Konar przygniótł wiceburmistrza Wołomina. Nie udało się go uratować. "To dla mnie i dla całego Wołomina szok"

Na spacerującego wiceburmistrza w porcie nad Zalewem Zegrzyńskim spadł urwany konar drzewa. W wyniku odniesionych ran Robert Makowski zmarł w szpitalu. Elżbieta Radwan, burmistrz Wołomina: Wszyscy jesteśmy w szoku.

- To dla mnie i dla całego Wołomina szok - mówi Elżbieta Radwan, burmistrz Wołomina. - To ironia, że akurat jemu się to przytrafiło. Robert Makowski zajmował u nas bezpieczeństwem i świetnie się na tym znał, zawsze niósł pomoc potrzebującym. Dom się spalił, Rober Makowski był pierwszy na posterunku, coś się zawaliło, Robert był, wypadek drogowy – Robert był, nawałnica – też był. Nawet nocami działał ze strażakami, koordynował wszystkie akcje, w sposób genialny prowadził sprawy. I nagle to się stało – dodaje z żalem.

Był wspaniałym ojcem, dziadkiem

Jak mówi, w pierwszym odruchu pomyślała, że to pomyłka. - Kiedy dowiadujemy się o odejściu kogoś nam bliskiego, z całych sił próbujemy taką myśl wyprzeć. Potem ją zracjonalizować - jeszcze nie umiem tego zrobić - dodaje.

Jak opowiada w rozmowie z Metrowarszawa.pl, wiceburmistrz Wołomina był niezwykle oddany swej pracy. - Nigdy nie wahałam się powierzyć mu nawet najtrudniejszych zadań. Wiedziałam, że poradzi sobie z nimi jak nikt inny. Na wielu sprawach znał się lepiej ode mnie - opowiada.

Podkreśla, że jednocześnie był wspaniałym ojcem i dziadkiem, a także kochającym mężem. - Z wnuków był szczególnie dumny - mówi Radwan. Jak dodaje, Makowski był również bardzo ciepłym człowiekiem. - Był opanowany. Praca w samorządzie bywa nerwowa. A on potrafił to wszystko wyważyć - mówi.

Radwan podkreśla, że wszyscy są bardzo poruszeni odejściem wiceburmistrza. - Księża zachowali się wspaniale. Podczas każdej mszy wspomniano o Robercie. Dziś jest zakończenie roku szkolnego. Jeszcze wczoraj Robert życzył wszystkim dzieciom bezpiecznych wakacji. A dziś go nie ma. Nie będzie łatwo zapełnić pustkę po nim - mówi.

Radwan w związku z tragiczną śmiercią Makowskiego do poniedziałku 25 czerwca ogłosiła żałobę na terenie gminy Wołomin. - W tym czasie władze gminy nie będą uczestniczyły we wcześniej zaplanowanych wydarzeniach - informuje.

Jego kariera poświęcona była służbie ludziom

Robert Makowski zginął w nawałnicy, która przeszła w czwartek nad województwem mazowieckim. Według doniesień, które dotarły do Urzędu Miejskiego w Wołominie późnym wieczorem, Makowski zmarł w szpitalu w wyniku wielonarządowych obrażeń, po uderzeniu oderwanego konara drzewa. Do zdarzenia doszło koło godziny 19:00 w porcie w Nieporęcie.

Urząd zastępcy burmistrza pełnił od 12 maja 2016 r. Cała jego kariera zawodowa poświęcona była służbie ludziom. W 1983 roku rozpoczął pracę w policji na stanowisku mechanika samochodowego. Po 10 miesiącach założył mundur. Przez pierwsze 11 lat służby patrolował warszawskie ulice oraz uczestniczył w interwencjach domowych. W kolejnych latach pracował jako zastępca Komendanta Komisariatu Warszawa Ursynów, zastępca Komendanta Komisariatu Warszawa Wawer oraz Komendant Komisariatu w Sulejówku.

Pozostawił żonę, dzieci i wnuki

Od 1999 r. związany był z powiatem wołomińskim. Najpierw jako Komendant Komisariatu w Tłuszczu, potem Naczelnik Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KPP Wołomin. W roku 2005 wrócił do Komendy Stołecznej, gdzie piastował stanowisko oficera dyżurnego całego garnizonu oraz zastępcy Naczelnika w wydziale zajmującym się zabezpieczeniem i kierowaniem sił w garnizonie Komendy Stołecznej
Policji. W 2009 r. wygrał konkurs na stanowisko Komendanta Powiatowego Policji w Wołominie.

Czynną służbę zakończył jako starszy oficer w stopniu młodszego inspektora. Robert Makowski był absolwentem renomowanego warszawskiego LO im. Władysława IV oraz Wyższej Szkoły Oficerskiej w Szczytnie w zakresie „Administracja Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego”. Ukończył również studia magisterskie w Wyższej Szkole im. Pawła Włodkowica w Płocku - Wydział Pedagogiczny w zakresie „Edukacja dla stanów nadzwyczajnych” oraz studia podyplomowe w Wyższej Szkole Zarządzania i Prawa im. Heleny Chodkowskiej w Warszawie - wydział Zarządzania i Marketingu na kierunku Zarządzanie Organizacją.

Pozostawił liczną rodzinę – żonę, dzieci oraz wnuki. Jeszcze nie wiadomo, kiedy będzie pogrzeb Roberta Makowskiego. 

Warszawiacy coraz częściej wpadają pod tramwaje. Motorniczy wiedzą, dlaczego. Wstrząsające wideo

Więcej o:
Komentarze (45)
Konar przygniótł wiceburmistrza Wołomina. Nie udało się go uratować. "To dla mnie i dla całego Wołomina szok"
Zaloguj się
  • antybandzior

    Oceniono 36 razy 34

    żal człowieka... to jest naprawdę pech...

  • ewakot

    Oceniono 17 razy 9

    Weźcie wyłączcie komentarze pod tym artykułem.

  • W. W.

    Oceniono 2 razy 2

    Skoda chłopa, nikt z nas nie zna dnia, ni godziny.
    R.I.P

  • Lech Kuc

    Oceniono 1 raz 1

    Miał pecha , jednak w 1983 to na pewno nie pracował w POLICJI , mógł pracować w M O tzn w MILICJI . Historii nie uczyli autora , czy może obecni władający to w 1983 roku już w policji pracowali , wiedzieli o IPN ?

  • primum_non

    Oceniono 3 razy 1

    to jest stwierdzenie faktu, ale urzędnicy, policjanci, strażacy, pracownicy telewizji nie powinni ginąć w czasie akcji ratowniczych. Czasem decyduje umiejętność pływania i strategia. Zwykle zrywało tylko liście z drzew. Jednak i ostatnio te dni to zwyczajowy okres ulew i nawałnic, burz. Strumień potrafi porwać betoniarkę, niszczy mosty, zalewa parkingi i galerie. Premier Donald Tusk latał helikopterem i oglądał zniszczenia. Zauważam na pewno _błędną_ nową strategię- nie należy chronić się pod drzewem i nie patrząc na nic biec do domu, do rodziców, itd.

  • 4ted

    Oceniono 9 razy 1

    Widocznie uprawiał bezpieczeństwo objawowe. Pojawiał się przy katastrofie.
    Ok 15-20 lat temu w Austrii w parku jeździł dziwny samochód z dmuchawą na pace. Dmuchał w korony drzew. To jest właśnie dbanie o bezpieczeństwo, które nie jest spóźnione.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX