Sesja rady Warszawy. "A niech cię ku*wo zaleją betonem". Czy to wyjaśnianie afery czy igrzyska? [FELIETON]

To, co działo się na sesji rady Warszawy w miniony czwartek, można nazwać cyrkiem. Takiego pokazu pogardy dawno nie widziałem. Może nawet nigdy. Na miejscu widać było, jak ludzie się szarpią, plują i wyzywają. Cel był jeden - Hanna Gronkiewicz-Waltz.

W rogu holu stoisko z jedzeniem. Coś na ciepło, jakieś napoje. - Chyba gulasz - przekazał mi mężczyzna, który przy stoliku obok zagryzał bułką danie. Pytam, czy na pewno trafiłem na sesję rady miasta, bo bardziej wyglądało to na pokaz garnków. Pan pokiwał głową, że tak. Przed salą, gdzie miała odbyć się sesja, tłum warszawiaków gęstniał z minuty na minutę. Pojawiły się transparenty. - Dość traktowania ludzi jak śmieci - głosił jeden z nich. Inny, że reprywatyzacja to grabież. Nic nie zapowiadało, że zaraz ktoś uderzy mnie w głowę, inny każe mnie zalać betonem.

Nadzwyczajna sesja Rady Warszawy ws. reprywatyzacjiFot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Zanim to nastąpiło, ktoś z rady miasta starał się ludziom przekazać plan obrad, ale zagłuszył go tłum gwiżdżących mężczyzn. - Złodzieje - krzyczała jakaś kobieta. Pojawiły się prośby o spokój, bo wiele osób przyszło naprawdę poznać, co prezydent miasta ma do powiedzenia na temat afery reprywatyzacyjnej. - Cicho Żydówo - skwitował prośby starszej pani jakiś gość. Wtedy pomyślałem sobie, że będzie niezły syf. Szybko, się okaże, że to było tylko skromne wyobrażenie. Zaraz potem zaczął się po prostu chlew.

Ktoś obok mnie splunął na ziemię z pogardą. Uwierzcie, jako reporter widziałem wiele demonstracji, ale takiego braku szacunku do siebie, do ludzi stojących obok, do przemawiającego - nigdy. W końcu było buczenie, gwizdanie, a w ciągu następnych kilku minut podeptano szacunek do drugiego człowieka.

Nadzwyczajna sesja Rady Warszawy ws. reprywatyzacjiFot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Prawdziwy cyrk jednak miał się dopiero zacząć wtedy, gdy głos zabrała prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Zebrani wybuchali co chwila śmiechem, wręcz rechotem. Prezydent nie zdążyła jeszcze nic powiedzieć, a już ją wyśmiali. - Klaunica - mówią sobie szeptem kobiety. - A kim jest HGW, żebym się umiał zachować? To kryminalistka z Platformy - wrzeszczy facet, któremu ktoś zwrócił uwagę. - Weź się panie udław - zakończył. Im dłużej próbowała przemawiać, tym bardziej alergicznie reagował tłum. Niektórzy nie wiedząc, jak wyrazić swoje niezadowolenie, tupali nogami. Zapanowało ogólne zadowolenie, że dało się odebrać głos. Gdy ludzie zobaczyli, że robię zdjęcia, zostałem zdzielony kilka razy jakimś przedmiotem. Nie reagowałem, aby nie wszczynać awantury. Brakowało tylko przysłowiowej iskry, aby wywołać prawdziwy pożar.

Byli i tacy, którzy naprawdę chcieli posłuchać, co rada miasta ma do powiedzenia. Zamiast tego nie usłyszeli nic prócz wrzasków i rechotu zebranych przed salą ludzi. - Żydówka! Złodziejka, głupia baba! - to najdelikatniejsze, co można było usłyszeć od zebranych mieszkańców.

Oliwy dolewali aktywiści i ci, którym udało się wejść na salę. Jedni w rękach trzymali wałki, inni rzucali w stronę radnych piłeczki z adresami nieruchomości. Czy naprawdę kupienie wałka do ciasta i machaniem nim przed ludźmi rozwiąże problem? Chyba żyjemy na dwóch rożnych planetach, albo to jakaś nowa metoda rozwiązywania problemów. Czy radni są święci? Jeszcze wałkiem w cywilizowanym kraju nie próbowano tego sprawdzać. Aż do wczoraj.

Nadzwyczajna sesja Rady Warszawy ws. reprywatyzacjiFot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Wszystko relacjonowały media. Obraz na żywo szedł w telewizji, wielu reporterów minuta po minucie zdawało relacje w internecie. Także ja. Podbiegł do mnie mężczyzna, który widząc, że jestem z mediów, próbował przekonać mnie, że takichjak HGW palono kiedyś żywcem i powinno się do tych metod wrócić. - Przebić gwoździem albo innym ostrym narzędziem - krzyczał. Odpowiedziałem, że nie, że takim zachowaniem to my żadnej afery nie rozwiążemy. I gdy już byłem bliski drzwi wyjściowych, pan pożegnał mnie słowami: - A niech cię ku*wo zaleją betonem.