Z właścicielem w salonie, wśród karaluchów, bez własnych kluczy. "Mieszkaj dobrze Warszawo"? Serio?

Mimo że prawo wynajmu jest w Polsce bardziej przychylne lokatorowi, niektóre "przygody" osób szukających mieszkania przyprawiają o dreszcze.

Karaluchy, syf, ukryte wady mieszkania, nie zwracanie kaucji przez właściciela, ukryte koszty... to zaledwie początek listy "niespodzianek", na które można trafić jako najemca. Przypominamy nasz tekst opowiadający kilka historii osób borykających się z wynajmowaniem mieszkań. I radzimy - na co zwracać szczególną uwagę podczas szukania lokum.

Wystarczy spojrzeć na profil na Facebooku "Ch***owe mieszkania do wynajęcia", żeby się przekonać, że znalezienie fajnego mieszkania "na studencką kieszeń" niekiedy graniczy z cudem. A, jak twierdzą ci najbardziej doświadczeni w poszukiwaniach, rynek warszawski jest pod tym względem wyjątkowo zepsuty. Odpowiedni standard to tylko jeden z ważnych elementów - trzeba jeszcze podpisać korzystną umowę, ale przede wszystkim trafić na przychylnego i uczciwego właściciela oraz, co pewnie jeszcze ważniejsze - fajnych współlokatorów, którzy naszego życia nie zamienią w piekło.

Ch***owe mieszkania do wynajęciaCh***owe mieszkania do wynajęcia

Tanio i jak najszybciej

Ten scenariusz na pamięć zna na pewno niejeden przyjezdny, którego do Warszawy sprowadziły studia albo praca - lepsza albo po prostu - praca. Najczęściej pochodzi z niewielkiej miejscowości, nie zna warszawskich zwyczajów, rynku mieszkań, cen oraz warunków, jakie panują w wielu lokalach lub pokojach "na studencką kieszeń". Mieszkania zazwyczaj szuka w pojedynkę, bo jeszcze nie zdążył z nikim się w stolicy zaprzyjaźnić.

I - co również powszechne - "na szybko" - bo zaraz rozpoczyna naukę lub pracę albo "na odległość" - bo nie stać go na to, żeby płacić za hostel i jednocześnie szukać najodpowiedniejszego lokum. Prawo mieszkaniowe zna słabo albo wcale, najczęściej poznaje je wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Myśli sobie - po co tak dokładnie czytać każdy paragraf? Dlaczego ktoś miałby chcieć mnie oszukać lub naciągnąć? Wynajmuję, płacę, skoro właściciel mówi, że coś zrobi, to pewnie zrobi, więc wszystko gra. Jest mieszkanie, może w nie najlepszym stanie, ale jest. Czas rozpocząć przygodę w Warszawie.

I potem okazuje się, że nie wszystko gra. A właściwie nic.

W salonie z właścicielem

Ale od początku. Oto historia, jak mieszkania szukała Martyna:

- W okolicy listopada zaczęłam szukać mieszkania, bo w akademiku "Muchomorek" na Ochocie zaczęły żerować karaluchy - zaczyna swoją opowieść. - Znalazłam, bodajże na portalu Gumtree ogłoszenie "miejsce w pokoju za 300zł". Jeszcze wtedy nie orientowałam się w cenach, więc pomyślałam, że to dobra okazja - kontynuuje.

Wynajem MieszkaniaCh***we mieszkania do wynajęcia/ Facebook.com

Mieszkanie znajdowało się niedaleko centrum. - Wszystko pięknie, właściciel zrobił herbatkę, zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że w mieszkaniu są dwa małe pokoiki, tzn. pokoik maleńki plus salon. W jednym pokoju już mieszkała Ukrainka, do mieszkania miała się wprowadzić jeszcze Hinduska, ale pan stwierdził, że skoro ja też chcę się wprowadzić, to Hinduska zamieszka z Ukrainką, a ja będę spać w salonie, a on - bo też mieszkał w tym mieszkaniu - ze mną w salonie, na materacu - dodaje. Później Martyna dowiedziała się jeszcze, że jej potencjalny współlokator daje korepetycje i w tym czasie nie może jej być w mieszkaniu. Martyna nie skorzystała z "okazji".

Z wielu "okazji" nie powinien był również skorzystać Marcin, który do Warszawy przyjechał "za pracą". Twierdzi, że znalezienie mieszkania, nawet na jednym z popularnych portali społecznościowych (jak "Mieszkaj dobrze, Warszawo"), to duży problem. Zdjęcia bardzo często nie odzwierciedlają rzeczywistości. Mieszkanie "w dobrym standardzie" okazuje się nie spełniać podstawowych warunków. W jednym z ogłoszeń, jak mówi, było napisane, że mieszkanie jest w pełni wyposażone, później okazało się się, że nagle czegoś zabrakło. Czegoś, wydawałoby się, bardzo istotnego.

"Tak strasznie syfili, że mieszkanie zaczęło pleśnieć"

- Przychodzę na oglądanie mieszkania i okazuje się, że nie ma zlewu. Pytam właścicielkę - mam zmywać naczynia w umywalce w łazience? - zastanawia się Marcin. Innym razem wynajął mieszkanie - ładne, w dobrej lokalizacji - ale pojawił się inny problem - właścicielka nie dostarczyła mu klucza - karty wstępu na osiedle i do budynku. Na całe mieszkanie był jeden klucz. - Musieliśmy się nim wymieniać albo wracać do domu, kiedy już ktoś był. Jakiś absurd - mówi.

Marcin zwraca również uwagę na wysokie ceny mieszkań. - Myślałem, że uda mi się wynająć mieszkanie samodzielnie, skończyło się na pokoju. A i tak nie było łatwo ze znalezieniem odpowiedniego - ciągle jakieś problemy, albo ze współlokatorami albo z właścicielem. A czasu na szukanie nowego lokum mało, bo praca, późne powroty do domu - zwierza się. Marcin wspomina okres, w którym mieszkał z młodymi ludźmi w mieszkaniu w kamienicy. - Tak strasznie syfili, że mieszkanie zaczęło pleśnieć. Musiałem się stamtąd wynieść, ale miałem umowę na czas określony. Udało mi się jednak dogadać z właścicielem. Nie rozumiałem, dlaczego pozwalał na to syfienie. Okazało się, że robił to, żeby później obciążyć lokatorów dodatkowymi kosztami - opowiada.

Zanim Marcin znalazł odpowiednie lokum, miał jeszcze przyjemność mieszkać z dziewczyną, która wystawiała na balkon worki ze śmieciami. Dlaczego ich nie wynosiła? - pytam. - Bo jej się nie chciało. Gdy ją ponaglałem, odpowiadała, że zrobi to, kiedy będzie miała ochotę.

Znalezienie odpowiedniego lokum zajęło Marcinowi kilka miesięcy.

Martyna również z czasem wyprowadziła się z obleganego przez karaluchy akademika. Zamieszkała w mieszkaniu na Ochocie, w pokoju z miłym chłopakiem. Problem pojawił się, gdy chciała się z pokoju wyprowadzić. - Właściciel nie chciał oddać mi kaucji. Miałam miesięczny okres wypowiedzenia, 20 maja złożyłam wypowiedzenie, 30 czerwca się wyprowadziłam. Dostałam 250 zł z 450 zł kaucji, bo jak twierdził właściciel - prawnik, nie wywiązałam się z umowy. Nie chciałam z nim walczyć, bo nie lubię problemów, machnęłam ręką i się wyniosłam - dodaje.

Ch**jowe mieszkania do wynajęcia/ FacebookCh**jowe mieszkania do wynajęcia/ Facebook

Byliśmy pod ścianą, machnęliśmy ręką

To właśnie najczęściej robią ci, którym zależy na szybkim znalezieniu mieszkania - lepszą opcją wydaje się "machnięcie ręką" niż wkraczanie na ścieżkę wojenną z właścicielem, a później - na drogę sądową. Zwłaszcza, gdy są studia, praca i trzeba szybko znaleźć mieszkanie. Tak też robili Maciej i Klaudia. Do czasu.

- Szukaliśmy mieszkania z trzema nieprzechodnimi pokojami, dla siebie i znajomych. Większość mieszkań była albo w tragicznym stanie - czyli syf lub PRL, albo nie spełniały tego najważniejszego warunku. W końcu udało się znaleźć lokum, które nam odpowiadało. Ale już od początku zaczęły się problemy. Najpierw mieliśmy płacić 2000 zł, po czym okazało się, że jednak 2400 zł i jeszcze rachunki. Machnęliśmy ręką, bo były nas 4 osoby. Poza tym byliśmy pod presją czasu, musieliśmy znaleźć coś jak najszybciej - opowiadają.

Kolejny problem pojawił się już przy przeprowadzce.

- Gdy oglądaliśmy mieszkanie, w naszym pokoju stały dwie kanapy, jedna lepsza - skórzana, druga w gorszym stanie. Dziewczyna, która mieszkała tam wcześniej kupiła skórzaną kanapę, ale stwierdziła, że jednak jej nie zabiera. W umowie kanapa również widniała jako element wyposażenia. Gdy przyjechaliśmy odebrać klucze, okazało się, że kanapy już w mieszkaniu nie ma, bo według właściciela tamta dziewczyna jednak zdecydowała się ją zabrać. Prawda była taka, że to on ją zabrał. Ale znów machnęliśmy ręką, bo mieliśmy drugą kanapę. Niestety szybko wyszło na jaw, że nie można na niej spać, sprężyny po prostu wbijały się w plecy. Właściciel odmówił jednak dołożenia się do nowej kanapy. Spaliśmy we dwójkę na jednoosobowym materacu - opowiadają.

Po tym, jak właściciel oszukał Maćka i Klaudię odnośnie do wydatków za telewizję (powiedział, że rachunek wynosi 30 zł, w rzeczywistości wynosił ok. 80 zł), próbował obciążyć parę opłatami za wodę z okresu, w którym mieszkali tam jeszcze poprzedni lokatorzy, i gdy okazało się, że w mieszkaniu są karaluchy (Klaudia usłyszała od właściciela, że jeżeli chce się ich pozbyć, może skorzystać z detergentów pod zlewem, które jeszcze powinny być ważne) stwierdzili, że mają dość. Znaleźli nowych lokatorów na swoje miejsce i się wyprowadzili.

Czarna lista

To doświadczenie zainspirowało Maćka i Klaudię do stworzenia profilu na Facebooku "Czarna lista mieszkań do wynajęcia - Warszawa". Tam umieszczają informacje przesyłane przez ludzi na temat nieuczciwych właścicieli i trefnych lokali. Niektóre historie przyprawiają o dreszcze. Maciek przytacza historię dziewczyny, która zamieszkała z dwiema starszymi paniami (60 i 75 lat) w mieszkaniu. Panie na początku wydawały się takie sympatyczne... Oto, jakie spotkały ją "przyjemności":

"Właścicielka (75 lat), która tak naprawdę nie była właścicielką, oczekiwała ode mnie 600 zł za pranie tylko raz w miesiącu (i jak już to pod jej obecność, bo to ona nastawia program). Nie mogłam korzystać z piekarnika, nie miałam możliwości ugotowania większego obiadu (można było to zrobić raz w tygodniu, w niedzielę). Kazano mi też oszczędzać wodę (jedna ze starszych pań sama spłukiwała toaletę pomyjami) oraz, co wyszło później, z żelazka mogłam korzystać tylko za dopłatą 50 zł, bo jak twierdziła właścicielka - to dodatkowe koszty za prąd" - przytacza historię Maciek.

Pokój oczywiście - jak z PRLu - "brudny, w łóżku strach spać, bo pełne kurzu, w łazience syf, wszędzie leżą włosy. Nie wolno przyprowadzać koleżanek, tym bardziej kolegów, jedynie rodzina. Żadnego alkoholu, palącym ta pani mówi zdecydowane nie, nie wolno też późno wracać (o 19 obie panie już śpią)".

Takich historii jest więcej. I dotyczą najczęściej podobnych kwestii - właściciel wydaje się sympatyczny, po czym przedstawia rygorystyczny "regulamin", nie chce zwrócić kaucji, wykorzystuje niewiedzę najemców na temat prawa mieszkaniowego, nie informuje o usterkach w mieszkaniu, później obciążając kosztami naprawy lokatorów, wmawiając, że zanim się wprowadzili wszystko działało. - Częstym problemem, gdy czytamy zażalenia ludzi, jest "wpadanie" właścicieli do mieszkania bez uprzedzenia albo po prostu - zbyt częste odwiedziny - dodają Maciek i Klaudia.

Wynajmujący mają również tendencje do obiecywania czegoś "słownie", a następnie umieszczania czegoś zgoła odmiennego w umowie. Ci najbardziej ufni zazwyczaj doznają później szoku. Jak Paweł, którego siostra "dogadała się" z właścicielem, po czym, nie czytając dokładnie umowy i zawierzając wynajmującemu, podpisała papier.

Groził sądem, wyzywał

- Zapewniał moją siostrę, że jeśli będziemy chcieli się wyprowadzić, to okres wypowiedzenia wynosi 3 miesiące. Drugą kwestią były pieniądze za wynajem. Czynsz, jak powiedział siostrze, miał być wliczony w koszt najmu. Po miesiącu, gdy nadszedł moment płacenia rachunków, okazało się, że właściciel do kwoty najmu doliczył nam jeszcze czynsz. Przeczytaliśmy dokładnie umowę i faktycznie czynsz był opisany w umowie jako dodatkowo płatny. Postanowiliśmy zagryźć zęby - mówi Paweł. Ale właściciel na tym nie poprzestał. Obciążył najemców dodatkowymi opłatami za wodę. - Po 6 miesiącach okazało się, że mamy zapłacić prawie 1600 zł! Sprawdziłem to według stanu liczników. Okazało się, że zawyżył kwotę o ok. 600 zł. Po tej próbie naciągnięcia nas na dodatkowe koszty, postanowiliśmy się wyprowadzić. I znów pojawił się problem - zwierza się.

Okazało się, że Paweł i jego siostra nie mogą się wyprowadzić, ponieważ podpisali umowę na czas określony. I mają tam mieszkać do maja 2017. - Przypomnieliśmy mu, że co innego mówił mojej siostrze. On jednak obstawał przy swoim. Poszedłem na konsultacje do prawnika, który powiedział, że w tym przypadku umowa słowna jest tak samo wiążąca jak pisemna. Zacząłem z nim negocjować, co nie było przyjemne, wyzywał mnie i groził sądem - mówi Paweł. Te rozmowy trwały jeszcze długo, w końcu Paweł zdecydował się na krok ostateczny. Poinformował właściciela, że wyprowadza się z siostrą do końca miesiąca, czy mu się to podoba czy nie. - Napisałem, że mieszkanie pozostawimy posprzątane jak na cywilizowanych ludzi przystało i, żeby danego dnia przyjechał odebrać klucze - mówi.

- Straszył nas sądem przez cały miesiąc - kontynuuje Paweł. - Gdy zostały 3 dni do naszej wyprowadzki, powiedział, że dopiero od tego momentu przysługuje nam 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Mówiąc dosadnie - pogoniliśmy go. Spisaliśmy dokładnie liczniki, wykonaliśmy zdjęcia całego mieszkania, żeby mieć dowód na to, w jakim stanie pozostawiamy lokal i wszystko mu wysłaliśmy. Siostra dodatkowo złożyła donos w prokuraturze o próbie naciągnięcia nas na ponad 500 zł. Następnie przygotowaliśmy własną ugodę pozasądową, którą wysłaliśmy mu do podpisu. Naniósł swoje poprawki i po kilku tygodniach wreszcie zdecydował się ją podpisać. Upoważnił dozorcę budynku, aby odebrał od nas mieszkanie wraz z kluczami. Dopiero wtedy zszedł z nas cały stres - kończy opowieść Paweł.

Jak szukać, żeby znaleźć

- Warszawa jest rynkiem zepsutym - mówi Maciek. - Ciężko znaleźć fajne mieszkanie za dobre pieniądze. Pamiętam, że jeszcze dwa lata temu, jak przyjechałem do Warszawy, to pokój można było znaleźć za 600 zł, kawalerkę za ok. 1500 zł, a mieszkanie dwupokojowe za 2 tys. w takich lokalizacjach, jak Bielany, Ursynów, czasem Muranów. Od tamtej pory ceny poszybowały w górę. Dziś znaleźć kawalerkę za mniej niż 2 tys. zł to duży problem - mówi. Ostatnio dla porównania rozglądał się za mieszkaniami w Poznaniu. - Naprawdę przestronne mieszkania dwupokojowe w dobrym stanie chodzą po 1600 zł. I to z wliczonym czynszem. Coś czuję, że jak skończymy studia, to się wyniesiemy z Warszawy - dodaje.

Gdy pytam, gdzie najlepiej szukać mieszkań, Maciek i Klaudia wymieniają właśnie strony na Facebooku. Ale, jak zauważa Klaudia, ciężko znaleźć tam mieszkanie w niskiej cenie. Twierdzi również, że na portalach zaczęły ogłaszać się agencje. Agencje ukrywają się pod prawdziwymi nazwiskami, potem, gdy następuje moment oglądania mieszkania, okazuje się, że trzeba dodatkowo zapłacić za pokazanie lokalu. Maciek i Klaudia któregoś razu oglądali mieszkanie, które również wynajmowane było za pośrednictwem agencji. - Jeżeli zdecydowalibyśmy się na to mieszkanie, musielibyśmy oprócz standardowych opłat, zapłacić również agencji. Nie było nas na to stać - mówią.

Wynajmowanie mieszkań WarszawaPrint Screen Facebook/ Warszawa Wynajmę mieszkanie/ pokój

Na Facebooku, jak twierdzi wielu, można o wiele łatwiej "dobrać" sobie współlokatorów. Niektórzy użytkownicy robią wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę podczas poszukiwania mieszkania - wstawiają swoje zdjęcia, piszą o sobie w samych superlatywach lub dokładnie określają, czego szukają i w jakiej cenie. Nie z każdym chce się przecież mieszkać. Powoli jednak, jak twierdzi jedna z użytkowniczek stron typu "Mieszkanie/ pokój do wynajęcia Warszawa" czy "Mieszkaj dobrze Warszawo", miejsca te zatracają swoją pierwotną funkcję i zaczynają przede wszystkim służyć wyładowaniu własnych frustracji.

Mieszkania do wynajęciaCh***we mieszkania do wynajęcia/ Facebook.com

Byle nie robactwo

Martyna również korzystała z Facebooka, ale także z innych stron typu Gumtree czy OLX. Nie reklamowała się, ale po prostu przeglądała ogłoszenia. Dla niej najważniejszy jest standard samego mieszkania. - Dokładnie czytam opisy. Jeżeli wszystko brzmi świetnie, a cena jest bardzo niska, to robię się podejrzliwa - mówi. - Gdy przychodzę oglądać mieszkanie, dokładnie sprawdzam je pod kątem robactwa. No i jak widzę, że mieszkanie wygląda jak z PRL, a właściciel żąda np. 1000 zł kaucji, to jest to moim zdaniem żenujące - dodaje.

Marcin przestrzega z kolei przed uciążliwymi współlokatorami. - Trafiałem na bardzo różne osoby i teraz wiem, że najlepiej samemu wynająć całe mieszkanie i potem dobierać sobie współlokatorów. Trzeba też pamiętać o tym, żeby w drzwiach do pokoju był zamek. Gdy dużo ludzi mieszka w jednym lokalu, może dojść do kradzieży - przestrzega.

Maciej i Klaudia z kolei radzą, aby dokładnie opisać stan mieszkania, zanim się do niego wprowadzi. - Najlepiej wymienić wszystkie meble, opisać zniszczenia, porobić zdjęcia, żeby potem wynajmujący nie próbował obciążyć nas dodatkowymi kosztami - mówią. - Warto również zawrzeć w umowie, kto za co płaci. Czy można liczyć na to, że jeśli jakiś sprzęt się zepsuje, to właściciel zadba o to, aby go naprawić lub wymienić na nowy - mówią.

A Paweł i jego siostra na pewno będą pamiętać o tym, aby dokładnie czytać umowę i nie zawierzać wszystkiemu, co obiecuje i mówi właściciel.

Warszawa zamienia ludzi w zwierzęta

Tekst pisany był z perspektywy najemcy, ale oczywiście ten, jak mówi Martyna (której ojciec wynajmuje mieszkania) również potrafi właścicielowi dać w kość. Bo wszystko zależy od osoby i tego, jak w określonych sytuacjach się zachowa. - Są ludzie, którzy z natury nie kłamią i nie oszukują. Ale mam wrażenie, że w Warszawie w ogóle już nie mają skrupułów. Wyścig szczurów zamienia ludzi w zwierzęta - podsumowuje.

Dlatego trzeba znać swoje prawa i w razie sytuacji "podbramkowej" wiedzieć, jakich użyć argumentów, aby się obronić. Jak powiedzieliśmy na samym początku, prawo mieszkaniowe jest po stronie najemcy. Jak ono dokładnie brzmi i czego wynajmujący, choćby chciał, lokatorowi wcisnąć nie może - dowiecie się w następnym tekście. A może sami macie jakieś historie do opowiedzenia lub rady, jak skutecznie znaleźć w Warszawie wymarzone mieszkanie?