Warszawiacy odgradzają się od siebie jakby byli w Korei Północnej - twierdzą ekolodzy z Zielonego Mazowsza

- "Warszawa coraz bardziej przypomina granicę Korei Północnej, poszatkowana płotami i zasiekami. Masowe stawianie płotów przez jednostki miejskie skutkuje nie tylko pogorszeniem warunków ruchu i bezpieczeństwa (por. niedawny przypadek rozgniecenia przechodnia o płot na ul. Puławskiej), lecz również szpeci miasto" - napisało stowarzyszenie Zielone Mazowsze w liście do p.o. dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m.st. Warszawy.

Stowarzyszenie zwróciło uwagę na raport "Czy Warszawa jest otwarta na przestrzenie publiczne?" w którym zaznaczono, że płoty utrudniają ruch pieszy i zniechęcają do poruszania się pieszo, czyniąc przestrzeń publiczną nieatrakcyjną. Zdaniem ekologów w Warszawie płoty są regularnie wykorzystywane do maskowania błędów popełnionych przy planowaniu i budowie tras komunikacyjnych (niezapewnienie odpowiedniej liczby połączeń pieszych, stosowanie zbyt szerokich jezdni) i utrudniania ruchu pieszego.

Spodobało ci się? Polub nas

Ekolodzy podkreślają też, że m.in. płoty nie są stawiane na taką skalę w miastach zachodnich, a postawione w minionych czasach są prędzej demontowane niż mnożone. - "W samym Londynie w ramach poprawy warunków ruchu pieszego zdemontowano już większość (100 km) ogrodzeń, argumentując że piesi nie powinni być traktowani jak bydło. Równocześnie wdrażane są rozwiązania ułatwiające bezpieczne przekraczanie jezdni poza przejściami - np. azyle.)" - czytamy na stronie Zielonego Mazowsza.