Uff jak gorąco, więc panowie zdejmują koszulki. A co z paniami? Też niech zdejmują!

Wakacje w wielkim mieście mają swoje dobre, jak i złe strony. Tych pierwszych nie sposób wymienić na jednym wdechu, bo i Warszawa coraz więcej oferuje nam w sezonie letnim z zakresu kultury i rozrywki. Od kin plenerowych po koncerty nad Wisłą. Czasem mam wrażenie, że trudno wręcz zdecydować się, w czym wziąć udział. Tyle się dzieje!

Spodobało ci się? Polub nas

Zgoła (to bardzo dobre określenie) inaczej jest z kulturą naszą osobistą. Omijam niebezpieczny fakt spychania rowerzystów z miejskich dróg czy o zgrozo - sikania gdzie popadnie, co powoduje, szczególnie w taki ukrop, powstawanie takiego smrodu, że idzie umrzeć (ogólnie rzecz biorąc - z kulturą bardzo prywatną mamy bardzo duży problem, ale to temat na inny felieton), ale jedno naprawdę rzuca się w oczy.
Goli faceci. Naprawdę, trudno udawać, że nie widzi się tego palącego problemu. Tak, z falą gorąca powraca fala gołych torsów. W zależności, ile słońca w całym mieście jak śpiewała Anna Jantar, tylu roznegliżowanych panów na stołecznych ulicach. Nie mówię oczywiście o kąpieliskach, ale o miejscach, gdzie nie wypada latać z wywalonym brzuchem. Okolice Rotundy to nie park wodny, bynajmniej nic o tym nie wiem. To samo dotyczy rowerzystów, którzy chyba myślą, że przemkną niezauważeni, a co za tym idzie - nikomu takie półnagie maratony nie przeszkadzają.
Żeby tego było mało, chodzenie w okresie letnim bez górnej części garderoby po ulicach miasta to domena przede wszystkim polskich mężczyzn, którzy próbują tym samym nie tylko odtworzyć (żeby była jasność - nieudolnie) atmosferę Jarmarku Europa, ale i tworzą cepelię dla zagranicznych turystów, którzy takich widoków jak te w Warszawie, nie widzieli w żadnym innym mieście Europy. Egzotic-erotic, wycieczkowy seks-szop dla mało wybrednych. Barcelona? Bez porównań, proszę.
I teraz, wydaje mi się, zasadnicze pytanie - czy to jest fajne? Bo według mnie - nie. Czy to jest kulturalne? Absolutnie - nie.
Taka lekkość bytu może się sprawdzać, nawet się komuś może podobać, ale na kąpieliskach czy na nadwiślańskich plażach. Nie w centrum miasta.
Jeżeli komuś wydaje się, że temperatura usprawiedliwia takie zachowanie, to powiedzcie to naszym paniom, które, hmmm, paradować z gołymi cyckami nie mogą.
Dlaczego? Bo przecież nie wypada z gołymi piersiami tak biegać po mieście. A facetom wypada?
Oczywiście, mówi się, że upał potrafi być tak doskwierający, że ma się ochotę zrzucić ubranie. Tylko dlaczego tak do serca wzięli to sobie panowie? Czapeczka jest, sandały i skarpety są, spodnie też są, a koszulki brak. Nie chcę poddawać dyskusji komu i jakie ciała się podobają, bo to rzecz oczywiście gustu i jeszcze kilku innych uwarunkowań, ale powiedzmy sobie szczerze - to świecenie klatą jest nieładne, czasem wręcz odpychające. O walorach nie tylko estetycznych co zapachowych nie wspomnę.
I niesprawiedliwe, bo dziewczyny, jaki żar by się z nieba nie lał, nie zrzucą kiecek. Pewnie szkoda. Byłoby w mieście stołecznym Warszawa naprawdę egzotycznie jak w żadnym innymi zakątku tego świata. Na razie, skoro przy świecie jesteśmy, panie doklejają do swych „nagich” zdjęć umieszczanych w sieci - męskie sutki, by „internety” nie traktowały tych zdjęć jako gorszących. Jak widać na załączonym obrazku, problem międzynarodowy.
Nie polecam zabawy w wyklejanki, ale w zrzucanie z siebie ubrań. Albo, w imię solidarności, ich jednak ubieranie. Jak wszyscy, to wszyscy.

Zgoła (to bardzo dobre określenie) inaczej jest z kulturą naszą osobistą. Omijam niebezpieczny fakt spychania rowerzystów z miejskich dróg czy o zgrozo - sikania gdzie popadnie, co powoduje, szczególnie w taki ukrop, powstawanie takiego smrodu, że idzie umrzeć (ogólnie rzecz biorąc - z kulturą bardzo prywatną mamy bardzo duży problem, ale to temat na inny felieton), ale jedno naprawdę rzuca się w oczy.

Goli faceci. Naprawdę, trudno udawać, że nie widzi się tego palącego problemu. Tak, z falą gorąca powraca fala gołych torsów. W zależności, ile słońca w całym mieście jak śpiewała Anna Jantar, tylu roznegliżowanych panów na stołecznych ulicach. Nie mówię oczywiście o kąpieliskach, ale o miejscach, gdzie nie wypada latać z wywalonym brzuchem. Okolice Rotundy to nie park wodny, bynajmniej nic o tym nie wiem. To samo dotyczy rowerzystów, którzy chyba myślą, że przemkną niezauważeni, a co za tym idzie - nikomu takie półnagie maratony nie przeszkadzają. Żeby tego było mało, chodzenie w okresie letnim bez górnej części garderoby po ulicach miasta to domena przede wszystkim polskich mężczyzn, którzy próbują tym samym nie tylko odtworzyć (żeby była jasność - nieudolnie) atmosferę Jarmarku Europa, ale i tworzą cepelię dla zagranicznych turystów, którzy takich widoków jak te w Warszawie, nie widzieli w żadnym innym mieście Europy.

Egzotic-erotic, wycieczkowy seks-szop dla mało wybrednych. Barcelona? Bez porównań, proszę. I teraz, wydaje mi się, zasadnicze pytanie - czy to jest fajne? Bo według mnie - nie. Czy to jest kulturalne? Absolutnie - nie. Taka lekkość bytu może się sprawdzać, nawet się komuś może podobać, ale na kąpieliskach czy na nadwiślańskich plażach. Nie w centrum miasta. Jeżeli komuś wydaje się, że temperatura usprawiedliwia takie zachowanie, to powiedzcie to naszym paniom, które, hmmm, paradować z gołymi cyckami nie mogą.

Dlaczego? Bo przecież nie wypada z gołymi piersiami tak biegać po mieście. A facetom wypada? Oczywiście, mówi się, że upał potrafi być tak doskwierający, że ma się ochotę zrzucić ubranie. Tylko dlaczego tak do serca wzięli to sobie panowie? Czapeczka jest, sandały i skarpety są, spodnie też są, a koszulki brak. Nie chcę poddawać dyskusji komu i jakie ciała się podobają, bo to rzecz oczywiście gustu i jeszcze kilku innych uwarunkowań, ale powiedzmy sobie szczerze - to świecenie klatą jest nieładne, czasem wręcz odpychające. O walorach nie tylko estetycznych co zapachowych nie wspomnę. I niesprawiedliwe, bo dziewczyny, jaki żar by się z nieba nie lał, nie zrzucą kiecek. Pewnie szkoda.

Byłoby w mieście stołecznym Warszawa naprawdę egzotycznie jak w żadnym innymi zakątku tego świata. Na razie, skoro przy świecie jesteśmy, panie doklejają do swych „nagich” zdjęć umieszczanych w sieci - męskie sutki, by „internety” nie traktowały tych zdjęć jako gorszących. Jak widać na załączonym obrazku, problem międzynarodowy. Nie polecam zabawy w wyklejanki, ale w zrzucanie z siebie ubrań. Albo, w imię solidarności, ich jednak ubieranie. Jak wszyscy, to wszyscy.