Konflikt w Teatrze Studio: dyrektor przerywa milczenie. "Ile hejtu może znieść jeden człowiek?"

W ostrym oświadczeniu Roman Osadnik, dyrektor Teatru Studio zdradza swoją wersję i kulisy konfliktu w teatrze. Po równo dostaje się byłej dyrektor artystycznej Agnieszce Glińskiej i aktorom. Wygląda na to, że to dopiero początek konfliktu. Poznajcie ?drugą stronę medalu?.

Spodobało ci się? Polub nas

- Milczałem, bo wierzyłem, że moją rolą jest łagodzić spory, a nie dolewać oliwy do ognia. Zależało mi też, żeby nie potęgować chaosu spowodowanego odejściem dyrektor artystycznej w środku sezonu i grać spektakle dla widzów - pisze dyrektor Osadnik. Dalej jest naprawdę ostro. - Przez wzgląd na charakter tego dokumentu wymienię tylko kilka przykładów skandalicznych zachowań części zespołu aktorskiego: zdewastowanie gabinetu Agnieszki Glińskiej przez nią samą, jej rodzinę i część zespołu artystycznego, wykrzykiwanie pod moim adresem oraz współpracowników wyzwisk, przekleństw i obraźliwych epitetów, psychiczne i fizyczne mobbingowanie pracowników teatru w postaci agresywnych zachowań, fizyczne zaatakowanie mnie przez jednego z aktorów i grożenie mi. Tych i podobnych sytuacji było wiele. Zasadniczo różni się to od obrazu zatroskanych o dobro Teatru Publicznego aktorów, których widzą Państwo w mediach. Podkreślam, że dotyczy to jedynie niewielkiej części osób z zespołu aktorskiego. - podkreśla w oświadczeniu.

Publikujemy całe oświadczenie Romana Osadnika:

Roman OsadnikFot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta

Kiedy krytyka zamienia się w hejt?


Ile hejtu inienawiści może znieść jeden człowiek? Nikt nie wie, dopóki sam tego nie doświadczy. Szczególnie, jeżeli nie jest się politykiem, człowiekiem sceny nawykłym do emocjonalnych i głośnych wystąpień, a osobą unikającą konfrontacji. Można zniszczyć człowiekowi życie zawodowe, można także w tej bezpardonowej walce dotykać życia prywatnego. To już nie jest gra o sprawę, tylko czysta, żywa nienawiść.

W ostatnich miesiącach opinia publiczna była świadkiem tzw. "konfliktu w Studio". W mediach pojawiały się informacje o jego rzekomych powodach, ale niestety większość z nich była nieprawdziwa i godziła w wizerunek kierowanego przeze mnie od 5 lat Teatru. Naruszano dobre imię odpowiedzialnego za sukces ostatnich lat Zespołu Teatru Studio i moje osobiście.

Dlaczego do tej pory unikałem wypowiedzi publicznych?

W związku z moim przekonaniem, ze tego typu konflikty należy rozwiązywać w ramach rozmowy prowadzonej między zainteresowanymi stronami, poza mediami i z zachowaniem standardów prawnych i kultury osobistej, powstrzymywałem się przed publicznym komentowaniem zarzutów, jak również przerzucaniem argumentami, które dla postronnego widza, czytelnika doniesień medialnych są trudne do pełnego zrozumienia.

W związku z mnożeniem zarzutów wobec mnie wystąpiłem do organizatora instytucji, władz Miasta st. Warszawy, o przeprowadzenie kontroli. Od grudnia odpowiadałem na wszystkie pytania i wątpliwości kontrolerów, całkowicie wycofując się z medialnej obrony przed zorganizowaną na mnie nagonką. Milczałem, bo wierzyłem, że moją rolą jest łagodzić spory, a nie dolewać oliwy do ognia. Zależało mi też, żeby nie potęgować chaosu spowodowanego odejściem dyrektor artystycznej w środku sezonu i grać spektakle dla widzów. Bo taka jest nasza podstawowa rola. Spokojnie przyjmowałem wszystkie ciosy, bo liczyłem, że po zamknięciu kontroli i wyjaśnieniu wszystkich zarzutów aktorzy wrócą do pracy.

Dlaczego w końcu zdecydowałem się zabrać głos?

Jest już po kontroli, jednak widzę, że nawet jej pozytywny dla mnie wynik nie przekona moich krytyków. Bo nigdy nie chodziło ani o Metodykę pracy, ani odwołanie premiery "Cwaniar", ani komercjalizację Teatru, ani projekt "Plac Defilad", działalność "Baru Studio" ani zarzuty o niegospodarność. Spór jest dużo bardziej fundamentalny i dotyczy istoty funkcjonowania teatru publicznego w Polsce. Dlatego zdecydowałem się przerwać milczenie.

Agnieszka GlińskaFot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

Czego nie widać?

Kryzys we współpracy z dyrektorką artystyczną wynikał z faktu, że Agnieszka Glińska postrzegała swoją rolę nie, jako zastępcy dyrektora ds. artystycznych, ale dyrektora naczelnego teatru. Chciała kierować instytucją (w sensie artystycznym nie podlega to przecież dyskusjom, sam zaprosiłem Agnieszkę Glińską, by nadała artystyczny kierunek Teatrowi Studio), tak jakby była jej szefem, ale nie chciała brać za to odpowiedzialności. Wynikiem tego były: powtarzające się przekroczenia budżetu, odwoływanie i przesuwanie premier ponad możliwe do przyjęcia normy, długotrwałe nieobecności w pracy, nieuczestniczenie w zebraniach, przedkładanie prywatnych zajęć i innych obowiązków zawodowych nad te wynikające z zawartej umowy o pracę i podpisanego zakresu obowiązków. Przy uznaniu pełnej swobody działalności artystycznej, którą oddałem mojej współpracowniczce, to dyrektor naczelny teatru ponosi odpowiedzialność wobec organizatora teatru- Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy, jest związany zapisami kontraktu, dysponuje określonym budżetem, w ramach którego może działać, ponosi odpowiedzialność karną, finansową i prawną za pracę instytucji. To ja stawiałem się na rozprawach sądowych, po zwolnieniach aktorek i aktorów, których dokonała Agnieszka Glińska niespełna trzy lata temu, żeby zatrudnić aktorów, z którymi chciała stworzyć swój zespół. Nie unikałem tej odpowiedzialności. W wypadku przekroczenia przyznanego budżetu, to także ja ryzykuję zarzut o naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

Wyzwanie, jakie stoi przed współpracą dyrektora naczelnego z dyrektorem artystycznym to zrozumienie i konieczność chodzenia na kompromisy. Patrząc z perspektywy czasu widzę, że kompromisy pojawiały się wyłącznie po mojej stronie i dziś podwójnie jestem za to karany.

Wolność artystyczna Agnieszki Glińskiej i beztroska o skutki podejmowanych przez nią decyzji doprowadziły do sytuacji, w której teatr na przełomie 2012 i 2013 roku znalazł się w bardzo niebezpiecznej sytuacji stając o krok od utraty płynności finansowej. Z tego powodu zdecydowałem o przeznaczeniu zdobytej nagrody na festiwalu "Raport" na działalność teatru, by nie pogłębiać deficytu instytucji. W tym samym czasie ja i główna księgową nie pobraliśmy pensji, żeby wystarczyło pieniędzy na wszystkie zobowiązania i wypłaty dla pracowników. Sytuacja ta była bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym. Byłem zmuszony zaproponować plan naprawczy i zmienić dotychczasowy sposób działania. Podjąłem się próby uporządkowania sytuacji i ratowania artystycznego rozwoju Teatru angażując zespół w pracę nad omawianą bardzo powierzchownie w mediach "Metodyką zarzadzania projektami". Próbowaliśmy wspólnie, zespołowo, wypracować najlepszy model zarządzania Teatrem. Wszystkie te kroki były przez Agnieszkę Glińską odbierane, jako zamach na jej wolność artystyczną. Zrobiłem wszystko, żeby łagodzić sytuację i cały czas byłem gotowy do współpracy, mediacji, spotkań.

Dziś, kiedy spokojniej oceniam i analizuję sytuację, która doprowadziła do odwołania premiery "Cwaniar" uważam, ze została ona sprowokowana i był to pretekst do zakończenia współpracy ze mną i pracy w Teatrze Studio. Chciałbym przypomnieć, że to Agnieszka Glińska zrezygnowała z pracy i zostawiła Teatr w środku sezonu, z zaplanowanymi premierami i rozgoryczonymi aktorami. Forma odejścia (wielomiesięczne zwolnienie lekarskie przy jednoczesnym realizowaniu projektów poza Teatrem Studio, zakazanie mi kontaktu z nią, a potem kontakt wyłącznie przez prawników) uniemożliwiła jakiekolwiek próby naprawienia sytuacji.

Postawiony przez Agnieszkę Glińską w mediach zarzut mojego mobbingu wobec niej był wyjątkowo bolesny. Zwłaszcza wobec moich prób łagodzenia konfliktu, zaproszeń do profesjonalnych mediacji, otwartości na współpracę, której świadkami jest znaczna część zespołu Teatru.

Palac Kultury i NaukiFot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta

Granice zostały przekroczone

Dziś to ja czuję się bezpardonowo zaatakowany przez niektórych członków zespołu, która do Teatru przyszła razem z Agnieszką Glińską trzy lata temu. Przez wzgląd na charakter tego dokumentu wymienię tylko kilka przykładów skandalicznych zachowań części zespołu aktorskiego: zdewastowanie gabinetu Agnieszki Glińskiej przez nią samą, jej rodzinę i część zespołu artystycznego, wykrzykiwanie pod moim adresem oraz współpracowników wyzwisk, przekleństw i obraźliwych epitetów, psychiczne i fizyczne mobbingowanie pracowników teatru w postaci agresywnych zachowań, fizyczne zaatakowanie mnie przez jednego z aktorów i grożenie mi. Tych i podobnych sytuacji było wiele. Zasadniczo różni się to od obrazu zatroskanych o dobro Teatru Publicznego aktorów, których widzą Państwo w mediach. Podkreślam, że dotyczy to jedynie niewielkiej części osób z zespołu aktorskiego.

Pozwólcie nam grać

Po odejściu Agnieszki Glińskiej, konflikt mimo jej nieobecności wciąż był podsycany, aktorzy nie chcieli zaakceptować zasad i zwyczajów, a także obowiązków wynikających z Ustawy o działalności kulturalnej i faktu, że są etatowymi pracownikami w teatrze publicznym. W zupełnej sprzeczności z tym, co wypowiadają w mediach, zarzucając mi komercjalizację instytucji, na moje biurko trafiały dziesiątki wniosków o zwolnienie z pracy, prób i spektakli w związku z występami w serialach, komercyjnych produkcjach. W trosce o dobro członkiń i członków zespołu aktorskiego nigdy nie blokowałem ich pracy poza Teatrem. Niejednokrotnie zmienialiśmy repertuar, w sytuacji konfliktu kalendarzowego między Teatrem Studio a zewnętrznymi podmiotami.

Dawałem pozwolenia na prace poza teatrem przed ustaleniem repertuaru Studio. Zawsze w trosce o aktorów. Dziś jestem twarzą siły niszczącej Teatr, likwidatorem zespołu aktorskiego, komercyjnym zamachowcem.

Poszedłem na rękę aktorowi, kiedy poprosił mnie o 3 tygodniowy urlop w środku sezonu i wyruszył w trasę z Piotrem Rubikiem, bo chociaż miałem wynikające z tego trudności repertuarowe, uszanowałem jego plany rozwoju i uznałem, że damy radę połączyć nasze plany z Jego planami. Dziś ten aktor zarzuca mi, że komercjalizuję Teatr. Chwilę później kolejna informacja, że ten sam aktor, nie zagra w spektaklu, który już był zaplanowany. Najbardziej zadziwiającym było to, gdy tuż przed udziałem w zwołanej przez zespół aktorski konferencji prasowej, odczytał mi, a później złożył oświadczenie, że nie wystąpi w zaplanowanym na 3 czerwca spektaklu z powodu innych zobowiązań i radzi mi, abym dla dobra widzów nie prowadził sprzedaży biletów na ten spektakl. Nie przeszkodziło mu kilka minut później informować opinię publiczną o tym, że rzekomo aktorzy grają mniej spektakli i że zamiast przedstawień teatralnych odbywają się inne wydarzenia ich kosztem. I z ostatniej chwili: wspominany aktor poinformował mnie, że przedłużył sobie pobyt za granicą ponad urlop, który mu przyznałem i nie stawi się w pracy! Spektakle więc się nie odbędą.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi

Olbrzymią trudność w ustosunkowaniu się do oskarżeń sprawia mi fakt, że na przestrzeni tych długich miesięcy, zarzuty stawiane wobec mnie tak bardzo się zmieniają. Z początku mowa była o personalnym konflikcie z Agnieszką Glińską, potem o próbach likwidacji teatru repertuarowego w porozumieniu z miastem, o chęć stworzenia z Teatru Studio domu produkcyjnego, o chęci likwidacji zespołu aktorskiego (nie zwolniłem dotąd nawet aktorów, którzy publicznie mnie zniesławiali, ani tych którzy łamali zasady współżycia społecznego). Z czasem pojawiły się postulaty odwołania mnie ze stanowiska. Powodem miało być niewystarczające dbanie o interesy Teatru, o skupienie na sprawach pobocznych wobec celów statutowych, o preferowanie inicjatyw Baru Studio i wspieranie Placu Defilad (a przypominam, że te wszystkie działania są także zawarte w moim kontrakcie). Kiedy kolejne ataki nie przynosiły mojego odwołania, związek zawodowy aktorów Teatru Studio zaczął formułować zarzuty o nieprawidłowościach w finansach i księgowości Teatru. Wszystkie podejrzenia zostały oddalone lub okazały się bezpodstawne w kontrolach, które dotychczas nam zafundowano, a były to: Sanepid, Państwowa Inspekcja Pracy. Nagonka jednak wciąż trwa. Działa to tak: medialnie informuje się o nieistniejącej umowie i wypłacie, której opis aktorzy znaleźli w BIP-ie, osoba zainteresowana pisze w mediach społecznościowych, że ukradłem jej pieniądze, a ona nigdy nie dostała wynagrodzenia. Rozpętuje się festiwal kłamstw i hejtu. Dzień później, gdy i skan umowy i potwierdzenie przelewu wysyłam mailem - nikt już nie ma zamiaru dementować kłamstwa.

Czy ktoś z Państwa umiałby powiedzieć co jest powodem odejścia Agnieszki Glińskiej z Teatru? Czy może po prostu podnoszone są kolejne tematy, bo przecież któryś w końcu musi zadziałać. Nieważne, że są nieprawdziwe. Ważne, że uruchamiają komunikacyjny pożar, który sprawia, że problemem nie jest już zamach części aktorów na dobro publiczne, instytucję, która ich zatrudnia, wynikający z paniki po nagłym odejściu dyrektora artystycznego, (który zostawił ich bez regulaminu pracy artystycznej i dalszych perspektyw), ale idealny kozioł ofiarny, "menadżer", Roman Osadnik. Kiedy wreszcie oczyszczę się z zarzutów - nikogo nie będą już obchodziły fakty. Dlatego dziś wskazując niespójność nagonki proszę Państwa o spokojne analizowanie faktów.

Jestem też bardzo zaniepokojony tym, że konflikt w Teatrze Studio stał się dla wielu środowisk doskonałym materiałem do wykorzystania, jako argument we własnych wojenkach, że tak naprawdę nikt nie przejmuje się losem tego teatru, a jedynie chce wykorzystać sytuację, by osiągnąć własne cele. Być może zresztą chodzi po prostu konkretnie o moje stanowisko.

Mimo konfliktu i nieobecności dyrektor artystycznej, a potem jej rezygnacji z pracy, teatr działa normalnie. Wbrew doniesieniom i nieprawdziwym wypowiedziom niektórych aktorów ani profil artystyczny, ani częstotliwość grania spektakli i proporcje wydarzeń teatralnych wobec innych przede wszystkim cennych artystycznych inicjatyw jak Scena Tańca Studio, Metropolitan Opera in HD czy koncerty muzyki poważnej, a komercyjnych wynajmów - nie zostało w żaden sposób zachwiane. Można to samemu, każdego dnia sprawdzić na naszych stronach internetowych. Działa także BarStudio oraz Plac Defilad, inicjatywy, które - pragnę przypomnieć - podejmowane były wspólnie z Agnieszką Glińską i gorąco przez nią wspierane. Dziwi mnie nagła wrogość, wielomiesięczne próby deprecjonowania i sprowadzania tych przedsięwzięć do poziomu jarmarcznej kultury masowej. Bar Studio poza gastronomią i imprezami muzycznymi jest przede wszystkim jednym z ważniejszych organizatorów debaty społecznej i spotkań kulturalnych w Warszawie. Nie zapominajmy też, że na Placu Defilad odbywały pokazy teatralne (w tym także Teatru Studio) czy koncerty muzyki poważnej, zawsze jako uzupełnienie, a nie w zastępstwie repertuaru teatralnego Studio. Plac Defilad stał się inspiracją dla wielu instytucji kulturalnych - także teatrów - w Warszawie, Polsce a nawet zagranicą.

Chciałbym ponownie podkreślić, że tak często atakowane inicjatywy komercyjne Teatru (wynajmy przestrzeni) służą przede wszystkim bilansowaniu budżetu instytucji artystycznej, w istocie wspierając idee teatru publicznego. Zasilając budżet instytucji, pozwalają realizować założony program artystyczny oraz upowszechniać kulturę i teatr (bilety mogą być tańsze, ponieważ nie muszą w całości pokrywać kosztów eksploatacji przedstawień, a repertuar wymagający).

Tak rozumiem swoją misję i zadanie powierzone mi przez Organizatora, władze m.st. Warszawy. Mam nadzieję, że dzięki temu oświadczeniu lepiej zrozumieją Państwo motywy mojego działania, jak również zobaczą szerszy obraz sytuacji w Teatrze Studio. Mam również nadzieję, że przyjmą Państwo zaproszenie na kolejne premiery w Teatrze, wernisaże w Galerii, i mnóstwo innych zdarzeń społeczno-kulturalnych, które jako zespół i coraz liczniejsze grono Partnerów organizujemy w Teatrze Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Roman Osadnik