Posłuchaj Mozarta w Łazienkach, w Wilanowie, na Krakowskim Przedmieściu. "Zaczynam podejrzewać, że warszawiacy kochają Mozarta" [WYWIAD]

8 czerwca rozpoczęło się jedno z najbardziej popularnych wydarzeń związanych z muzyką klasyczną - jubileuszowa, 25. edycja Festiwalu Mozartowskiego organizowanego przez Warszawską Operę Kameralną. O Festiwalu, trudnych latach Warszawskiej Opery Kameralnej i o stosunku warszawiaków do Mozarta rozmawiamy z Dyrektorem WOK - Jerzym Lachem.

Spodobało ci się? Polub nas

Festiwal Mozartowski w Warszawie

Agata Grzybowska/ Agencja Gazeta

25-lecie festiwalu Mozartowskiego - to ważna rocznica. Co Państwo przygotowali specjalnego na tę okazję?

- Naszą ideą było zagranie 25 koncertów na 25-lecie festiwalu, ale wszystkich wydarzeń mamy około 60. Wracamy też do koncepcji, aby Festiwal pokazywał przekrój wszystkich dzieł Mozarta - zarówno operowych, symfonicznych, jak również oratoryjnych. Przygotowaliśmy też dwa przedstawienia dla dzieci i sekcję Mozart OFF. Na zakończenie Festiwalu odbędzie się widowisko plenerowe "Czarodziejski flet" w Amfitearze Parku Sowińskiego. Festiwal od lat rozrasta się też w przestrzeni miasta - w tym roku odbywa się m.in. w Teatrze Warszawskiej Opery Kameralnej, w Łazienkach, na Zamku Królewskim, w Wilanowie, Kościele Seminaryjnym, na ulicy Chłodnej, czy placu Defilad.

Co się zmieniło w ciągu tych 25 lat trwania festiwalu?

- Największa zmiana nastąpiła, kiedy zacząłem kierować Warszawską Operą Kameralną. Postanowiliśmy rozszerzyć formułę wydarzenia, a z drugiej strony grupę osób biorących w nim udział. Wprowadziliśmy do repertuaru widowiska plenerowe, sekcję Mozart OFF i spektakle operowe grane przez młodych twórców. Zainicjowaliśmy koncerty w przestrzeni publicznej Warszawy. W tym roku, pod koniec czerwca, zrealizujemy po raz pierwszy akcję "Mozart wszędzie", w ramach której muzyka Mozarta będzie grana w tym samym czasie w kilkudziesięciu miejscach w Warszawie, w kawiarniach, restauracjach, a nawet butikach. Co roku od trzech lat powierzam nowemu reżyserowi kolejny tytuł z wielkiej piątki dzieł Mozarta. Tym razem będzie to "Wesele Figara" reżyserowane przez Wasyla Wawkuna z Opery Lwowskiej. Zaprosiliśmy też do współpracy Lwowską Orkiestrę Kameralną, co jest pierwszym krokiem do umiędzynarodowienia festiwalu.

Czy obecnie przychodzi na niego więcej osób czy może wręcz przeciwnie? Jak to jest z zainteresowaniem muzyką klasyczną w Warszawie?

- Zmodyfikowana formuła wpływa na zwiększenie liczby publiczności. Na przykład same widowiska plenerowe gromadzą kilkutysięczną publiczność. Wcześniej taką frekwencję odnotowywaliśmy na całym Festiwalu. Trudno to bezpośrednio wiązać z większym zainteresowaniem muzyką klasyczną. To efekt wyjścia z Festiwalem do publiczności, a nie robienia wydarzenia wyłącznie dla melomanów. Tylko tak możemy zdobyć nowego widza, pokazać, że Mozart i cała klasyka, mogą towarzyszyć niemal każdemu. Nasze poranki operowe - nie tylko mozartowskie, ale i inne organizowane przez Warszawską Operę Kameralną - cieszą się ogromnym zainteresowaniem i stuprocentową frekwencją, a cykl OFF przyciąga nie tylko z powodów muzycznych, ale też środowiskowych.

Festiwal Mozartowski w WarszawieMałgorzata Gendlek/ Agencja Gazeta

Jednym z ciekawszych elementów Festiwalu jest to, że odbywa się on w różnych, ciekawych lokalizacjach. Czy lokalizacja rzeczywiście wpływa na odbiór muzyki Mozarta?

- Oczywiście, że tak, ale być może w inny sposób niż ten, o jakim Pani myśli. To ma walor edukacyjny. Wychodząc w przestrzeń publiczną mamy nadzieję na pozyskanie nowego widza, chcemy, żeby jak najwięcej osób usłyszało o Mozarcie i o Festiwalu.

Kierowanie WOK objął pan trzy lata temu. Jakiego rodzaju doświadczeniem do tej pory było dla Pana sprawowanie funkcji Dyrektora WOK?

- Przejąłem kierowanie w sytuacji zapaści finansowej instytucji, kiedy dotacja została obniżona o 4 mln. Pierwszy rok to była walka o przetrwanie, nie mogliśmy sobie pozwolić na żadne premiery, a organizacja Festiwalu Mozartowskiego stała pod znakiem zapytania. Nie chciałem jednak z niego rezygnować, bo w końcu jest to jeden z ważniejszych festiwali muzyki klasycznej w Polsce i Europie. W kolejnym roku udało nam się wyjść na prostą. W tym, po czasem bolesnych zmianach, możemy sobie pozwolić na dynamiczny rozwój, czego dowodem może być chociażby głośna premiera "Operetki" z kwietnia tego roku.

W jaki sposób powinna być prowadzona taka placówka jak WOK w dzisiejszych czasach?

- Na to nie ma reguły. Każda instytucja jest inna. Wprowadziliśmy restrukturyzację, szukaliśmy oszczędności, równocześnie powoli odbudowywaliśmy pozycję Warszawskiej Opery Kameralnej. Przyjąłem nową strategię, bo bez tego trudno byłoby dalej prowadzić tę instytucję. Strategię która zakłada, że będziemy działać w czterech pionach artystycznych: O/BAROK, O/MOZART, O/OFF, O/MARIONETKI. Na ich czele stoją kierownicy artystyczni, którzy wchodzą w skład rady programowej i przygotowują program na kolejne sezony. Ta strategia została wdrożona w styczniu bieżącego roku i doskonale się sprawdza. Kierunek naszym działaniom wyznacza też to, że mamy dwie orkiestry - orkiestrę muzyki dawnej oraz orkiestrę symfoniczną. Nie gramy klasyki w wersjach uwspółcześnionych, ale współczesne opery powstające na nasze zamówienie. Przykładami są "Operetka",  czy "Orferusz". Leszek Możdżer pisze dla nas operę do dramatu "Immanuel Kant" Thomasa Bernharda, a Michał Dobrzyński za chwilę zacznie pisać muzykę do "Tanga" Sławomira Mrożka.

Czy Festiwal Mozartowski jest ważnym wydarzeniem dla Warszawy?

- To drugi obok Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena festiwal autotematyczny. W Europie nikt się nie pokusił o takie wydarzenie. W tym miejscu należą się wielkie podziękowania dyrektorowi Stefanowi Sutkowskiemu i Ryszardowi Peretowi, że Festiwal przetrwał tak długo. Moim zadaniem jest to wydarzenie ważne nie tylko dla Warszawy, ale dla całej Polski.

Jak by zdefiniował Pan publiczność, która przychodzi na festiwal? Czy to publiczność wyrobiona muzycznie, melomani czy nie tylko?

- Zdecydowanie jest większa rozpiętość wiekowa niż była dotychczas. Publiczność jest bardzo różnorodna: melomani, turyści zagraniczni, którzy są akurat w Warszawie, fani Mozarta, wielbiciele samego Festiwalu, osoby które usłyszały o wydarzeniu i przyszły z ciekawości.

Do kogo chcą Państwo trafić z festiwalem?

- Rolą instytucji kultury jest edukować, czyli w teorii dotrzeć do każdego, a w praktyce do prawie każdego.

Czy Pana zdaniem muzyka klasyczna ma szansę przebić się do szerszej publiczności? Jak to można byłoby Pana zdaniem zrobić? Jak zachęcić warszawiaków do słuchania muzyki klasycznej? Również tych młodych?

- Jedynym sposobem na zachęcenie do słuchania muzyki klasycznej jest edukacja od podstaw. Jeśli nie przygotujemy młodego widza do odbioru tej sztuki, to nie uda nam się go przekonać żadnymi namowami. Podczas poranków operowych dajemy dzieciom możliwość nie tylko posłuchania, ale także pośpiewania, zatańczenia, dotknięcia instrumentów, zajrzenia za kulisy, porozmawiania z aktorami. Podobny otwierający charakter ma scena młodych, która jest adresowana do osób powyżej 14 roku życia oraz takie inscenizacje jak "Operetka" przyciągające nowego, młodego widza. Jeden przychodzi, żeby zobaczyć jak ten Gombrowicz może zaistnieć w operze, a drugi przychodzi dlatego, że jest zainteresowany literaturą, a jeszcze inny dlatego, że dowiedział się, że jest to opera bardzo teatralna. Te kierunki chcemy kontynuować, bo to jedyny sposób na to, żeby ściągnąć widza do opery.

Który z koncertów podczas festiwalu będzie Pana zdaniem najciekawszy?

- "Msza c-mol", "Msza koronacyjna", "Requiem d-moll KV 626" - bo to są trzy sztandarowe działa Mozarta.

Czy warszawiacy lubią Mozarta?

- Dzięki rosnącej frekwencji Festiwalu zaczynam podejrzewać, że nawet kochają.

Co Pana zdaniem jest najcenniejszego w jego muzyce?

- Ponadczasowość i uniwersalność. Jego muzyka jest tak harmonijna i przystępna, że każdy z przyjemnością jej słucha. A może jego muzyka jest doskonała. Czy wie Pani, że jak się puszcza muzykę Mozarta to rozsypany na stole piasek pod wpływem wywołanych przez nią drgań układa się w piękne wzory? Żadna inna muzyka tak nie działa.

Ma Pan swój ulubiony utwór Mozarta?

- "Don Giovanni".

Jakie ma Pan plany na dalszy rozwój Warszawskiej Opery Kameralnej - na co Pana zdaniem powinien zostać położony nacisk, jakiego rodzaju muzyka, spektakle prezentowane, czy planuje Pan na przykład stworzenie festiwalu poświęconego jakiemuś innemu kompozytorowi?

- Muszę dokończyć restrukturyzację. Chciałbym, żeby co sezon odbywały się minimum 4 premiery, a Festiwal Mozartowski stał się wydarzeniem międzynarodowym. W tym roku jesteśmy razem ze Stowarzyszeniem Miłośników Oper Barokowych organizatorami Festiwalu Oper Barokowych. Chciałbym, żeby to wydarzenie stało się drugą festiwalową wizytówką naszej instytucji.

Jak uważa Pan, że taka instytucja jak WOK, postrzegana wciąż jako dość "toporna", powinna się promować?

- Nie uważam, żeby WOK toporny. Staramy się być miejscem otwartym i przyciągać nowych widzów. Do tego promocja jest potrzeba, między innymi po to właśnie, żeby pokazać, że nasza oferta nie jest hermetyczna. Poza tym Warszawska Opera Kameralna cały czas przechodzi proces odnowy, następuje wymiana pokoleniowa. Odbywa się to w sposób ewolucyjny, bo żadna rewolucja w takiej instytucji nie przyniosła pozytywnego efektu.

Program Festiwalu (kliknij, żeby powiększyć)

Festiwal Mozartowski w Warszawiemateriały prasowe