Rowerem Veturilo jechała już 2244 razy. Średnio 3-4 razy dziennie. "Jest szybciej niż autobusem" [WYWIAD]

- Na rowerze nie trzeba się przesiadać, czekać. Jedziesz wprost do celu. To znacznie wygodniejsze niż autobus czy tramwaj. Tylko jak przychodzi zima, to kupuję bilet miesięczny i zaczynam narzekać... - opowiada nam Beata Pietrzak, która "prawie" najczęściej wypożycza rowery Veturilo w Warszawie.

Spodobało ci się? Polub nas

Z rowerów miejskich w Warszawie można korzystać od 1 sierpnia 2012 roku. W tym czasie najaktywniejszy użytkownik wypożyczył rower aż 2348 razy (dane do pierwszego dnia września 2015 roku). Tak wynika z danych firmy Nextbike, która jest operatorem systemu Veturilo. Druga na tej liście jest pani Beata Pietrzak, korzystała z nich 2244 razy. I zgodziła się na rozmowę.

Rozmowa z Beatą Pietrzak, "prawie" najaktywniejszym użytkownikiem systemu miejskich rowerów Veturilo w Warszawie

- Podobno rowerem Veturilo jechała pani na ślub i wesele?

- Ale to nie był mój ślub. I nie było daleko: z Placu Zbawiciela na Plac Teatralny, a stamtąd na Stare Miasto. Rowerem szybciej niż autobusem.

A kreacja się nie pobrudziła?

- Dzień był deszczowy, ale nakryłam się folią. Rower jest dla mnie bardziej praktycznym środkiem transportu niż autobus czy tramwaj, bo dojeżdża się nim do samego celu. Nie trzeba się przesiadać, czekać, co jest niezwykle irytujące.

Rowerami miejskimi naprawdę jeździ pani wszędzie?

- Tak, najchętniej po zakupy, przy których przydaje się rowerowy koszyk. Dzięki temu zakupy - zamiast dźwigać - wożę pod sam dom. To duża wygoda. Nie trzeba wózka za sobą ciągnąć.

Od początku istnienia systemu Veturilo do pierwszego września tego roku korzystała pani z rowerów miejskich dokładnie 2244 razy. Nie opłaca się bardziej po prostu kupić sobie rower?

- Ale własnym rowerem trzeba umieć się zająć, co dla kobiety jest bardzo kłopotliwe. Jak się złapie gumę, to trzeba umieć wymienić dętkę. Rower Veturilo w takiej sytuacji po prostu wymieniam na inny. Kiedyś jechałam na koncert, w czasie drogi spadł mi łańcuch. Wzięłam inny rower, dojechałam na koncert i już. A z własnym rowerem co bym zrobiła?

Jak długo jeździ pani na rowerze?

- Przyznam się szczerze, że od niedawna. Nie licząc rowerku dziecięcego, jako dziewczynka normalnego roweru nie miałam. Dopiero, gdy pojawiło się Veturilo, właściwie nauczyłam się jeździć.

To jak pani życie wyglądało przed 1 sierpnia 2012 roku, kiedy to uruchomiono system Veturilo w Warszawie?

- Bardzo dużo chodziłam. W Śródmieściu chodziłam w granicach czterech kilometrów od swojego domu. Autobusem czy metrem jeździłam dalej, na Bródno czy Żoliborz. W 2012 roku piesze wędrówki po prostu zmieniłam na te rowerowe.

Beata Pietrzak wypożycza rower Veturilo na Mokotowie, fot. Michał Radkowski

A czemu pani wybiera rower? To jest wygoda czy przyjemność?

- Wszystko po trochu. Bo to jest i zdrowie, i ekologia, dlatego, że w czasie jazdy - zamiast benzyny czy prądu - spalam własną energię. No i rzuciłam palenie.

Dzięki Veturilo?

- Nie, tuż przed. I zaczęłam tyć. Veturilo to był więc dobry sposób, żeby...

Zadbać o linię?

- Każdego dnia. I przestać tyć po rzuceniu palenia.

Średnio wypożycza pani rower miejski 3-4 razy dziennie. Jak wygląda pani przeciętny dzień?

- Jadę do pracy, po drodze robię zakupy, zostawiam rower, bo nie lubię trzymać go za długo. Uważam, że te rowery powinny służyć wszystkim. Wychodząc z pracy, biorę kolejny rower, a czasem jeszcze jeden, zależy, co mam do załatwienia. Czyli już mamy cztery rowery. Jeżeli mam dzień wolny, to wtedy w ogóle szaleję i ciągle się przemieszczam.

Zdarza się, że pani nagina swój plan dnia do możliwości, jakie daje system Veturilo, czyli do lokalizacji stacji?

- Układam sobie plan, opracowuję trasę logicznie i logistycznie.

Czyli co? Siada pani przed wyjściem z domu z komputerem, sprawdza sieć stacji.

- W Śródmieściu jest na tyle dużo stacji, że nie ma żadnego problemu. Dookoła mojego domu jest co najmniej pięć stacji, z których mogę skorzystać. Po czterech latach dokładnie wiem, gdzie się one znajdują.

A w pracy wszyscy wiedzą, że tyle pani pedałuje?

- Wszyscy wiedzą i trochę się śmieją. Pytają, czy nie lepiej mieć własny rower. I chyba się złamię, bo idzie zima i miejskich nie będzie przez trzy miesiące. Poza tym są momenty, że rowerów miejskich w stacji nie ma. Nawet w takich punktach, gdzie tych wypożyczalni jest dużo.

I co pani wtedy robi? Przesiada się do komunikacji miejskiej czy szuka pani dalej?

- Jeżeli mam czas, to szukam... Idę w kierunku jazdy i szukam po drodze. W centrum stacje są mniej więcej co 100-200 metrów, więc są duże szanse. Jeśli nie mam takiej możliwości, to wsiadam w autobus.

Beata Pietrzak na rowerze Veturilo, fot. Michał Radkowski

Jest pani prawie rekordzistką, więc porozmawiajmy jeszcze o pani rekordach: najdłuższa trasa, najdalsza trasa, najdłuższe wypożyczenie.

- Najczęściej jeżdżę po zakupy, więc najdłuższa trasa to pewnie będzie do Piaseczna do Fashion House, a stamtąd do Factory w Ursusie i powrót do siebie na Zbawiciela. Nie wiem, ile to kilometrów, bo nigdy tego nie policzyłam, ale zmęczona byłam.

Ale jechała pani różnymi rowerami?

- Tak, staram się nie przekraczać 4 złotych, czyli kwoty za dwie godziny wypożyczenia.

Dzięki Veturilo poznała pani nowych ludzi?

- Tak, ale to są raczej krótkie rozmowy. Rowerzyści nie są zbyt...

Gadatliwi?

- Tak, to raczej sport dla samotników, po prostu jadę i pedałuję. Nie lubię, jak na ścieżkach rowerowych jeżdżą obok siebie pary. Usiądź na kanapie i pogadaj, a nie jedź na rowerze.

Uważa pani, że Warszawa jest już rowerowym eldorado?

- Jeszcze nie. Ścieżki się nie łączą, one są budowane, ale wciąż nie ma możliwości, żeby cały czas ścieżką rowerową dojechać z punktu do punktu.

Podróżowała pani po Holandii. To państwo, gdzie rowerzyści królują, gdzie rowerów jest więcej niż samochodów. Jakie rozwiązanie by Pani przeniosła stamtąd do nas?

- Przede wszystkim naukę chodzenia i jeżdżenia prawą stroną. Tylko i wyłącznie.

Czyli to dotyczy też pieszych?

- Pieszych, kierowców, wszystkich, bez wyjątku. W Holandii podoba mi się też kultura jazdy, kod gestów w czasie jazdy na rowerze. Jak się zamierza wolno hamować, to podnosi się jedną rękę, ostre hamowanie to dwie ręce. Do tego wskazywanie, skręcanie, pokazywanie ręką kierunku, w którym będę skręcał, niejeżdżenie obok siebie. Holendrzy świetnie jeżdżą na rowerze.

Czytałem, że mają różne rodzaje ścieżek: dla tych, którzy jadą tempem spacerowym, dla tych, którym się spieszy.

- W dodatku całe dzielnice, a przede wszystkim samo centrum zajmują piesi i rowerzyści, prawie w ogóle nie widzi się samochodów. A gdy pieszy wchodzi na ścieżkę rowerową, nikt go nie żałuje, dostaje manto. Oczywiście rowerzyści nie biją go, po prostu sponiewierają go trochę rowerami. Wiem, bo sama przez przypadek wlazłam pod koła. Szczerze mówiąc, nawet po ścieżkach rekreacyjnych bałam się jeździć rowerem po Holandii.

W Warszawie czuje się pani pewnie?

- Pewnie, ale też trzeba uważać. Kłania się znajomość przepisów ruchu drogowego. Mieszkałam przez pewien czas w Prowansji, gdzie bardzo szybko jeżdżą, ale nie ma wypadków. Kierowcy nie patrzą na światła, jeżdżą jak chcą, ale zawsze przestrzegają zasady prawej strony. Jeżeli ustępuję, to zawsze na prawo, bo wtedy zawsze się minę z tym z naprzeciwka. Uważać trzeba zwłaszcza na chodniku. Trąbienie na starszą panią to ryzyko, że dostanie zawału i padnie na chodnik, więc lepiej - jadąc wolniej - spytać ją, czy nie ustąpi. Na chodniku to my jesteśmy gośćmi u niej.

Beata Pietrzak wypożycza rower Veturilo na Mokotowie, fot. Michał Radkowski

Trwają konsultacje w sprawie tego, jak ma się zmienić system rowerów Veturilo, bo za rok wygasa umowa z firmą Nextbike. Życzy sobie pani jakichś zmian? Wielu rowerzystów narzeka, że rowery są dosyć awaryjne.

- Miałam trzy przypadki, że mi łańcuch spadł czy coś się złego zadziało. Zawsze sprawdzam przed wypożyczeniem, czy rower jest sprawny, czy ma wygodne siodełko. Te rowery przechodzą z rąk do rąk, należy szanować to, co się wypożycza i wtedy nie będzie problemu. Sami ludzie niszczą te rowery.

Ma pani jakąś swoją ulubioną ścieżkę, trasę rowerową czy odcinek, którym szczególnie chętnie pani jeździ?

- Bardzo fajna pod tym względem jest Praga, są tam dobre rozwiązania. Jest dobry dojazd do centrum. Świetnie jeździ się też mostem Świętokrzyskim, a stamtąd do zoo. Potem ścieżka ciągnie się od ronda Starzyńskiego do ronda Żaba. Jak mam jechać do IKEI, to tamtędy właśnie, zamiast ul. Radzymińską, Trochę dalej, ale cały czas ścieżką.

Co się dzieje zimą, jak system Veturilo ma przerwę?

- Kupuję bilet miesięczny i zaczynam narzekać [śmiech].

A tandemem już pani jechała?

- Jeszcze nie, ale bardzo fajne są te rowery transportowe Veturilo. Raz korzystałam, telewizor chciałam odwieźć do skupu.

Telewizor? Rowerem?!

- Przecież nie będę niosła [śmiech]. Ale w końcu sąsiad zabrał. Akurat była jakaś zbiórka sprzętu elektronicznego, więc z przyjemnością oddałam.

- Dużo panią kosztuje to Veturilo?

- Mniej więcej 30-40 zł miesięcznie. Za zajęcia fitness pewnie zapłaciłabym więcej.

Zdarzyło się zapłacić jakąś karę w ciągu tych czterech lat?

- Nie. Chociaż raz dostałam upomnienie. Przejeżdżałam przez przejście dla pieszych w nocy i jechałam wprost na policjanta.

Skończyło się tylko na pouczeniu?

- Tak. I bardzo wzięłam je sobie do serca. Od tej pory na przejściach dla pieszych zawsze przeprowadzam rower.

Pamięta pani swój pierwszy raz na rowerze Veturilo?

- Oj tak. Byłam przerażona i jeździłam dookoła Placu Zbawiciela [śmiech]. Chyba wybrałam sobie najgorsze miejsce do trenowania, same babcie i hipsterzy, patrzący na mnie krzywo. Jak zsiadłam, to stwierdziłam, że jak tu sobie dałam radę, to już spokojnie mogę wypuścić się dalej w miasto.