Chomik gigant? Nie! To nutria. Mieszka na Bielanach, śpi w łóżku i jeździ metrem [WIDEO]

Karolina zdecydowała się zamieszkać z ... nutrią. Tak po prostu. Nie, żeby ją przeznaczyć na kabanosy czy futrzaną czapkę, ale po to, aby o nią dbać, kochać i traktować, jak przyjaciela oraz członka rodziny. Zaskakujące? Nie. Czytajcie dalej, przekonacie się, dlaczego.

Spodobało ci się? Polub nas

Sansa, gdy dwa lata temu trafiła do nowego domu miała niecały tydzień i jeden maleńki ząbek. Ziarnko słonecznika gryzła na trzy razy. - Karmiliśmy ją papkami. Nie sądziliśmy, że urośnie aż taka duża - śmieje się 19-letnia Karolina Kamińska, która jest chyba jedyną w Warszawie, jak nie w całym kraju właścicielką domowej nutrii.

A apetyt Sansie dopisuje. Lubi sobie pojeść. Dziennie potrafi przegryźć nawet kilogram marchewki. - Gdy przywieziono do mnie maleńką żółtą kuleczkę to sama nie wiedziałam, co to jest. Zdecydowanie nie przypominało to nutrii, która chciałam - wspomina dziewczyna.

Maleńka nutria Sansa uratowana z hodowli na futro archiwum prywatne

Dziś jej zwierzak ma dwa lata, waży około 5 kg i wielkością przypomina kota (ze znaczną nadwagą) albo małej rasy psa. Duża głowa, małe łapki przypominające płetwy z pazurkami i cztery pomarańczowe zęby - to jej znak rozpoznawczy.

Marchewka to nie jedyne warzywo bez którego nutria nie wyobraża sobie życia. Ogórek, to coś o co potrafi zrobić awanturę. Lubi też buraki, kukurydzę i zieleninę, mięsa nie je. W każdym razie rzadko, najwyżej jakąś psią puszkę z mokrą karmą. Uwielbia wszystko co jest wodniste, nie przepada jednak za cytrusami. Jest nie tylko łakomczuchem, ale i czyściochem. Ciągle się myje: przed jedzeniem, po jedzeniu, w trakcie posiłku ... Zęby ściera na drewnianych pieńkach, a pazurki podczas spaceru. To tyle jeżeli chodzi o dbanie o higienę Sansy. Śpi oczywiście w łóżku. Najchętniej na poduszce.

Mimo że jej wielkie kolorowe zęby widać na odległość, nie ma odruchu gryzienia. - Gdy czegoś nie chce odpycha to łapką. Do tej pory nikomu nie zrobiła krzywdy. Moja pięcioletnia siostra często tarmosi ją z miłości, nutria znosi to dzielnie - tłumaczy Bartek Przybysz, chłopak Karoliny.

Nutria jest cierpliwa, musi być cierpliwa. Nawet zwykłe wyjście na osiedlowe podwórko budzi kontrowersje. Ludzie wariują na jej widok, zwierzęta zresztą też. Psy gania, koty przed nią uciekają, ptaki próbują upolować, wrony ciągną za ogon.

Czy to wyrośnięty chomik?

Znawców nutrii jest wielu, ale żaden nie odważył się jej posiadać. Jednak prawie każdy ma coś na jej temat do powiedzenia. Ludzie zaczepiający na spacerach Karolinę i Bartka pouczają ją, że powinna Sansę wypuścić do lasu. Próbują też udowodnić, że zwierzak męczy się w domu. Szkoda tylko, że nie wiedzą, że w polskim klimacie nutria na wolności nie poradziłaby sobie sama. Najpewniej atakowałyby ją ptaki lub umarłaby z głodu. I co by nie powiedzieć, to pewnie od półtora roku by już nie żyła, bo trafiłaby do rzeźni.

Sansa Nutria w trakcie podróży, w komunikacji miejskiej archiwum prywatne

Zdarza się też, że zaczepiający próbują wmówić jej właścicielom, że Sansa wcale nie jest nutrią. Pytają się też (i to na serio) czy to, aby przypadkiem nie jest chomik, jeż, mrówkojad, szop pracz czy jeżozwierz. Mylona jest też z myszką.

Jednak (niestety) dobrych rad o tym, jak należy dbać o nutrię Karolina nie usłyszała od weterynarzy. Trzy czwarte wizyt u specjalistów rozpoczyna się pytaniem: a co to za zwierzę? - Któregoś dnia spędziłam z Sansą pół godziny w gabinecie weterynaryjnym. Z tego 5 minut lekarz spędził na jej badaniu, a kolejne 25 minut na obfotografowywaniu zwierzaka.

Innym razem mały pacjent miał katar. W specjalnej lecznicy dla gryzoni lekarka zważyła Sansę, zajrzała w nos i zęby. I poleciła wykonanie prześwietlenia całej klatki piersiowej. Oczywiście nie za darmo, bo za ... 500 zł. - Co zrobiliśmy? Pożyczyliśmy od babci nawilżacz powietrza. I pomogło - opowiada Bartek.

Innym razem zatruła się kwiatem rosnącym w domowej doniczce. - Leżała na brzuchu i słabo oddychała, przelewała się w rękach. Dostała witaminy, nie chciała jeść, więc na siłę podawałem jej strzykawką jedzenie dla niemowlaków. Po kilku dniach doszła do siebie - opowiada Bartek. W razie potrzeby posiłkują się książką o nutriach z lat 70. - Radzą w niej, aby podawać jej leki w świńskiej krwi, bo tabletka dobrze się w niej rozpuszcza, a nutria chętnie ją wypije - śmieje się Bartek. - Oczywiście to nie rada dla nas, ale prawdą jest, że trudno znaleźć informacje na temat wychowania tych gryzoni - podkreśla chłopak.

Dość, że weterynarze są niedouczeni to bywa, że chcą bez ogródek naciągnąć młodą parę. W końcu sami przyznacie, że pół tysiąca złotych za rentgen płuc gryzonia to lekka przesada. - Ludzie myślą, że jak ktoś ma nutrię to jest bogaty, bo ma fanaberię. To nie w porządku - mówią właściciele Sansy.

Do tej pory najlepszym, tzn. najbardziej skutecznym lekarzem okazał się osiedlowy weterynarz.  - Podchodzą tam do niej indywidualnie. Pracownicy do gabinetu sprowadzili nawet odpowiednie książki, po to, aby mogli się wyedukować - opowiada dziewczyna.

Nutria Sansa podczas spaceru archiwum prywatne

Futro z nutrii, hit PRL-u

Za komuny wiele osób prowadziło hodowlę nutrii. Gryzonie te trzymano w zagrodach, równie chętnie co kury. Oczywiście nie jako pupila rodziny lecz jako cenne zwierzę futerkowe, choć z nutrii pozyskiwano także mięso i ścięgna z ogona do wyrobu nici chirurgicznych. Tego typu hodowle cieszyły się popularnością szczególnie na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (w Polsce produkowano ponad 3 mln skór), zwłaszcza w województwach zachodnich i południowo-zachodnich. - Osoby, które jadły mięso z nutrii twierdzą, że jest pyszne. Zając czy cielęcina, to przy nutrii nic specjalnego. - My jej krzywdy nie zrobimy, więc jak smakuje nie dowiemy się - mówi stanowczo Karolina.

W tej chwili w naszym kraju zarejestrowane są cztery hodowle. Zazwyczaj zwierzęta są w nich trzymane w brudzie i niehumanitarnym ścisku. - Widziałam na zdjęciu cztero-metrowy pokój, a w środku nutria na nutrii, nie miały nawet miejsca, aby się obrócić - mówi Karolina.

W Polsce nutria to zwierzę hodowlane na mięso, a na zachodzie żyją na wolności. Nie mają co prawda dobrej opinii,  są traktowane jako  szkodniki niszczące pola. Nie są to jakieś straszne szkody, tyle że zjedzą 5 m. kw. marchewki.

Nutria Sansa podczas spaceru archiwum prywatne

Skąd, więc pomysł, aby zaprosić nutrię do domu? Karolina od zawsze miała w domu pełno zwierzaków. - Gdy poznaliśmy się chodziła ze szczurem na ramieniu. Poza tym jestem przyzwyczajony do jej szalonych pomysłów, bo czemu nie pojechać do Ciechanowa na rowerze po nutrię, kimkolwiek ona jest - żartuje Bartek.

Dwa lata temu nastolatka przeglądała w sieci ogłoszenia pod hasłem: zwierzęta inne. I trafiła na komunikat o sprzedaży nutrii. Zaintrygowało mnie. - Zadzwoniłam. Hodowca zdziwił się, że chcę tylko jedno zwierzątko. - Na pewno tylko jedną, nie kilkanaście? pytał z niedowierzaniem - wspomina Karolina. Klamka zapadła. Po trzech próbach kupna zwierzak trafił wreszcie do Warszawy, kosztował 60 zł. Najpierw Karolina i Bartek pojechali do wspomnianego Ciechanowa. Mimo że z ogłoszenia jasno wynikało, że znajduje się tam hodowla nutrii, jej właściciel zarzekał się, że zajmuje się pszczołami. Innym razem kobieta, która zdecydowała się sprzedać im zwierzę przestała odbierać telefony.

Sansa nie jest jedynaczką, mieszka z dwoma papużkami falistymi i kotem, ale jej największym przyjacielem jest roczna sunia Zoja, znaleziona zamknięta w torbie na suwak w lesie. - Potrafią razem położyć się spać. Gdy wspólnie wychodzą na spacer pies pilnuje, aby Sansa nie odeszła za daleko - mówi Karolina.

Nutria Sansa na spacerze archiwum prywatne

Już wiemy, że nutria lubi spać w łóżku, chodzić na spacery, uwielbia ogórki i kąpiele. A za co kocha ją Karolina? - Najbardziej za indywidualność - mówi po krótkim zastanowieniu.

- Myśleliśmy, że będzie hopsającym królikiem. Pogłaszczemy ją, weźmiemy na kolanka i na tym skończy się zażyłość, a okazało się, że swoją inteligencją zaskakuje na każdym kroku. Jest bardzo zżyta z nami - tłumaczy.

- Gdy siedzimy na osiedlu, a jej się nudzi, podbiega pod klatkę w której mieszkamy. Dokładnie wie, gdzie jej dom. Gdy zakładamy buty wie, że wychodzimy na spacer. Albo innym razem siedziała w klatce zamkniętej na małą kłódkę, znalazła do niej kluczyk, więc waliła nim w zamknięcie. Nie potrafiła przekręcić kluczyka, ale skojarzyła, że ma on związek z kłódką - wymienia Karolina.

Ale bywa, że mała nutria bywa humorzasta. Czasami potrafi się obrazić. Czasami nie chce wyjść na spacer, ale jak już zostanie wyprowadzona nie ma ochoty wracać do domu. No i gada. - Strasznie dużo. Szczególnie, gdy się jej zabrać ogórka. Uwielbia jeść do tego stopnia, że znosi sobie jedzenie na posłanie. Gdy jest głodna przynosi w pyszczku swoją miseczkę.

Nutria Sansa po kąpieli w jeziorku na Polu Mokotowskim fot. Natalia Bet

No i woda sprawia jej dużo frajdy. Bo nutria to wodne zwierzę. Latem każdą wolną chwilę spędza ze swoimi właścicielami na Polu Mokotowskim. - Zimą jest trudniej. Nie możemy z nią spędzać czasu na dworze, ewentualnie decydujemy się na dwa spacery w ciągu dnia, kąpiemy ją w domu w wannie, raz na dwa dni - mówi Karolina. Do kosztów wychowania należy doliczyć ... prysznic. - Zauważyła, że z natrysku leci woda, więc go przegryzła. Kiedyś podgryzała też meble. - Ale powiedziałam jej kilka razy "nie ruszaj" i nauczyła się, że nie można tego robić.  Szczeniak więcej szkód narobił w domu. Trzy pary butów pogryzł - tłumaczy Karolina.

Sansa to też mała spryciula, nauczyła się samemu otwierać szafkę z ubraniami. Wiadomo, jest tam przyjemnie, bo miękko. Jak spać to w czystych świeżo wypranych pieleszach, a nie zwykłym legowisku.

Plan na przyszłość: ratować

I tak z kobiecego widzimisie zrobił się cel na życie. Karolina marzy, aby w przyszłości ratować inne nutrie. - Plan jest taki, aby wykupywać je z hodowli. Chciałabym, aby pierwsze trzy miesiące spędzały z nami, nauczyły się zasad życia w domu. Jak tylko uda nam się odłożyć dodatkowe pieniądze planujemy założyć fundację zajmującą się propagowaniem wiedzy na temat tych zwierzątek - tłumaczy Karolina. A Bartek dodaje: - Planujemy też zainteresować się warunkami, w jakich żyją nutrie w hodowlach. Przecież hodowcy mogliby je traktować w ludzki sposób, sprzedawać je do domu na pupila. Mięsa jest pełno, nie trzeba koniecznie jeść nutrii.