566 kolizji i 4 ofiary śmiertelne. "Niektórzy nie powinni wsiadać na rower, bo po prostu nie umieją jeździć"

Rowery Warszawa. - Nie sygnalizują skrętów - rąk nie mają? Nie umieją uszanować, że po chodnikach się nie jeździ. Niektórzy po prostu nie umieją jeździć - mówi Jacek, kierowca, pieszy i rowerzysta. Zrobiło się ciepło, warszawiacy wsiedli na rowery i... zaczęły się problemy.

Mieszkańcy Warszawy tłumnie wychodzą na z domów, by cieszyć się pierwszymi ciepłymi dniami. Jedni spacerują, inni wsiadają na rower. I się zaczyna się. - Boję się chodzić po chodniku, bo wciąż jeżdżą tam rowerzyści. Jak tak jadą z naprzeciwka, to zawsze mam obawę, że któryś na mnie kiedyś wjedzie - mówi nam Piotr.

 

Nie umieją jeździć

Nie. To nie jest tekst o tym, że rowerzyści powinni zniknąć z miasta. Ani o tym, że tylko oni są winni wypadków na drodze latem. Ten tekst jest o tym, w jaki sposób zachowywać się w mieście, aby nie uprzykrzać sobie życia. Dotyczy to zarówno rowerzystów, pieszych, jak i kierowców.

Jacek: Wielu rowerzystów nie sygnalizuje skrętów - rąk nie mają? Nie umieją uszanować, że po chodnikach się nie jeździ, a jeśli już się tam znajdą, to nie rozumieją, że pieszy ma tam bezwzględne pierwszeństwo. Zatrzymują się nagle na środku DDR (droga dla rowerów) i blokują ruch albo jadą całą szerokością drogi. Wjeżdżają nagle z chodnika na jezdnię, którą już jadą inni rowerzyści - zgodnie z przepisami - i zajeżdżają im drogę. Nagminnie spotykam się z tym na pl. Trzech Krzyży - opowiada i podsumowuje: Mam wrażenie, że niektórzy w ogóle nie powinni wsiadać na rower w mieście, bo po prostu... nie umieją jeździć.

Jak się okazuje, niektórzy rowerzyści nie potrafią się poruszać również nawet na ścieżce rowerowej. Do niebezpiecznego zdarzenia doszło 5 kwietnia na drodze dla rowerów w alei Komisji Edukacji Narodowej. Czołowo zderzyli się tam dwaj rowerzyści. Jednego z nich karetka zabrała do szpitala.

Rowery Warszawa - nie da się spacerować

W ubiegłym roku z kolei opisywaliśmy dwie poruszające sytuacje, które praktycznie zdarzyły się dzień po dniu. W pierwszym przypadku rowerzysta wtargnął na przejście dla pieszych i został potrącony przez wyjeżdżający z Tesco peugeot. W drugiej rowerzysta wjechał w pieszego na przejściu dla pieszych.

- Spacerowałam ostatnio szlakiem nad Wisłą po praskiej stronie. Nie widziałam tam żadnej informacji o tym, że to ścieżka wyłącznie dla rowerów. Jeździło tamtędy mnóstwo rowerzystów, rozpędzali się do takich prędkości, że bałam się, że w końcu zostanę rozjechana. W ogóle nie mogłam w spokoju spacerować - żali się Paula. 

Szlak, o którym mówi Paula jest dostępny dla wszystkich, nie tylko dla rowerzystów. 

Znajomość przepisów to podstawa

Bo, jak mówi, asp. Rafał Retmaniak z sekcji prasowej Komendy Stołecznej Policji, najczęstszą przyczyną bliskich spotkań rowerzystów, kierowców i pieszych jest, nieznajomość przepisów. Rowerzyści, zanim wyjadą na ulicę, powinni zapoznać się z kodeksem drogowym.

Jest w nim napisane m.in., kiedy rowerzysta może wjeżdżać na chodnik.

- po pierwsze wtedy, gdy, opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 na rowerze,

- gdy szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów,

- gdy warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni - wtedy jednak jest on wciąż zobowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

Rowerzysta ma obowiązek korzystania ze ścieżki rowerowej, jeśli jest ona wyznaczona. W takim przypadku jazda po jezdni jest niedozwolona.

Tu znajdziesz kodeks drogowy.

Ograniczone zaufanie

Jak podkreśla Retmaniak, przepisy to jedno. Wszyscy (zarówno piesi, kierowcy, jak i rowerzyści) zapominają o podstawowej zasadzie - ograniczonego zaufania.

- Każdy ma obowiązek podjąć wszystkie możliwe czynności mające na celu uniknięcie zdarzenia (art. 3 kodeksu drogowego). Wiele spraw, które prowadzimy, rozstrzyga się dopiero po sprawdzeniu wersji obu stron - rowerzyści wjeżdżają często na jezdnię z dużą prędkością i uderzają np. w tył samochodu, który już się na drodze znajduje - wyjaśnia policjant.

Piesi muszą się upewnić

Podobnie sytuacja wygląda z pieszymi i przejściami dla pieszych. - Przepisy mówią, że na przejściu dla pieszych pierwszeństwo mają piesi. Co nie oznacza, że piesi nie mają obowiązku upewnić się, że mogą na przejście wejść. Jeżeli jest tak, że pieszy już wszedł na przejście, to rowerzysta ma obowiązek go przepuścić. Ale jeśli rowerzysta jedzie z dużą prędkością, już na przejście wjeżdża i nagle pieszy wtargnie na przejście, wina jest po stronie pieszego - dodaje.

Do wypadków z udziałem rowerzystów i kierowców dochodzi natomiast najczęściej, gdy oba pojazdy poruszają się ulicą. - Kierowcy często poruszają się zbyt blisko prawej strony jezdni podczas wyprzedzania rowerzystów i zahaczą np. lusterkiem i cyklistę. Należy zawsze zachować bezpieczną odległość - wyjaśnia i dodaje: Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, żeby to rowerzysta poruszał się zbyt blisko środka jezdni.

- Jeśli rowerzysta zostanie uderzony w tył przez kierowcę samochodu, to wina jest również po stronie kierowcy - mówi.

Cztery wypadki śmiertelne w 2017 r.

Z danych, które otrzymaliśmy od Komendy Stołecznej Policji, wynika, że wypadków i kolizji, w których uczestniczą rowerzyści, jest ponad 700. Niektóre z nich kończą się śmiertelnie. 

W 2017 roku policjanci odnotowali 566 kolizji oraz 138 wypadków, w wyniku których 4 osoby poniosły śmierć, a 134 zostały ranne.

Statystyki z 2018 roku (od stycznia do marca) mówią natomiast o 44 kolizjach oraz 14 wypadkach, w których uczestniczyli rowerzyści. Dla 14 osób zakończyły się one obrażeniami. W ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku na szczęście nikt nie zginął. 

Oczywiste wykroczenie

Rowerzyści mają również tendencję do poruszania się ulicą, podczas gdy wzdłuż niej prowadzi droga dla rowerów. - To oczywiste wykroczenie - mówi Retmaniak. Prawo drogowe mówi o tym, że jak mamy drogę dla rowerów przy drodze, rowerzyści mają obowiązek poruszania się tą drogą - dodaje.

Jak się okazuje, problematyczne są również przejścia dla pieszych, obok których znajduje się droga dla rowerów. - Droga dla rowerów to jedno, przejście dla pieszych to drugie - w obu miejscach obowiązują inne przepisy. Więc jeśli rowerzysta wjedzie na przejście dla pieszych, ma obowiązek z roweru zsiąść. Wielu to ignoruje - mówi Retmaniak.

Rowerzyści się rozpędzają i... nie hamują

Podkreśla, że dozwolona prędkość, z jaką mogą poruszać się rowerzyści na drodze dla rowerów to 50 km/h.

- To naprawdę dużo, ciężko nawet taką prędkość osiągnąć - mówi. - Mimo to, rowerzyści rozpędzają się na ścieżkach, trudniej im zahamować lub po prostu - nie hamują, wjeżdżając na jezdnię czy na przejście dla pieszych - dodaje i podaje przykład cyklisty, który jechał tak rozpędzony, że wjechał w sygnalizator świetlny. - Trafił do szpitala. Doznał poważnych obrażeń wewnętrznych. Takie sytuacje zdarzają się rzadko, ale się zdarzają - podsumowuje.

Czy Twoim zdaniem rowerzyści w Warszawie znają przepisy? Miałeś nieprzyjemne sytuacje związane z rowerami? Napisz do nas: listy_do_metrowarszawa@agora.pl

Jechał środkiem chodnika przy Marszałkowskiej w Warszawie. Wokół piesi, rowerzyści [WIDEO]

Więcej o:
Komentarze (240)
Rowery w Warszawie. "Niektórzy nie powinni wsiadać na rower, bo po prostu nie umieją jeździć"
Zaloguj się
  • nicpon007

    Oceniono 82 razy 74

    Sezonowi / niedzielni rowerzyści są dokładnym odzwierciedleniem naszego społeczeństwa. Większość kierowców uważa się za panów jezdni i ma gdzieś innych, lecząc swoje kompleksy, a większość rowerzystów uważa się za panów DDR lub chodnika. Każdy jest najważniejszy i ma gdzieś innych uczestników ruchu lub pieszych. Taka jest smutna prawda. Piękne DDRy budują w miastach, ale nikt nie uczy ludzi od małego jak się zachować na DDR, mentalnie jesteśmy 100 lat za takimi krajami jak Dania czy Holandia.

  • rootlesstree

    Oceniono 63 razy 59

    Regularnie jeżdżę rowerem do pracy i dla przyjemności od kilku lat i mogę tylko powiedzieć, że jestem czasami przerażony tym, co zdarza się robić współrowerzystom.
    Od czasu, jak ojciec z dzieckiem wyprzedzali na trzeciego na ścieżce rowerowej i dziecko wjechało we mnie czołowo, to stałem się super-ostrożny w weekendy, gdy wiele "niedzielnych rowerzystów" rusza w trasę. Jakaś dłuższa przejażdżka w ciepłe soboty i niedziele staje się koszmarem w Warszawie.
    Problem nie leży w samym poruszaniu się na rowerze - co jak widać niektórym komentującym przeszkadza i wywołuje agresję - ale brak ostrożności i znajomości przepisów. Niesygnalizowanie skrętu powoli doprowadzania mnie do furii.
    Kochajmy się ale uważajmy na siebie.

  • jml13060

    Oceniono 76 razy 52

    .
    Jestem pieszym (wyłącznie pieszym). Mam wadę wzroku - słabo widzę. Chodnik jest dla mnie obszarem bezpieczeństwa, azylem, pasy przejścia DLA PIESZYCH przez jezdnię również, a często znienacka pojawia się tam rozpędzony rowerzysta albo i cały ich peleton. Na chodnikach są osoby z niepełnosprawnością ruchową - na wózkach i "laskarze", osoby starsze i najmłodsze, pieski na linewkach, rodzice z wózkami i spacerującymi dziećmi, osoby słabo widzące (jak ja), etc. Gdzie mamy się podziać !!!!!!!>>>>>......... skoro chodniki zostały zawłaszczone przez rowerzystów?!

    Chodnik jest do CHODZENIA. Jezdnia jest do JEŻDŻENIA. Większość ulic w Warszawie ma ograniczenie do 50 km/h, 40 km/h, 30 km/h, ... więc nie powinno być rowerzystów na chodnikach (poza wyjątkami wymienionymi w kodeksie). A są!!! Tylko kilka głównych ulic na większe limity prędkości, ale równolegle są przy nich ddr'y.

    Gdzie jest do cholery POLICJA i STRAŻ MIEJSKA? Nadal pilnują miesiączek prezesa, pomnika na pl. Piłsudskiego, odsypiają po komisariatach, ...? Proponuję ustawić kilka patroli przy przejściach dla pieszych od Pl. Zawiszy do Banacha na Ochocie i wypisywać mandaty rowerzystom skłaniające do zachowania zgodnego z przepisami - nb. to dochód do budżetu.

    Autor pisze, że rowerzyści w znacznej większości nie znają przepisów o ruchu drogowym. TAK!!! Nie znają, bo nie muszą. Mogą za kilka złociszy wypożyczyć rower i hulaj dusza. Nie są ubezpieczeni, są anonimowi, mogą być niepełnosprawni umysłowo, napici i pod wpływem czegoś-tam, ... NIKT TEGO NIE KONTROLUJE!!! Firma wynajmująca rowery też nie umieszcza w punktach wypożyczeń informacji o podstawowych zasadach korzystania z rowerów w mieście.

    Śmieszne jest zaawansowane, profesjonalne wyposażenie "chodnikowych rowerzystów" - odblaski, oświetlenie, kaski z "czołówkami", nakolanniki i nałokietniki, profesjonalne stroje jakby byli z zawodowych drużyn kolarskich ... a jeżdżą po chodnikach. Po co te wszystkie zabezpieczenia ; względem bezbronnych pieszych?!?! Ja bym rozumiał, gdyby poruszali się jezdniami jak prawdziwi kolarze, ale po chodniku? Czego się boją na chodnikach?

  • siwywaldi

    Oceniono 93 razy 49

    Nie umieją jeździć? Umieją, umieją...
    Tyle że dzięki totalnemu tumiwisizmowi policji i straży miejskich, czują się CAŁKOWICIE BEZKARNI.
    Bo idę o zakład, że kilka tysięcy (w skali kraju oczywiście) solidnych mandatów po 200-500 złotych, wystawionych na tzw. "dobry początek" sezonu, SZYBKO ostudziło by głowy mającym wszystko i wszystkich w dupie pedalarzom. :-)

  • ksywa

    Oceniono 74 razy 46

    Patrzę przedwczoraj - jedzie panna chodnikiem na veturilo. A jakże, elegancko, w szerokiej spódnicy z włosem rozwianym. Tylko... siodełko ma tak nisko, że kolanami sobie uszy zatyka! No niech mi ktoś powie, ze a) panna umie jeździć rowerem (rowerzysta wie, ze odpowiednia wysokość siodełka to podstawa) b) jest w stanie normalnie tym rowerem kierować, w razie czego odpowiednio szybko i bezpiecznie reagować! Cały czas powtarzam: więcej veturilo, którymi się tak miasto chwali, to więcej zagrożeń NA CHODNIKACH, i to nawet tych bardzo wąskich, w spokojnych, do tej pory "emeryckich" zakątkach, to więcej niedzielnych rowerzystów WSZĘDZIE - w parkach, gdzie chcemy spokojnie wypoczywać i nie stresować się wyczynowcami na alejkach, to chaos i bezhołowie. Veturilo oznacza, ze siadasz na rower nieważne, czy umiesz jeździć, nieważne, czy wiesz, jak rower działa, nieważne, czy znasz przepisy, nieważne, czy znasz miasto. I nikogo i niczego nie szanujesz - taka prawda! A najbardziej mnie wk...wiają rowerzyści na chodnikach, kiedy obok jest wyznaczony dla nich pas na jezdni, a ruch jest naprawdę niewielki! Że niby się boją? Guzik prawda, chyba siebie się boją i swojej nieznajomości zasad ruchu, bo na chodnikach ich znać nie muszą W OGÓLE. Wszystko na lajcie, a oni przecież się re-lak-su-ją i spor-tu-ją, więc nie mogą sobie główek obciążać jakimiś przepisami, uwagą, myśleniem, przewidywaniem.
    Kiedy wreszcie policja i straż zacznie reagować na rowerowe święte krowy?!

  • wolfgang87

    Oceniono 75 razy 41

    Taaa, wiosna. W parkach rowerzystom wydaje się, że są panami świata. Nie można spokojnie się odwrócić, bo okazuje się, że jakiś idiota pędzi pomiędzy pieszymi zaskoczony, że stają dęba. Zaskoczenie dla mikromózgu o pojemności orzeszka.

    Zima była o tyle fajna, że całe to tałatajstwo siedziało na kanapach.

    Niestety, w Polsce króluje cham. I co gorsza: głupi cham.

  • kac

    Oceniono 45 razy 37

    "Nie sygnalizują skrętów - rąk nie mają? Nie umieją uszanować, że po chodnikach się nie jeździ"
    a skąd mają to wiedzieć, w końcu od człowieka wsiadającego na rower formalnie nie wymaga się niczego, żadnej znajomości zasad o przepisach ruchu drogowego już nawet nie wspominając...

  • margot452

    Oceniono 82 razy 32

    To nie jest problem tylko Warszawy.
    Rowerzyści się tłumaczą "jadę chodnikiem bo jezdnią się boję" - to wsiądź w autobus albo idź pieszo, najwyżej cię rowerzysta potrąci! A w ogóle - po co komu ścieżki?
    Ile razy idę u siebie w mieście po chodniku, ścieżka rowerowa obok, pięknie wyznaczona - ale po co debil ma jechać ścieżką? Chodnikiem wygodniej!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX