Plac zabaw: "Przecież nie zostawię dzieciaka samego, a zapalić muszę"! [TATA W MIEŚCIE]

Zrobiło się cieplej, rodzice z pociechami wyszli na zewnątrz, place zabaw pękają w szwach. Dzieci się bawią, a rodzice jarają szlugi. - Na placu, a gdzie! Przecież nie zostawię dziecka samego, a zapalić muszę - słyszę od rodziców.

Żeby nie było, sam palę. Nie jestem z tego dumny, ale lubię dym, ciężko jest mi rzucić, choć wielokrotnie próbowałem. W domu nie palę, wychodzę na balkon, i tak mam wyrzuty sumienia, że cały jestem przesiąknięty tym papierosowym smrodkiem. Bleee!

Pod blokiem mam piaskownicę i kilka placów zabaw na osiedlu. Z piaskownicy już dawno zrezygnowaliśmy, nie da się nawet do niej podejść. Wybaczcie szczerość, gdyby zbadać zawartość moczu i innych syfów w tej piaskownicy, okazałoby się, że to najbrudniejszy fragment Warszawy.

Piaskownica pod blokiemPiaskownica pod blokiem/ archiwum prywatne

Dzień w dzień piaskownica jest okupowana przez gromadkę dziarskich pijaczków, licealną młodzież z okolicznej szkoły, dresów z osiedla itd.

Obok stoi ławeczka, śmietnik, drzewko chroni przed słońcem, no wymarzona miejscówka do chlania, jarania, załatwiania potrzeb fizjologicznych. Już nawet nikt nie próbuje interweniować, wszyscy się przyzwyczaili, że do tej piaskownicy się dzieci nie puszcza. W środku butelki, papierosowe kiepy, papierzyska, plastiki i inne, nie nadające się do zabawy artefakty.

Powtarzam jeszcze raz, obok stoi śmietnik, ale nikomu do głowy nie przyjdzie z niego skorzystać. Wypite, zjarane i sruuu do piaskownicy.

A co? Nie można?

Kilka razy próbowałem interweniować, zwracać uwagę pijaczkom, raz o mały włos nie pobiłem się o to z jednym z dresików z osiedla. Od mordobicia uratowała nas trzeźwo myśląca Ewa, mama mojego dwuletniego synka i to, że dresik ledwo stał na nogach, ale nie przeszkadzało mu to wyzywać mnie przy mojej rodzinie.

Taka stylówa.

Spodobało ci się? Polub nas

No więc z piaskownicy z zasady nie korzystamy, choć mały uwielbia grzebać się w piasku, babki kleić, grabić, kopać, sypać, zasypywać, to omijamy ją z daleka. A, że w okolicy, na osiedlu mamy jeszcze dwa place zabaw i dwa trochę dalej, korzystamy z nich.

No i zrobiło się trochę cieplej, podobnie jak my, z placów zaczęli korzystać inni rodzice z pociechami. Dzieci dokazują, rodzice jarają.

- A co? Nie można? Przecież nie dmucham na dzieci? - usłyszałem od mamy jednej z dziewczynek, która ze szlugiem w zębach próbowała wsadzić córeczkę na zjeżdżalnię.

Wokół inni rodzice, wszyscy patrzą, nikt nie reaguje.

Czy ja jestem jakiś przewrażliwiony, czy tylko mnie to doprowadza do szewskiej gorączki?

Gryzę się w język, żeby nie wybuchnąć i nie powiedzieć mamusi, co o niej myślę. Zabieram małego i idę na inny plac zabaw, tym razem bliżej domu. A tam rodzinka: pan, na oko w moim wieku, skarpetki do sandałów, tribal na łydce, siódmy miesiąc ciąży spożywczej, szlug w zębach i browarek w ręce. Bez żenady, na luzie, w rozpiętej bluzie. Pani, solarium, tipsy, ostry makijaż (nie przyglądałem się zbytnio, ale wyglądał na permanentny), cienkie papieroski odpalane jeden od drugiego. Synek, w wieku mojego, biega, dokazuje, bawi się. Prócz nas na placu nikogo. Myślę sobie - nie, no nie. Podchodzę i grzecznie zwracam uwagę, że tu jest plac zabaw, że tu jest całkowity zakaz palenia, że obok placu stoi ławka, że jest popielniczka, że można sobie spokojnie zapalić.

- Przecież nie zostawię dzieciaka samego, zapalić muszę - odpowiada mi tata ze szlugiem w ręku.

- Dymi na pana? - pyta partnerka - Na synka dymi? Dorianek, idziemy do domu! - chwyta małego, ładuje do wózka, mały ryczy, kobieta przeklina (papieros w zębach cały czas) i obrażeni wychodzą z placu zabaw. Trudno, niech się obrażają. Następnym razem wezwę straż miejską i nie będę wchodził w niepotrzebne dyskusje.

Drodzy rodzice Dorianka i my wszyscy palący rodzice!

Na placach zabaw i innych ogólnodostępnych miejscach przeznaczonych do zabaw dzieci, obowiązuje całkowity i bezdyskusyjny zakaz palenia!

Tyle w temacie.

Więcej o: