Betty Q: Jak masz 19 lat, to nie masz jeszcze o czym zrobić burleski

Z Betty Q spotykam się w jej pracowni przy Al. Jana Pawła II. To tutaj Betty prowadzi swoje zajęcia z burleski, tutaj tworzy własne, jak mówi pieszczotliwie ?numerki?, tutaj wraz ze swoim chłopakiem Zbyszkiem przygotowują pierwszy w Polsce festiwal burleski - Polish Burlesque Festival - który odbędzie się 11-13 września w Kinie Iluzjon.

Spodobało ci się? Polub nas

Betty jest trochę zmęczona, dzień wcześniej występowała na prywatnej imprezie w klubie Weles, a od rana już jest w studio. Przygotowania do festiwalu trwają, a trzeba jeszcze udzielić kilku wywiadów i wziąć udział w sesjach zdjęciowych. Ubrana jest w seksowną, czarną, koronkową, bardzo wydekoltowaną sukienkę. Jeszcze w okularach i bez makijażu, ale już oczami wyobraźni widzę, to co będzie się działo na tej sesji.

Wyglądasz pięknie.

- Dzięki. Na co dzień się tak nie ubieram, za bardzo się nawet nie maluję i chodzę w niskich butach. Ale za chwilę lecę na nagranie. W burlesce znalazłam przestrzeń, w której mogę się wyrażać.

Betty QKuba Atys/ Agencja Gazeta

Występujesz, uczysz, teraz organizujesz festiwal. Czyli z burleski można się utrzymać?

- Mi się udaje. Ale jestem prawdopodobnie jedną z niewielu osób na świecie, które zajmują się wyłącznie burleską. Staram się jednak działać na wielu polach - prowadzę Akademię Burleski, dużo występuję, na eventach, takich jak chociażby wieczory panieńskie, robię spektakle, przygotowuję numerki dla Pożaru w Burdelu, występuję w serialach, robię choreografię do filmów - ostatnio dla Magdy Cieleckiej do nowego filmu w stylu retro, przygotowuję różne pokazy na zlecenie.

Na przykład?

- Któregoś razu otrzymałam na przykład zlecenie od firmy dystrybuującej opony do ciężarówek na zrobienie tematycznego numerku.

Tematem były opony?

- Występ miał nawiązywać do opon. Poprosiłam więc, aby na scenie postawili mi taką jedną, wyczyszczoną oponę z dużym bieżnikiem 60 cm. Nie uwierzysz, ile akrobacji można było na niej zrobić. (śmiech)

Betty QVicky Butterfly

A w Welesie?

- W Welesie to była prywatna impreza. Świetne miejsce, wspaniałe dekoracje, idealnie pasujące do burleski. Bardzo się cieszę, ponieważ planują tam burleskę organizować regularnie. Przestrzeń jest wprawdzie dość trudna, akurat wtedy, kiedy występowałam było zaledwie 40 osób, ale w weekendy bywa tam naprawdę dużo ludzi. Z drugiej strony scena w najlepszym klubie burleskowym w Europie - Queen Calavera, który znajduje się w Hamburgu, jest wielkości dwuosobowego siedziska. Klub znajduje się w dawnej dzielnicy prostytutek, wszystkie bary tam są dość małe i ciasne, wszędzie rozrywka w postaci kiepskiego striptizu. W pewnym momencie postanowili zorganizować burleskę. Byli zaskoczeni, z jak ogromnym zainteresowaniem spotkały się te występy. Nagle zaczęli tam przychodzić całkiem inni klienci. Dla performera występ w Queen Calaverze to ogromny zaszczyt. Tam występują najlepsi.

Miałaś okazję tam występować?

- Tak. Chociaż nie łatwo było się tam dostać, Sven, kóry prowadzi to miejsce, jest naprawdę zajętym człowiekiem. Wysyłałam maile i nic. Przez kilka tygodni cisza. Ale wszyscy mi mówili - pisz do skutku. Któryś z tych maili w końcu musiał go zainteresować. Zaprosił mnie do Hamburga i od tamtej pory występowałam u niego już dwa razy. Powiedział, że jak tylko będę chciała, to żebym wpadała.

Czy burleskowa scena w Niemczech bardzo różni się od tej w Polsce?

- Diametralnie! To całkiem inny świat. Jest przede wszystkim o wiele większa, w Polsce jestem praktycznie jedyną osobą, która rozpowszechnia burleskę, od której to wszystko się zaczęło. Jeżeli w Polsce występuje ktoś oprócz mnie, to są to najczęściej moje uczennice. Jedną z nich jest rewelacyjna 31-latka Coco de Chocolat, która już ma na koncie zwycięstwa w kilku konkursach burleskowych. Gdy przyszła do mnie 4 lata temu w takich dresach po tacie, to pomyślałam - no zobaczymy. Teraz występuje praktycznie pełnoetatowo. Jest świetna. Będzie można ją również zobaczyć podczas festiwalu.

31? Czyli nie trzeba być taką młódką, żeby występować w burlesce?

- Nawet nie powinno! Jak masz 19 lat, to nie masz jeszcze o czym zrobić burleski. Tu nie wystarczy tylko ładnie się rozbierać. Trzeba mieć w sobie pewną dojrzałość, świadomość ciała i przede wszystkim jakąś historię do opowiedzenia. Pokazywanie burleski w taki wyłącznie kabaretowo-filmowy sposób, tylko dlatego, bo podoba nam się Cher czy Christina Aguilera, bardzo dużo jej ujmuje.

Dużo dziewczyn przychodzi na zajęcia?

- Sporo, mogłoby oczywiście więcej, gdybym bardziej poświęcała się Akademii, ale moim głównym zajęciem są jednak występy. Więc teraz jest tak, że prowadzę trzy różne grupy, trzy razy w tygodniu. Fajne jest to, że do zajęć można dołączyć praktycznie w każdej chwili - co miesiąc zaczynamy jakiś nowy kurs - czy to z burleski z lat 50., czy z wachlarzy, z rękawiczek i pończoch czy z robienia i kręcenia tassels.

Słynne tassels... jest na to jakiś polski odpowiednik?

- Chwost albo kutasik.

O matko!

- (śmiech) Nie ma właściwie odpowiednika. Mówi się jeszcze nasutnik, ale mi się bardzo nie podoba ta nazwa. Więc ja po prostu mówię o kręceniu tassels - "tassel twirling".

Czy do burleski trzeba mieć odpowiednie ciało? Takie seksowne i krągłe jak twoje?

- Trzeba mieć po prostu ciało! Chude kobiety też są kobiece. To kultura wmówiła nam, że modelka powinna być wysoka i chuda, a tancerka burleski dziewczyną o bardziej okrągłych kształtach. To bzdura. Burleska jest świetna, bo właśnie podkreśla to, co ma się w ciele najfajniejsze i w związku z tym pomaga zaakceptować to, czy ma się większą pupę czy mniejszą, mniejsze albo większe piersi. Na scenie burleskowej możesz być taka, jaka chcesz. nie ma chudych czy grubych performerek - są po prostu performerki. Podobnie jest z wiekiem. Są performerki, które mają po 20 kilka lat, są takie jak ja, które mają po 29, ale tak naprawdę średni wiek dla burleski to 35 lat. Jedną z najsłynniejszych nauczycielek burleski jest kobieta, która ma teraz 51 lat, jeszcze nie zeszła ze sceny. Tempest Storm, która zasłynęła w latach 50., również występuje do dziś. Teraz 76 lat. To niesamowicie motywuje.

Czy każda dziewczyna może tańczyć burleskę? Nie trzeba mieć tego "czegoś"?

- Skończyłam pedagogikę, więc i takie pedagogiczne podejście, że wszystkiego można się nauczyć, wyznaję.

No ale nie każda kobieta ma w sobie seksapil, nie każda ma poczucie rytmu, te kocie ruchy...

- Któregoś razu na zajęcia przyszła do mnie dziewczyna, która miała tak fatalną koordynację ruchową, że na przykład przy obrotach ciągle się przewracała. Nie mogłam uwierzyć, że to w ogóle jest możliwe, żeby tak nie ogarniać swojego ciała. Ta sama dziewczyna po dwóch latach została performerką i robi fantastyczne numery. Jak patrzę na nią dziś, to widzę inną osobę. W burlesce fajne jest to, że nie musisz być świetna we wszystkim, żeby występować. Wystarczy, że w swoich numerach położysz akcent na to, co potrafisz robić najlepiej. Jeśli kiepsko się ruszasz, ale świetnie śpiewasz, w numerze postaw nacisk na wokal. Jeśli świetnie tańszycz, tańcz, jeśli kiepsko tańczysz, a jesteś świetną aktorką - graj. Itd., itd. Podobnie jest z osobowością. Jeśli dziewczyna z natury jest poważna, to niech nie robi na siłę słodkiego numerku, w którym trzeba się zalotnie i infantylnie uśmiechać. Niech zrobi numer dramatyczny, diwowy, który podkreśli jej charakter.

A ty w czym jesteś najlepsza?

- Chyba w aktorstwie. Ale staram się być dobra we wszystkim.

Dlaczego większość imion perfermerek i performerów są obco brzmiące?

- Burleska to bardzo niewielka scena, więc jeżeli myśli się o karierze w ten branży, to trzeba mieć na względzie inne kraje. Mój pseudonim jest dość przypadkowy i niedojrzały. Teraz pewnie wybrałabym inny, bardziej nawiązujący do tego, skąd pochodzę - słowiańsko brzmiący. Poza tym, mimo że Betty Q [kju] jest melodyjne, to na przykład w Polsce wiele osób wymawia je jako Betty Q [ku], co już nie brzmi tak ładnie. Podobnie jest z performerką Kitty van Purr, które po angielsku brzmi świetnie, ale gdy wymawiane jest przez osobę z Polski, która nie potrafi wypowiedzieć "r" w taki miękki sposób, brzmi słabo. Inna kwestia jest ze znaczeniem danego pseudonimu. Jest na przykład Juicy Jane, które po przetłumaczeniu na polski - "Soczysta Janina" - brzmi po prostu fantastycznie, okazuje się jednak, że jak wpiszesz #Juicy Jane, to okaże się, że tak nazywa się pewien rodzaj marihuany. Takie konotacje mogą czasem pomóc, ale mogą również zaszkodzić. Wybór pseudonimu powinien być więc świadomy.

(do studio wchodzi Zbyszek, chłopak Betty)

A jak twój chłopak radzi sobie w związku z gwiazdą burleski?

- Zaczęliśmy się spotykać, jak już byłam performerką, wiedział więc, co robię, nawet mówił, jak się pierwszy raz widzieliśmy, że bardzo chciał zobaczyć jeden z moich numerów. Zbyszek też jest artystą, sam ma potrzebę wyrażania się w jakiś sposób, więc doskonale mnie rozumie. Wie, że nie robię tego, żeby wzbudzić w nim zazdrość albo żeby kogoś uwieść. To jest moja praca, która po prostu polega na bezpośrednim kontakcie z ludźmi, również z mężczyznami, dla niego to oczywiste, że na scenie nie jestem sobą, że jestem w roli. Ale przez długi czas byłam sama i rzeczywiście często trafiałam na facetów, dla których moje zajęcie stanowiło problem. Więc wielu jest takich, którzy boją się silnych dziewczyn.

 

Betty Qmateriały archiwalne

 

Silnych, tzn. jakich? Które robią to, co lubią?

- Takich, które nie boją się publicznie robić tego, co wydaje się kontrowersyjne. Wielu mężczyzn, jakich znam, to tacy, którzy z jednej strony starają się być bardzo nowocześni, ale z drugiej są cały czas bardzo zanurzeni w konwenansach i pruderyjni, a przynajmniej tej pruderii oczekujący od kobiet. I to prędzej czy później wychodzi.

Czyli na żonę lepiej grzeczna i skromna.

- W pewnym sensie tak. I myślę, że ten problem nie dotyczy wyłącznie perfermerek, ale wszystkich zawodów, w których pracuje się ciałem i występuje na scenie - tancerek, aktorek. Na scenie dajemy siebie innym, występujemy dla kogoś. W burlesce kontakt z publicznością jest jeszcze bardziej intymny - na tym to polega. Jeśli więc występuję, tak jak w Welesie, z okazji urodzin pewnego faceta, to robię to dla niego. Wiele facetów ma problem z tym, że to ciało nie jest tylko i wyłącznie ich albo że uśmiecham się jeszcze do kogoś innego poza nimi.

Betty QMaciej Świerczyński/ Agencja Gazeta

Zbyszek nie jest zazdrosny?

- Myślę, że bywa, ale to są zupełnie inne sytuacje. Ja poza sceną jestem nudziarą. Po występie nie zostaję na imprezie, ściągam rzęsy, zmywam brokat i jadę do domu odpocząć. (śmiech)

Gdzie są tacy faceci?

- I teraz powiem cos, co zburzy wszystkie stereotypy. Ja Zbyszka poznałam na Tinderze. Któregoś dnia bawiłyśmy się z koleżankami aplikacją, sprawdzając o co w niej chodzi. I tak od słowa do słowa spotkałam się z kimś i to był właśnie Zbyszek, z którym jestem już ponad rok.

Pierwszy strzał?

- Tak. (śmiech) Wydaje mi się, że Tinder bardzo się zmienił. Że na początku wchodzili tam tylko określeni ludzie, a teraz mam wrażenie, że są tam wszyscy.

I że na Tindera wchodzi się w jednym celu?

- A nawet jeśli tylko w jednym, to czemu nie! To absolutnie feministyczne podejście, które ku zaskoczeniu wielu, również i u nas przez dziewczyny jest reprezentowane. Jeśli wchodzisz na Tindera, bo chcesz seksu, to robisz to w 100 proc. świadomie i masz do tego prawo.

A potem spotykasz "miłość swojego życia" i on się pyta - z iloma facetami spałaś?

- To prawda. I dziewczyny też mają z tym problem. Kiedyś brałam udział w badaniu na Uniwersytecie dotyczącym zdrowia. W ankiecie musiałam odpowiedzieć na pytanie - ile miałam partnerów seksualnych. I skłamałam.

Ilu?

- (śmiech) Zaniżyłam tę liczbę, bo pomyślałam, że nie wypada. Potem rozmawiałam o tym z koleżankami i okazało się, że w różnych sytuacjach one również nie powiedziały prawdy. Niestety u nas to klasyk, że faceci zawyżają, a dziewczyny zaniżają.

Wczoraj brałam udział w sesji dla Wysokich Obcasów. Wcieliłam się w postać Bettie Page, która świetnie ukazuje tę kobiecą dwoistość w kulturze. Bettie była modelką, która w purytańskiej Ameryce postanowiła pokazać, jaką czerpie radość z ciała i seksu. Brała udział w fetyszowych sesjach fotograficznych, sama wycinała sobie kostiumy kąpielowe, żeby zrobić z nich bikini. Pokazywała, że można być dziewczyną i jednocześnie cieszyć się swoim ciałem. Była całkowicie ponadczasowa. Myślę, ze nawet dzisiaj budziłaby kontrowersje. Myślę, że w każdej z nas jest taka dwoistość - z jednej strony jesteśmy normalnymi dziewczynami, a z drugiej drzemie w nas ta drapieżność, kobiecość, która może wyrażać się w różny sposób. Ja wyrażam ją w burlesce.

Masz wrażenie, że i ty, podobnie jak Bettie Page, tylko że w Polsce, w jakiś sposób toczysz walkę z tą pruderią?

- W Warszawie czuję się trochę jak w bańce mydlanej. To jednak duże miasto, większość hejtu trafia do sieci, ale to po mnie spływa.

Nie czytasz komentarzy?

- Czytam wszystko!

Masochistka.

- Ale większość mnie nie rusza. Właściwie tylko jeden komentarz do tej pory utkwił mi w pamięci. Musiał go napisać jakiś chłopak, z którym chodziłam kiedyś do tej samej szkoły, bo poza obelgami napisał coś takiego, że "chodziłem z tą dziewczyną do klasy i nie wiem, co się z nią stało".

Dlaczego cię to tak ubodło?

- Bo do tej pory nie wiem, kto to był. (śmiech)

Więc bańka...

- W Warszawie czuję, że mogę rozwijać się jako performerka burleski. Miasto daje mi taką możliwość. Ale na pewno jest tak, że występuję dla określonej publiczności - ludzi otwartych kulturowo, intelektualnie. Podobnie na festiwal przyjdą też pewnie określeni ludzie - fani rewii, kabaretu, ,mody retro, burleski, wszystkiego, co wiąże się z szeroko pojętym Variete. Nie spodziewamy się jakichś nieprzyjemnych sytuacji, hejtu, a nawet jeżeli coś takiego się zdarzy, to na pewno sobie z tym poradzę.

Nigdy nie zdarzyło się, żeby jakiś facet na widowni wykrzykiwał - "pokaż cycki!"?

- Zdarzyło się. Było to w Teatrze Druga Strefa, gdzie, co zabawniejsze, występowałam wyłącznie w roli konferansjera, bo głównym punktem programu był pokaz męskiej burleski - spektakl "Boylesque Show". Facet musiał być podchmielony, ciągle rzucał takimi tekstami w stylu "kiedy się rozbierzesz?". W pewnym momencie zrobił się już tak irytujący, również dla publiczności, że musiałam go spacyfikować. Zażartowałam, że to ciekawe, że to mówi, bo w końcu kupił bilet na spektakl, w którym występują sami mężczyźni, więc czy przypadkiem się nie pomylił. Publiczność mi przyklaskała, facet się uspokoił. Po kilku dniach wysłał mi maila z przeprosinami, że chyba trochę przesadził. Ale to właściwie tyle, jeśli chodzi o moje przygody z polską pruderią. Na jednym z eventów firmowych poproszono mnie jeszcze, czy mogłabym zrobić burleskę, ale nie do pasties, tylko w wersji grzecznej tzw. "cheesecake", czyli do stanika. Mówię, że nie ma problemu. Pierwszy numer tak im się spodobał, że poprosili mnie, abym kolejny zrobiła już normalnie.

Czyli ludzie nie wychodzą z twoich show?

- Czasem wychodzą, ale jak się okazuje wcale nie z powodu negliżu. Burleska często porusza bardzo trudne tematy. Burleska to nie tylko słodkie numerki ze słodkimi dziewczynami, to czasem tematy kontrowersyjne - zahaczające o religię, historię, światopogląd. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych numerów, jakie widziałam był autorstwa Kim Lee, znanej polskiej drag queen, która wykonała inspirowany kabaretem numer o Hitlerjugend. Świetny numer zrobiła moja przyjaciółka do piosenki Violetty Villas "Dla Ciebie Miły", w którym podjęła temat wprowadzenia przez Putina embargo na polskie jabłka.

Często wymyślasz nowe numerki?

- Mogłabym codziennie robić nowy, ale ogranicza mnie budżet i czas. Nie na wszystko zawsze są środki - jeden numer to nie tylko choreografia, to również kostiumy, scenografia, muzyka. Czasem nie realizuję swoich pomysłów, bo nie ma na to funduszy, ale czasem pozwalam sobie zaszaleć i w końcu robię ten długo wyczekiwany numer z 10 tys. kryształów Swarovskiego. Więc to zależy.

 

Betty QHedo Lux/ Daria Marchik

 

Kiedy pojawił się pomysł, że zorganizować festiwal burleski.

- Dwa lata temu wymyśliłam sobie, że chcę jakoś fajnie uczcić moje urodziny i zrobić duże show burleskowe w Warszawie. Zdążyłam już trochę pojeździć po festiwalach, więc nazbierałam kontaktów. Wybrałam maila do kilkunastu osób, również z Polski, z zapytaniem, czy mieliby ochotę wystąpić dla mnie w Warszawie. Z 19 osób tylko jedna osoba odpisała mi, że nie może, ponieważ ma już zabukowany termin. Później zaczęły się jeszcze do mnie odzywać osoby, które dowiedziały się, że coś takiego organizuję. Show dwa lata temu odbyło się w Dziku i trwało 4 godziny. W ciągu trzech dni wyprzedały się wszystkie bilety. Musiałam to powtórzyć. W zeszłym roku z różnych względów nie byłam jeszcze gotowa, ale w tym roku ruszyliśmy z organizacją. Otrzymaliśmy rekordową liczbę zgłoszeń z całego świata - z całej Europy, z Kanady, z Australii, Nowej Zelandii. Wystąpią wielkie gwiazdy - Hedo Luxe, niemiecka gwiazda boyleski czy Vicky Butterfly, która również poprowadzi warsztat z wachlarzy. To będą naprawdę wyjątkowe urodziny.

Betty QBetty Q by Larmo

 

Program festiwalu:

PIĄTEK 11.09.2015

11:00 - Konferencja prasowa z udziałem Vicky Butterfly, Hedo Luxe, Betty Q oraz Soni Bohosiewicz
Miejsce: Kino Iluzjon, Sala Stolica

20:00 - Live Jazz Burlesque Gala, performerzy wystąpią do muzyki na żywo w wykonaniu bandu Marka Shepherd'a

Prowadzenie: Betty Q

Miejsce: Kino Iluzjon, Sala Stolica

Wystąpią: Hedo Luxe (Niemcy), Coco de Chocolat (Polska), Fraulein Frauke (Szwecja), Lady Francescca (Szwecja), Lady Mousellyca (Czechy), Lola Noir (Polska), Lou Lou Champagne (Francja), Miss Jenna Beth (Francja), Pepper Sparkles (Finlandia)

22:30 - Burlesque Afterparty

Miejsce: Cafe Iluzja

Zagra: DJ Macio Moretti/Easy Cheesy (Polska)

Wystąpią: Betty Q (Polska), Juicy Jane (Polska), Red Juliette (Polska)

SOBOTA 12.09.2015

12:00 - 16:00 Warsztaty z gwiazdami Festiwalu

Miejsce: Steps4You

20:00 Big Burlesque Gala

Prowadzenie: Sonia Bohosiewicz

Miejsce: Kino Iluzjon, Sala Stolica

Wystąpią: Vicky Butterfly (Wielka Brytania), Hedo Luxe (Niemcy), Aphrodite DeVine (Niemcy), Catrice Cat (Słowacja), Coco de Chocolat (Polska), Gonzalo de Laverga (Włochy), Juicy Jane (Polska), Lady Francescca (Szwecja), Minouche Von Marabou (Szwajcaria), Miss Chrissy Kiss (Estonia), Pepper Sparkles (Finlandia), Pretty Boy Rock (USA), Red Herring (Kanada), Red Juliette (Polska), Valentina del Pearls (Francja)

22:30 - Burlesque Afterparty

Miejsce: Cafe Iluzja

Zagra: DJ Lula Rose (Niemcy)

Wystąpią: Aphrodite DeVine (Niemcy), Juicy Jane (Polska), Red Herring (Kanada)

NIEDZIELA 13.09.2015

12:00 Burlesque Brunch

Miejsce: Cafe Iluzja

Zagra: Ben Guillou (Francja/Polska)

Wystąpią: Coco de Chocolat (Polska), Fraulein Frauke (Szwecja), Red Juliette (Polska), Valentina del Pearls (Francja)

Więcej o: