Pampers w restauracji, co robić? Agnieszka Kręglicka: "Jako restauratorzy oczekujemy od gości umiejętności zachowania się w określonej sytuacji"

28 grudnia na łamach "Gazety Wyborczej" ukazał się felieton Agnieszki Kublik o "zjawisku" przewijania dzieci w restauracjach. Publicystka skrytykowała z nim zachowanie matki, która bez skrępowania tuż przed oczami publicystki zmieniła dziecku pampersa "z niespodzianką". Tekst wywołał burzę i narodową dyskusję, o tym, czy rację miała matka czy dziennikarka. Teraz sytuację komentują warszawscy restauratorzy.

Kublik w swoim FELIETONIE opisała: "Siedzę przodem do tych maluchów i nagle widzę, że ta młodsza ląduje na kanapie. Matka zaczyna ją rozbierać, ściąga majtasy i zmienia małej pampersa. Reszta ich towarzystwa nie reaguje. Widać wymiana pampersa z niespodzianką to dla nich normalka, nawet w restauracji, na oczach obcych. Patrzę na te czynności higieniczne, choć wcale nie chcę. Siedzę w końcu nad talerzem z kolacją."

Jak można się domyślić, tekst Agnieszki Kublik stał się początkiem ogólnonarodowej dyskusji o dał upust ogólnej frustracji. W komentarzach zaroiło się od hejtu na matki, które „ciągają dzieci wszędzie ze sobą, jakby nie mogły siedzieć w domu”.

Pojawiły się oczywiście głosy broniące samej zainteresowanej, czyli popierające zachowanie matki.

Na pierwszy rzut oka głównym winowajcą wydaje się tytułowy przewijak. Gdyby przewijaka w restauracji nie zabrakło, nie byłoby problemu. Czy aby na pewno?

Postanowiliśmy porozmawiać z warszawskimi restauratorami i dowiedzieć się, co myślą na temat zachowania rodziców małych dzieci w restauracjach oraz zapytać, czy każda restauracja powinna posiadać przewijak, a także inne akcesoria niezbędne do zapewnienia dziecku odpowiednich warunków.

- Każda restauracja powinna mieć przewijak. Dzieci są członkami społeczeństwa i mają prawo do uczestniczenia w życiu społecznym, oczywiście pod warunkiem, że rodzice umieją nad nimi jakkolwiek zapanować. Gdy moja córeczka przechodziła trudniejszy okres, pewnie rzadziej zabierałem ją do restauracji - mówi Maciek Żakowski, współodpowiedzialny za MOMU przy Placu Teatralnym oraz Aioli na ulicy Świętokrzyskiej oraz Aioli inspired by MINI przy Placu Konstytucji (we wszystkich restauracjach są przewijaki).

Podobnie twierdzi Julian Karewicz, właściciel klubokawiarni Solec 44.

- Myślę, że to dobrze świadczy o restauratorze, jeśli stwarza on odpowiednie warunki dla rodziców i ich dzieci. Rodzina to obecnie jeden z najatrakcyjniejszych ekonomicznie klientów - mówi Julian. - U nas jest przewijak i gdybym zauważył, że matka zaczyna przewijać dziecko na sali, zasugerowałbym, żeby zrobiła to w przeznaczonym do tego miejscu - jednocześnie dodaje: - Ale gdyby potraktowała moją uwagę negatywnie, nie wezwałbym ochrony.

Agnieszka Kręglicka, właścicielka kilku restauracji w Warszawie, nie uważa, że w każdej restauracji powinien być przewijak. - Co innego u nas, bo taka jest specyfika większości naszych lokali. U nas przebywanie z dziećmi jest jak najbardziej na miejscu - mówi z przekonaniem. Zwraca jednak uwagę, że istnieją restauracje o odmiennym profilu i to goście powinni być w stanie właściwie odczytać ich charakter. - Do pewnych miejsc dzieci się po prostu nie zabiera, na przykład do nocnego klubu. Podobnie sytuacja wygląda z restauracjami. Jako restauratorzy oczekujemy od gości umiejętności zachowania się w określonej sytuacji. Pewne zasady są ogólnie przyjęte i nie ma konieczności wieszania tabliczek przed wejściem - uważa Agnieszka Kręglicka.

W Bistro Rozbrat Alaina Budzyka dzieci zawsze były mile widziane, nawet wtedy, kiedy w restauracji nie było jeszcze przewijaka.

- Nasza restauracja jest spora, mamy kilka pomieszczeń, dużą łazienkę, dlatego nigdy nie spotkaliśmy się z taką sytuacją - mówi Alain. Restaurator zdaje sobie jednak sprawę, że małe lokale na pewno borykają się z takimi problemami. Na pytanie, co by zrobił jako ojciec niemowlaka, odpowiada, że najpierw dowiedziałby się, czy restauracja, do której chce się wybrać, zapewnia odpowiednie warunki dla dzieci. - Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że publicznie pewnych rzeczy się po prostu nie robi, właśnie dlatego, żeby nie przeszkadzać innym - mówi Alain.

O wiele większe wątpliwości budzi kwestia karmienia piersią. Na pytanie o stosunek do tej czynności związanej z macierzyństwem, Maciek Żakowski odpowiada krótko: - Pomidor. Jego zdaniem karmienie piersią regulują normy społeczne, a obsługa nie wiedziałaby nawet, jak zareagować, gdyby matka zaczęła na sali karmić dziecko piersią, a byłoby to zakazane.

Alain Budzyk uważa, że wszystko zależy od tego, jak reaguje otoczenie. - Na ogół to matka jest najbardziej zawstydzona tym faktem i stara się to robić dyskretnie. Jeżeli gościom to nie przeszkadza, to nie interweniuję - mówi z przekonaniem.

Jak widać rozwiązań jest kilka, co jednocześnie nie znaczy, że takie sytuacje nie przestaną się zdarzać...