David Bowie, Joy Division, Queen - najwięksi muzycy inspirowali się Warszawą. Wiedziałeś?

Warszawa, lata 70., Dworzec Gdański. Szczupły mężczyzna, korzystając z postoju, opuszcza wagon i udaje się na krótki spacer po okolicy. Dociera na plac Komuny Paryskiej (dziś Wilsona), gdzie w księgarni kupuje kilka płyt winylowych, w tym Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk". Jakiś czas później wydaje jeden z najważniejszych albumów w historii muzyki rozrywkowej pt. "Low". Znajduje się na nim utwór "Warszawa". Tym mężczyzną był David Bowie.

Warszawa pojawia się w wielu piosenkach i klipach zagranicznych artystów. Co jest w niej takiego, że działa inspirująco? W czasach, kiedy była za żelazną kurtyną pociągała swoją odmiennością, podobnie jak inne miasta bloku komunistycznego np. Berlin Wschodni. - Polska znajdowała się za murem berlińskim, ale tutejsza wersja komunizmu nie była tak twarda jak na Wschód od nas (przynajmniej nie po 1956 roku). Zachodnich artystów intrygował ten nieco idealistyczny świat bez reklam, gdzie ludzie spotykali się prywatnie, w domach, a miasto było nocą puste. I gdzie teatr albo ambitna literatura zastępowały nieobecną kulturę popularną - twierdzi Bartek Chaciński, dziennikarz „Polityki” oraz współautor książki „Warszawa. W poszukiwaniu centrum”.

David Bowieokładka płyty

David Bowie podobno przybył do Warszawy niedługo po pobycie w Los Angeles. Z krainy snów przeniósł się do miasta, które w trakcie wojny zostało zrównane z ziemią, którego mieszkańcy byli mordowani na ulicach lub w obozach koncentracyjnych. Ponura atmosfera Warszawy pasowała do albumu „Low”. W kompozycji „Warszawa” artysta oddał senną, ponurą atmosferę miasta, jego izolację i odrealnienie. Efekt niesamowitości i oniryzmu pogłębia jeszcze wokaliza ze środkowej części utworu, prawdopodobnie inspirowana pieśnią „Helokanie”, zespołu „Śląsk”. Muzyk śpiewa w niej w wymyślonym języku.

 

Jak głosi legenda to właśnie na cześć tego utworu zespół założony pod koniec lat 70. przez Iana Curtisa miał nazywać się Warsaw. Przemianowano go jednak dość szybko na Joy Division dla odróżnienia od londyńskiej punkowej kapeli Warsaw Pact. - Tak naprawdę zespół, wybierając nazwę inspirował się obozami koncentracyjnymi, masowe zło działało na wyobraźnię. Miała ona symbolizować coś zimnego, odległego, dziwnego - mówi Chaciński. „Warsaw” to także tytuł piosenki Joy Division, która otwiera singiel „An Ideal For Living”, opowiadającej o życiu Rudolfa Hessa, jednego z przywódców III Rzeszy. War saw - widziało wojnę. Niezwykłą wymowę tej nazwy zauważa wielu artystów, być może także dlatego działa na nich inspirująco.

Dla zagranicznych artystów interesujące były też lata 80. Czasy Solidarności to okres, w którym oczy całego świata były zwrócone na nasz kraj. To właśnie pod wpływem wydarzeń z 1981 roku amerykański zespół punkrockowy Rancid nagrał piosenkę „Warsaw”. Opowiada ona o stanie wojennym w Polsce. W tekście kilkukrotnie powtarza się nazwa stolicy, w kontekście zawiedzionych marzeń czy trudności życiowych.

 

Warszawa pojawiła się również w twórczości współczesnych zagranicznych artystów: Groove Armady, Them Crooked Voltures, Dessy czy Sharon Van Etten. W warstwie tekstowej utwory te nie odnoszą się jednak bezpośrednio do miasta. Być może powstały w związku ze wspomnieniami, jakie wywołuje. Warto pamiętać, że przez lata było to pierwsze miejsce, do którego przyjeżdżało się na koncerty. - Bardzo możliwe, że ci artyści koncertowali w stolicy jako początkujący wykonawcy, zarażali się klimatem Warszawy, pisali pod jej wpływem piosenki albo kręcili tu klipy.

Jak np. zespół The Style Council do piosenki o wymownym tytule „Walls Come Tumbling Down”, który w całości został nakręcony w Warszawie lat 80. Pokazuje m. in.: scenerię klubu Akwarium, najdłuższy stołeczny blok przy ul. Kijowskiej, przystanki, tramwaje, murale. - Warszawa pokazana jest w nim z perspektywy turysty, który poznawał inną rzeczywistość - dodaje Chaciński.

Style Councilscreen/ YouTube

Inaczej przedstawiona jest Warszawa w króciutkim kadrze w klipie zespołu Queen do piosenki „Innuendo”. W tej scenie widać przelot śmigłowców nad Warszawą, a dokładniej nad skrzyżowaniem ulic Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej (ujęcie kręcone było z Placu Defilad), w którym stolica jawi się jako przerażające miasto ustroju totalitarnego. - Jest to fragment defilady z 1966 roku. Nie trwa to nawet sekundę, nie sądzę, żeby sami muzycy byli świadomi, że to Warszawa. W klipie zrobiono po prostu kompilację krótkich, dziwnych ujęć - twierdzi Piotr Otrębski, varsavianista, fan zespołu Queen.

Zamek Królewski, Mariensztat, Hala Mirowska te stołeczne lokalizacje pojawiają się w teledysku do piosenki „Child” Edward Sharpe & The Magnetic Zeros.

Warszawa pokazana w nim jest pełna nieuchwytnego, magicznego uroku. Jego autorem jest polski reżyser Michał Byra, który wziął udział w konkursie na realizację klipu i go wygrał. Artyści z zespołu wybrali jego obraz, choć jak mówi Byra nie jest pewny, czy wiedzą, że jest to Warszawa. Jego celem nie było pokazywanie Warszawy. - Chciałem uciec od pokazywania jakiegokolwiek konkretnego miasta. Staraliśmy się raczej znaleźć plenery, które dałyby przestrzeń do pokazania miasta uniwersalnego pod każdą szerokością geograficzną. Wymowa miała być powszechnie zrozumiała. Stolica daje przestrzeń na pokazanie uniwersalnego miasta. Zależało mi na tym, żeby pokazać Warszawę w nieoczywisty sposób. Oczywiście jeśli ktoś ją zna to skojarzy te miejsca, ale jeśli nie, to może nawet się nie domyślić, gdzie klip został zrealizowany - mówi reżyser.

Edward Sharpescreen/YouTube

27 lipca 2012 roku w trakcie ostatniej, światowej trasy koncertowej zespół Red Hot Chili Peppers wystąpił na warszawskim Bemowie. W pewnym momencie basista grupy, Flea, powiedział do publiczności - Warszawo, to jest tylko fragment piosenki, którą napisał ktoś inny, piosenki, która jest hołdem dla Warszawy. Chwilę później ze sceny rozległy się dźwięki utworu Davida Bowiego.