaną wyciągnięte bezwzględne konsekwencje".