"I na takie g... idą moje podatki?" Czyli perypetie sztuki współczesnej na warszawskim Bródnie

- Pieniądze publiczne wydawajmy na sprawy ważne, konieczne. Sztuka powinna być na szarym końcu - twierdzą internauci, którzy oburzyli się na informację o tym, że Urząd Dzielnicy Targówek przeznaczył ze swojego budżetu prawie 23 tys. zł. na performans gdańskiej (pseudo)artystki. O tym, dlaczego chcę, aby artyści w Polsce zarabiali "udając bezdomnego".

Spodobało ci się? Polub nas

Od kilku dni w ramach VII odsłony Parku Rzeźby na Bródnie artystka z Gdańska, Honorata Martin, realizuje swój projekt "Zadomowienie". Artystka zamieszkała w Parku Bródnowskim, wykorzystując enklawę zieleni na Targówku jako tymczasowy dom. Rozbiła namiot, w parku można również znaleźć jej prace. Jej performans potrwa do 5 lipca. Wtedy odbędzie się m.in. spotkanie z Martin, na którym będzie można porozmawiać z artystką o idei performansu.

Akcję na Bródnie organizuje Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Park Rzeźby finansowany jest z budżetu Miasta Stołecznego Warszawy. Gdy tylko wyszło "na jaw", że do tego całego "gówna", jak piszą internauci, w postaci 23 tys. zł. dołożył się Urząd Dzielnicy Targówek, w internecie zawrzało.

Lista hejtów, które pojawiły się na stronie Targówek.info pod artykułem na temat akcji na Bródnie, jest długa:

"Pieniądze publiczne wydawajmy na sprawy ważne, konieczne. Sztuka powinna być na szarym końcu. Artyści powinni sobie szukać mecenasów"

"K wa !!! wydajemy 23 tys. zł żeby jakaś baba mogła poudawać bezdomną w parku ? POLSKA = dziki kraj. A jest tyle pilnych wydatków w dzielnicy, nie lepiej było zainwestować tych pieniędzy np. w dzieci ?! baba będzie się wylegiwać za naszą kasę na trawce a jakieś dzieci nie dostaną obiadu czy nowej piłki. To jest skandal, to powinien być prokurator i nik!!!"

"To ma być sztuka? 23 tys. na pseudoartystkę, która urządziła sobie płatne wakacje w parku?? Czy Grochów (Praga Południe) też tak nieodpowiedzialnie wyrzucił publiczne pieniądze by wspierać tą panią w leżeniu na trawce?".

"udawanie bezdomnego stało się pomysłem na zarabianie pieniędzy. Czy ta kobieta ma może zamiar nie myć się przez miesiąc, chodzić w tych samych ciuchach, nie używać środków higienicznych? Zrobi to na kasę? A czy przemalowałaby się na czarno i udawała murzyna za kasę?" (pisownia oryginalna)

Itd., itp...

Nie będę oceniać tego, czy perfermans Honoraty Martin jest udany czy rzeczywiście to "g...", bo nie miałam okazji go jeszcze zobaczyć (szczerze wątpię, aby ktokolwiek z komentujących negatywnie akcję również ją widział, jeśli się mylę, zwrócę honor). Nie to jednak wydaje mi się kluczowe w całym zamieszaniu wokół kolejnego dzieła sztuki współczesnej, które miało szansę dostąpić zaszczytu pojawienia się na "warszawskim podwórku".

Po pierwsze - uderza osobliwa reakcja na internetowy hejt Urzędu Dzielnicy Targówek, który na swoim fan page'u na FB opublikował sprostowanie "całkowicie bezzasadnego, nierzetelnego i krzywdzącego" artykułu stworzonego przez serwis Targówek.info. Urząd wypiera się jakoby dołożył cokolwiek do pobytu Honoraty Martin w Parku Bródnowskim. Według oficjalnych informacji Rada Dzielnicy dofinansowała (jedynie) "przygotowanie wystawy prac pani Martin oraz imprezę towarzyszącą zakończeniu jej projektu, zaplanowaną na 5 lipca 2015 r". Zastanawiam się, co jest dla Urzędu bardziej krzywdzące - niedokładna informacja opublikowana na stronie czy udział w projekcie, który nie spotkał się z pozytywnym przyjęciem ze strony internautów.

Po drugie - reakcja internautów. Można tutaj mówić o liczbie pojedynczej, bo do tej pory nie udało mi się znaleźć pozytywnych opinii na temat akcji na Bródnie lub choćby komentarzy osób, które stanęłyby w obronie sztuki współczesnej. Nawet nie tej konkretnej sztuki współczesnej, ale w ogóle sztuki współczesnej, choćby tej w postaci Tęczy na Placu Zbawiciela, która wywołała falę nienawiści na niewyobrażalną zupełnie skalę.

I dobrze, bo coś się dzieje, ludzie dyskutują, niestety na bardzo niskim wciąż poziomie - obcy im jest język sztuki, za to język nienawiści mają w jednym palcu. Nie ma się w sumie czemu dziwić, biorąc pod uwagę poziom edukacji artystycznej w polskich szkołach oraz wagę, jaką w Polsce przykłada się do obcowania na co dzień ze sztuką, zwłaszcza tą mniej oczywistą, której tak naprawdę Polacy nigdy nie mieli okazji poznać (w szkołach edukacja z historii sztuki kończy się na roku 1914 lub 1945). Bo przecież, jak napisał internauta, trzeba "pieniądze publiczne wydawać na rzeczy ważne, sztuka powinna być na szarym końcu".

Ten "szary koniec", wracając do Tęczy na Placu Zbawiciela, wywołał jedną z bardziej znaczących dyskusji społecznych w kraju. Ten "szary koniec" w postaci artystki na Bródnie, którą przecież każdy mógłby zastąpić, bo potrafi rozbić namiot i nie myć się przez tydzień, dziś pokazuje, jak bardzo negujemy wszystko, co sprawia, że stajemy się biedniejsi w sensie materialnym, a dzięki czemu moglibyśmy stać się bogatsi w sensie duchowym.

Czy naprawdę chcemy być krajem, który zatrzymał się na etapie gloryfikowania wyłącznie impresjonizmu i historyzmu w wykonaniu Jana Matejki i pozostać zamkniętymi na to, co dzieje się dziś, co proponują nam młodzi artyści, również z Polski, których podziwiam za to, że mimo wszędobylskiego hejtu na sztukę, decydują się wciąż realizować tak odważne i kontrowersyjne projekty? Jedni chcą z Polski wyjeżdżać, bo system wszystko im zabiera i nie mają "na chleb", inni chcą wyjeżdżać, bo wiedzą, że w polskich realiach nie ma tu dla nich miejsca, bo jak dyskutować z odbiorcą sztuki, który jedyne, co jest w stanie powiedzieć to to, ze coś jest g...?

Życzę więc i jednym, i drugim, aby po wyjeździe z Polski spotkali się w tym samym miejscu, czyli w "lepszym" świecie, gdzie, mimo dziur w jezdniach, korków na drogach, deficytu przedszkoli (tak, tak, tam też nie jest aż tak idealnie), możliwe jest, aby doceniać sztukę współczesną - tę czasem lepszą i tę czasem gorszą - i traktować ją jako jeden ze stałych elementów egzystencji człowieka, gdzie Urzędy Dzielnicy nie reagują histerycznie na hejt ze strony internautów i nie próbują znaleźć absurdalnych argumentów, by tylko uniknąć odpowiedzialności za swoje działania.

A jeśli zdecydują się zostać, to pierwszych zachęcam do przejścia się do Parku Bródnowskiego, spotkania się z artystką, porozmawiania z nią oraz na przykład zapytania - po co właściwie to robi i dlaczego uważa, że pieniądze przeznaczone na jej projekt zostały wydane słusznie (co będzie możliwe już 5 lipca), a drugich do większego otwarcia na zwykłego człowieka, który cały czas żyje w poczuciu, jak wielka przepaść dzieli go od świata sztuki. Bo ten wciąż usilnie stara się do niego przemówić językiem, którego on po prostu nie rozumie.

Cytuję: "Performans Honoraty Martin w Parku Rzeźby na Bródnie jest związany z problematyką przetrwania, wymiany i gościnności, jak i eskapizmu. Jego fundamentem jest sekwencja zdarzeń, interakcji, to, co wydarzy się bez publiczności lub wobec i przy współudziale przypadkowych świadków" (ze strony Muzeum Sztuki Nowoczesne).

I ma prawo nie rozumieć.

Więcej o: