Czarny Roman nie żyje. Kim był? Zdradzają ci, co go poznali. 'Pracowałem z nim w latach 70.'

07.12.2017 09:58
Media obiegła smutna wiadomość. Legenda warszawskich ulic, Czarny Roman, nie żyje. Był znany ze swoich ekscentrycznych strojów oraz filozoficznych sentencji. Większość warszawiaków spotkała go choć raz. Mechanik, aktor, cinkciarz, tancerz baletu? Nikt nie wie dokładnie, kim był. Jego biografię tworzą historie ludzi, na których przypadkiem natykał się każdego dnia.
1 Czarny Roman nie żyje Czarny Roman nie żyje Fot. Everyday Warsaw // www.facebook.com/Everyday.Warsaw/

Czarny Roman nie żyje

Wczoraj informowaliśmy, że Czarny Roman, pan Jan Wiesław P., nie żyje.

Jako jeden z pierwszych napisał o tym dziennikarz Cezary Ciszewski. "Wczoraj byłem przy tym, jak policjanci zabierali zwłoki. Mieszkał ostatnimi czasy pod CSW, gdzie wydał ostatnie tchnienie" - czytamy w jego poście na Facebooku. Policja potwierdziła, że we wtorek wieczorem funkcjonariusze zabrali spod Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie ciało 67-letniego mężczyzny.

Kim był?

Nie wiadomo do końca, kim był Czarny Roman. Miał ponad 60 lat, krążył po śródmiejskich ulicach, w ostatnim czasie często widywano go w okolicach instytucji kultury w Zamku Ujazdowskim. Niegdyś ubierał się na czarno (stąd jego przydomek), w ostatnich latach można go było jednak spotkać w kombinezonie z lat 80. albo w różowym stroju.

Co robił kiedyś? Według legend miał być za komuny cinkciarzem, właścicielem wielkiej fortuny. Miał także przeżyć życiową tragedię, stracić rodzinę. Był zdecydowanym przeciwnikiem alkoholu i narkotyków. Napotkanym ludziom opowiadał historie "arcyk***amordercy" pochowanego na cmentarzu w Wilanowie i "nieśmiertelnej świadomości".

Nikt nie jest pewny, jaka była prawda, wielu ma jednak jakąś historię związaną z Czarnym Romanem. 

2

"Może tam na górze są dolary, marki, franki i korony?"

"Pracowałem z Wieśkiem w latach 1972-1978 w firmie Centrala Maszyn Biurowych w Warszawie. Z zawodu był Mechanikiem Maszyn Biurowych. Trwało to kilka lat. Później poszedł w miasto i stał się cinkciarzem z siedzibą w Kawiarni Kopciuszek w Alejach Jerozolimskich.

Przez jakieś 30 lat często spotykaliśmy się na Śródmieściu. Był już chory, ale zawsze jak mnie widział to krzyczał. 'Kozak, jak się trzymasz?'. A ja z uśmiechem wyciągałem 5 złotych na jego miętę. Może tam na górze dolary, marki, franki i korony znowu są w obiegu i ma robotę na następne 30 lat? Smutna wiadomość..." - pisze metrowarszawa.pl "Kozak55". 

3

Warszawski jogin

"Po raz pierwszy spotkałam go może z osiem lat temu, jeżeli dobrze pamiętam miał wtedy fazę na chodzenie w kolorowym swetrze z dużym dekoltem, oczywiście pod spodem nie nosił nic. Będąc na studiach widywałam go w zasadzie codziennie, jednak moje najcieplejsze wspomnienia z nim związane dotyczą wakacji, kiedy pracowałam w kawiarni na Nowym Świecie, gdzie sprzedawałam lody. Były wtedy straszne upały, Roman chodził bez koszulki w jakichś krótszych spodniach, jak zawsze opalony na brązowo.

Raz na jakiś czas, będąc w okolicy, przychodził do mnie zagadać, lecz z tych wszystkich spotkań szczególnie pamiętam jedno. Tym razem Roman miał ze sobą coś jeszcze - pod pachą zwiniętą w rulon karimatę, w drugiej ręce książkę. Pokazał mi okładkę, to była 'Joga dla początkujących' lub coś w tym stylu, po czym powiedział: 'Tylko to kochana, tylko to! Zapamiętasz?'. Wyjątkowo był wtedy szczęśliwy, no a ja oczywiście zapamiętałam" - opowiada nam Patrycja.

4

Mleko z cytryną

"A w barze mlecznym na śniadanie pił szklankę mleka i zagryzał to świeżo obraną cytryną, na trzy kęsy" - pisze w komentarzu na Facebooku Gust Ave.

5

Śródmieście to był jego dom

"Czasem kładł się spać w dziwnych miejscach. Kiedyś siedziałam z przyjaciółką w kawiarni naprzeciwko kina Atlantic, nagle Czarny Roman zjawił się ze śpiworem, rozścielił go na ławeczce przed kinem, zapiął się i poszedł spać. Przyjechała policja i nic to nie dało. Byłam zaskoczona, że po chwili odeszli. Widocznie go już znali i machnęli ręką. Po prostu dali mu spokój. Chmielna i Śródmieście to był dom Romana i on jak nikt inny miał prawo się tam zdrzemnąć" - pisze nasza czytelniczka Magda.

6

Dlaczego Czarny Roman?

"Ja pamiętam czas mniej więcej 8-9 lat temu, gdy Roman chodził po Nowym Świecie. Lipiec, 30 stopni, a on w czarnym skórzanym, długim płaszczu i od czasu do czasu uchylał kawałek płaszcza przed przechodniami. Tylko oni i Bóg wiedzieli, czy miał coś pod spodem" - wspomina na Facebooku Kasia.

7

Ten różowy kombinezon

"Przemieszczam się przez Nowy Świat systematycznie, więc można powiedzieć, że znałam Romana, choć do dzisiaj nie wiedziałam, jak ma na imię. Wzbudzał uśmiech, maszerując w kolorowych ubraniach i pięknych kapeluszach... A różowy kombinezon... ech!" - pisze Katarzyna.

8

Tańczył balet?

"Nie wiem czy wiecie, ale on sam daaawno temu tańczył balet i grał w teatrze. Do dnia, kiedy stracił wszystko" ~ Magda

9

"Czemu się tak smucisz?"

"Lata temu, kiedy przelatywał Nowy Świat, Świętokrzyską... szybkim, krótkim kroczkiem - jeszcze w pełnej formie, zatrzymał się przede mną: Czemu się tak smucisz? Odtąd na jego widok się uśmiechałem... i poza tym też staram się uśmiechać" - pisze Jerzy.

10

Arcyk***a mordercy

"Ja z racji miejsca pracy widywałem go kilka razy w tygodniu, zawsze wywoływał uśmiech na twarzy, począwszy od stroju, poprzez 'zaczepki' kierowane do przyglądających mu się osób, po 'wykłady' o 'arcyk***a mordercy', czy zwykłe 'porady' (kiedyś w sklepie spożywczym, pojawił się i 'doradził mi' - 'tego nie kupuj nigdy w życiu!!!').

Miał w sobie jakiś magnetyzm - dla jednych odrażający, odpychający, dla innych malowniczy i zabawny, dla niektórych był charakterystyczną postacią Śródmieścia (dla jednostek był nawet inspiracją - był bohaterem tekstów piosenek). - wspomina Grzesiu.k.

11

Kim byli mordercy z Wilanowa?

"Kiedyś z racji swojej dawnej pracy miałem okazję zamienić parę słów z Panem 'Romanem' i wiem, o co naprawdę chodziło z tym mordercą z cmentarza z Wilanowa. Nie mogę jednak zdradzić szczegółów. Mogę tylko powiedzieć, że w załatwieniu pewnej sprawy związanej z owym mordercą, Pan 'Roman' szukał swego rodzaju ukojenia. Sprawę chyba załatwił, ale czy znalazł ukojenie i spokój - nie wiem. Już go potem nigdy więcej nie spotkałem" -pisze gozdzik12345.

12

"Kiedyś żył jak król"

"Widywałem go czasami, ale nie mogę zrozumieć fascynacji jego życiem. Słyszałem, że swego czasu żył jak król, bo zajmował się 'obcą walutą', ale później zmieniły się układy, a on tego nie zauważył i wypadł z gry. Wylądował na ulicy" - pisze zdziwiony6.

13 Znajomi Nieznajomi - autor bloga wspomina Czarnego Romana Znajomi Nieznajomi - autor bloga wspomina Czarnego Romana nieznajomi.blox.pl

Spieszą się za pieniędzmi

Środek miasta, pęd wszyscy gdzieś biegną - ale nie on. Spokojnie wygrzewa się w słońcu. Podchodzę.

- Pięknie. Luz w sercu miasta. Wszyscy się gdzieś spieszą a pan może się położyć. Fantastyczne.
- Spieszą się za pieniędzmi a nie wiedzą co to pieniądze. Jak pan mądrze reaguje głową. Wszystkiego dobrego.
- Jak pan ma na imię?
- Tu nie ma imienia, nie ma świadomości człowieka... - wspomina spotkanie z panem Romanem autor bloga nieznajomi.blox.pl.

Komentarze (50)
Czarny Roman nie żyje. Warszawiacy wspominają legendę warszawskich ulic
Zaloguj się
  • jarzebiaknaczczo

    Oceniono 33 razy 31

    Jak to było w tej natchnionej piosence Kleyffa?
    Społeczeństwo wokół pędzi, a Jan stoi, czyta neon. Każdy chętnie się pociesza, że ten dziad to jeszcze nie on...

  • siwywaldi

    Oceniono 47 razy 19

    Już wczoraj pisałem, że jakoś tej "legendy” nie znałem.
    Ale skoro to była legenda, to KIM np. był Jan Himilsbach, znany w latach 70-tych też i z tego że często pił ze studentami i studentkami w Harendzie, u Hoppera czy U Fukiera opowiadając przy tym swoje własne historyjki?

    Według mnie to temu "czarnemu Romanowi” chyba jednak bliżej do praskiego 'Gumy”, niż do prawdziwej legendy. No i jeżeli za komuny był cinkciarzem, to najwięcej wie o nim pewnie IPN, gdyż wykonując ten "fach” MUSIAŁ być na uchu bezpieki :-))

  • poppers68

    Oceniono 54 razy 14

    Nie wiem ale bardzo często bywając w Warszawie na spotkaniach, bywałem z klientami nagabywany w restauracjach przez dziwnych facetów wystylizowanych na przedwojenne bradziagi i plecące coś trzy po trzy w niby poetyckiej formule.
    Klienci z Berlina czy Wiednia robili wielkie oczy a ja paliłem się ze wstydu czując powiew Wschodu.
    Sam w reprezentacyjnych miejscach wspomnianych stolic nigdy nie spotykałem takiego folkloru. Nie zawsze rajdy ludzi
    Facet dotarł do kresu swojej drogi. Po prostu. Nie dorabiajmy do tego legendy.
    Nie zawsze rajdy ludzi nieszczęśliwych i bezdobnych po reprezentacyjnych miejscach miast tworzą aurę wielkiej aglomeracji. No, nie tworzy. Przynajmnie nie to.

  • n29a

    Oceniono 11 razy 9

    "...może pracuje w innym dziale."

  • zmichalg1

    Oceniono 34 razy 8

    Ot, jak niewiele potrzeba, aby być celebrytą (czyli znanym z tego, że się jest znanym) i trafić na główną w GW.
    Otóż wystarczy być tylko lekko chorym psychicznie i umrzeć.

  • Andrzej Iwanczyk

    Oceniono 29 razy 7

    Facet co wiecznie chodzi w kaloszach można go najczęściej zobaczyć z kilkoma siatami na przystanku przy Saskiej to też jakaś warszawska legendarna postać?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX