Otwiera Boston Port w nowej lokalizacji. "Przeżyłem zderzenie czołowe z tirem, więc jestem pewien, że i teraz mi się uda"

Jeszcze kilka miesięcy temu chciał wyjeżdżać z Polski. Był załamany tym, że miasto bez mrugnięcia okiem chce zlikwidować restaurację, która Warszawie od dziewiętnastu lat dodawała nie tyko uroku, ale i zapewniała niebanalne doznania smakowe. Dziś, po wielu nieprzespanych nocach i dniach spędzonych w stresie może powiedzieć bez zawahania - Boston Port przetrwa. Nie w tej samej lokalizacji, nie dzięki miastu, ale wyłącznie dzięki samozaparciu, doświadczeniu i wierze w to, że marka Boston Port jest tego warta.

Spodobało ci się? Polub nas

Jeden dokument sprawił, że życie Macieja Szczykutowicza, właściciela Boston Portu, zmieniło się o 180 stopni. Miasto zdecydowało - restauracja, którą prowadził przez ostatnie dziewiętnaście lat wraz z sąsiadującymi pawilonami handlowymi musi na zawsze zniknąć z ulicy Okolskiej. Sprawa jest równie tajemnicza, co skomplikowana. Ale Maciej Szczykutowicz nie chce wdawać się w szczegóły. Walkę o Boston Port w pewnym sensie ma już za sobą.

Za kilka miesięcy już nas tu nie będzie

- Gdy w styczniu otrzymałem wypowiedzenie od miasta, nie wiedziałem, co mam robić. Poświęciłem temu miejscu całe życie, zawsze dobrze traktowałem pracowników, większość jest ze mną od lat. I któregoś dnia przychodzi do mnie urzędnik i bez wzdrygnięcia wręcza mi pismo, które dla mnie oznacza koniec. Nie rozumiałem, dlaczego miasto nie chce wesprzeć takiego przedsiębiorcy jak ja. Mogę się tylko domyślać - zwierza się Maciej Szczykutowicz.

Kilka miesięcy trwała walka o Boston Port. - Byłem rozgoryczony, wpadłem w depresję, ale poddać się nie chciałem. Włożyłem w tę restaurację ogromne pieniądze, zbudowałem oranżerię, która z czasem zaczęła obrastać gęstym bluszczem. Robiłem wszystko, aby zachować charakter lokalu, a jednocześnie, aby Boston Port nie kojarzył się ze zwykłą budą z żarciem - tłumaczy. Miasto określiło jednak jego lokal mianem baraku, a na zabytkowym terenie, bo za taki został uznany obszar, na którym znajduje się Boston Port, coś takiego stać nie powinno.

Boston Port Warszawametrowarszawa.pl

Maciej Szczykutowicz pogodził się z tym, że Boston Port najprawdopodobniej na zawsze zniknie z mapy Warszawy. Lokale przy ulicy Okolskiej mają się wynieść do 30 czerwca 2016 roku. - Teraz tylko cud mógłby nas uratować. Ale nie dociekam już, co naprawdę stoi za decyzją miasta. Oranżerię zdemontuję i postawię na działce. I zajmę się rozwojem drugiego lokalu - mówi Maciej, a jego zmęczone oczy znów błyszczą.

To byłby dla mnie krok w tył

Od dwóch tygodni Maciej sypia po trzy godziny na dobę. Tym razem nie z powodu bezsenności wywołanej stresem. Do nieoficjalnego otwarcia nowej restauracji zostało zaledwie kilkanaście godzin. - Gdybym na chwilę zamknął oczy, zasnąłbym w kilka sekund - mimo zmęczenia, Macieja nie opuszcza poczucie humoru. I wciąż nie chce mi zdradzić, gdzie znajduje się nowa restauracja.

- Zapakujemy lodówkę i pani pokażę - mówi stanowczo, więc na razie próbuję wypytać go, co sprawiło, że jednak zdecydował się zostać w kraju. - Co mam powiedzieć - jestem patriotą. Nie wyobrażam sobie stąd wyjechać, nie wyobrażam sobie też pracy u kogoś. Nie raz ktoś proponował mi już prowadzenie restauracji. Ale ja się do tego nie nadaję. Wszystkie opcje poza prowadzeniem dalej Boston Portu byłyby dla mnie krokiem w tył - przekonuje.

Miasto, jak opowiada Maciej, starało się pomóc przedsiębiorcy znaleźć nowy lokal pod Boston Port. - Zaproponowali mi z dziewięć lokalizacji, ale żadna nie spełniała moich oczekiwań. Wszędzie umowa na trzy lata. Już się w to nie bawię - mówi. Ktoś podszepnął Maciejowi, że Fundacja Warszawianka-Wodny Park ogłosiła konkurs na najemcę lokalu w kompleksie rekreacyjnym przy ulicy Merliniego - czyli dwa kroki od Boston Portu. - W głowie miałem już gotowy biznes plan, w pięć dni go spisałem i złożyłem ofertę. Odbyliśmy negocjacje i podpisaliśmy kontrakt - opowiada.

Boston Port Warszawametrowarszawa.pl

Wodny Park by Boston Port

Pakujemy lodówkę i jedziemy kilkadziesiąt metrów dalej. Tam, na pierwszym piętrze, na 400 mkw powstaje nowy Boston Port, który na razie będzie funkcjonował pod nazwą Wodny Park by Boston Port. Wcześniej mieściła się tutaj Restauracja Sportowa. - Przeprowadziliśmy gruntowny remont, ściągnęliśmy grafikę nawiązującą do piłki nożnej, zerwaliśmy wykładzinę, przemalowaliśmy fioletowe ściany, umieściliśmy na jednej ze ścian ogromne zdjęcie przedstawiające miasto Boston - opowiada Maciej.

Lokal jest olbrzymi. Część, w której znajduje się bar, posiada widok na cały basen. Jest również pomieszczenie, w którym okna zostały zaklejone. - Nie każdy ma ochotę patrzeć się na pływających w basenie ludzi. To jednak nie plaża i morze - śmieje się Maciej.

Pytam Macieja, czy musiał dużo zainwestować w całkiem nowy lokal. - Raptem kolejne ćwierć miliona - stara się żartować, ale prawda jest taka, że aby zaciągnąć kredyt, zastawił swój własny dom. Zastanawiam się, czy się nie obawia się, że coś może pójść nie tak. - Proszę pani, przeżyłem zderzenie czołowe z tirem i nic mi się nie stało, więc jestem pewien, że mi się uda - przekonuje mnie Maciej.

Boston Port Warszawametrowarszawa.pl

Odnoszę wrażenie, że wie, co mówi. Do Boston Portu od lat przyjeżdżają ludzie z różnych zakątków miasta. Zupa rybna Macieja jest znana w całej Warszawie. Czy Wodny Park by Boston Port powtórzy sukces "budki" przy Okolskiej?

- Do Wodnego Parku tylko częściowo przenosimy ofertę Boston Portu. Dopóki Boston Port będzie cały czas funkcjonował, to właśnie tam będziemy kierować klientów, którzy będą chcieli spróbować czegoś bardziej niszowego. Tutaj oferta będzie szersza, dostosowana również do klienta Wodnego Parku, czyli takiego, który dba o kondycję, zdrowie, figurę - opowiada. Jakość jednak, jak podkreśla, się nie zmieni.

Boston Port Warszawametrowarszawa.pl

Dla zdrowych smakoszy

Wodny Park by Boston Port stawia na kuchnię wellness. - Osoby na różnych dietach - niskowęglowodanowej czy bezglutenowej, a także wegetarianie czy osoby z różnymi alergiami znajdą tu coś dla siebie. Jeżeli ktoś zażyczy sobie danie bez glutaminianu sodu, również takie tutaj dostanie. Właśnie szkolę pracowników z zakresu dietetyki, aby byli w stanie odpowiedzieć na oczekiwania wymagających gości - opowiada.

Zaglądam do świeżo wydrukowanego menu i oczy mi się cieszą. Dania wyglądają świetnie, ceny również nie przerażają. Lista zup jest długa: zupa rybna (13,90 zł), zupa z kalmara (15,90 zł), żurek grzybowy (12,90 zł), zupa cebulowa (12, 90 zł). Przewracam stronę i ukazuje mi się kolejna długa lista dań głównych, a wśród nich filet z kurczaka (17, 90 zł), kotlet de volaille (19,90 zł) czy polędwica wołowa (46, 90 zł). Są i ryby - łosoś (39, 90 zł), polędwica z dorsza (39, 90 zł) czy sola atlantycka (26, 90 zł). Na kolejnej stronie - kanapki, przekąski.

Boston Port WarszawaZupa z kalmarami/ metrowarszawa.pl

Osobna historia to dania dla dzieci, które dzieci same będą mogły sobie kompletować. - Będzie to jedno z nielicznych miejsc, gdzie dzieciaki dostaną nie tylko frytki i paluszki rybne, ale i "dewolaja", solę, flądrę czy udko z kurczaka (danie w cenie 18, 90 zł). Dowolnie będą mogły dobierać do tego dodatki - surówkę, frytki, ziemniaki, ryż, warzywa - opowiada Maciej.

Zastanawiam się, czy osoby nie korzystające z centrum rekreacji Wodny Park, chętnie zajrzą do nowego Boston Portu. Ale Maciej ma już wszystko zaplanowane. Ostatnie ciężkie miesiące nie odebrały mu zapału do pracy. - Na razie jeszcze wszystko dopinamy na ostatni guzik, dowozimy brakujący sprzęt, szkolimy obsługę. Pierwsze dni na pewno będą testowe - będziemy sprawdzać, które pozycje w karcie na pewno zostaną, a które będzie trzeba usunąć lub zmienić. Ale już za dwa tygodnie ruszamy pełną parą. Boston Port miał już kilka wcieleń. To będzie kolejne i jestem przekonany o tym, że odniesie sukces.