Będę królem falafela w Warszawie, a później w Europie - twierdzi Mahmoud z Senatorskiej

Rodzina Mahmouda w Bejrucie od dwóch wieków zajmuje się kuchnią. On wybrał Warszawę. Od dwóch tygodni na Senatorskiej robi najlepszego falafela w mieście.

Bejrut. Stare miasto. Ciocia Mahmouda od kilkudziesięciu lat, przy głównej, reprezentacyjnej ulicy miasta przygotowuje falafele i hummusy. Podobno są najlepsze w Libanie. Falafele robiły też babka, prababka i praprababka Mahmouda.

Sheikh Pierre Gemayel, legendarny libański przywódca polityczny uwielbiał zwłaszcza falefele od wujka, też  Mahmouda - ostrzejsze, z dużą ilością świeżej kolendry i mięty. Przychodził na stare miasto jako mały chłopiec. Później przyjeżdżał kuloodporną limuzyną, otoczony kordonem ochroniarzy.

Konflikt Izraela z Hezbollahem w tym czasie pustoszy ulice Bejrutu. Młody Mahmoud, z zawodu grafik komputerowy w wojennej zawierusze poznaje Ewę, Polkę od dziesięciu lat mieszkającą w Libanie. Kiedy Ewa zachodzi w ciążę postanawiają uciekać. Młode małżeństwo, z pięcioma kilogramami ciuchów, rządowym samolotem ląduje w Kwidzynie. Nie układa im się. Mike (Mahmoud od niedawna nazywany jest też Michałem) postanawia szukać szczęścia w Warszawie. Ewa z dzieckiem na chwilę wraca do Bejrutu.

- Tułałem się po warszawskich restauracjach. Pracowałem bez dokumentów w kolejnych miejscach. Ledwo wiązałem koniec z końcem. Od rodziny z Bejrutu dostałem pieniądze na biznes. Nie powiódł się. Straciłem wszystko.

falafel bejrut fot. Igor Nazaruk

Historia się toczy a w kolejce po falafele w nowym lokalu Mahmouda ustawiają się zgłodniali klienci.

- Siemanko Mike! Dla mnie dwa na miejscu i dwa na wynos, tak jak zawsze. - Klient, na oko czterdziestolatek pomrukuje, oblewa się sosem i mruczy zapamiętale. Nie dziwne. Zjada najlepszego falafela w mieście. Ciepła kanapka jest soczysta, aromatyczna, pełna smaków. Do jej przygotowania Mike używa 16 różnych warzyw, m.in. kotlet jest z ciecierzycy i bobu, dodatki to świeża pietruszka, kolendra, rzodkiewka, marynowana w burakach rzepa, pomidory, roszponka, sałata lodowa, jalapeno i przecudowny sos taratur.

Na szklanej ladzie wystawiono marynowane dzikie ogórki, pękate dynie, tykwy i salaterki z kilkoma rodzajami hummusu: classic,  musabaha, z pieczarkami, Diablo, exotic flavor, hummus mango & curry, a w niedalekiej przyszłości będzie także zielony hummus z młodej cieciorki. Oryginalne pieczywo otrębowe kupuje od zaprzyjaźnionych Syryjczyków, podobnie jak maleńkie, przepyszne, piekielnie słodkie wegańskie słodycze. W niewielkim lokalu pachnie świeżo paloną kawą parzoną z kardamonem. Cud, miód!

falafel bejrut fot. Igor Nazaruk

falafel bejrutfot. Igor Nazaruk

falafel bejrut fot. Igor Nazaruk

- Moją małą ojczyzną jest Hala Mirowska. Tam z moim wózkiem (Mike kupił wózek do ulicznej produkcji hod dogów, przerobił go na uliczną falafelową manufakturę) spędziłem cudowny czas.

falafel bejrut

fot. Igor Nazaruk

- Poznałem wielu przyjaciół, pokochałem ten bazar. Ale piekielnie bałem się zimy. Lokal na Senatorskiej znalazłem w jeden dzień. Traktuję go, jak prezent od Boga. Choć płacę 5 razy więcej niż na Hali, mam bardzo dużo pracy, w piątki i soboty pracuję 24 godziny, to wiem, że sobie poradzę. A jak tylko przyjdzie wiosna wrócę z wózkiem na Halę, a na Senatorskiej zrobię ogródek, z widokiem na Plac Bankowy. Zresztą, może już zimą wystawię stoliki i zobaczysz, że mimo dwudziestu stopni mrozu tu będzie ciepło i zielono - mówi rozpromieniony Mike.

falafel bejrut

fot. Igor Nazaruk

Mówi też, że kocha Warszawę, ma już tu przyjaciół, kibicuje Legii, zresztą ma piłkarza w rodzinie. Jego kuzyn był kapitanem Homenetmen Bejrut, z którym w 1970 roku zdobył 3 miejsce w Azjatyckiej Lidze Mistrzów.

- Odkąd jestem orzeł biały i mam polskie obywatelstwo, wszystko się układa. Mam przesłanie dla wszystkich, którzy wyjeżdżają z Polski - Don't leave the paradise. Polska jest Raj! A Warszawa jest bajka!