"Miał ogromne długi. Codziennie ktoś dzwonił z pretensją". Za drzwiami Czułego Barbarzyńcy

Informacja o wygranej Czułego Barbarzyńcy w konkursie na prowadzenie lokalu we foyer Nowego Teatru warszawiacy przyjęli z ogromnym entuzjazmem. Nie wszyscy. - Brzozowski obieca wszystko, włącznie ze zorganizowaniem spotkań autorskich z Umberto Eco. Szybko przestaje dotrzymywać obietnic, przede wszystkim tych dotyczących płatności - zdradza była pracowniczka Czułego Barbarzyńcy, która postanowiła przerwać milczenie. Do niej dołączyli inni.

Spodobało ci się? Polub nas

- Ciekawe, czy Nowy Teatr będzie w tak euforycznym nastroju również za pół roku, kiedy przyjdzie mu szukać firmy windykującej długi za niezapłacony czynsz - mówi Magda, która w Czułym Barbarzyńcy, modnej księgarnio-kawiarni na Powiślu (funkcjonowała tam od 2002 -2016 roku), przepracowała wystarczająco długo, żeby stwierdzić, że Tomasz Brzozowski może ideę i miał piękną, gorzej radził sobie z jej realizacją. Do tej pory nie chciała wypowiadać się na temat współpracy Czułego z wydawnictwami czy wspólnotą mieszkaniową przy Dobrej 31, skąd Czuły zniknął kilka miesięcy temu. Dziś przerywa milczenie.

Dlaczego? Jest zszokowana, że konkurs na prowadzenie lokalu w siedzibie Nowego Teatru (który jest w dodatku instytucją miejską) wygrał właśnie Tomasz Brzozowski, a nie takie inicjatywy, jak Księgarnia Uniwersytecka Liber, Fundacja Bęc Zmiana czy choćby jej dawna koleżanka z Czułego - Ula Jankowska, która obecnie prowadzi małą księgarnię przy Emilii Plater.

- Niepokojące jest to, że Nowy Teatr w ogóle nie prześledził (może nie chciał) historii płatności Brzozowskiego i tego, jak doprowadził do upadku dwie księgarnie w Krakowie i jedną w Warszawie. O Bambini di Praga nie wspominając - mówi Magda.

Zrobiliśmy to za nich.

Upadek w Krakowie

O długach Tomasza Brzozowskiego media pisały wielokrotnie, przede wszystkim serwisy plotkarskie (więcej na ten temat na Pudelek.pl). Nieoficjalnie pojawiały się informacje o prawdziwym podłożu wyprowadzek Czułego z obu lokalizacji w Krakowie oraz z jednej w Warszawie (więcej na ten temat w Dziennik Polski).

Przy ul. Powiśle 11 w Krakowie Czuły wynajmował lokal od Krakowskiego Biura Festiwalowego. Z oświadczenia przesłanego przez KBF wynika, że Czuły Barbarzyńca miał wielomiesięczne zaległości w opłatach za czynsz. - Z uwagi na zbliżający się termin końca umowy z Czułym Barbarzyńcą, Krakowskie Biuro Festiwalowe, chcąc zapewnić konkurencyjne warunki wyboru najemcy, a zarazem mając na uwadze zaległości w regulowaniu czynszu przez dotychczasowego najemcę zdecydował się na dokonanie wyboru kontrahenta na zasadach przetargu - czytamy w oświadczeniu.

Wobec nierzetelności Czułego Barbarzyńcy, KBF wystąpiło na drogę sądową z roszczeniem o zapłatę zaległych należności. Sąd powszechny w Warszawie potwierdził odpowiedzialność członków zarządu spółki. - Sprawa przeciwko nim zakończyła się wyrokiem korzystnym dla KBF - pisze KBF.

Drugi krakowski Czuły mieścił się przy ulicy Brzozowej. Lokal wynajmowała Tomaszowi Brzozowskiemu firma Koneser Group.

- Zaledwie kilka miesięcy po otwarciu księgarni na Kazimierzu, już były wezwania do zapłaty za czynsz i media na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dwa miesiące później Brzozowski nagle zdecydował się księgarnię zamknąć - mówi Magda.

Skontaktowaliśmy się z firmą Koneser Group Sp. Z o.o, aby dowiedzieć się, jak zakończyła się współpraca firmy z Tomaszem Brzozowskim. Członek zarządu, Cyprian Chałupczak, odpowiedział krótko: - Mogę jedynie stwierdzić, że umowa z Panem Brzozowskim została wypowiedziana, ponieważ Czuły Barbarzyńca nie wywiązywał się z jej warunków i nie regulował należnych opłat.

Upadek w Warszawie. Rozdział I: Bambini di Praga

Historia lokalu - filii Czułego Barbarzyńcy w Warszawie - nie różni się od historii krakowskich. Brzozowski Bambini di Praga prowadził w 2008 roku. Wynajmował lokal w budynku Kina Praha od spółki Max Film. Bambini di Praga, jak czytamy na stronie ngo.pl, został zamknięty ze względu na konflikt między Tomaszem Brzozowskim a spółką.

Zdaniem Lecha Jaworskiego, przedstawiciela spółki, Brzozowski nie płacił czynszu. - Jest nam winien 350 tys. zł. Mimo długich negocjacji nie mógł zagwarantować, że będzie wypłacalny. Od maja zajmował lokal bezumownie - czytamy na stronie. Z Pragi Brzozowski wyprowadził się we wrześniu 2009 roku.

Upadek w Warszawie. Rozdział II: Z dnia na dzień?

Co wydarzyło się w warszawskim lokalu przy Dobrej? Właściciel Czułego w 2015 roku stracił lokal na poczet spłaty długów (sprawdziliśmy księgę wieczystą lokalu - liczba ostrzeżeń o istnieniu zadłużeń z okresu, gdy jego właścicielem był Tomasz Brzozowski na rzecz co najmniej kilku wierzycieli - wśród nich Marek Mossakowski, opisywany w mediach jako kolekcjoner kamienic - jest imponująca). Później Brzozowski żalił się w wywiadach, że firma prywatna, która kupiła lokal, zerwała z nim umowę najmu bez uprzedzenia. Tymczasem Brzozowski, według oświadczenia nowego właściciela, miał korzystać z lokalu bezumownie i bezpłatnie przez ostatnie miesiące działalności Czułego.

- Nigdy nie zawieraliśmy żadnych umów z panem Brzozowskim i nie mieliśmy z nim żadnych relacji - mówi przedstawiciel firmy (poprosił o nie ujawnianie nazwy). - Ze zdumieniem przeczytaliśmy artykuł na Wyborcza.pl i publikacje powtórzone po "Wyborczej" przez inne media - dodaje i opowiada, jak sytuacja wyglądała z perspektywy jego firmy.

- W 2012 r. przystąpiliśmy do otwartej dla każdego chętnego licytacji komorniczej i zaproponowaliśmy najwyższą cenę za lokal przy Dobrej 31. Przedmiotem postępowania egzekucyjnego było kilka nieruchomości należących do pana Brzozowskiego. Właściciel Czułego złożył po licytacjach zażalenia. W ten sposób przedłużył skutecznie o trzy lata możliwość korzystania przez siebie z lokalu na Dobrej - dodaje.

Jak informuje, sądy ostatecznie rozpatrzyły - negatywnie - zażalenia Brzozowskiego i w czerwcu sąd wydał postanowienie o przysądzeniu własności na rzecz nowego właściciela. - W styczniu 2016 komornik prowadzący postępowanie egzekucyjne poinformował pana Brzozowskiego o terminie, w jakim zobowiązany jest opróżnić i opuścić lokal. Pan Brzozowski miał na to kilka tygodni, dlatego oczywistą nieprawdą jest, że musiał opuścić lokal "z dnia na dzień", tym bardziej, że o konieczności opuszczenia lokalu pan Brzozowski wiedział przecież od 2012 r. - kontynuuje.

Gdy wyłączyli wodę, dowoziliśmy ją w baniakach

Wspólnota mieszkaniowa przy Dobrej również nie miała z Brzozowskim łatwo. - Zadłużenie Pana Brzozowskiego, odkąd został właścicielem lokalu, utrzymywało się na stałym poziomie kilkunastu-kilkudziesięciu tysięcy zł - mówi członkini Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej przy ul. Dobrej 31. - Pan Brzozowski nigdy nie spieszył się z regulowaniem opłat. Aby ściągnąć od niego jakąkolwiek opłatę, byliśmy zmuszeni wyłączyć mu wodę. Metoda okazała się skuteczna - dodaje.

Tę sytuację doskonale pamięta Magda: - W Czułym "obowiązywała" zasada "płatności pierwszej potrzeby". Co to oznaczało? Że rachunki, które trzeba było uregulować natychmiast, bo inaczej wyłączą prąd, wodę czy internet, traktowało się priorytetowo. Mimo to, któregoś razu "udało się" Brzozowskiemu i tych płatności nie uregulować - opowiada.

Przez około trzy tygodnie nie było wody. - To spowodowało, że musieliśmy zainstalować specjalny system doprowadzenia wody do księgarni. A ludzie jedli ciasta z papierowych talerzyków... Wodę dowoziliśmy w baniakach ze źródła wody oligoceńskiej! Musieliśmy zamknąć drugą toaletę. Postawiliśmy tam wielkie wiadro, do którego nalewaliśmy wodę, która dzięki sprytnemu systemowi kanalików spływała do kranu i pierwszej toalety. Podobnie było na piętrze i za barem - opowiada Magda.

Przez długi Brzozowskiego, wspólnota mieszkaniowa jest obecnie w patowej sytuacji. - Długo się zastanawiałyśmy, czy zdradzić prawdziwy sposób działania pana Brzozowskiego, bo dla naszej kamienicy te kilkanaście tysięcy, które nadal jest nam winien, ma ogromne znaczenie - można wyremontować którąś zaniedbaną klatkę, czy chociaż bramę, na co trudno znaleźć pieniądze przy stałych dużych potrzebach remontowych ponad stuletniego budynku - mówi inna członkini zarządu wspólnoty.

Zarząd rozważał, czy opisanie sprawy nie zaprzepaści szans na odzyskanie pieniędzy. - Pan Tomasz traktował nasze odłączanie wody jako szantaż i nawet trudno się z tym nie zgodzić, ale nasuwa się pytanie - na czym oprzeć współpracę w sytuacji, w której inne formy nie działały? Podpisywaliśmy kolejne i kolejne ugody, rozpisywaliśmy zadłużenie na dogodne raty, dzięki którym udało nam się odzyskać część zadłużenia. Nie mamy już więcej sposobów egzekwowanie pozostałego długu. Mamy jednak nadzieję na to, że z racji chociażby na "kultowość" lokalu przy Dobrej pan Tomasz wywiąże się, zgodnie z dawnymi obietnicami, ze swoich zobowiązań - dodaje członkini zarządu.

W skali 1-5 współpracę oceniam na "0"

Brzozowski ma również na bakier z kilkoma wydawnictwami, z którymi współpracuje bądź współpracował. Część z nich cały czas czeka na uregulowanie przez Czułego płatności. Jednym z nich jest Wydawnictwo Janka prowadzone przez pana Jana Koźbiela. Pan Jan od roku czeka na potwierdzenie stanu.

- Rozliczyliśmy się owszem za książki sprzedane, ale cały czas czekam na informację, co stało się z niesprzedanymi. Jeżeli nie zostały sprzedane, to powinny do mnie wrócić. Jeśli nie dostanę potwierdzenia, że Czuły je ma, wystawię fakturę. I pozostanie mi czekać na przelew. Jak długo? Problem w tym, że po trzech latach tego typu zobowiązania ulegają przedawnieniu. I że nie są to kwoty, za które się chodzi do sądu. Czuły to mili ludzie, ale jakość współpracy biznesowej z tą firmą w skali 1-5 oceniam na zero - mówi.

Nie tylko wydawnictwo Janka ma problem z Tomaszem Brzozowskim. Wydawnictwo Marek Derewiecki z powodu zalegania z płatnościami przez Czułego Barbarzyńcę, zdecydowało się skierować sprawę do sądu. - Współpracowaliśmy z Czułym Barbarzyńcą przez kilka lat, ale w końcu pan Brzozowski przestał płacić. Zebrało się kilka nie opłaconych faktur, więc postanowiliśmy skierować sprawę do sądu. Sąd wydał nakaz zapłaty. Od wydania wyroku minęły trzy lata, natomiast pan Brzozowski wciąż nam nie zapłacił - mówi Piotr Derewiecki z wydawnictwa Marek Derewiecki.

Z różnych względów właściciele pozostałych wydawnictw, z którymi rozmawialiśmy, woleli nie wypowiadać się z nazwiska. Jednym z powodów była obawa, że pieniądze należne im od Brzozowskiego mogą już nigdy nie wpłynąć na ich konto.

Kilka wydawnictw, z którymi rozmawialiśmy, były dalekie od krytykowania Tomasza Brzozowskiego. Słowo/ Obraz terytoria wręcz tłumaczyło nieregularność Brzozowskiego w uiszczaniu płatności. Pani Elżbieta Broch z działu handlowego powiedziała krótko - Brzozowski jest nie gorszy niż inni księgarze. A ich zachowanie wynika z wyjątkowo trudnej sytuacji na rynku książki.

"To na Brzozowskim mi zależy"

W konflikcie z Tomaszem Brzozowskim pozostaje również prezes wydawnictwa Muza, Marcin Garliński. Nie o pieniądze tym razem chodzi.

Marcinowi Garlińskiemu bardzo zależało na tym, aby książka Naomi Klein "No logo" pojawiła się na polskim rynku. Nabył prawa do wydania jej tłumaczenia, po tym, jak wygasły prawa przysługujące Brzozowskiemu.

Wiedział, że Brzozowski posiada prawa do tłumaczenia, więc aby zyskać na czasie, zaoferował mu ich odkupienie. - Praktyką w branży jest, że gdy jeden wydawca traci prawa do książki, ale posiada prawa do tłumaczenia, sprzedaje je innemu wydawcy na poziomie 50-60 proc. rynkowej wartości. W pewnym sensie to obopólna korzyść dla wydawców. Ile zażyczył sobie Brzozowski? - kilkukrotności tej sumy! Wkurzyłem się i postanowiłem oddać książkę do tłumaczenia nowemu tłumaczowi. Nowe tłumaczenie kosztowało mnie znacząco mniej niż nierynkowa propozycja pana Brzozowskiego - mówi Garliński.

Marcin Garliński przetłumaczył książkę na własny koszt oraz dokonał wszystkich czynności związanych z jej wydaniem. Pierwsze wydanie [Muzy, przyp.red.] ukazało się w czerwcu 2014 roku, czyli przeszło 2,5 roku od nabycia praw przez Muzę. Przez cały ten okres, jak twierdzi Garliński, tłumaczenie Brzozowskiego było dostępne na rynku.

Prezes Muzy chce wyjaśnić tę sprawę. - W związku z zaistniałymi według mnie naruszeniami praw z licencji wyłącznej przysługujących Muzie do książki, próbujemy ustalić fakty i podejmujemy stosowne kroki prawne w celu zabezpieczenia interesów wydawnictwa. Działania kierujemy nie tylko przeciwko panu Brzozowskiemu, ale również spółce Czuły Barbarzyńca Sp. z o.o., która według nieoficjalnych informacji jest powiązana z osobą pana Brzozowskiego.

W tej chwili osobą, która będzie ponosić ewentualną odpowiedzialność prawną, jest Magdalena Dominika Lewandowska, która jako zarząd widnieje w dokumentach spółki. Ale nie na niej zależy Garlińskiemu.

Pensje pod stołem

Nie lepiej niż swoich współpracowników Brzozowski traktował osoby, które zatrudniał. - Generalną zasadą było, żeby przytrzymywać pracowników bez umowy jak najdłużej, ponieważ, cytuję, "ZUS to złodziej" i "to za dużo kosztuje firmę" - mówi Magda. - Najbardziej zasłużeni pracownicy dostawali umowę na 1/4 etatu, a resztę pieniędzy gotówką pod stołem - dodaje.

Swoje doświadczenia w pracy z Brzozowskim zdecydowała się opowiedzieć również Natalia, która w Czułym pracowała około miesiąca. - Szybko stamtąd uciekłam. Umowy się nie doczekałam, nikt nawet ze mną o niej nie porozmawiał. Za ostatni tydzień pracy wypłaty nie dostałam - mówi.

Natalia pracowała w Czułym jako księgarka. Codziennie, jak mówi, odbierała nie tylko "ochrzan" od Brzozowskiego, ale i dziesiątki telefonów od jego wierzycieli. - Dzwonili praktycznie każdego dnia. Miał długi u kilku, może nawet kilkunastu wydawnictw. Jedno z nich, wiedząc, jak współpracuje się z Brzozowskim, nie przyjmowało od niego już innej płatności niż gotówką - mówi. Wierzycieli musiała zbywać. - Mówiłam, że go nie ma, żeby skontaktowali się w innym terminie. Byli wściekli - mówi.

W kwestii traktowania pracowników można jej zdaniem mówić o mobbingu. - Gdy tylko szef przekraczał próg, wszyscy milkli. Każdy bał się mu podpaść. Pamiętam, że zagroził mi, że mnie zwolni, gdy nie przywitałam się z gościem. Dlaczego tego nie zrobiłam? Bo w tej samej chwili wyciągałam książkę z dolnej półki i po prostu go nie zauważyłam. Pracownicy o zamknięciu lokalu dowiedzieli się dzień wcześniej - mówi.

- To był terrorysta - mówi Marta, która przepracowała w Czułym kilka lat. - Przez pierwszy miesiąc wychodziłam z pracy z płaczem. Gdy tylko się pojawiał, stawałam na baczność. Potrafił przesunąć krzesło o centymetr i powiedzieć - dopiero teraz jest idealnie. O wypłatę trzeba było prosić. To było żenujące. A potem dawał po 100 zł i mówił - tylko nie wydaj za szybko. Mówiąc to jednocześnie sam kupował dla siebie szafkę na buty za 1000 zł - dodaje.

- Początki były ciężkie - mówi Karolina, której staż w Czułym wyniósł prawie cztery lata. - Im ktoś odgrywał ważniejszą rolę w biznesie Brzozowskiego, tym Tomasz traktował go lepiej. To typ choleryka, który jednocześnie, jeśli tylko mu na czymś zależy, potrafi być wyjątkowo czarujący - mówi.

Karolina pracowała u Brzozowskiego na 1/4 etatu. Do dziś próbuje wyegzekwować pieniądze ze swojej ostatniej pensji. - W tej sprawie złożyłam pozew do sądu. Nie dla pieniędzy, dla zasady. Sędzina, widząc o jakie kwoty chodzi, zaproponowała rozwiązanie sprawy polubownie. Podpisaliśmy ugodę. Brzozowski miał wypłacić mi pensję do końca. Część wypłacił, a w pewnym momencie chyba stwierdził, że "tej pani już więcej się nie należy". Wciąż czekam na 1/4 całej kwoty. Wątpię, że kiedykolwiek ją zobaczę - podsumowuje.

Czuły Barbarzyńca to ludzie

Jak, mimo niesprzyjającej atmosfery i upokarzających warunków pracy, udało się Marcie, Karolinie, Magdzie i prawdopodobnie wielu innym przepracować tak długo w Czułym Barbarzyńcy? Wszyscy odpowiadają jak jeden mąż. - Czułego tak naprawdę nie tworzył Brzozowski, ale ludzie, którzy tam pracowali - księgarze, bariści, managerowie i goście, którzy nas odwiedzali.

Byli to często ludzie, którzy nie funkcjonowali długo na rynku pracy, bez większego doświadczenia. Mieli natomiast jedną, cudowną zaletę - pasję do prowadzenia księgarni. W czasie, w którym ja pracowałam w Czułym, tworzyliśmy prawdziwy "dream team". Dopóki Brzozowski nie pojawiał się w lokalu, atmosfera była fantastyczna - mówi Karolina.

- Prawda jest taka, że wspaniale wspominam ten okres - mówi Filip, który pracował zarówno w warszawskiej siedzibie Czułego, jak i krakowskiej. - Pracowałem ze świetnymi ludźmi, gościłem równie wspaniałych. Nie dziwię się warszawiakom, którzy tak entuzjastycznie wypowiadają się na temat powrotu Czułego. Oni nie wiedzą, co naprawdę się tam działo. Współpraca z Brzozowskim była doskonałą nauką tego, czego nie robić i jak nie traktować ludzi i kontrahentów - mówi.

Prędzej czy później wybuchnie skandal

Na konkurs na zagospodarowanie foyer Nowego Teatru wpłynęły cztery oferty: od LIBER Sp. z o.o., Czułego Barbarzyńcy (pod nazwą tym razem Fundacja Czułego Barbarzyńcy), Uli Jankowskiej oraz Fundacji Bęc Zmiana. Wszyscy chętni do udziału w konkursie mieli zaledwie 12 dni na złożenie oferty. Dlaczego tak niewiele czasu? Nowy Teatr jeszcze nie odpowiedział na to pytanie. Jak komisja uzasadniła wybór Czułego Barbarzyńcy?

- Dotychczasowe doświadczenie księgarni "Czuły barbarzyńca", umiejętność zarażania książkami i czytelnictwem, bardzo dobry "repertuar" książek - wszystko to sprawiło, że zdecydowaliśmy się na tę współpracę - brzmi clou oświadczenia.

W 2002 roku, kiedy powstał Czuły Barbarzyńca, zmieniło się wyobrażenie o tym, jak powinna wyglądać księgarnia. Nagle okazało się, że można czytać książki, a przy tym legalnie pić kawę. - "Czuły Barbarzyńca" to marka. Jestem pewien, że to również dlatego wiele osób boi się mówić otwarcie o poczynaniach Brzozowskiego. Pan Tomasz dzięki Czułemu zyskał miano legendy, ma znajomości w branży. Mało kto chce wchodzić w konflikt z "legendą". Brzozowski mógłby uprzykrzyć życie niejednemu uczciwemu księgarzowi, który miał pecha z nim współpracować - mówi Magda.

W 2002 roku zmieniło się w Warszawie wyobrażenie
o tym, jak powinna wyglądać księgarnia. Nagle okazało się, że można czytać książki, a przy tym
legalnie pić kawę.W 2002 roku zmieniło się w Warszawie wyobrażenieo tym, jak powinna wyglądać księgarnia. Nagle okazało się, że można czytać książki, a przy tymlegalnie pić kawę.Tomasz Brzozowski wykreował modę na księgarnio-kawiarnie, nie podważył tego nikt - ani jego pracownicy, ani wydawnictwa czy instytucje kulturalne, z którymi rozmawialiśmy. To człowiek legenda. A "Czuły Barbarzyńca" to marka. - Dużo osób mogłoby opowiedzieć bardzo wiele "ciekawych" historii o poczynaniach Brzozowskiego, ale z różnych względów nie chcą - wolą zapomnieć o pewnych zdarzeniach lub po prostu się boją. Brzozowski ma znajomości w branży, a mało kto chce wchodzić w konflikt z "legendą". Mógłby uprzykrzyć życie niejednemu uczciwemu księgarzowi, który miał pecha z nim współpracować - mówi Magda.

- Mam wśród znajomych wiele osób, które pewnie nigdy nie zrozumieją mojej otwarcie głoszonej złości i rozgoryczenia wobec Brzozowskiego i szczerze cieszą się, że Czuły powstanie w nowym miejscu. Zgadzam się, Czuły jest legendą, ale mam nadzieję, że sposób, w jaki pan Brzozowski doszedł do statusu tej legendy przejdzie w końcu w naszym kraju do historii - mówi jedna z członkiń Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej przy Dobrej 31.

- Dlaczego postanowiłem się wypowiedzieć? Nie jest to w żadnym stopniu osobiste, bo od strony finansowej dopilnowałem, żeby Brzozowski zapłacił mi co do złotówki - mówi Filip. - Myślę po prostu, że epoka Tomasza Brzozowskiego na rynku księgarskim powinna dobiec końca. Zepsuł rynek. Mali wydawcy boją się współpracować, już nam nie ufają. Relacja z Brzozowskim do tej pory odbija mi się czkawką - dodaje.

- Jestem przekonana, że Tomasz Brzozowski przedstawił Nowemu Teatrowi najlepszą ofertę. Czy realną? W to już wątpię - mówi Magda.

- Upadek Czułego w Nowym Teatrze to tylko kwestia czasu. Prędzej czy później wybuchnie skandal - podsumowuje Natalia.

***

Tomasz Brzozowski w korespondencji z metrowarszawa.pl zobowiązał się do spłacenia długu wobec Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej przy Dobrej 31, jak i uregulowania płatności wobec części wydawnictw. Jego zdaniem to Krakowskie Biuro Festiwalowe ma wobec niego zobowiązanie w wysokości 100 tys. zł, jak również Koneser Group - w wysokości 60 tys. zł. Z kolei w relacji ze spółką Max Film (Bambini di Praga) wyznał, że to on był "ofiarą" tej sytuacji. Mówiąc w mediach o umowie, która obowiązywała, gdy lokal przy Dobrej 31 miał już nowego właściciela, miał na myśli umowę najmu, którą podpisał ze swoją żoną Katarzyną Herman (obowiązująca do marca 2019 r., nie, jak twierdził w wywiadach sam Brzozowski, do 2017 r.). Czy podpisał ją, ponieważ brał pod uwagę, że może stracić lokal? Brzozowski zaprzeczył również, jakoby kiedykolwiek zatrudniał pracowników bez umowy oraz naruszył prawa z licencji wyłącznej przysługujących Wydawnictwie Muza do książki "No logo".

Imiona pracowników Czułego Barbarzyńcy, którzy zdecydowali się opowiedzieć swoją historię, zostały zmienione. Wszelka zbieżność z imionami prawdziwymi jest przypadkowa.

Osoby, które chciałyby podzielić się swoją historią związaną z Czułym Barbarzyńcą, prosimy o kontakt: ewa.jankowska@agora.pl.