Bielany. Dzieci nie mogą korzystać z urządzeń na placach zabaw. Rodzice zdumieni. Urząd: Są stare

Mieszkańcy warszawskich Bielan nie rozumieją, dlaczego na placach zabaw nie można korzystać z urządzeń zabawowych. Wiceburmistrz dzielnicy wyjaśnia: Te urządzenia są stare.

Pod jednym z wpisów w grupie mieszkańców Warszawskie Bielany rozgorzała dyskusja na temat nieczynnych placów zabaw w tej dzielnicy. Mieszkańcy zachodzą w głowę, skąd wzięła się tam tabliczka z informacją "Zakaz korzystania z urządzeń zabawowych". 

Wina gminy?

Jedna z mieszkanek, pani Magdalena, zauważa, że problem nie dotyczy wyłącznie dwóch placów, które wskazała autorka postu. Nieczynnych miejsc do zabaw dla dzieci jest podobno w dzielnicy więcej, a podobne tabliczki wiszą na nich od miesięcy. 

Mieszkańcy obarczają winą za taki stan rzeczy Zarząd Gospodarowania Nieruchomościami. "Gmina stawia place zabaw ale konserwowa nie ma komu" - pisze pani Agnieszka. Zaznacza jednocześnie, że mimo zakazu, rodzice i tak przychodzą na place z dziećmi. "Jest brudno ale zabawki są sprawne i każdy z nich korzysta mimo kartek" - dodaje.

Urządzenia są stare

Do dyskusji włączył się wiceburmistrz Bielan, Włodzimierz Piątkowski. Jak wyjaśnia, "obecnie znajdujące się w tych miejscach urządzenia nie mogą być atestowane" i nie zależy to od ZGN. Pisze, że według ustaw tworzonych w Sejmie i dyrektyw z UE - są one "zbyt stare". "Jednym słowem nie spełniają norm obecnie obowiązujących" - tłumaczy.

Stąd, jak dodaje, inicjatywa dzielnicy, aby te miejsca kompleksowo przebudować. "Wspólnie z burmistrzem, Grzegorzem Pietroczukiem, podjęliśmy w ubiegłym roku inicjatywę wprowadzenia do budżetu dzielnicy Bielany zadania budowy i modernizacji placów zabaw przy kilku ulicach - Jarzębskiego, Szepietowskiej, Doryckiej i Makuszyńskiego" - informuje.

Nie ma pieniędzy, bo nie płacą podatków w stolicy

Jak podkreśla, prace na placach mają się rozpocząć wiosną. Ale, jak mówi, wszystko zależy od pieniędzy. Pisze, że zorganizowanie środków na takie przedsięwzięcia to blisko 2 mln zł. Dodaje również, że brak środków, które można by przeznaczyć na modernizację placów zabaw wynika również z tego, że mieszkańcy Bielan nie płacą podatków w Warszawie

"Zachęcam więc do płacenia podatków na Bielanach, dzięki czemu szybciej będziemy mogli modernizować naszą dzielnicę, ani rząd ani Sejm pieniędzy Bielanom nie daje" - podsumowuje.

2 mln na modernizację

Jak wyjaśnia urząd dzielnicy, place zabaw, które powstały przed 2009 r., jak i po, muszą przejść pozytywnie kontrole: kontrolę roczną, 5-letnią budowlaną oraz co 3 miesiące - funkcjonalna prowadzona na terenie dzielnicy przez konserwatora, a także bieżące np. na skutek zgłoszenia.

- Jeśli jest to konieczne i możliwe, to starsze urządzenia są naprawiane, jeśli nie, bo np. koszt naprawy jest zbliżony do kosztu zakupu nowego urządzenia - sukcesywnie są one wymieniane, gdy są na to pieniądze. Czasem wstrzymujemy się z naprawą urządzeń, gdy w najbliższym czasie planowana jest gruntowna modernizacja danego placu zabaw - wówczas demontujemy część urządzeń lub wyłączamy z użytku dla bezpieczeństwa dzieci – informuje Małgorzata Kink, rzecznik prasowy w dzielnicy.

Czy place zabaw, z których teoretycznie nie mogą korzystać dzieci - a korzystają - są dla nich bezpieczne? - Jeśli jest zakaz korzystania z jakiegoś urządzenia, a rodzice, mimo to, wpuszczają na nie dzieci to odbywa się to na ich odpowiedzialność - mówi Kink.

Jak informuje, Rada Miasta w 2017 roku przyznała 2 mln zł na modernizację placów zabaw, o których wspomina wiceburmistrz.

Czy miasto wystarczająco dba o najmłodszych? Czy place zabaw są w dobrym stanie, są odpowiednio zabezpieczone? Napisz, co myślisz: metrowarszawa@agora.pl

Opuszczony cmentarz w Otwocku. Przyjeżdżają tu Żydzi z całego świata

Więcej o:
Komentarze (7)
Bielany. Dzieci nie mogą korzystać z urządzeń na placach zabaw. Rodzice zdumieni. Urząd: Są stare
Zaloguj się
  • pies_1

    Oceniono 8 razy 8

    Gdy mieszkałem w Szwecji, córka (ur. 2010) bawiła się na płacach zabaw z wyposażeniem z lat 70tych, może wcześniejszym. Jakoś normy UE nie były problemem. Wydaje mi się, że w Polsce przepisy chcą nas zrobić świętszymi od papieża.

  • mawik_net

    0

    Bo wcale nie chodzi o bezpieczeństwo dziec, tylko o odpowiedzialność . A moim zdaniem i tak odpowiedzialny jest urząd, bo niebezpieczne urządzenie trzeba zdemontować, albo spowodować bark dostępu (zaspawać wejście) , a nie karteluszki wywieszać!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX