Kierowca linii 116 uratował życie pasażerce. "Gdy zobaczył, że traci przytomność, nie wahał się ani chwili"

- Błyskawicznie zaczął reanimację i wykonywał ją aż do przyjazdu pogotowia. - Pan tej kobiecie życie uratował - orzekł lekarz, gdy pasażerka znalazła się już w karetce. Historia jest niesamowita także dlatego, że był to pierwszy dzień pracy pana Janusza Keplina. Pasażerka uważa jednak inaczej...

Kierowca w miniony piątek jechał linią nr 116 w kierunku Wilanowa. Chwilę po godz. 20, w pobliżu przystanku Foksal okazało się, że pomocy potrzebuje jedna z pasażerek.- "Panie kierowco, panie kierowco, tam kobieta straciła przytomność, pomocy! - krzyknął nagle jeden z pasażerów. Pan Janusz zabezpieczył wóz, przebił się przez zatłoczony pojazd. Młodą dziewczynę właśnie wynoszono na ławkę na przystanku" - opisuje sytuację Sławomir Ślubowski z Miejskich Zakładów Autobusowych.

Spodobało ci się? Polub nas

Jak zaznacza MZA przy poszkodowanej zebrał się tłum gapiów, jednak nikt nie zaoferował pomocy.

- Podniosłem jej nogi do góry, aby krew dotleniła mózg. Ułożyłem w pozycji bocznej bezpiecznej. Sprawdziłem oddech i tętno na tętnicy promieniowej i szyjnej. Mocowałem się trochę, by poluzować zamek błyskawiczny w kurtce tej dziewczyny. Jak na złość, zablokował się.
Przy poszkodowanej i udzielającej jej pomocy kierowcy zebrał się oczywiście tłumek gapiów, nikt jednak nie zaoferował pomocy.
- Po kilku minutach akcji reanimacyjnej dziewczyna odzyskała przytomność, nawet powiedziała, że jest jej zimno - opowiada nasz kolega. - Chwilę później była już karetka. Lekarz powiedział mi, że uratowałem tej pasażerce życie - dodaje kierowca

- Podniosłem jej nogi do góry, aby krew dotleniła mózg. Ułożyłem w pozycji bocznej bezpiecznej. Sprawdziłem oddech i tętno na tętnicy promieniowej i szyjnej. Mocowałem się trochę, by poluzować zamek błyskawiczny w kurtce tej dziewczyny. Jak na złość, zablokował się. Po kilku minutach akcji reanimacyjnej dziewczyna odzyskała przytomność, nawet powiedziała, że jest jej zimno - opowiada pan Janusz.

Chwilę później była już karetka. - "Warto dodać, że pan Janusz jest zawodowym wojskowym, pracuje w 10 Pułku Samochodowym, jednak od zawsze ciągnęło go do jeżdżenia i dlatego, w niepełnym wymiarze godzin, "zasila" w naszej Spółce. Chrzest bojowy przeszedł wspaniale. Jesteśmy dumni, że mamy takich prowadzących" - podkreśla Sławomir Ślubowski z MZA, który sytuację opisał na profilu.

Tymczasem głos w sprawie zabrała sama poszkodowana. Na swoim profilu udostępniła wpis w którym m.in. pisze, że niepotrzebnie zrobiono z tej sprawy sensację.

 

FacebookFacebook

 

W sieci z kolei pojawiły się komentarze internautów chwalących reakcję kierowcy. Podkreślają, że służenie wezwano karetkę, a pani Dominika, zamiast krytykować pracownika MZA powinna mu podziękować za chęć pomocy.

Komentarze / Gazeta StołecznaKomentarze / Gazeta Stołeczna

 

Forum / Gazeta StołecznaForum / Gazeta Stołeczna