Doładował w automacie kartę miejską. Teraz oskarżają go o oszustwo. "To absurd" - mówi

Nasz czytelnik jest podejrzany o nielegalne doładowanie Warszawskiej Karty Miejskiej. Sprawą zajmuje się policja. ZTM sprawdza, czy nie doszło do pomyłki.

Spodobało ci się? Polub nas

Sytuacja, która spotkała pana Tomasza, mogłaby wytrącić z równowagi każdego. Na początku maja mężczyzna otrzymał przesyłkę z policji. Miał stawić się 2 czerwca w charakterze świadka w wolskim komisariacie przy ul. Żytniej. Zaskoczony listem, od razu po otrzymaniu dokumentu, zadzwonił na policję. Spytał, czy doszło do nieporozumienia. - Usłyszałem, że Zarząd Transportu Miejskiego wykrył na moje karcie nielegalne doładowanie - opowiada metrowarszawa.pl pan Tomasz. - Miało do niego dojść rok wcześniej: 9 czerwca 2015 roku.

 

 

Doładował w automacie kartę miejską. Teraz oskarżają go o oszustwo. archiwum prywatne

Na przesłuchaniu policja poprosiła naszego czytelnika o okazanie dowodu potwierdzającego doładowanie swojej karty miejskiej. - Nie trzymam takich kwitków przez rok - opisuje wizytę w komisariacie pan Tomasz. - Powiedziałem, że to oni powinni dysponować dowodem popełnionego przeze mnie przestępstwa.

Miesiąc na reklamację

Przesłuchanie skończyło się spisaniem protokołu. - Usłyszałem, że sprawą może zająć się prokuratura. Policja zatrzymała też moją kartę jako dowód w sprawie - dodaje.

Po powrocie do domu pan Tomasz raz jeszcze przejrzał historię operacji na koncie bankowym. Pod datą 9 czerwca 2015 roku znalazł potwierdzenie transakcji na kwotę 110 złotych. Tyle kosztuje 30-dniowy bilet miesięczny kodowany na Warszawskiej Karcie Miejskiej. Potwierdzenie przelewu przesłał sierżantowi prowadzącemu sprawę jeszcze tego samego dnia, w którym odbyło się przesłuchanie.

Potwierdzenie transakcji naszego czytelnika oskarżonego o oszustwo.archiwum prywatne

Od tego czasu minęły ponad dwa tygodnie. W tym czasie pan Tomasz złożył skargę w Punkcie Obsługi Pasażera ZTM. Otrzymał odpowiedź, że sprawa zostanie rozpatrzona w standardowy sposób, czyli w ciągu 30 dni.

Potraktowany jak przestępca?

Dlaczego ZTM najpierw nie skontaktował się z naszym czytelnikiem, tylko w sprawę od razu zaangażował policję?

- Nie mamy uprawnień, aby prowadzić jakiekolwiek śledztwo - tłumaczy Magdalena Potocka z biura prasowego Zarządu Transportu Miejskiego. - Możemy jedynie poinformować odpowiednie służby o podejrzeniu przestępstwa.

Rzeczniczka przyznaje też, że dziś bardzo trudno jest korzystać z warszawskiej komunikacji miejskiej mając fałszywą WKM.

Nasz czytelnik cały czas zastanawia się, na jakiej podstawie ZTM uznał, że jego karta miejska została nielegalnie doładowana. - Wykrywa to nasz system informatyczny. Reaguje od razu podczas przechodzenia pasażera przez bramki metra albo podczas kontroli biletów. Informacja o nielegalnym źródle doładowania wyświetla się na urządzeniu sprawdzającym bilety - wyjaśnia Potocka. I zaznacza: - Wcześniej ZTM bazował na danych systemu opłat za przejazdy. Naszą uwagę zwracały sytuacje, gdy z jednej strony w trakcie kontroli wszystko było ok, ale w historii nie wyświetlało nam się doładowanie w legalnym punkcie, np. w POP-ie, kiosku czy biletomacie i z jakiejś przyczyny karta była ważna - tłumaczy.

Rzeczniczka zapewnia, że sprawdzi, czy w przypadku pana Tomasza, nie doszło do nieporozumienia.

Z kolei nasz czytelnik przyznaje, że całe zamieszanie kosztowało go dużo nerwów i straconych godzin pracy. Kilka dni przed przesłuchaniem doładował swoją kartę na 90 dni, ale zatrzymała ją policja. Za wyrobienie duplikatu zapłacił 14 złotych. W związku z zatrzymaniem karty, musiał kupić dodatkowe bilety na przejazdy.

- Jestem mocno zawiedziony sposobem, w jaki mnie potraktowano - komentuje.

W ubiegłym roku prokuratura postawiła zarzuty 10 osobom, które są podejrzane, że na kartach miejskich kodowały nielegalnie bilety komunikacji miejskiej. Grozi im do pięciu lat więzienia. W tej sprawie aż 1000 osób zostało przesłuchanych.