Ratownicy nie chcieli zabrać dziecka do szpitala, bo o karetkę "zahaczyło" inne auto. Doszło do awantury

We wtorek przy ulicy Różanej w Warszawie doszło do nietypowego zdarzenia. Karetka nie zawiozła dziecka do szpitala, ponieważ miała kolizję z innym autem. Rodzice wszczęli awanturę.

Informacja o zdarzeniu pojawiła się w serwisie Tvnwarszawa.pl. Na ulicę Różaną w Warszawie wezwana została karetka pogotowia. Gdy dotarła na miejsce, miała kolizję z innym autem - samochód "zahaczył" o ambulans. Autem, jak się okazało kierowała matka dziecka, do której wezwani zostali ratownicy. Miała spieszyć się do domu. 

Karetka ważniejsza niż dziecko?

Na ulicy miało dojść do utarczki słownej, ponieważ rodzice domagali się natychmiastowego przewiezienia dziecka do szpitala. Ojciec dziecka miał zarzucić ratownikom, że karetka i jej zarysowanie są ważniejsze niż zdrowie dziecka.

Ratownicy wezwali drugą karetkę. Dopiero kolejny ambulans, który przybył na miejsce po 20 minutach, podjął interwencję. 

Policja potwierdza, że doszło do zdarzenia. Jak informuje funkcjonariusz zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji, policja również była na miejscu o zajęła się czynnościami związanymi z kolizją. Kierująca land roverem była trzeźwa. Wniosek o ukaranie sprawcy kolizji zostanie skierowany do sądu.

Pojazd nie może przewozić pacjenta

Serwis Tvnwarszawa.pl skonsultował się z rzeczniczką Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Medycznego, by dowiedzieć się, czy ratownicy zachowali się prawidłowo - wezwali policję do kolizji oraz drugi ambulans. Elżbieta Weinzieher przekonywała, że takie są procedury i nawet jeśli na karetce nie są widoczne poważne uszkodzenia, taki pojazd nie może zająć się przewożeniem pacjenta.

Policja potwierdza tę informację - funkcjonariusze muszą wykonać swoje czynności na miejscu i zadecydować o dopuszczeniu pojazdu do ruchu.

Byłeś świadkiem niepokojącego zdarzenia? Napisz do nas: listy_do_metrowarszawa@agora.pl

Więcej o:
Komentarze (34)
Ratownicy nie chcieli zabrać dziecka do szpitala, bo o karetkę "zahaczyło" inne auto. Doszło do awantury
Zaloguj się
  • kaplan.raka.odbytu

    Oceniono 25 razy 23

    Mama w Land Roverze, powiadacie? Hmm, nie chcę myśleć stereotypami, ale...

  • qulqa

    Oceniono 42 razy 20

    Ja pierdzielę.
    Naprawdę mamusi należy się solidny mandat. I za kolizję, i za awanturę. Za to drugie większy.
    Czy ludzie mają naprawdę tak bardzo zryte mózgi?

  • kzet69

    Oceniono 17 razy 17

    Kilka lat temu w podobnej sytuacji pojechaliśmy dalej (byliśmy na sygnałach, wezwanie do duszącego się dziecka) a potem policja chciała kierowcę aresztować... za ucieczkę z miejsca zdarzenia, prokurator oskarżył o ucieczkę z miejsca wypadku, 2 lata się w sądach sprawa ślimaczyła zanim wreszcie uznano że kierowca działał w stanie tzw. wyższej konieczności...

  • kzet69

    Oceniono 28 razy 16

    Pokolenie neostrady... i założę się jeszcze że na 90% interwencja ratowników była zbędna...

  • magbyt1

    Oceniono 16 razy 14

    Tępa dzida nawet mandatu nie przyjęła skoro sprawa idzie do sądu

  • pigwa_polska

    Oceniono 30 razy 14

    to jest tupet - sama zniszczyła ambulans i potem takim gratem kazala narazac zycie pracownikom pogotowia

  • qulqa

    Oceniono 12 razy 12

    Zacytuję z forum portalu, na który powoluje się gazeta.pl

    @liberal
    "Pani jadąc całą Wołoską spychała innych z drogi, przejeżdżała skrzyżowania na czerwonym, na Madalińskiego wyprzedzała na podwójnej ciągłej lub przez wysepki z przejściem dla pieszych!
    Skrzyżowanie z Niepodległości tez przejechała na czerwonym!!!
    Tyle nadrobiła, że była trzy samochody przede mną wjeżdżając na Różaną, jadąc w tym samym czasie od Galerii Mokotów.
    Rozumiem, ze dziecko źle się czuje, ale oprócz włączonego prawie non stop klaksonu, który bardziej wskazuje na wariata niż na osobę która jest w wyjątkowej sytuacji, może warto by włączyć awaryjne i dawać sygnały 'długimi'?
    Cud że komuś przy okazji nie zrobiła krzywdy albo kogoś nie zabiła!"

    Przy okazji dodam, że przy dziecku przez cały czas oczekiwania na drugą karetkę był lekarz.

  • dorsai68

    Oceniono 14 razy 12

    Co to za pieprzenie: "nie chcieli zabrać dziecka?
    W pierwszym zespole był lekarz, który zajął się chorym dzieckiem do czasu przyjazdu drugiej karetki. Najwidoczniej życie dziecka nie było zagrożone.
    Faktycznym zagrożeniem była ta rozhisteryzowana kobieta w Land Roverze. Szczęście, że spowodowała jedynie niegroźną kolizję. W takim stanie psychicznym mogła doprowadzić do tragicznego w skutkach wypadku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX