Czemu lubię mokotowską wielką płytę? [BLOKOWISKA]

Media do spółki z deweloperami, pragnącymi za wszelką cenę sprzedać wybudowane przez siebie mieszkania, starają się zdeprecjonować lokale z tzw. rynku wtórnego. O ile prestiż mieszkania w przedwojennej kamienicy jest trudny do podważenia, to już betonowe klocki osiedli z lat 70. i 80. XX wieku uchodzą dziś za szmirę bez wartości. Mieszkać w blokowisku, to niemal jak trafić do slumsów. Z mojego punktu widzenia to nawet dobrze...

Spodobało ci się? Polub nas

Wszystkie teksty z cyklu o BLOKOWISKACH.

Nie wychowałem się w jednym ze stołecznych blokowisk. Praktycznie od urodzenia, przez pierwsze dwadzieścia lat, mieszkałem na Starym Mokotowie, w historycznej kamienicy przy ulicy Olesińskiej. Tej największej warszawskiej dzielnicy pozostałem wierny do dziś, choć świadomie zamieniłem ceglaną kamienicę na betonowy blok. Bo wnętrze to nie wszystko. Na wygodę życia w niemniejszym stopniu wpływa okolica i infrastruktura.

Historyczny misz-masz

Mimo, że osiedle Stegny-Północ powstało w 1973 roku, jeszcze przed moim urodzeniem, to w czasach dzieciństwa bywałem tu jedynie przejazdem. To było "nowe osiedle", wybudowane z elementów wielkoformatowych wyprodukowanych w gigantycznej "fabryce domów" na Służewcu. Przydziały na mieszkania otrzymywali tu głównie przedstawiciele wyższej "inteligencji pracującej" - aktorzy, dyrektorzy szkół, inżynierowie.

Jeszcze w latach 60. ta okolica bardziej przypominała wieś, niż stołeczną dzielnicę, choć przez sam jej środek biegł Trakt Królewski do Wilanowa, czyli ulica Jana III Sobieskiego, będąca przedłużeniem ulicy Belwederskiej, która pod taką nazwą figuruje już na mapie Warszawy z 1913 roku. Zdjęcia lotnicze, wykonane przez aliantów w 1945 roku, pokazują w miejscu dzisiejszych Stegien pola uprawne, które leżały odłogiem jeszcze przez blisko 30 lat.

Wzdłuż Sobieskiego, już w początkach XX wieku, jeździła kolejka wąskotorowa, łącząca Warszawę z Wilanowem, który stanowił wówczas modny kurort wypoczynkowy dla stołecznej elity. Warto wspomnieć, że taką samą funkcję miała wcześniej wieś Mokotów, ale było to jeszcze w czasach Insurekcji Kościuszkowskiej.

W dwudziestoleciu międzywojennym na terenach leżących na wschód od ulicy Sobieskiego wybudowano ekskluzywne osiedle willowe dla wyższych sfer, do dziś znane jako Miasto - ogród Sadyba (pierwotnie projekt ten nosił nazwę "Miasto - ogród Czerniaków"). Jego mieszkańcy do dziś mają (niekiedy) poczucie wyższości, szczególnie wobec lokatorów "robotniczych blokowisk", czyli właśnie Stegien, które leżą raptem po drugiej stronie wspomnianej już ulicy Jana III Sobieskiego. To podkreślanie "arystokratycznej odmienności" widoczne jest szczególnie na bardzo ciekawym i prężnie działającym portalu internetowym sadyba24.pl. Jednak czy słusznie?

Nagroda Ministra Budownictwa

O ile przedwojenna Sadyba charakteryzuje się niską zabudową, a jej centrum stanowi dawny Fort Czerniaków z urokliwą fosą, to Stegny powstały jako projekt stricte wielkomiejski, mający zapewnić jak najlepsze warunki do życia tysiącom mieszkańców. Jego autorami była trójka architektów: Jadwiga Grębecka, Jan Szpakowicz i Romuald Welder. Do zagospodarowania mieli olbrzymi teren, bo aż 75 ha.

Projekt, który w 1970 roku otrzymał nagrodę Ministra Budownictwa, zakładał wymuszony przewiew na osi północ-południe, dzięki odpowiedniemu usytuowaniu budynków i drzew. Patrząc na współcześnie wykonane zdjęcia, można zauważyć, jak ważne miejsce w projekcie zajmowała zieleń. Jest jej niemal tak samo wiele, jak na sąsiedniej, zabytkowej Sadybie.

Na terenie osiedla wybudowano łącznie 70 000 m2 budynków użytkowych, takich jak przedszkola, szkoły, przychodnie zdrowia czy sklepy. Teren między budynkami pocięła gęsta siatka asfaltowych alejek, łączących główne ciągi komunikacyjne. Co ważne, rzadko kiedy łączą się one pod kątem prostym - po osiedlu można chodzić "na azymut", dzięki czemu nikt nie ma potrzeby deptać trawników.

Charakter tzw. wielkiej płyty nie może równać się pod względem różnorodności z malowniczą, willową zabudową Sadyby. Mimo to osiedle nie jest jednolite jak karton pudełek z zapałkami. Wielokondygnacyjne budynki sąsiadują tu z kilkupiętrowymi, a wszystko wprost tonie w zieleni. Rozplanowanie szkół i sklepów pozwala na dojście do nich w ciągu 2-3 minut w zasadzie z każdego domu wchodzącego w skład osiedla. To istotna przewaga funkcjonalna nad starą Sadybą.

A towarzystwo? Zapewne nie jest to arystokracja. Przynajmniej nie ta przedwojenna. Ale trzon mieszkańców stanowią ludzie starsi, mieszkający tu od samego powstania osiedla, reprezentujący pokolenie "kindersztuby", którzy często za swoich młodych lat piastowali wysokie stanowiska. A ich rzeczywiste przywiązanie do Dolnego Mokotowa jest prawdopodobnie bardziej prawdziwe, niż mocno snobistyczne podejście niektórych mieszkańców Starej Sadyby. Wykładnikiem prospołecznego zaangażowania lokatorów ze Stegien może być przede wszystkim liczba złożonych wniosków do budżetu obywatelskiego - jedna z największych w Warszawie. Choć warto zaznaczyć, że również na Sadybie znalazła się całkiem pokaźna grupa osób zaangażowanych w sprawy rozwoju tego zabytkowego terenu.

Do rzeczy - czyli dlaczego w końcu lubię wielką płytę

Powyższy wywód tylko pozornie zboczył z kursu wyznaczonego przez tytuł. We wstępie zacząłem od deweloperów i na nich - a w zasadzie na ich produktach - również skończę. Bo wszystko co napisałem powyżej, to obraz, jakiego trudno szukać w nowoczesnych "szuflandiach", z budynkami o fantazyjnych nieraz kształtach, w okolicy których nie przewidziano jednak miejsc choćby na kiosk z gazetami. Z których nie można wydostać się inaczej, niż samochodem, bo do najbliższego przystanku trzeba iść dwa kilometry.

Wiele nowych budynków powstaje na peryferiach, bez sensownego planu zabudowy - "od sasa, do lasa". Dlatego, mimo dużo ciekawszych form architektonicznych, sprawiają wrażenie nieładu i przypadkowości. A dystans, jaki ich mieszkańcy mają do pokonania w codziennej drodze do pracy, stawia pod znakiem zapytania sens oszczędności dokonanych przy kupnie takiego lokum.

Z kolei zabytkowa zabudowa Starego Mokotowa czy Sadyby nie była projektowana z uwzględnieniem potrzeb współczesnych ludzi i nie daje się łatwo modernizować. Stare domy wymagają ogromnych nakładów finansowych, aby utrzymać w należytym stanie wszystkie instalacje - kanalizacyjną, wodną czy elektryczną. I to bez zbytniej ingerencji w strukturę budynku. Przedwojenna zabudowa to często małe, ciemne podwórka, totalny brak miejsc parkingowych i wiecznie zapchane rury. To ciągłe zmaganie się z przyziemnymi problemami.

Akurat Stegny nie tylko geograficznie leżą po środku tych dwóch światów - nowoczesnej deweloperki i historycznego centrum stolicy. To budynki w większości już zmodernizowane, obrosłe miejską infrastrukturą handlową, usługową i komunikacyjną, a jednocześnie pełne ludzi zaangażowanych w ich rozwój, czujących się członkami określonej wspólnoty - niemal tak samo, jak zapamiętałem to ze Starego Mokotowa. Tego elementu też trudno szukać w nowych osiedlach, w których rotacja mieszkańców jest ogromna, a niewielu z nich ma czas i ochotę zadbać o coś więcej, niż własne cztery ściany.

Dlatego też - jak napisałem we wstępie - to dobrze, że dla przedstawicieli młodego pokolenia "wielka płyta" to miejsce całkowicie de mode, do czego wydatnie przyczyniły się media i deweloperzy. Może dzięki temu osiedla takie jak Stegny żyją spokojnie i są naprawdę urokliwym, wartościowym miejscem do życia i odpoczynku po pracy.

Redaktorek (PM)

PS. Zdaję sobie sprawę, że nie wyczerpałem tematu, ani nie przedstawiłem obiektywnie wszystkich plusów i minusów życia wielkiej płycie oraz jej porównania z nowymi i starymi osiedlami. Pisałem przede wszystkim o moich subiektywnych odczuciach związanych z mieszkaniem w blokowisku Dolnego Mokotowa, z którym czuję się związany. Zapraszam do polemiki wszystkich, którzy widzą sprawę inaczej.

****

Czy warszawskie blokowiska mają swój urok? Które jest najciekawsze, najlepsze do mieszkania, które znacznie bardziej "ludzkie" od niejednej inwestycji z XXI wieku? Prowadzimy plebiscyt na najlepsze warszawskie blokowisko. Jeśli mieszkacie na jednym z nich, napiszcie, dlaczego właśnie tam się świetnie mieszka! Jaka jest specyfika Waszego osiedla, dlaczego jest najlepsze w całej Warszawie! Czekamy na listy od Was, piszcie na adres: metrowarszawa@agora.pl, chcemy je wszystkie opublikować i razem z Wami wybrać najlepsze bloki Warszawy. Dziś znów publikujemy list mieszkańca osiedla Stegny. Czy to znaczy, że Stegny są najlepszym warszawskim osiedlem?