Szympans z misiem oraz o warszawskiej tradycji burzenia - podsumowanie tygodnia według Pańskiej Skórki

Piwo pod chmurką brzmi nieźle, ale mogą być z tego kłopoty, których na pewno nie będzie z pluszowymi misiami w Zoo. Za to dużo problemów w tym tygodniu związanych jest z warszawską Wisłą, a ogniskują się one szczególnie w Porcie Czerniakowskim.

Spodobało ci się? Polub nas

O najbardziej #eleganckich i #?frajerskich wydarzeniach mijającego tygodnia pisze specjalnie dla Was redakcja warszawskiego bloga "Pańska Skórka".

#ELEGANCKO

Jakiś czas temu warszawskie Zoo ogłosiło zbiórkę na rzecz swoich podopiecznych. Zaapelowano o różne podarunki, ale przede wszystkim o... zabawki! Tak jest, zabawki. Zwierzętom w ogrodach zoologicznych grozi śmiertelna nuda, dlatego też należy im zapewniać różne rozrywki. Po niedługim czasie trwania akcji można już odtrąbić sukces, warszawiacy przekazali całą masę piłek, piłeczek, lalek, misiów i innych pluszaków, które będą teraz cieszyć warszawskie szympansy, tygrysy, surykatki i całą resztę menażerii.

Jesteśmy okrutnie nudni. Jednak jeśli mieszkańcy i miasto spotykają się po jednej stronie barykady - wiedz że coś się dzieje. Firma deweloperska GTC pragnie dokonać czynu iście goebbelsowskiego i zahipnotyzować opinie publiczną, aby ta zmieniła zdanie o 180 stopni. Trudno dyskutować z podmiotem, który wie lepiej czego nam potrzeba, niż my sami. Symptomatycznym będzie efekt tak rzadkiego jednogłosu. Jeśli przegramy, to chyba coś powinno się zmienić? Nie? Póki co cieszymy się, że zarówno mieszkańcy, aktywiści miejscy, jak i władze miasta zwarli szyki i chcą przeciwstawić się pazernemu deweloperowi.

Piwo to dla jednych wspomagacz relaksu, dla innych nektar bogów, a dla kolejnych zagłada Polaków. Jedno jest pewne, piwo jest moczopędne, jest to empiryczny fakt. W Warszawie mają zmartwychwstać "budki z piwem", trochę relikt "czasów słusznie minionych", a trochę jednak katalizator nostalgii. Może być fajnie, ale nam jedna myśl chodzi po głowie... Brak publicznych toalet! Bez sztucznej pruderii - wszyscy bezwarunkowo oddajemy się mikcji. Więc najistotniejsza kwestia brzmi - czy budki będą wyposażone choć w najmniejsze toalety (przystosowane dla osób niepełnosprawnych rzecz jasna)? Jeśli każda taka budka miała ogólnodostępną toaletę, nie tylko dla klientów to połączylibyśmy przyjemne z pożytecznym (lub niezbędnym). Czas pokaże, póki co dajemy warunkowo pańsko-skórkowy znak jakości #ELEGANCKO.

#FRAJERSKO

Kolejny dzień, kolejny warszawski zabytek mniej. Takie są warszawskie realia. Tym razem trafiło na 112-letni bruk pochylni w Porcie Czerniakowskim. Zabytek skromny, nieporównywalny z barokowymi kościołami, czy nawet śródmiejskimi kamienicami, ale to nie zmienia faktu, że podobnie jak wiele innych takich nieprzesadnie efektownych obiektów ważny dla charakteru, nastroju i tożsamości miasta. Był. Natomiast jest jeszcze iluzoryczna szansa, że być może zostanie odtworzony, ale warszawiacy pamiętają o wielu tego typu obiecankach z których ostatecznie nic, albo prawie nic nie wynikło. Nie nastraja to optymistycznie.

6 czerwca 1962 roku oddano do użytku perłę warszawskiego modernizmu - Supersam. Jest to o tyle smutna data i okazja do wspominek, bo jak wiadomo dziesięć lat temu sklep został zburzony. Tak, to już tyle lat minęło. A jak pokazuje wyżej wspomniany przykład bruku pochylni trwałość wartościowych, czy też po prostu miłych naszym sentymentom obiektów jest w stolicy niezmiennie  zagrożona. Plusy? Chyba tylko jeden: kres Supersamu to był pewien przełom, od tego momentu zaczęto trochę bardziej zwracać uwagę i dostrzegać wartość niektórych budowli z okresu PRL. Póki co jednak nie bardzo przekłada się to na rzeczywiste ich bezpieczeństwo, przypominamy że losy choćby Emilki nadal są niepewne.

Z informacją o dewastacji pochylni w Porcie Czerniakowskim łączy się inna zła wiadomość: z portu wyprowadza się Fundacja Ja Wisła Przemysława Paska. Jej działalność na rzecz przywrócenia Wisły Warszawie i warszawiakom jest powszechnie znana, a finalnym jej efektem miało być powstanie Muzeum Wisły. Nic z tego nie będzie, barki i statki zgromadzone do tej pory przez fundację trafiły pod młotek. Wszystkie, oprócz legendarnego "Herbatnika", ale niewielkie to pocieszenie.