We wtorek Wisła ma osiągnąć rekordowo niski poziom wody. Na tym może się nie skończyć

Niski poziom wody w Wiśle zanotowano już na początku lipca. Wtedy eksperci mówili, że nie ma powodów do niepokoju, ponieważ w tym okresie to norma. Jest połowa sierpnia i nic nie wskazuje na to, że ma być jednak lepiej. Już jutro według prognoz, Wisła ma osiągnąć rekordowo niski poziom wody.

Spodobało ci się? Polub nas

Nasza piękna Wisła wysycha... Swój rekordowo niski poziom wody osiągnęła w 2012 roku - wodowskaz wskazał wtedy 52 centymetry. W niedzielę, jak pisze TVNWarszawa, według pomiarów Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, poziom rzeki wyniósł 55 centymetrów. Dziś ma zaś spaść o kolejne 2 centymetry.

Według prognoz we wtorek 18 sierpnia poziom wody ma wynieść 50 cm. Niestety, jak czytamy na TVNWarszawa, na tym może się się nie skończyć. Zdaniem hydrologów już w środę wodowskaz może bowiem wskazać tylko 48 centymetrów.

Warszawiacy są zaniepokojeni niskim stanem wody w Wiśle. Gołym okiem widzą, jak coraz bardziej wydłuża się brzeg, a z wody zaczynają wystawiać charakterystyczne wysepki. Rzeka odkrywać zaczyna również swoje skarby. Na profilu "Warszawy historia ukryta" ukazały się zdjęcia "smoków" (sześciometrowe głowice przewodów ssawnych), które wypłynęły na powierzchnię. Niski poziom wody w Wiśle odsłonił prawdopodobnie wrak słynnego przed wojną parostatku Bajka.

Niski poziom wody w WiśleWarszawy historia ukryta/ Facebook.com

Niski stan wody wiąże się przede wszystkim z utrudnieniami dla funkcjonowania żeglugi wodnej. Wielbiciele Warszawskich Linii Turystycznych musieli zrezygnować wielokrotnie z planów przepłynięcia się tramwajem wodnym. W weekend zawieszono znów kursowanie tramwaju wodnego "Wars". Niski stan wody na Wiśle spowodował też zmianę trasy statku "Zefir" pływającego z Warszawy do Serocka (odbywają się z Żerania). W dalszym ciągu kursują jeszcze dwa promy - Słonka i Pliszka.

Aby poziom wody w Wiśle zaczął wracać do normy, a tramwaje mogły znów zacząć kursować, musi trochę popadać. I to niekoniecznie, jak mówił nam Krzysztof Dziomdziora, w Warszawie, ale na przykład w górach.