W lipcu możesz pójść na wyjątkowy spacer po Warszawie: Epidemia miłości czyli śladami powstańczych ślubów

- Podczas Powstania Warszawskiego zawarto około 256 związków małżeńskich. Statystycznie na każdy dzień powstania przypadały cztery śluby. Zapewne było ich znacznie więcej, ale tyle udało się udokumentować - mówi Adrian Sobieszczański, warszawski przewodnik, który już 26 lipca poprowadzi spacer śladami powstańczych ślubów. Jak twierdzi historyk, Sławomir Koper, prawdopodobnie "ceremonii" ślubnych odbyło się przynajmniej 500.

Spodobało ci się? Polub nas

Zawieranie związków małżeńskich było tak istotną sprawą, że Antoni Chruściel, generał brygady Wojska Polskiego, w dniu 18 sierpnia wydał rozkaz regulujący w świetle prawa sposób zawierania małżeństw w trakcie Powstania. Ułatwiało to znacznie cały proces zamążpójścia - w świetle prawa przed przyjęciem sakramentu, powinny być wygłoszone zapowiedzi. W wielu przypadkach po prostu takiej możliwości nie było. Głównie dlatego, że śluby odbywały się nie w kościele, ale w kaplicach (na przykład na ul. Moniuszki lub ulicy Wilczej), w podziemiach Muzeum Narodowego albo po prostu - na barykadach. Nie zawsze była możliwość usankcjonowania związku, podobnie jak dopełnienie formalności. Najbardziej oczywistym dla tego powodem było to, że na przykład kapelan lub dowódca, który był świadkiem na ślubie, ginął w czasie Powstania.

Decyzja o ślubie zapadała ad hoc, ceremonie trwały zaledwie kilka minut. Mężczyźni oświadczali się swoim koleżankom z oddziału. - Często młodzi nie znali nawet swoich prawdziwych nazwisk, wyłącznie pseudonimy - mówi Adrian Sobieszczański. Mimo niesprzyjających warunków starano się wykreować atmosferę święta. Dziewczyny pożyczały sukienki od koleżanek, albo szyły sobie bluzki z jedwabnego spadochronu. - Za obrączki służyły kółka od firanek albo kawałek drutu zgięty na lufie karabinu. Niektóre panie trzymały w ręku bukiet kwiatów, najczęściej były to pelargonie zerwane z balkonów, o ile jakiś balkon się zachował... -  - opowiada Adrian.

Śluby w Powstaniu WarszawskimŚlub sanitariuszki Alicji Treutler "Jarmuż" i pchor. Bolesława Biegi "Pałąka", udzielany przez ks. Wiktora Potrzebskiego "Corda". Kaplica przy ul. Moniuszki 11 fot.Eugeniusz Lokajski/Wikipedia

Niektórym nie było dane doczekać nocy poślubnej bo... ginęli. - Inni ze zmęczenia po prostu zasypiali przytuleni do siebie - dodaje Adrian. Przewodnik zdradził nam również, jakiego rodzaju prezenty wręczano młodej parze z okazji zamążpójścia. - Możemy sobie wyobrazić, że nikt nie dawał sobie zastawy lub nowego odkurzacza. Czasem najlepszym prezentem dla panny młodej była wanna z ciepłą wodą, w której mogła ona się wykąpać - prawdopodobnie pierwszy raz od kilku tygodni. Koleżanki szukały mieszkania, w którym była jeszcze ciepła woda, nalewały ją do wanny i przyprowadzały tam zachwyconą pannę młodą - dodaje.

Wiele małżeństw przetrwało zaledwie kilka dni, inne dotrwały do końca powstania, jednak później się rozpadały. Były zawierane w dość niecodziennych okolicznościach. Gdy okazywało się, że życie toczy się jednak dalej i trzeba stawić czoła innego rodzaju problemom, "miłość" wygasała. Po zakończeniu powstania wiele par również rozdzielono, część uciekła do rodziny, pozostali trafili do obozów.

Prawdopodobnie jednym z najsłynniejszych i jednocześnie zakończonych happy endem małżeństw powstańczych było to między Alicją Treutler i Bolesławem Biegą. - Dziś mają po 92 i 93 lata. W ubiegłym roku obchodzili 70. rocznicę ślubu. To było chyba najszczęśliwsze małżeństwo z czasów Powstania - opowiada Adrian.

Mniej szczęśliwe zdaniem Adriana było to między Janem Nowakiem Jeziorańskim a Jadwigą Wolską. Para pobrała się w sierpniu 1944 roku. Ich ślub odbył się, jak twierdzi Adrian Sobieszczański, w kaplicy w kamienicy przy ulicy Wilczej 7. - Podobno młodzi wchodzili do kaplicy po rozbitych witrażach. Ceremonia przebiegła błyskawicznie. Ksiądz miał zaledwie kilka minut - między jednym pogrzebem a drugim - na udzielenie im ślubu - opowiada Adrian. Gdy Jan Nowa i jego żona wychodzili z kaplicy dało się słyszeć charakterystyczny dźwięk spadających na Warszawę bomb. - Ludzie mówili, że to ich marsz Mendelsona - mówi Adrian.

Związek Jeziorańskich przetrwał długie lata, ale według Adriana było to raczej małżeństwo z rozsądku. - Całe życie spędzili razem, ale na przykład gdy Jadwiga umierała, Jeziorańskiego przy niej nie było - tłumaczy Adrian.

Spacer z Adrianem Sobieszczańskim - "Epidemia miłości czyli śladami Powstańczych ślubów" odbędzie się 26 lipca między 19:05 a 20:30. Trasa będzie wiodła przez ulicę Moniuszki, Plac Powstańców Warszawy, ulicę Szpitalną oraz ulicę Wilczą. Spacer rozpocznie się na Placu Powstańców Warszawy.