"Nie tylko ciotunie i dziewczyny z duszpasterstwa". Kim są chrześcijańscy single?

Na ich imprezy przychodzi nawet 500 osób. Są konkursy, speed dating, nauka tańca w parach i jak w każdym innym klubie - impreza do rana, z tą różnicą, że w innych miejscach nie poprzedza jej wspólna modlitwa. Gdyby spotkać ich nad Wisłą czy Mazowieckiej, nie odróżnialiby się od reszty. A różnią się bardzo. Nie wyglądem, ale tym, w jaki sposób żyją, jakich partnerów poszukują. Poznajcie chrześcijańskich singli.

Spodobało ci się? Polub nas

Zaczęło się niepoważnie

Najpierw znajomi: - "Zwariowałaś z tą imprezą chrześcijańskich singli?". Potem potencjalni bohaterowie tekstu. "Zapisałam się na to wydarzenie, gdyż sam pomysł wydał mi się równie śmieszny co absurdalny. Przez dłuższy czas myślałam, że cała ta impreza to żart. Dopiero potem dotarło do mnie, ze to prawdziwa inicjatywa i ludzie naprawdę organizują takie wydarzenia... chyba będziesz musiała poszukać kogoś innego do rozmowy."

Dotarłam więc do organizatora pierwszej w historii Ogólnopolskiej Imprezy Chrześcijańskich Singli. I zrobiło się poważniej. - Ludzie obecnie wstydzą się swoich wartości, wstydzą się o nich mówić - o wierze, poglądach. Wiedząc, że jestem osobą wierzącą, od razu utożsamiają mnie z tym, co media trąbią o księżach, in vitro czy aborcji. Nie zastanawiają się nad tym, według jakich wartości żyję i co naprawdę one dla mnie znaczą, w jaki sposób ja, a nie inni, którzy często robią czarną robotę, staram się współtworzyć Kościół - powiedział mi Tomasz Sztreker.

Wszystko zaczęło się psuć

Tomasz Sztreker, lat 30. Przedsiębiorca, prezes Polskiej Akademii Biznesu, założyciel "Wiary w biznesie" - inicjatywy zrzeszającej grupy chrześcijańskich przedsiębiorców. Zadbany, elegancki, trochę przy sobie. Bardzo otwarty, wygadany. Urodzony coach.

Chrześcijańscy singleTomasz Sztreker przemawia/ materiały prasowe

Tomasz Sztreker wierzył w Boga od zawsze, nie zawsze udawało mu się być dobrym Katolikiem, ale bardzo się starał. Budował związek, jak twierdzi, zgodnie z nauką Kościoła, choć szczegóły na temat intymności woli zachować dla siebie. Kochał, był kochany. W pewnym momencie okazało się, że jego wieloletnia partnerka ma inne poglądy na to, jak powinien wyglądać ich wspólny dom. Od tamtej pory zaczęło się między nimi psuć.

Łukasz. Lat 27. Przyjaciel Tomka, jego partner biznesowy, współorganizator imprezy chrześcijańskich singli. Szczupły blondyn o gęstych włosach, bardzo elegancki, bardzo przystojny.

Chrześcijańscy singleŁukasz podczas imprezy/ materiały prasowe

Łukasz otwarcie mówi o tym, że wierzy w Boga. Dawno temu przezwyciężył wstydliwość i nieśmiałość. Spotykał się dziewczynami, o swoich doświadczeniach seksualnych woli jednak nie mówić. Swoją stałą partnerkę poznał w teatrze. Również pochodziła z katolickiego domu, Łukasz był pod wrażeniem, z jak wielką pieczołowitością jej rodzina podchodzi do rytuałów związanych z Bożym Narodzeniem. Szanowali tradycję. To mu imponowało. Mniej imponowały mu poglądy dziewczyny, które mocno odbiegały od tego, czego uczy Pismo Święte. A Łukasz wie, jak wyobraża sobie swoją rodzinę - na pewno nie chce prowadzić z żoną dyskusji, czy chrzcić dzieci czy nie chrzcić. Rozstali się.

Olśnienie

1 stycznia 2015 roku. Tomasz budzi się po imprezie Sylwestrowej. Jest, jak mówi, lekko zmęczony, i nachodzi go refleksja: - Pomyślałem sobie, że chciałbym poznać fajną dziewczynę, która reprezentowałaby takie same wartości jak ja, która odpowiedzialnie podchodziłaby do drugiego człowieka, do związku. Uroda, nawet poglądy - to na dalszym planie, chociaż również istotne. W dzisiejszym świecie chcemy trochę w związku być, a trochę nie, chcemy uprawiać seks, ale miłość - to już niekoniecznie. No chyba że wtedy tylko gdy jest fajnie, ale jak się pojawia problem, to odchodzę. Dla mnie nie jest się z kimś "na dobre i na złe", ale właśnie "na złe". Na dobre potrafi być każdy, ale dopiero wtedy, gdy pojawia się szczerość, miłość, związek nabiera wartości - mówi.

Chrześcijańscy singleChrześcijańscy single/ materiały prasowe

W ciągu 15 minut Tomasz stworzył grupę na Facebooku "Chrześcijańscy Single" i umieścił informację na temat imprezy. - Planowałem wynająć lożę w klubie i zaprosić około 40-50 osób. Prawdopodobnie ze względu na możliwości tego modelu, wynik moich działań przerósł wszelkie moje oczekiwania - mówi. Dwa dni później Tomasz zajrzał na Facebooka. Okazało się, że stronę polubiło 2000 osób, a na samą imprezę zapisało się już 300. - Nie mogłem zawieść tych ludzi, więc zacząłem szukać klubu. Pierwsza Impreza Chrześcijańskich Singli odbyła się 14 lutego w klubie Odessa. Mimo że wejście na imprezę kosztuje (30 zł - do 26 roku życia, 40 zł - powyżej 26 lat), przyszło ok. 500 osób.

Łukasz szybko podchwycił pomysł. - Trochę się obawiałem, że przyjdą same dziewczyny z tzw. duszpasterstwa. A faceci psychole albo takie "ciotunie", które nigdzie nie mogą znaleźć dziewczyny, więc pomyśleli, że może tutaj im się uda. Bardzo się pomyliłem. Oczywiście, przychodzą różni ludzie, ale większość jest naprawdę normalna - śmieje się Łukasz.

- Widać, że było zapotrzebowanie na tego typu spotkania - dla ludzi z chrześcijańskimi wartościami, ale jednocześnie takich, które chcą pójść na fajną imprezę i jednocześnie będą wiedziały, że spotkają osoby o podobnych wartościach, co oni. Nie trzeba szukać po omacku w innych klubach, skoro tutaj już ten podstawowy element jest spełniony - mówi Łukasz.

Wierzę, że to ma sens

Marta. 25 lat. Studentka. Wysoka, szczupła, długie, falowane włosy, ciemny blond, bardzo kobieca.

Marta zawsze uważała siebie za osobę wierzącą, ale dziś wie, że była to "wiara wybiórcza". - Z jednym chłopakiem złamałam swoją zasadę. Poszliśmy do łóżka i dziś tego żałuję. Wiedziałam, że to grzech, ale uległam. Myślę, że gdyby nie seks, wcześniej byśmy się rozstali. Seks przesłania nam inne rzeczy, o wiele bardziej istotne - mówi Marta. Po rozstaniu Marta zdała sobie sprawę z tego, że przechodzi kryzys wiary. Postanowiła pójść na kurs Alfa (kurs dla osób wierzących, lecz chcących pogłębić swoją wiedzę, osób niewierzących lub takich, którzy przechodzą kryzys wiary, red.).

- Kurs przywrócił mi wiarę i siłę do walki o te wartości. Kiedyś pewne elementy mi pasowały, inne nie. Wydawało mi się, że to nierealne znaleźć chłopaka, który wspierałby mnie w moich zasadach albo nie namawiałby mnie na seks. Przebywałam też w otoczeniu ludzi, którzy również wyznawali raczej inne wartości. Więc byłam z tym sama. Na kursie poznałam świetnych ludzi, którzy podzielali moje poglądy. Wśród takich osób dużo łatwiej wytrwać. Przestałam wątpić - mówi Marta.

Gdy Marta trafiła na informację o imprezie chrześcijańskich singli, od razu zareagowała entuzjastycznie. - Pomyślałam - jakie to fajne, że ktoś pomyślał o czymś takim. Dla mnie to oczywiste, że można prowadzić normalne życie i wierzyć w Boga, mieć poczucie, że ta wiara wcale nie ogranicza, że można być szczęśliwym, bawić się, jednocześnie nikogo nie krzywdząc - mówi.

Gdy już poszła na imprezę, było nie tylko fajnie, ale i, jak mówi Marta - bezpiecznie. - Nie musiałam się obawiać, że chłopcy, którzy tam przyszli, myślą tylko o jednym, nie musiałam co chwilę prosić kogoś, żeby mnie nie obmacywał. Mogliśmy potańczyć, porozmawiać, poznać się lepiej - mówi. - Mam wrażenie, że dziś kobiety mniej się szanują, emanują seksem i tym przyciągają do siebie facetów. A oni to wykorzystują. Nie można dziś pójść do klubu i po prostu normalnie z kimś porozmawiać lub potańczyć. Tam można - dodaje.

Na jednej z imprez, podczas speed dating, Marta poznała swojego obecnego partnera. I wie, że z nim chce zachować czystość do ślubu. - Znajomi, którzy naginali tę zasadę, dziś są poranieni. Wierzę w to, że jeśli mój chłopak jest w stanie zachować wstrzemięźliwość, to kiedy np. urodzę dziecko i z jakichś powodów nie będę mogła się z nim kochać, to on nie pójdzie od razu do innej. A słyszałam i takie historie. Mimo że wytrwanie w tym bywa trudne, ja naprawdę wierzę, że to ma sens. Poza tym, jaką wartość ma ślub, skoro zanim weszło się w związek małżeński już przeszło się przez wszystkie etapy? Nie można zaczynać obiadu od deseru, bo wszystko przeminie - twierdzi Marta.

Gdy "upadłem", nie otrzymałem żadnego wsparcia

Bartek, 27 lat. Znajoma z imprez chrześcijańskich singli mówi o nim - "model". Bardzo przystojny i zadbany, z jego twarzy nie znika uśmiech. Na szyi nosi szkaplerz św. Michała Archanioła.

Bartek zwrócił się w stronę Boga i wiary po trudnych doświadczeniach życiowych. - Kiedyś byłem tzw. "zimnym draniem", traktowałem dziewczyny przedmiotowo, przygody na jedną noc to była norma. Wszystko się zmieniło, gdy porzuciła mnie dziewczyna, którą, jak się okazało, naprawdę kochałem. Ale wiem, że zasłużyłem. Jedyne, czemu poświęcałem czas to siłownia i spotkania biznesowe - mówi Bartek.

Bartek po rozstaniu załamał się. Wpadł w depresję, stracił chęć do życia, zawiesił firmę. Okazało się, że ludzie, którymi do tej pory się otaczał, nagle przestali się nim interesować.  - Nie otrzymałem żadnego wsparcia. Nie prosiłem o nie, ale wyobraź sobie, że upadasz i nikt nie wyciąga do ciebie ręki - mówi.

Z marazmu wyrwał go kolega z liceum. - Przekonał mnie do wzięcia udziału w kursie Alfa. Na początku przychodziłem wbrew sobie. Po piątym spotkaniu coś we mnie drgnęło. Zacząłem przychodzić na kurs z uśmiechem na twarzy. To było świetne przebywać wśród ludzi, którzy nie traktują cię interesownie, ale naprawdę im na tobie zależy, którzy nawet jeśli nie są z tobą bardzo blisko, to dzwonią, żeby zapytać, jak się czujesz, czy wszystko w porządku - mówi Bartek.

Z dawnych znajomych Bartkowi pozostało zaledwie kilku, ale nie ukrywa, że to z osobami z Kościoła jest o wiele bliżej. Z czasem zdecydował się włączyć do jednej z chrześcijańskich wspólnot. Założył chrześcijański portal oraz przyjął szkaplerz św. Michała Archanioła. - Szkaplerz przypomina mi o moich obowiązkach chrześcijańskich jako warunku pewności, że św. Michał Archanioł będzie się za mną wstawiał - mówi Bartek. Bartek przyznaje, że jego życie całkiem się odmieniło po tym, jak zwrócił się w stronę Boga. - Dzięki nowemu życiu doświadczyłem tego, czym jest miłość bliźniego, wsparcie. Nigdy nie chciałbym wrócić do swojego dawnego życia - mówi.

Podczas kursu Alfa Bartek poznał dziewczynę, która jako wolontariuszka współpracuje z Tomkiem przy organizacji imprez w klubie Odessa. Był już na kilku imprezach, ale jak mówi, aktywnie nikogo nie szuka. Przychodzi dla znajomych, dla atmosfery. - Nikt nie lubi samotności, ja na szczęście mam przyjaciół. Tylko człowiek zdesperowany szuka na siłę. Ale wiem, że jeśli kogoś poznam, to na pewno otworzę swoje serce - mówi Bartek.

Podkreśla jednak, że mimo iż wcześniej prowadził hulaszcze życie, jeśli teraz się zwiąże, chciałby zachować czystość. Masturbację również uważa za grzech. - Kiedyś seks całkowicie mnie pochłaniał, byłem od niego uzależniony, również od pornografii. Gdy teraz czuję pokusę, to staram się ją zwalczyć. Seks to chwilowe kuszenie złego, szybkie zaspokojenie, gdy się kończy, zostaje pustka. Bez tego czuję się o wiele bardziej szczęśliwy - mówi Bartek.

Seks zdaniem Bartka destrukcyjnie działa na związki. - Gdy ludzie poznają się przez seks, mniejszą wagę przykładają do tego, co druga osoba ma w środku. A fizyczność w końcu przeminie. I co zostanie? - mówi Bartek. - Mam wrażenie, że gdybym z moją ostatnią dziewczyną nie wylądował tak szybko w łóżku, to bardziej bym się o nią starał. Czułbym, że muszę ją zdobywać. Gdy szybko uległa, nie miałem poczucia, że muszę się starać - zwierza się.

Życie bez wiary przypominało piekło na ziemi

Ewa, 25 lat. Szczupła, delikatna dziewczyna o łagodnym głosie. Zawsze stara się mieć przy sobie modlitewnik, nie wstydzi się swoich chrześcijańskich gestów.

- W pewnym momencie straciłam wszystko. Najpierw chłopaka, w tym samym tygodniu pracę, potem mieszkanie. Jedyną osobą, która mogła mnie wtedy zrozumieć, był Bóg - mówi Ewa, która zawsze twierdziła, że wiara jest dla słabeuszy. - Bóg był dla mnie kpiną i wymysłem tych, którzy nie radzą sobie w życiu, którzy nie potrafią wyjść poza zaściankowe myślenie - mówi.

Wszystko zaczęło się zmieniać po lekturze książki "Przepowiednia o zaświatach- tajemnice Medjugorie". - Straciłam pracę, więc miałam dużo wolnego czasu. Z nudów sięgnęłam po książkę przyjaciółki. Zaczęłam czytać i zastanawiać się, kto właściwie ma rację w tej całej dyskusji o Bogu. Szybko zrozumiałam, że Bóg działa nawet wtedy, kiedy w niego nie wierzymy - wyznaje.

Ewa rozpoczęła proces nawracania, gdy w jej życiu przestało się układać. Ale zaprzecza, jakoby to problemy sprawiły, że postanowiła zwrócić się do Boga. - Walczę ze stereotypem, że "jak trwoga, to do Boga". Nawróciłam się, ponieważ zaczęłam zgłębiać wiedzę na ten temat, odkrywać, że Bóg to nie fikcja. Byłam zszokowana, jak w procesie nawracania się, po naprawdę szczerej modlitwie, wszystko zaczęło się w moim życiu zmieniać. Znalazłam świetną pracę, mieszkanie. Zdałam sobie sprawę, że wszystko, co najlepsze, pochodzi od Boga - mówi Ewa.

Ewa otrzymała odpowiedź na swoje prośby, ale jak twierdzi, Bóg nie zawsze nagradza od razu. - To diabeł działa raptownie, nie Bóg. Nadal jest tak, że proszę Go o coś i wciąż tego nie otrzymuję. Bywają dni, kiedy jest mi ciężko, ale nie przestaję wierzyć. Życie bez wiary przypominało piekło na ziemi. Nie chciałabym tam wrócić - wyznaje.

Ewa, odkąd wierzy, marzy o tym, żeby poznać osobę o podobnych poglądach, co ona. Ale nie zawsze tak było. - Kiedyś nie zwracałam na takie rzeczy uwagi, obracałam się również w towarzystwie, które raczej kpiło choćby z mojego podejścia do spraw łóżkowych. Koleżanki ze studiów namawiały mnie do złych rzeczy - narkotyków czy pójścia z jakimś chłopakiem, bo, jak mówiły "jak będę taka sztywna, to nikogo nie poznam" - zwierza się Ewa.

Ale to się zmieniło. - Teraz wiem, że chciałabym poznać kogoś, o kim bym wiedziała, że wesprze mnie w tym, w co wierzę. Moglibyśmy razem chodzić do kościoła, modlić się, być ze sobą z założeniem, że kiedyś weźmiemy ślub. Ale nie zamykam się na innych. Poznałam i osoby niewierzące, które kierowały się podobnymi wartościami, co ja, i chrześcijan, dla których nauka Kościoła najwyraźniej nie była zbyt istotna - wyznaje Ewa.

Ewa słyszała o imprezie chrześcijańskich singli, ale jeszcze na nią nie trafiła. - Do tej pory brałam udział w spotkaniach dla singli przy kościele. Ale jeszcze nikogo nie poznałam. Myślę, że taka impreza mogłaby być czymś naprawdę fajnym - mówi.

Speed dating, nauka tańca w parach, modlitwa "Ojcze nasz..."

Ostatnia Ogólnopolska Impreza Chrześcijańskich Singli odbyła się 25 lipca. Kolejna - pod hasłem "Wrześniowy powiew lata" odbędzie się już 26 września.

Chrześcijańscy singlemateriały prasowe

Tomasz Sztreker nie spodziewał się, że impreza będzie się cieszyć taką popularnością. Chciał kogoś poznać, a na razie nie ma kiedy, ponieważ całkowicie pochłania go organizacja i prowadzenie imprezy. Tak, prowadzenie, bo impreza chrześcijańskich singli prawie w niczym nie przypomina imprezy w klubie - to swoiste połączenie wesela z dyskoteką.

Klub Odessa. Godzina 21:00. Próbuję dostać do lokalu przy niewdzięcznej ulicy Kolejowej 8/10. Mijam powiewającą na wietrze kartkę z napisem "Chrześcijańscy Single" i narysowaną strzałką, przedzieram się przez kałuże i w końcu - docieram do wejścia. Zaczynam odrobinę obawiać się powrotu stąd do domu o 4 nad ranem.

W klubie trwa speed dating. Przy 25 stołach siedzą pary - kobiety i mężczyźni, na kartkach zapisują informacje, które udało im się zebrać o danej osobie. Panuje gwar. Mimo że impreza już trwa, jakiś fachowiec na drabinie wciąż naprawia coś przy suficie...

Miejsce jest duże, posiada spory ogródek oraz osobne pomieszczenie ze stolikami i (bardzo niewygodnymi) kanapami. Bliżej mu do studenckiego baru niż "warszawskiego" klubu z nowoczesnym klimatem. Ale to właściwie jedyna wada całej imprezy.

Chrześcijańscy singlemateriały prasowe

Zbliża się 22, gości jest coraz więcej. Średnia wieku - 28 lat. Większość nieśmiało przechadza się po klubie. Niektórzy przyszli ze znajomymi, inni sami. Wśród gości rozpoznaję znajome twarze - to stali bywalcy Patio Kredytowa czy Syreniego Śpiewu. Znikają stoły do speed dating, zaczyna grać muzyka. Ktokolwiek wchodzi do klubu, od razu zaczyna się rozglądać wokół. Czuję na sobie męskie spojrzenia. Nieustannie. Sama się rozglądam, oceniam. W końcu o to tutaj chodzi.

Przy barze kupuję drinka, od razu podchodzi do mnie chłopak. Zagaduje kulturalnie. Rozmawiamy o chrześcijańskich singlach, o jego poglądach na świat, poznaję podobną historię do tych, które już słyszałam - "Kiedyś prowadziłem całkiem inne życie, powierzchowne, miałem wszystko, ale gdy wracałem do domu, czułem pustkę... Moje życie się zmieniło, gdy świadomie zacząłem wierzyć w Boga". Z daleka widzę piękną wolontariuszkę Tomka, która zarządza wszystkim bardzo profesjonalnie. Jest i Tomasz oraz Łukasz. Impreza się zaczyna.

Chrześcijańscy singlemateriały prasowe

Wodzirej zachęca do łączenia się w pary. Zaczyna się nauka tańca w parach. Jednym idzie lepiej, innym gorzej, ale widać, że wszyscy dobrze się bawią. W planie są jeszcze konkursy, które mają zachęcić ludzi do poznania się, porozmawiania ze sobą - "Pary Biblijne" i "Wiersz dla niej, wiersz dla niego". Niektórzy stoją samotnie pod ścianą i obserwują sytuację z daleka, inni polują - krążą po klubie w poszukiwaniu kolejnych partnerów i partnerek do rozmowy, jeszcze inni aktywnie uczestniczą w zabawie.

Chrześcijańscy singlemateriały prasowe

W pewnym momencie Tomasz Sztreker zaczyna przemówienie. Życzy wszystkim dobrej zabawy i zachęca, by każdemu spełniło się to, co sobie wymodli. Wszyscy składają ręce do modlitwy. Wybrzmiewa "Ojcze nasz...". Po kilku minutach i tak do 4 nad ranem w lokalu będzie można usłyszeć już tylko największe hity ostatnich i z lat o wiele wcześniejszych. Od Macareny i Lambady po "I will survive" oraz hitów Pharrella Williamsa. Jeszcze po 3 nad ranem, w dusznej sali klubu Odessa odbywać się będą tańce. Nic dziwnego, że wszyscy zostają do końca - "taka impreza tak rzadko się odbywa, że szkoda ten czas zmarnować na kolejną imprezę w Syrenim. Ta będzie zawsze" - słyszę kilkakrotnie.

Chrześcijańscy singlemateriały prasowe

Obserwuję, jak chrześcijańscy single tańczą ze sobą - a tańczą przede wszystkim w parach. "Bo chodzi o zabawę, poznanie kogoś, a nie żeby zaraz wyrwać i zaciągnąć do łóżka" - przypominam sobie to, co mówił mi Łukasz.

W ciągu następnych kilku godzin poznam jeszcze paru chrześcijańskich singli - koleżanki ze wspólnoty chrześcijańskiej, 28-letniego prawiczka Michała trenującego chrześcijańską sztukę walki "Arma Dei" (w ciągu imprezy porozmawiał z kilkoma dziewczynami, potańczył, zdobył jeden numer telefonu i jeden e-mail, powiedział, że się odezwie) oraz eleganckiego fotografa mody. Temu ostatniemu dam do siebie kontakt. Ale nie zadzwoni. "Szukanie tej jednej jedynej może zająć bardzo dużo czasu. Żeby spędzić z kimś resztę życia, trzeba dokonać właściwego wyboru" - przypominam sobie słowa Tomka Sztrekera.