Trenują lacrosse na ulicach Warszawy. Ich film podbija USA. Czy ten sport opanuje stolicę? [WIDEO]

- Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś przyszedł na pierwszy trening i powiedział ?nie gram w to więcej? - mówi Piotrek, który w poprzednie wakacje zaczął ćwiczyć lacrosse. Teraz gra już w meczach ligowych. Lacrosse nie wymaga specjalnych umiejętności, a spróbować może naprawdę każdy.

Spodobało ci się? Polub nas

Lacrosse wymyślili Indianie. Zamiast toczyć międzyplemienne wojny, konflikty rozwiązywali grą. Jej dzisiejsza nazwa została wymyślona przez francuskich osadników, którzy po dotarciu do Ameryki Północnej, zobaczyli facetów biegających za piłką z drewnianymi, zakręconymi na końcu, kijami. Skojarzenia mieli jednoznaczne. Kij przypominał im pastorał - po francusku "la crosse" (co oznacza również "zakrzywiony kij").

Mecz lacrosse w ramach Weekendu Mistrzów. Zawodnicy Grom Warszawa (ubrani na zielono) grają z poznańskimi Hussarsami, fot. Marek Stormstor

Dzisiejsze zasady lacrosse zostały stworzone na początku XX wieku przez dentystę z Kanady, który wyczuł w tym sporcie niezły biznes. Zawodnicy grali wówczas bez ochraniaczy i kasków, co powodowało, że często wybijali sobie kijami zęby. Na brak pacjentów Kanadyjczyk więc nie narzekał. Wcześniej ograniczył jednak liczbę zawodników na boisku do 10-ciu i skrócił czas meczu. Teraz gra się 4 razy po 20 minut na boisku wielkością zbliżoną do aren piłkarskich. Obrońcy grają kijami o długości 1,8 metra, a napastnicy i pomocnicy - 1,2 metra. Bramkarze mają z kolei największe siatki, przyczepione do końcówki kija, do których wpada piłka. Dostępu do bramki można też bronić ciałem, ale nie warto. Piłka przy strzale leci nawet z prędkością 150 km/h.

Mecz lacrosse w ramach Weekendu Mistrzów. Zawodnicy Grom Warszawa grają z poznańskimi Hussarsami, fot. Marek Stormstor

Kobiety, jak grają, to krzyczą

Zasady są bardzo proste. - Trzeba przy pomocy kija zakończonego siatką umieścić gumową piłkę w bramce przeciwnika - wyjaśnia Piotr Szubryt, grający dziś na pozycji pomocnika w Grom Warszawa, jednej z dziewięciu drużyn lacrosse w Polsce. Rok temu klub zdobył mistrzostwo Polski, w tym sezonie uplasował się na najniższym stopniu podium.

Piotrek ma 30 lat i zaczął trenować rok temu w sierpniu. - Po trzech miesiącach wyszedłem na boisko - wspomina. - Najpierw trzeba nauczyć się podstaw: rzucanie i łapanie piłki, zbieranie jej kijem z ziemi. Opanowując te podstawowe umiejętności, które wymagają codziennego treningu, można szybko dojść do poziomu ligowego.

Piotrek Szubryt na pierwszym planie (w zielonym kasku) podczas gry w lacrosse Piotrek Szubryt na pierwszym planie (w zielonym kasku) podczas gry w lacrosse, fot. Marek Stormstor

Lacrosse jest sportem dla każdego. - Sprawia mi to ogromną frajdę. Jeśli czujesz, że z dnia na dzień coraz lepiej sobie radzisz, to znaczy, że to jest dla ciebie - przekonuje Piotrek. Choć lacrosse jest sportem kontaktowym (można atakować ciałem), to jest to również kobieca dyscyplina. Ale w wersji dla pań zasady są trochę inne. - Kobiety nie mają ochraniaczy i kasków dlatego muszą krzyczeć, że strzelają. Podobno królowa Wiktoria chciała zagrać w lacrosse i tak stworzono zaostrzone zasady, by nikt jej nie atakował.

120 odbić na minutę

Piotrek razem z kumplami nakręcił film z treningu w różnych miejscach Warszawy. To tzw. wallball. Ćwiczenia przypominają grę w squasha. Uderza się piłką w ściany budynków, filary mostów czy w wiaty wejściowe do metra. - Regularnie trenując technikę rzutów, można dojść do takiej wprawy, by wykonywać nawet 120 odbić piłeczką na minutę - opowiada Piotrek. - W filmie chcieliśmy pokazać Warszawę z naszej strony. Tak, jak ją widzimy, trenując wallball.

Pytam, czy na moście Poniatowskiego, gdzie trenowali (widać to na filmie), piłeczka spadła do Wisły. - Nie, ale to zasługa wielu miesięcy codziennych ćwiczeń. W ten sposób pracujemy nad precyzją. Teraz jestem w stanie przerzucić piłkę w poprzek boiska tak, by kolega mógł ją złapać kijem - chwali się Piotrek.

Film pokazuje chłopaków ćwiczących m.in. na dachu jednego z budynków na Żoliborzu, na Rynku Starego Miasta, na elewacji Zamku Królewskiego, przy fontannach na Podzamczu czy na moście Poniatowskiego. - Chcieliśmy pokazać całemu światu, że lacrosse jest także w Polsce - śmieje się Piotrek. - Mamy odzew, że w Ameryce ten film został zauważony. Goście z Lacrosse Network robią co tydzień zestawienie wydarzeń internetowych dotyczących naszej dyscypliny i już dwa razy nasze filmy trafiły do ich podsumowania.

Mecz lacrosse w ramach Weekendu Mistrzów. Zawodnicy Grom Warszawa grają z poznańskimi Hussarsami, fot. Marek Stormstor

A może wake w Warszawie? Słońce, woda, piasek i blisko centrum. Idealny plan na upały

Sport dla każdego

Piotrek przyznaje, że na razie w Polsce niewiele osób słyszało o lacrosse. - Ciągle szukamy nowych zawodników. Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś przyszedł na pierwszy trening i powiedział "nie gram w to więcej" - mówi. - Ci, którzy przychodzą, zawsze zostają.

Mecze lacrosse można oglądać w Warszawie na stadionie Hutnika przy ul. Marymonckiej. Z kolei treningi odbywają się w każdy piątek o godz. 20 na Orliku przy ul. Szaserów na Grochowie i w każdą niedzielę o godz. 12 na boisku przy ul. Picassa na Tarchominie. - Jeśli ktoś tylko chce spróbować, to zapraszamy do kontaktu - zachęca Piotrek. Informacje o treningach drużyny Grom Warszawa można znaleźć na klubowych stronach na Facebooku, Twitterze i na Instagramie.

Cała drużyna Grom Warszawa, fot. Marek Stormstor

Na koniec pytam, czy lacrosse może stać się miejskim sportem. Piotrek: - Widziałem w amerykańskim Wallmarcie, że sprzedają kije z piłeczką złączone taśmą. I zachęcają: "weź na plażę i pograj". Mam nadzieję, że niedługo takie zestawy zawitają i do nas. Bo to jest sport naprawdę dla każdego.

Zobacz, jak otworzyć butelkę za pomocą kija do lacrosse'a: