W tych miejscach bawią się tylko wtajemniczeni. Modne warszawskie bary speakeasy

W Berlinie, Nowym Jorku czy w Londynie to żaden nowy trend. Ukrytych barów, których właściciele nie walczą o lajki na Facebooku oraz nie wykupują artykułów sponsorowanych, ale bazują wyłącznie na tzw. poczcie pantoflowej, jest kilka lub kilkanaście w każdym mieście. Do jednych wchodzi się przez kebab lub chińską restaurację, do innych przez rzeźnię (!), a jeszcze inne odkrywa się po zejściu do ciemnej piwnicy. Wystarczy podać hasło lub rzucić pojednawcze spojrzenie w kierunku sprzedawcy, aby ten zaprowadził nas do magicznych drzwi, za którymi kryje się całkiem inny świat - świat wysokiej jakości alkoholi, zabawy w wyselekcjonowanym towarzystwie, świat pełen tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Spodobało ci się? Polub nas

Moda na tak zwane bary speakeasy musiała w końcu przywędrować i do Warszawy. Do tej pory udało nam się odkryć dwa tego typu miejsca. Pierwsze ukryte jest w podziemiach jednego z najbardziej modnych warszawskich klubokawiarni, drugie znajduje się za ścianą wypożyczalni kaset wideo. Jesteśmy jednak przekonani, że takich miejsc jest i będzie powstawało coraz więcej. Nic nie przyciąga tak bardzo, jak tajemnica.

Bary SpeakeasyGabinet/ MetroWarszawa

O tym się nie pisze

Właściciel pierwszego baru, do którego trafiliśmy, słusznie skwitował naszą chęć stworzenia artykułu o speakeasy. - Jeżeli rozmawiamy o barze speakeasy, to znaczy, że już nie jest speakeasy - wybuchnął śmiechem. Ale, ku naszemu zaskoczeniu, nie miał nic przeciwko rozmowie na ten temat. Podobnie, jak właściciel drugiego baru, którego zdaniem zabawa w speakeasy nie do końca polega na tym, żeby nikt się o nim nie dowiedział. - Ludzie wracają z jednej z największych metropolii świata i opowiadają o tym, że byli w tym słynnym barze ukrytym za tajską restauracją. W tamtym mieście prawdopodobnie każdy o nim słyszał - komentuje. Wtedy, jak można się domyślić, powstaje kolejne miejsce, które, o ile krążyć będą o nim wystarczająco pikantne historie, z dnia na dzień również będzie coraz bardziej wychodzić z ukrycia.

Bary SpeakeasyBar - wejście przez wypożyczalnię/ materiały prasowe

Aby tradycji stało się zadość, nie zdradzimy dokładnej lokalizacji barów, które udało nam się odkryć. Prawda jest taka, że dowiedzieliśmy się o nich w tradycyjny sposób. Opowiemy wam o nich, bazując wyłącznie na tym, co zobaczyliśmy oraz, czego dowiedzieliśmy się od ich właścicieli. Rozszyfrowanie adresu miejsc to już zadanie dla was.

Gabinet

Gabinet znajduje się w piwnicy jednej z warszawskich klubokawiarni. Można się do niego dostać, wchodząc przez główną salę lub pukając do ogromnych stalowych drzwi na zewnątrz budynku. Do środka wpuszczani zostaną jednak tylko nieliczni. Obowiązuje ścisła selekcja, bo, jak podkreśla właściciel baru, to właśnie ludzie tworzą atmosferę miejsca. - Przychodzą bardzo różne osoby - artyści, biznesmeni, hipsterzy, ludzie z okolicy. Ale łączy ich jedno - to świadomi konsumenci, którzy potrafią docenić oryginalny klimat miejsca oraz komfort, jaki im zapewniamy - opowiada właściciel. - Tu przebywa wieczorem nie 100 osób, ale 40. Goście w spokojnej atmosferze, przy nastrojowej muzyce, popijają koktajle, rozmawiają z barmanami oraz spędzają czas w kulturalnym towarzystwie - dodaje.

Bary Speakeasy Gabinet/ MetroWarszawa

Zdaniem właściciela Gabinetu w Warszawie brakuje miejsc, które przeznaczone byłyby przede wszystkim dla osób doceniających jakość oraz sztukę podawania alkoholi, wyjątkową atmosferę oraz kameralność. Bar typu speakeasy wydaje się świetnym sposobem na dotarcie do takich osób. Selekcja odbywa się w sposób naturalny. - Nie ma w Warszawie zbyt wiele prestiżowych lokali - mówi. - W innych dużych miastach na Zachodzie to standard, że osoby, które mają pieniądze, chodzą do określonych miejsc na mieście, by tam spędzić czas tak, jak lubią - dodaje.

Bary SpeakeasyGabinet/ MetroWarszawa

W barze panuje atmosfera rodem z „gabinetu prezesa” z lat. 20 - w wybrane dni klientów „przyjmuje” siedząca na recepcji sekretarka, w salach stoją ogromne, eleganckie skórzane kanapy, a przy nich niewielkie okrągłe drewniane stoliki oraz małe czarne pufy. Nad długim barem wiszą stylizowane na lata 20. lampy, które dają ciepłe i klimatyczne światło. Na barze stoi piękny błyszczący syfon, a na ścianie widnieje charakterystyczna tapeta. W lokalu znajduje się również przestronna palarnia oraz małe pomieszczenie ze stalowymi drzwiami, w którym na jednej ze ścian przyklejono tapetę wykonaną ze starych gazet.

Najmocniejszą stroną baru jest oczywiście alkohol - jak podkreśla właściciel - te oryginalne i najwyższej jakości. - Nigdzie w Warszawie, ani nawet u nas w ogólnodostępnym barze, nie można się napić tego, co tutaj - mówi. - W drewnianych beczkach stoi słynny Sazerak, który w naszej wersji jest połączeniem koniaku z polską żubrówką. Robimy własne wywary, wszystkie koktajle są autorskie - opowiada. Wraz z jakością w górę idą również ceny. Ceny drinków wahają się między 24 zł a 32 zł. - Taka jest idea miejsca, żeby wszystko było charakterystyczne dla tego lokalu - dodaje właściciel. Dotyczy to również barmanów. - U nas nie pracują tzw. mieszacze alkoholi, to profesjonalni barmani, którzy doświadczenie zdobywali w najlepszych barach na całym świecie - opowiada właściciel. Umieją nie tylko miksować, ale i rozmawiać z gośćmi. Wieczorami zawsze ubrani są w charakterystyczny strój - białą koszulę i czarną muszkę.

Wejście przez wypożyczalnię kaset wideo

Cocktail bar w ciągu tygodnia, w weekendy również klub z własnym barem. Żeby dostać się do środka, nie można dać się zwieść pierwszemu wrażeniu. Wystarczy odpowiednio zagadać do stojącego przed półkami z kasetami wideo sprzedawcy, żeby za pomocą magicznej płyty uruchomił on przesuwającą się ścianę z filmami, tym samym otwierając drogę do zapewne jednego z najbardziej klimatycznych lokali w Warszawie.

Wejście przez wypożyczalnięBar - wejście przez wypożyczalnię kaset wideo/ materiały prasowe

Wszystko zaczęło się od Erasmusa. Przyszły właściciel baru podczas wymiany studenckiej zaczął pracę w jednym z najlepszych barów w Kopenhadze. Tam poznał swojego przyszłego wspólnika - Duńczyka Brama, który później rozkręcał również bary londyńskie. Widząc, co dzieje się na polskim rynku barowym, postanowił porzucić swoje dotychczasowe plany i wraz ze swoim kumplem z kopenhaskiego baru oraz jego przyjacielem z dzieciństwa otworzyć bar speakeasy właśnie w Warszawie.

Bary SpeakeasyBar - wejście przez wypożyczalnię kaset wideo/ materiały prasowe

Idea była prosta - stworzyć miejsce wyjątkowe, eleganckie, ale niezobowiązujące. Przytulne, ale nie hipsterskie. I na pewno nie „sterylne”, jak większość warszawskich klubów. - Osoby, którym podobają się lokale pełne zadęcia, szybko stąd wychodzą. Bardzo mnie to cieszy - mówi właściciel baru. Projekt wnętrza przygotowała jego mama, z zawodu scenografka. Oprócz foteli, wszystkie elementy wnętrza były robione na zamówienie. - Tutaj gramy atmosferą - ważną jest muzyka, oświetlenie - opowiada właściciel.

Ale przede wszystkim - praca barmanów, którzy słyną z ekspresowego tempa podawania drinków. - W większości barów, gdy jest tłoczno, na zwykłe piwo musisz czekać „godzinami”. Zawsze mnie to frustrowało - zwierza się właściciel. - My promujemy tzw. free pouring bar. Dzięki temu, klient zostaje obsłużony o wiele szybciej - dodaje. Metoda free pouring polega na tym, że barmani leją alkohol „na oko” i są w stanie lać nawet z czterech butelek na raz. - Chcemy dorównać standardom zagranicznym. W barach na Zachodzie wystarczy, że machniesz ręką, a barman od razu bierze od ciebie zamówienie i nawet jeżeli nie jest w stanie od razu przygotować drinka, otwiera ci na przykład piwo - opowiada właściciel.

Bary SpeakeasyBar - wejście przez wypożyczalnię kaset wideo/ materiały prasowe

Bar za wypożyczalnią wideo składa się z kilku pomieszczeń. Jest sala z barem głównym, sala klubowa ze sceną i własnym barem, kącik „loungowy” z kanapami oraz fotelami, a także ogródek. Po drinka można przyjść do baru lub usiąść przy stoliku i poczekać na kelnera. Bar działa od sierpnia i dopiero zaczyna się rozkręcać. Jego mocną stroną na pewno są ceny oraz wybór drinków. - Koktajle, nawet z bardzo wysokiej jakości produktów, wcale nie muszą być drogie, wystarczy być sprytnym lub po prostu więcej czasu spędzić na poszukiwanie odpowiedniego dostawcy - opowiada właściciel. Większość drinków kosztuje 20 zł lub 25 zł. Najdroższe są w cenie 30 zł.

Promując speakeasy

Zarówno właściciel Gabinetu, jak i baru za wypożyczalnią, życzyliby sobie, aby ich lokale rozkręcały się tak jak tradycyjne bary speakeasy, a wieść o nich rozchodziła się wyłącznie za pomocą poczty pantoflowej. Dokładnie tak, jak to było kiedyś. W czasach, w których narodziły się bary speakeasy, motywacja do ich odnajdywania była jednak zgoła odmienna niż dziś.

Wszystko zaczęło się w 1919 roku w Stanach Zjednoczonych, kiedy została wprowadzona 18 poprawka do konstytucji skutkująca prohibicją, czyli całkowitym zakazem sprzedaży alkoholu. Przełożył się on między innymi na wzrost nielegalnego importu alkoholu do USA oraz zwiększenie się liczby osób trudniących się pędzeniem bimbru - oczywiście tego najniższych lotów.

Bary SpeakeasyBar - wejście przez wypożyczalnię kaset wideo/ materiały prasowe

Prohibicja miała jednak również pozytywny efekt. W tym czasie bardzo rozwinęło się barmaństwo. Aby ukryć fakt, że w trunku znajduje się alkohol, barmani zaczęli wymyślać najróżniejsze koktajle. Z czasem zaczęły również powstawać bary w nieoznakowanych lokalach, gdzie można było się dostać tylko za pomocą hasła. Legenda głosi, że ich nazwa - speakeasy - została wymyślona przez barmankę prowadzącą lokal w okolicach Pittsburgha - Kate Hester. W sytuacjach, w których jej klienci stawali się zbyt głośni, Kate miała uciszać ich, mówiąc „Speak easy, boys! Speak easy!".

„Pomysł”, aby wprowadzić zakaz sprzedaży alkoholu dotarł również nad Wisłę. Mimo że ustawa zwana „Lex Moczydłowską” nie była tak restrykcyjna jak w Stanach Zjednoczonych, to w sposób bardzo skuteczny wpłynęła w Polsce na ilość sprzedawanego i tym samym spożywanego alkoholu. Ograniczenia nałożono między innymi na wszystkie napoje o zawartości alkoholu powyżej 2,5 proc., z obrotu całkowicie wykluczono również napoje spożywcze o zawartości alkoholu powyżej 45 proc. Prawo dokładnie określało ponadto miejsca, w których można było otworzyć sklep monopolowy. Przybytek nie mógł się mieścić na przykład bliżej niż 300 metrów od szkół, kościołów, więzień czy przystanków autobusowych.

Bary SpeakeasyGabinet/ MetroWarszawa

Czasy się jednak zmieniły. Alkohol jest ogólnodostępny, a miejsc, w których można się napić dobrej jakości alkoholu - coraz więcej. Zmianie nie uległo jedno - bar musi na siebie zarobić.

- Prawdopodobnie zdecydujemy się na jakąś podprogową formę promocji - mówi właściciel Gabinetu. - To nie jest tak, że możesz założyć bar oprócz dobrych drinków nie robić nic. Koktajl bar to ryzykowny interes na polskim rynku, już nie mówiąc o takim w stylu speakeasy. Był moment, w którym spanikowałem i założyłem fan page na FB. Ale to wszystko. Bar już zaczął się rozkręcać, prawdopodobnie skasujemy stronę i zaczniemy myśleć o alternatywnej formie dotarcia do klienta - dodaje właściciel baru za wypożyczalnią.

Bary speakeasy, jakie istniały za czasów prohibicji, to już przeszłość, co nie znaczy, że w XXI wieku lokale oparte o podobną ideę nie mają racji bytu. Obecnie stawia się przede wszystkim na różnorodność i kreatywność, co daje prowadzącym bary speakeasy duże pole do popisu, zarówno pod względem szeptania o miejscu, jak i tego, co będzie oferować. - Nie musimy się od razu reklamować. Najważniejsze, aby bar cały czas się zmieniał oraz aby krążyły o nim fascynujące historie - mówi właściciel baru za wypożyczalnią. Na razie gości przyciągać ma intrygujące wejście przez wypożyczalnię kaset wideo, ale kto wie - może, jak mówi właściciel baru, za jakiś czas będzie to coś zupełnie innego.