Alkohol będzie trudniej kupić. Kupcy straszą stratami. Ekspert: "Bzdura. To alkohol przynosi straty"

W czwartek kupcy działający m.in. w sieciach Społem, Top Market, Minuta8, Lewiatan czy Carrefour i Żabka będą protestować przeciwko odbieraniu i ograniczaniu koncesji na sprzedaż napojów alkoholowych w Warszawie. Zamykanie sklepów z alkoholem to straty dla państwa przekraczające 100 mln zł. Zdaniem Krzysztofa Brzózki, dyrektora Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, to bzdura. - I tak zapłaci za to całe społeczeństwo - mówi.

Uchwały Rady zdaniem kupców skutkują masowym zamykaniem sklepów w stolicy, zwolnieniami pracowników i niższymi wpływami podatkowymi. Informują o skierowaniu pozwu zbiorowego  o odszkodowanie w wysokości 60-70 mln zł od miasta i wskazują na straty dla państwa przekraczające 100 mln zł na skutek zmiany w prawie miejscowym w zakresie sprzedaży napojów alkoholowych oraz usytuowania punktów sprzedaży alkoholu w Warszawie (odległość sklepu z alkoholem od szkoły, przedszkola lub poradni psychologicznej musi być większa niż 100 metrów).

Spodobało ci się? Polub nas

Prawdopodobnie na zmianach w prawie miejscowym się nie skończy. Radni PiS w tej chwili pracują nad ustawą o wychowaniu w trzeźwości. Może ona dać większą moc decyzyjną samorządom. Będą one mogły mieć wpływ np. na liczbę punktów sprzedaży alkoholu oraz godziny otwarcia sklepów.

O zasadach sprzedaży alkoholu w Polsce oraz problemie alkoholowym Polaków rozmawiamy z dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Krzysztofem Brzózką.

Jutro manifestacja warszawskich kupców protestującym przeciwko decyzjom Rady Miasta dotyczącym odbieraniu i ograniczaniu koncesji na sprzedaż napojów alkoholowych  w Warszawie.

Krzysztof Brzózka: Rozbieżność interesów pomiędzy kupcami a tymi, którzy decydują o polityce wobec sprzedaży alkoholu będzie zawsze. Konflikt dotyczący produktów, które podlegają zezwoleniom, jest więc nieunikniony. Ale kupcy muszą pamiętać, że zgoda na sprzedaż alkoholu zawsze jest przyznawana na czas określony. Muszą liczyć się z tym, że to pozwolenie może nie zostać im przedłużone. Nikt przed upływem danej umowy im tego zezwolenia nie odbierze, ale nie są one przedłużane automatycznie.

W zeszłym roku weszły przepisy mówiące o tym, że sklep z alkoholem nie może znajdować się bliżej niż 100 metrów od przedszkola, szkoły czy poradni psychologicznej. PiS w tej chwili przygotowuje nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Kupcy się boją.

Mogą zostać wprowadzone inne ograniczenia, które w świecie cywilizowanym są normalne. Nikt tutaj nie mówi o prohibicji. O ograniczeniu sprzedaży alkoholu mówi się w całej Europie. To nie tylko nasz problem.

Jak wygląda sprzedaż alkoholu w innych krajach?

Na Węgrzech, w Łotwie, Litwie czy w Estonii sklepy zamyka się o 22. Cienka sieć sprzedaży funkcjonuje również w krajach skandynawskich. To nic nowego. Zdrowie publiczne nawet w orzeczeniach Trybunału Europejskiego ma priorytet nad swobodą działalności gospodarczej. Alkohol jest trzecim czynnikiem powodującym choroby na świecie, drugim w Europie, który powoduje śmiertelność. Alkohol nie jest normalnym towarem i może podlegać ograniczeniom. Nie jest tak, że rynek alkoholu był i będzie liberalny.

Dlaczego dopiero teraz w Polsce pojawiła się dyskusja na ten temat? Zawsze dużo się u nas piło, zdaniem wielu to element naszej kultury.

Nadszedł moment krytyczny. Pijemy tyle, co za komuny, a nigdy nie byliśmy specjalnie z tego dumni. Mieszkańcom miast przestaje się podobać ciągły hałas pod sklepami z alkoholem oraz towarzystwo, które się pod nimi gromadzi. W Polsce trudniej kupić pieczywo niż alkohol.

Alkohol to poważny problem w Polsce?

Bardzo poważny. Jesteśmy jednym z nielicznych państw w Europie, w którym spożycie alkoholu rośnie i wg prognoz WHO będzie dalej rosło, jeśli coś nie zostanie w tej kwestii zrobione. Sama profilaktyka to nie wszystko.

Kupcy mówią o dużych stratach finansowych dla państwa. To miliony złotych.

Bzdura. To alkohol przynosi straty, a nie zmniejszenie podaży. Każda złotówka dochodu do budżetu państwa, to 4 zł wydane w innych miejscach. Jakie 100 mln? To opowieści wyssane z palca.

Utrata pracy dla tysięcy ludzi...?

Jest taki piękny kraj. Nazywa się Italia. Tam kwitnie turystyka, jest dużo miejsc pracy w przemyśle turystycznym, spożywczym, restauracjach. Ile piją Włosi? O 40 proc. mniej alkoholu niż Polacy. Można? Można.

Może to kwestia wychowania i kultury. Oni piją inaczej.

Tym bardziej ten alkohol nie powinien być dostępny za każdym rogiem.

Czy likwidacja sklepów, skrócenie godzin otwarcia cokolwiek zmieni? Można robić zapasy...

Oczywiście, że zmieni. Zapasy nie są nieskończone, kolejny argument kupców - szara strefa. Bzdura. Przemysł alkoholowy nie jest żadną potęgą, jeśli chodzi o zatrudnienie, żadną potęgą jeśli chodzi o zużycie surowców rolnych do produkcji alkoholu, żadną potęgą eksportową i żadną potęgą gospodarczą, jeśli chodzi o polskie firmy, bo znaczna część produkcji jest w rosyjskich rękach. Wszystko to czysty marketing i kwestia ogromnych pieniędzy wydawanych na reklamę i działania promocyjne.

Łatwo rzucić hasło. Prawda jest taka, że nie ma strat dla budżetu państwa, jeśli chodzi o sprzedaż alkoholu. Są same zyski - w zdrowiu publicznym, wyprodukowanych artykułach, dobrostanie, mniejszej liczbie wypadków, zmniejszeniu przemocy. Nie dajmy się zwariować.

Czy na przykładzie innych krajów widać jakieś efekty?

Oczywiście. W każdym z tych krajów spada poziom spożycia alkoholu. Miernikiem zasadniczym ściśle związanym ze spożyciem alkoholu na mieszkańca, jest śmiertelność. Co roku z powodu alkoholu umiera w Polsce 10 tysięcy osób. Półtora tysiąca dlatego, że wypiło go za dużo i się zatruło. Trzeba pamiętać, że alkohol jest trucizną. 1,5 tys. umiera z powodów psychicznych wywołanych alkoholem, i blisko 7 tys. na skutek chorób, jak np. marskość wątroby. Są i inne powody. Interakcja alkoholu z lekami. Ponad 100 cząsteczek farmaceutycznych wchodzi w interakcję z alkoholem, m.in. leki na cukrzycę, nadciśnienie. Bierzemy pastylki, popijamy alkoholem i wydaje nam się, że nic złego się nie stanie. Zyski ze sprzedaży alkoholu? Tylko dla kupców i producentów. I tak zapłaci za to całe społeczeństwo…

Protest odbędzie się przed Pałacem Kultury o godzinie 15.