Zabito już 6 dzików na terenie Warszawy. Czy odstrzał to konieczność?

Jedni mówią - odstrzał dzików to konieczność, inni - że są inne sposoby na pozbycie się niechcianych zwierząt z Warszawy. Jeszcze inni, że obecność dzików w mieście to wina ludzi i myśliwych, którzy dokarmiają zwierzęta, przyzwyczajając je do wykładanego pożywienia. Po co? Aby móc je w łatwiejszy sposób zabijać.

Ratusz alarmuje, że liczba dzików w mieście niepokojąco wzrosła i konieczna jest jej redukcja. Metoda - odstrzał. Wydano już zgodę na odstrzał 80 dzików na terenie Warszawy. Zabito już 6. Mówią na to "eutanazja".

Krótkie pytanie kieruję do Piotra Mostowskiego z Eko Patrolu: - Panie Piotrze, czy odstrzał dzików to konieczność? Otrzymuję równie krótką odpowiedź: - Tak.

Spodobało ci się? Polub nas

Liczba dzików wzrosła czterokrotnie od 2004 roku

- Miasto stołeczne Warszawa nie jest okręgiem łowieckim. Do tej pory było tak, że dziki były odławiane i wywożone do okręgów łowieckich pod Warszawą. Ale te okręgi to nie studnia bez dna. Nie chcą przyjmować więcej dzików, bo jest ich już bardzo dużo. Dziki niszczą uprawy rolne, to zgroza dla rolników - tłumaczy Mostowski.

Populacja dzików jest ogromna. - Dziki czują się na terenach zurbanizowanych bardzo dobrze. Dziki powinny mieć huczkę raz w roku, obecnie mają ją nawet trzy razy w roku (huczka - okres godowy u dzików, przyp. red.) - mówi Mostowski. - W ciągu ostatnich 12 lat liczba dzików wzrosła co najmniej trzy, czterokrotnie - dodaje.

Piotr Mostowski, podobnie jak Arek Glaas z kampanii Niech Żyją, podkreśla, że duża liczba dzików w Warszawie to wina przede wszystkim ludzi. - To nasza cywilizacja wkroczyła na tereny zajmowane do tej pory przez zwierzęta, a nie odwrotnie - mówi Arek Glaas. - Niewątpliwy sukces rozrodczy dzików to wynik dostępności pokarmu w miastach, brak drapieżników, coraz łagodniejsze i krótsze zimy, zmiany w rolnictwie - dodaje.

Wszystkiemu winni myśliwi

A także - duża skala dokarmiania dzikich zwierząt przez myśliwych. - Myśliwi wykładają co roku olbrzymie ilości karmy dla dzikich zwierząt. Robią to w granicach obwodów łowieckich. Oprócz wysypywania karmy w oficjalnych miejscach dokarmiania, olbrzymia jej ilość wysypywana jest też na tzw. nęciskach, gdzie myśliwi przyzwyczajają zwierzęta do wykładanego pożywienia. Po co? Aby móc je w łatwiejszy sposób w tych miejscach zabijać - mówi.

Jak informuje Glaas, według raportów naukowych, m.in . Polskiej Akademii Nauk, skala myśliwskiego dokarmiania dzików jest olbrzymia. Wykazano, że dokarmianie nie tylko przyczynia się do niekontrolowanego wzrostu populacji dzików, ale także prowadzi do zwiększenia zapasożycenia dzikich zwierząt i do rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych takich jak gruźlica bydlęca i afrykański pomór świń.

- Obecność dzików w miastach to problem, który sami sobie stworzyliśmy, a ściślej rzecz biorąc stworzyli go mieszkańcom dużych miast myśliwi, którzy do tzw. gospodarowania populacjami dzikich zwierząt podchodzą jak do intensywnej hodowli trzody chlewnej - mówi Glaas.

Jak powstrzymać rosnącą populację i nie zabijać?

Czy to w ogóle możliwe? Zdaniem Mostowskiego - nie. Glaas nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Jego zdaniem należy w pierwszej kolejności wprowadzić do prawa łowieckiego zakaz dokarmiania dzikich zwierząt.

- Jeżeli nie ma innego sposobu, pozostaje strzelanie, ale prowadzone ostrożnie, w bardzo kontrolowanych warunkach - mówi z kolei w rozmowie z Gazetą Stołeczną Maciej Luśniak związany z Instytutem Zoologii PAN i podobnie jak Glaas jest zdania, żeby zakazać dokarmiania dzikich zwierząt. Ubolewa nad tym, że warszawiacy mają bzika na punkcie dokarmiania dzikich zwierząt: - To jest nadprzyjaźń z przyrodą, szkodliwa dla niej samej. Rozwiązaniem problemu nadmiaru dzików w mieście może być też akcja społeczna, która nauczy warszawiaków współżyć z dzikimi zwierzętami i nie ingerować w ich życie - podsumował.

Nie tylko Warszawa boryka się z dzikami. Podobnemu problemowi musiała stawić czoła Gdynia. Tam jednak głos humanitarny okazał się ważniejszy. Mieszkańcy miasta oburzyli się na decyzję o odstrzale dzików w lesie w pobliżu Dąbrowy, ze względu na same dziki, ale i zagrożenie bezpieczeństwa ludzi. Do odstrzału miało dojść bardzo blisko zabudowań. Ostatecznie zakazano odstrzału. Myśliwi mieli zapolować na zwierzęta za pomocą specjalnych odłowni.

Czy warszawiacy również wywalczą prawo do życia dla dzików?