"Było to dla mnie ryzyko". To dlaczego Mateusz, student prawa na UW, głosował na Kukiza? [MŁODZI WARSZAWIACY]

- Dla mnie najważniejsze jest to jaką wizję swojej prezydentury miał kandydat. A Paweł Kukiz mówił, że będzie aktywnie działać, a przede wszystkim wsłuchiwać się w głos obywateli - tłumaczy powody swojej wyborczej decyzji Mateusz Winczura, student pierwszego roku prawa na UW. Tym samym zapraszamy na trzecią część cyklu MetroWarszawa.pl, w którym rozmawiamy z młodymi wyborcami Pawła Kukiza.

Spodobało ci się? Polub nas

Mateusz Winczura ma 20 lat, studiuje prawo na pierwszym roku na Uniwersytecie Warszawskim, wynajmuje mieszkanie na Mokotowie, pochodzi z Kielc, jest wolontariuszem

Dlaczego głosowałeś na Pawła Kukiza?

- Głosowałem na Pawła Kukiza, ponieważ bliskie mi są ideały demokracji bezpośredniej, a co za tym idzie - duży wpływ obywateli na władzę. Program Pawła Kukiza, którego podstawowym aspektem były jednomandatowe okręgi wyborcze, zakładał, aby ludzie wiedzieli na kogo głosują i kontrolowali w kolejnych wyborach swoich reprezentantów.

Nie miałeś obiekcji, by oddać głos na osobę bez doświadczenia politycznego?

- Było to dla mnie pewne ryzyko, bo faktycznie Kukiza nie można uznać za zawodowego polityka, gdyż nigdy nie startował w wyborach ani nie zasiadał w parlamencie. Natomiast nie zapominajmy o tym, że jest to osoba, która od 10 lat zgłasza postulaty polityczne. Jeszcze w czasach, gdy był w komitecie poparcia dla Platformy czy Hanny Gronkiewicz-Waltz, miał postulat JOW-ów na sztandarach. To osoba, która dąży do celu i wie, czego aktualnie Polska potrzebuje, dlatego mimo braku doświadczenia nie bałem się na niego zagłosować. Uważałem, że to może być zmiana na lepsze oraz, że poradzi sobie, gdy zostanie wybrany na urząd prezydenta.

A nie bałeś się, że wybierasz człowieka, który przez 20 lat aktywności artystycznej dość często zmieniał swoje sympatie polityczne?

- Biorąc pod uwagę, jak wygląda polska scena polityczna, to bardzo trudno znaleźć jest polityka, który tych poglądów nie zmieniał. Pamiętajmy, że tak naprawdę Andrzej Duda, który pierwotnie był w Unii Wolności, później przeszedł do Prawa i Sprawiedliwości. To jest polityk, który zmieniał ugrupowania, frakcje, a częściowo i poglądy. Czasem jest to wyraz oportunizmu, a czasem dojrzenia do pewnych spraw. Dlatego nie miałem żalu do Pawła Kukiza, że istotnie popierał różne ugrupowania i wiązał się z różnymi politykami.

Które z pomysłów Pawła Kukiza, zgłaszanych przed wyborami, były dla ciebie najważniejsze?

- Oddanie głosu obywatelom, choćby w postaci JOW-ów. Model, w którym społeczeństwo ma więcej możliwości bezpośredniego decydowania o sobie, a nie tylko przez swoich przedstawicieli, funkcjonuje już np. w Estonii czy w Szwajcarii i wydaje się, że tam to się sprawdza.

A pomysł wprowadzenia JOW-ów w wyborach do Sejmu wydaje Ci się sensowny?

- Tak. O ile przykład Senatu może działać trochę zniechęcająco, bo jedna partia ma tam bezwzględną większość, to jednak Paweł Kukiz od początku mówił, żeby wprowadzać ten system stopniowo. Na początku mają być JOW-y plus lista krajowa i z czasem będzie przechodzić do systemu brytyjskiego. Wydaje się, że system JOW-ów jest dobry dla dojrzałych demokracji, a Polska - mam nadzieję - powoli wkracza w tę fazę rozwoju. Uważam więc, że model Senatu z 2011 roku za 5 lat może być już przeszłością.

Nie dziwiło cię to, że Kukiz przed wyborami mówił głównie o JOW-ach?

- Prezydent nie musi mieć programu wyborczego. Ten jest potrzebny przywódcy partii, który idzie po większość w Sejmie. W końcu to on będzie kierował pracami rządu, bo to rząd realizuje jakiś program.

Ale prezydent ma możliwość zgłaszania inicjatyw ustawodawczych.

- Tak, ale dla mnie najważniejsze jest to, jaką wizję swojej prezydentury miał kandydat. A Paweł Kukiz mówił, że będzie aktywnie działać, a przede wszystkim wsłuchiwać się w głos obywateli, np. składając wnioski o referendum. W obecnym systemie parlament może odrzucić taki wniosek natomiast jeśli jest to inicjatywa prezydenta, to musi się nad nią pochylić, bo ma to większą moc i właśnie to jest to, co mnie bezwzględnie zachęciło do głosowania na Pawła Kukiza.

I rzeczywiście wyobrażałeś sobie prezydenta Pawła Kukiza np. rozmawiającego z najważniejszymi przywódcami świata?

- Tak. Mieliśmy już prezydenta elektryka, mieliśmy już prezydenta bez tytułu magistra, dlatego nie widzę powodu, abyśmy musieli się obawiać prezydenta muzyka. Wiem, że są kraje, w których prezydentem została osoba, która nigdy wcześniej nie zajmowała się czynnie polityką, a sprawdziła się w swojej nowej roli.

Spodziewałeś się tak dobrego wyniku Kukiza?

- Byłem mile zaskoczony. Spodziewałem się, że to na pewno będzie wynik dwucyfrowy, bo tak wskazywały sondaże. Także z rozmów ze znajomymi wynikało, że wiele osób pójdzie na wybory i właśnie na niego zagłosuje. Ale wynik 20 proc. był dużą niespodzianką. Wydaje mi się, że to był dobry znak na przyszłość. Nie tylko PiS, nie tylko Platforma, ale też trzecia opcja - jeśli przedstawi rozsądny program i nie będzie odstraszać od siebie radykalnymi hasłami - ma rację bytu na polskiej scenie politycznej.

Dużą niespodzianką jest też jeden z ostatnich sondaży, który pokazuje, że gdyby to się potwierdziło, to Paweł Kukiz wprowadziłby do Sejmu największą liczbę posłów. Będziesz na jesieni głosował na to, co stworzy Paweł Kukiz, bo na razie trudno powiedzieć, czy to będzie partia?

- No właśnie, w tym momencie jest wiele sprzecznych sygnałów, ale jeśli będzie to partia, to chciałbym poznać jego opinię w wielu sprawach politycznych, co w przypadku wyboru na prezydenta nie miało aż takiego znaczenia, a w przypadku głosowania na partię, już ma. Chodzi mi np. o sprawy gospodarcze, w których trudno wyczuć stanowisko Kukiza. Nie wiem jaki jest jego stosunek do wolnego rynku czy podatków.

A kwestie światopoglądowe, bo tu też Paweł Kukiz nie do końca się ujawnia?

- Były pewne zmiany. Obecnie postawę Pawła Kukiza nazywa się lekkim konserwatyzmem, ale dla mnie kwestie światopoglądowe nie są aż tak istotne, jak spojrzenie na gospodarkę i to w jaki sposób sprawić, aby rozwój utrzymał się albo był wyższy. Jestem studentem, niedługo wkroczę na rynek pracy i dla mnie ważne jest to, w jaki sposób zamierza on poradzić sobie z problemem bezrobocia.

Mateusz Winczura, fot. Michał Radkowski

Za kilka miesięcy ukształtujemy scenę polityczną na najbliższe cztery lata. W twoim życiu te cztery lata też pewnie będą bardzo ważne, bo rozpocząłeś studia, za cztery lata będziesz je kończył. Zdradziłeś mi wcześniej, że jesteś wolontariuszem, działasz w trzecim sektorze. Nie rozpocząłeś pracy, ale pewnie w tym czasie będziesz jej szukał.

- Na pewno będę szukał stażu, a potem być może rozejrzę się za jakąś pracą, bo z czegoś trzeba się będzie utrzymać.

To czego oczekujesz od rządzących w perspektywie czterech najbliższych lat?

- Przede wszystkim ułatwienia procedur związanych ze zdobywaniem pracy. Teraz jest za dużo ograniczeń, które utrudniają zatrudnienie pracownika na pełen etat. Źle się dzieje, że szukając pierwszej pracy, pracodawcy wymagają doświadczenia, a żeby je zdobyć trzeba gdzieś już pracować. I tak koło się zamyka. Wydaje mi się, że są pewne możliwości, żeby to błędne koło przerwać np. poprzez maksymalne ograniczanie formalności w zatrudnianiu młodych oraz likwidowanie dodatkowych opłat, które pracodawca musi uiścić na rzecz państwa.

Skusiłbyś się na wyjazd zarobkowy za granicę?

- Myślałem o tym, bo mam to szczęście, że znam dwa języki: angielski i włoski, więc nie powinno być problemu, żeby w danym kraju się porozumieć. Opcja jest kusząca, bo tam się zarabia w innej walucie, a poza tym poziom życia jest dużo wyższy.

To byłby wyjazd sezonowy?

- Zdecydowanie tak. Specyfika mojego kierunku nie pozwala mi na szukanie stałej pracy za granicą. Studiuję przede wszystkim polskie prawo i moje kwalifikacje zdobyte tutaj nie są potrzebne pracodawcom. Gdybym pojechał pracować za granicą, praca prawdopodobnie byłaby dużo poniżej moich kwalifikacji.

Twoi znajomi szukali już pracy czy pierwszy rok studiów to za wcześnie na rozglądanie się na rynku pracy?

- Sporo znajomych szukało pracy, najczęściej było to sezonowe zajęcie, często w żaden sposób nie związane z kierunkiem studiów. Częściej taką pracę podejmują osoby, które są z Warszawy, bo mają już rozeznanie na lokalnym rynku i wiedzą kto zatrudnia studentów, a kto nie. Spośród znajomych, którzy tak jak ja przyjechali na studia z innych miast, dopiero od przyszłego roku będą się rozglądać za jakimś dodatkowym źródłem utrzymania, na razie się adaptują.

Na co najczęściej narzekają w kontekście szukania pracy?

- Nigdy z nimi o tym nie rozmawiałem.

To o czym rozmawiacie?

- Osoby, które znalazły pracę, opowiadają jak jest, jaki jest stosunek pracodawcy, czy szef jest raczej wsparciem czy cerberem, czy zarobki są odpowiednie do zajmowanego stanowiska i czasu pracy.

O polityce też się rozmawia?

- O tak, zwłaszcza przed wyborami.

Spieracie się?

- Zdarza się. Przed wyborami oglądałem z moją dziewczyną debatę i mieliśmy zupełnie różne poglądy na wiele spraw. Oczywiście, dyskutujemy, ale nie jesteśmy, jak politycy, wrogo do siebie nastawieni. Raczej szukamy porozumienia, przynajmniej co do podstaw.

Mateusz Winczura, fot. Michał Radkowski

Głosowałeś w drugiej turze wyborów?

- Niestety nie. W pierwszej turze głosowałem w Kielcach, skąd pochodzę, natomiast na drugą turę nie miałem możliwości powrotu.

A gdybyś miał, to poszedłbyś na głosowanie?

- Myślę, że tak, ale miałbym wielki dylemat na kogo głosować. Raczej na Bronisława Komorowskiego, ale nie przeprowadziłem tak dokładnej analizy jak przed pierwszą turą.

Masz 20 lat. Czy ostatnie wybory były dla ciebie najważniejsze z dotychczasowych głosowań, w których brałeś udział?

- Do tej pory brałem udział w wyborach do europarlamentu oraz samorządowych, a jednak moim zdaniem wybory na najwyższy urząd w państwie są ważniejsze dla kraju niż te dwa poprzednie.

Dawno już nie mieliśmy tak nieoczywistych co do wyniku wyborów. Czarnym koniem był ewidentnie Paweł Kukiz, bo żaden sondaż nie dawał mu aż tak wysokich notowań.

- Wydaje się, że to było jedno z większych zaskoczeń tych wyborów. Aczkolwiek zmęczenie polityką i zrzucenie winy na PO za fatalną sytuację młodych osób po studiach nie równa się głosowaniu na PiS, a przynajmniej nie jest to partia pierwszego wyboru. Stąd właśnie taki poziom niezadowolenia, dość naturalny w sytuacji, gdy jedna partia rządzi tyle lat, spowodował, że kandydat - nazywany hucznie w internecie - antysystemowym, chociaż nie do końca zgadzam się z tym określeniem, zdobył tak dobry wynik.

Czemu się nie zgadasz z tym określeniem?

- Bo jest to szufladka, do której wrzuca się bardzo różnych kandydatów: od Mariana Kowalskiego po Pawła Kukiza, a więc od osób o poglądach skrajnych do osób o poglądach, które w Europie Zachodniej nie uchodziłyby za coś daleko odchodzącego od mainstreamu politycznego.

A nie boisz się, że jak Paweł Kukiz zdecyduje się na start w wyborach i zbierze ekipę, to przyjdzie rozczarowanie podobnie jak było z Ruchem Palikota? Który wprowadził do Sejmu nieznanych ludzi i dopiero, gdy pojawili się na Wiejskiej, dowiedzieliśmy się, kim są?

- Jest to pewne ryzyko, ale w moim przypadku głosowanie na konkretną osobę będzie uzależnione od tego, kto wystartuje w moim okręgu. Na pewno nie będzie to Paweł Kukiz, gdyż nie pochodzi z mojej miejscowości. Natomiast jeśli wstawi on na swoje listy osoby, które nie mają doświadczenia politycznego, ale czymś się zasłużyły, np. pracą w samorządzie czy pracą zawodową, nie miałbym większej obiekcji, by na nich zagłosować.

Na koniec proszę o twoje jedno wielkie marzenie dla Polski Anno Domini 2019.

- Chciałbym, żeby w Polsce gospodarka przynajmniej się nie pogorszyła oraz, żeby bezrobocie nam nie skoczyło. Uważam, że nie jest źle, więc byleby nie było gorzej.