Smutna historia pani Barbary: "Nie mogę dopuścić, aby moje koty trafiły do schroniska". Prosi o pomoc

Pani Barbara ma wielkie serce, ale coraz mniej siły. I za chwilę straci dach na głową. Od ponad 30 lat ratuje bezdomne, skrzywdzone przez człowieka koty. Bywały i porzucone psy. Teraz sama potrzebuje wsparcia. Pod jej opieką znajduje się 12 kotów. Szuka dla nich nowych, kochających domów.

Dziesięć lat temu dziennikarka pani Barbara Czajkowska założyła fundację "Felis Felix" wierząc, że uda się jej zdobyć niezbędne środki na utrzymanie w zdrowiu swoich zwierząt jak i tych mieszkających na ulicy. - Źródłem finansowania były moje niewielkie zarobki. Utraciłam pracę i aż do emerytury - nie miałam żadnego stałego dochodu, jedynie prace dorywcze. Niestety, podopiecznych zaczęło przybywać. Zmieniłam mieszkanie na mniejsze, w Śródmieściu. I tu "wpadłam" w objęcia pań, które pomagały kotom, ale nie radziły sobie z tym fizycznie. Byłam młodsza, silniejsza - pomagałam. W moim mieszkanku przybywało kociaków i obowiązków. Biegałam do lecznicy, robiłam zastrzyki i podawałam kroplówki, a finansowego wsparcia znikąd - tłumaczy.

Jednak rzeczywistość dla starszej (dzisiaj 72 letnia) schorowanej osoby okazała się dużo mniej łaskawa. - Pozostały mi już tylko kwesty w centrach handlowych, które były już coraz rzadsze i dwa lata temu utraciłam na nie zgodę. Jedyny dom handlowy, który zezwala mi na zbiórkę pieniędzy, ma tak niewielką liczbę klientów (brak supersamu), że bywają dni, gdy nie mam za co kupić jedzenia - martwi się pani Barbara.

Spodobało ci się? Polub nas

Kobieta otrzymała właśnie nakaz eksmisji (dług mieszkaniowy) z 30 metrowego mieszkania przy ul. Hożej. Jednak wizja utraty dachu nad głową to nie jedyny jej problem.  - Dotychczas w ogóle nie chorowałam - leczyłam tylko koty. Dwa lata temu zaczęło się, a ostatnio nasiliło się u mnie atopowe zapalenie skóry, które zaatakowało też ręce. W mojej sytuacji, gdy muszę ciągle sprzątać po kotach (prać, myć, zmieniać kuwety) - nie ma nadziei na poprawę. Muszę kupować leki. Jedyny ratunek to znalezienie dla kotów nowych domów - tłumaczy zmartwiona.

O swoich pupilach mówi: "Kotów nie planowałam. Stało się. Nie potrafiłam przejść obojętnie wobec cierpienia. Najpierw przez wiele lat pomagałam ludziom - moją specjalnością były problemy rodzinne (studiowałam prawo). Dziś proszę - pomóżcie mnie i moim zwierzakom".

Podopieczni pani Barbary to m.in.:

Najstarszy jest Bobuś, ma 15 lat, lubi się tulić, mruczeć, ale boi się obcych.

Bobuś, kot do adopcji, ma 15 lat, lubi się tulić, mruczeć, ale boi się obcych.Fot. Fundacja Felix

Jest i Franek - lękliwy, przybył jako 5-miesięczny kociak i trudno się socjalizował, bardzo zaprzyjaźniony z Karoliną.

Franek - lękliwy, przybył jako 5-miesięczny kociak i trudno się socjalizował, bardzo zaprzyjaźniony z Karoliną.Fot. Fundacja Felix

Kajtek - ma 3 lata, jest łagodny i niezwykle towarzyski, wita każdego obcego, wobec innych kotów ustępliwy.

Kajtek - 3 lata, łagodny, niezwykle towarzyski, wita każdego obcego, boi się innych kotów, ustępliwy wobec nich.Fot. Fundacja Felix

Kuba - lat 5, lubi się przytulać, chętnie przychodzi do łóżka.

Kuba - synek Marysieńki, lat 5 (poniewierany przez Kasika, za to bardzo się lubią z Zuzią), lubi się przytulać, chętnie przychodzi do łózka.Fot. Fundacja Felix

Zuzia - ma 12 lat i wystający języczek.

Zuzia - trudna do adopcji, lat 12.

Fot. Fundacja Felix

Żabcia - 4 lata, nie boi się obcych, spokojna i niekonfliktowa.

Żabcia - 4 lata, nie boi się obcych, spokojna i niekonfliktowa.Fot. Fundacja Felix

Wszystkie koty są wysterylizowane i zaszczepione. Pozostałe kociaki, które znajdują się pod opieką pani Barbary można obejrzeć pod adresem: www.fundacjafelisfelix.pl