Blikle znika z Nowego Światu 35. Szyld zdjęty, okna zasłonięte. Co dalej z kultową cukiernią?

Działała w tym miejscu od XIX w. Kultowa warszawska cukiernia zniknęła z Nowego Światu 35. Nie oznacza to jednak, że już nie zjemy w Warszawie pączków od Bliklego. Sprzedaż przeniosła do sąsiedniej kawiarni pod numerem 33.

Chociaż dziś firma A. Blikle ma wiele filii, na mapie Warszawy liczyła się tylko jedna kawiarnia - ta w kamienicy przy Nowym Świecie. Słynny lokal został jednak zamknięty. Wielu uważało go za symbol Warszawy. Nic dziwnego, cukiernia funkcjonowała w stolicy od 148 lat. 

To koniec pewnej epoki. Do cukierni już nie wejdziemy. Drzwi i witryny lokalu zostały zasłonięte żaluzjami. Zdjęty został charakterystyczny szyld "A. Blikle 1869". Na planszy ustawionej przed wejściem przeczytamy, że cukiernia została przeniesiona na Nowy Świat 33. Tam Blikle funkcjonuje od lat 90. XX wieku.

Dwa lokale zbyt blisko siebie

"Stołeczna" dotarła do prezesa spółki A. Blikle. Michał Wólczyński w przesłanym oświadczeniu poinformował, że Nowy Świat odnotowuje spadek ruchu ulicznego, jednocześnie czynsze pozostają tam na tym samym, bardzo wysokim poziomie. Spółka była zmuszona połączyć dwa lokale w jeden również ze względu, jak twierdzi Wólczyński, na zamieszanie, jakie powodowała obecność dwóch cukierni tej samej firmy tak blisko siebie.

"Zamknięcie cukierni w tym miejscu jest ostateczne, ale nie wykluczamy otwarcia drugiego lokalu na Trakcie Królewskim" - oświadczył prezes. Według Wólczyńskiego, przeniesienie cukierni do kawiarni nie będzie uciążliwe dla amatorów wyrobów Bliklego

Przetrwała wojnę

A. Blikle to najstarsza firma cukiernicza w Polsce. Założył ją Antoni Kazimierz Blikle, który uczył się fachu w cukierni Michalskiego w kamienicy Joska Salzberga przy Nowym Świecie 33. W 1869 r. odkupił ją i otworzył w tym samym miejscu własną. Przez jakiś czas pracował z Antonim Tourem, gdy się rozstali, przeniósł lokal pod numer 35. Potem cukiernię przejął syn Antoniego - Antoni Wiesław Blikle. 

Po Antonim lokal przejął (w 1928 r.) Jerzy Blikle. Warszawa była juz wtedy innym miastem. W cukierni bywali ci najznamienitsi: Stefan Żeromski, Tadeuszem Boy-Żeleński, Irena Krzywicka. 

We wrześniu 1939 r. na Nowy Świat spadły bomby. Kamienica została odbudowana po wojnie, a wraz z nią przetrwała cukiernia. Za czasów PRL cukiernią zarządzała m.in. Maria Szukałowicz, prawnuczka Antoniego Kazimierza. Po przełomie 1989 r. na czele rodzinnego biznesu stanął prof. Andrzej Jacek Blikle, matematyk i informatyk, który otworzył kawiarnię przy Nowym Świecie 33. 

To on rozwinął działalność firmy na całą Polskę - otworzył cukiernie w sześciu miastach Polski. W 2010 roku przejął ją jego syn Łukasz Paweł. Obecnie większość udziałów w firmie ma fundusz Vertigo. 

Więcej o:
Komentarze (56)
Blikle znika z Nowego Światu 35. Szyld zdjęty, okna zasłonięte. Co dalej z kultową cukiernią?
Zaloguj się
  • wadera3

    Oceniono 46 razy 44

    "Pewna epoka" skończyła się w momencie, kiedy pączki zaczęły przypominać małe pączusie na wagę, a ceny wywindowano. Od kilkudziesięciu lat nie weszłam do tej cukierni.

  • siwywaldi

    Oceniono 28 razy 24

    Artykuł był już dzisiaj publikowany na Gazeta. warszawa, więc nie rozumiem PO CO robić z niego zapchajdziurę. :-(

    Ale chodzi o co innego. Napisałem w nim, że Blikle wyłożył się przede wszystkim przez własną pazerność.
    Bo niby wydawało by się, że kto jak kto, ale doktor nauk matematycznych, to już powinien umieć liczyć, ale pan Blikle (zwłaszcza w cenach swoich wyrobów) najwyraźniej odleciał w świat Liczb Urojonych i poległ. :-)

    A na poważnie, to mocą takich firm była TRADYCJA i pewna kameralność, czyli wzorcowa kawiarnia w starym miejscu, a nie „rozwój” na wzór sieciowych mega-piekarni typu Oskroba:”, czy przemysłowych lodziarni w jaką zamieniła się rzemieślnicza niegdyś "Zielona Budka”. Dla mnie początkiem końca Bliklego, było pączkowanie lokali i zaangażowanie się w sprzedaż artykułów dalekich od pojęcia „cukierni”, czyli wędlin, miodów i innych produktów spożywczych – oczywiście TEŻ w całkowicie "odlotowych" cenach. Bo nie wiem na kogo liczył właściciel i jego "kreatywni" menedżerowie? Na młodych którym tradycja wisi, bo MUSZĄ być cool, więc i tak pójdą do Starbrucksa?

    Tu trzeba niestety ochłonąć i popatrzeć co w podobnej sytuacji zrobił Grycan. Bo stary, dobry klient, owszem dalej chętnie wpadnie na kawę i ciastko, ale wyłącznie pod warunkiem że przy okazji nie będzie zmuszony zostawić tam połowy emerytury. :-(

  • krzywelustro

    Oceniono 19 razy 17

    Blikle to jeszcze niedawno była Marka, taka przez duże "M". Ale jak chce się utrzymać Markę, to trzeba dbać o jakość oferty. A pączki od Bliklego już od dawna nie mieszczą się w żadnych rankingach (z mojego, subiektywnego, wypadły jakieś 15 lat temu).

    Pan Jacek Blikle w wywiadach prasowych tłumaczy, że cukiernia została sprzedana i ma teraz nowych właścicieli, a rodzina Blikle nie ma wpływu na receptury. Dla mnie to żadne tłumaczenie: sprzedając markę będącą równocześnie rodowym nazwiskiem, podejmuje się życiowe ryzyko obejmujące wszystkie konsekwencje, nie tylko te przyjemne, oparte na sentymentach. Pan Jacek Blikle jest mądrym przedsiębiorcą i znakomicie o tym wie.

    Renoma nazwiska została przeliczona na pieniądze. Skoro Rodzina Blikle uznała, że w ostatecznym bilansie jej się to opłaca, to teraz musi wziąć to na klatę, a nie popłakiwać w mediach jak dziecko. Może to jest właśnie pora, aby zrezygnować z pisania książek o biznesie, a przerzucić się na pamiętniki?

    Należę do ludzi, którzy z nazwiskiem i pączkami Bliklego wiążą najcieplejsze wspomnienia z dzieciństwa. I tak już musi zostać, bezsilne wierzganie jest żałosne i tylko ośmiesza. Warszawscy amatorzy pączków nie porzucą nagle Zagoździńskiego i nie zaczną na powrót lubić Bliklego, gusty smakowe nie opierają się na sentymentalnej litości i miłosierdziu.

    Bliklemu tego nie życzę, ale nie zdziwiłbym się, gdyby za parę lat sztandarowy sklep tej marki zniknął na stale z krajobrazu centrum Warszawy, rozwijając się za to jako niewyszukana sieciówka w centrach handlowych. A w miejscu zajmowanym jeszcze do niedawna w ich sercach przez Bliklego zagnieździ się Zagoździński z Górczewskiej (pączki) czy Pietrzykowski z Ronda Wiatraczna (rurki z kremem).

  • amel.ka

    Oceniono 24 razy 16

    Moze dla niektorach Blikle to pewien sentyment, ale ja jako mloda osoba oceniam stosunek ceny do jakosci. I bylam w jedej z ich cukierni, juz nie pamietam w jakim miescie. Szalu nie bylo, ciastka troche jak z fabryki. Ceny za to szalowe. Nie da sie na samym sentymencie jechac.

  • qawsedrftg

    Oceniono 17 razy 13

    Przecież te pączki to gnioty beznadziejne. Tuż obok przy Chmielnej są przepyszne pączki Pawłowicz, ciepłe, prosto z blachy, z dużym wyborem smaków... tradycyjne cukiernie od dawna niestety przechodzą kryzys, części klientów wystarczają wyroby pączkopodobne za złotówkę, ale sądzę że na naprawdę dobre wyroby ciągle by byli chętni. Dzisiejsze cukiernie wyglądają nieco inaczej, trzeba się przystosowywać.

  • popieramkukiza

    Oceniono 16 razy 12

    Cena jak cena, ale jakość jest podła.

  • cenie.dobre.dziennikarstwo

    Oceniono 9 razy 7

    Ta cukiernia była kultowa kilka dekad temu. Ostatni raz byłem tam dwa lata temu - małe zeschnięte i twarde wyroby pączkopodobne w cenie budzącej konsternację. A że w ocenie się nie myliłem utwierdziły mnie sikorki, którym często daje połowę rozkrojonego pączka. Tworu Bliklego nawet nie ruszyły, pomimo że w przypadku innych pączków czasem dochodzi wręcz do ptasich bitew.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX