Święta w PRL-owskiej Warszawie. Na półkach pustki, ale wtedy szara rzeczywistość na chwilę nabierała barw

Święta Bożego Narodzenia dziś kojarzą nam się z kolorowymi iluminacjami, reniferami, i św. Mikołajem z wielkim brzuchem i w dwuczęściowym, biało-czerwonym stroju. A jak było w czasach PRL-u? Kiedyś wyglądało to zupełnie inaczej.
Choinkowa zabawa dla dzieci w Biurze Gastronomii Warszawskiej Spółdzielni Spożywców 'Społem' w Warszawie, lata 1967 - 1973 Choinkowa zabawa dla dzieci w Biurze Gastronomii Warszawskiej Spółdzielni Spożywców 'Społem' w Warszawie, lata 1967 - 1973 Fot. Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Święta w PRL-owskiej Warszawie

W PRL-u, gdy na półkach często świeciło pustkami, przed świętami zazwyczaj trochę się zagęszczało. Wciąż trzeba było oczywiście swoje odstać, ale partia zgadzała się wtedy, żeby do kraju przyjeżdżały zagraniczne produkty. 

O tym, że Polakom trzeba na święta coś dać, wiedział przede wszystkim Edward Gierek. Widział, co działo się, gdy jego poprzednik Władysław Gomułka podwyższył ceny przed świętami - 14 grudnia 1970 r. w Stoczni Gdańskiej wybuchł z tego powodu strajk, który dał początek fali manifestacji ulicznych w całym kraju, krwawo stłumionych przez komunistyczne władze. 

Na zdjęciu: Choinkowa zabawa dla dzieci w Biurze Gastronomii Warszawskiej Spółdzielni Spożywców 'Społem' w Warszawie, lata 1967-1973

Mikołaj w Centralnym Domu Towarowym u zbiegu ulicy Kruczej i Alej Jerozolimskich w Warszawie, rok 1968 Mikołaj w Centralnym Domu Towarowym u zbiegu ulicy Kruczej i Alej Jerozolimskich w Warszawie, rok 1968 Fot. Rutowska Grażyna, Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Święta w PRL-owskiej Warszawie

Za Gierka zatroszczono się o to, aby Polacy mieli na stołach do woli wędlin, mięsa i ryb. To jednak nie wszystko, bo zgodzono się również na import produktów zagranicznych. Polacy mieli szansę spróbować m.in. egzotycznych owoców: pomarańczy, bananów, a nawet fig.

Zadbano również o prezenty. Do Polski przyjechały towary, o których wcześniej obywatele mogli sobie tylko pomarzyć: pochodziły z Włoch, Austrii, Wielkiej Brytanii... I takim sposobem na półkach pojawiły się eleganckie tkaniny na suknie wieczorowe, zegarki szwajcarskie, damska galanteria czy peruki i dezodoranty w spreju.

Na zdjęciu: Mikołaj w Centralnym Domu Towarowym u zbiegu ulicy Kruczej i Alej Jerozolimskich w Warszawie, rok 1968

Mikołaj w pasażu za Domami Towarowymi Centrum w Warszawie, rok 1976 Mikołaj w pasażu za Domami Towarowymi Centrum w Warszawie, rok 1976 Fot. Rutowska Grażyna, Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Święta w PRL-owskiej Warszawie

Za wszystkim trzeba było odstać swoje, a ceny wcale nie były niskie, więc Polacy musieli głęboko sięgnąć do swoich portfeli, ale świąteczny dobrobyt trochę uspokajał nastroje.

Niestety z roku na rok robiło się gorzej: produktów i pieniędzy było coraz mniej, a kolejki były coraz dłuższe.

Na zdjęciu: Mikołaj w pasażu za Domami Towarowymi Centrum w Warszawie, rok 1976

Stoisko z choinkami przed 'Supersamem' przy pl. Unii Lubelskiej. Rok 1972 Stoisko z choinkami przed 'Supersamem' przy pl. Unii Lubelskiej. Rok 1972 Fot. NAC / Grażyna Rutkowska

Święta w PRL-owskiej Warszawie

W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej niekiedy ciężko było zdobyć nie tylko prezenty. Problemy przysparzały czasem nawet próby zdobycia tradycyjnej choinki. Kiedy w latach 50. brakowało drzewek w instytucjach publicznych, partia znalazła rozwiązanie. Zakłady pracy, którym nie udało się tego roku zdobyć choinki, pożyczały je od tych instytucji, które miały więcej szczęścia. 

Sprzedaż łańcuchów choinkowych przy stoisku księgarskim 'Domu Książki', rok 1972
Fot. NAC / Grażyna Rutkowska

Na zdjęciu: Sprzedaż łańcuchów choinkowych przy stoisku księgarskim "Domu Książki", rok 1972

Na zdjęciu głównym: Stoisko z choinkami przed "Supersamem" przy pl. Unii Lubelskiej, rok 1972.

Punkt sprzedaży choinek. Widoczni klienci oglądający drzewka, 1976 rok Punkt sprzedaży choinek. Widoczni klienci oglądający drzewka, 1976 rok Fot. NAC / Rutowska Grażyna

Święta w PRL-owskiej Warszawie

W 1947 roku informowano o tym, że cena choinki w Warszawie została uregulowana. Drzewko miało kosztować 245 złotych. 

Cena była jednak czysto teoretyczna. W rzeczywistości okazywało się bowiem, że w Warszawie za choinkę trzeba było zapłacić ponad 400 złotych. W dodatku nie była to choinka pierwszej jakości. Za ładną trzeba było zapłacić ponad 800 zł. 

Na zdjęciu: Punkt sprzedaży choinek. Widoczni klienci oglądający drzewka, 1976 rok.

Mikołaj z dzieckiem na ręku, Warszawa, rok 1976 Mikołaj z dzieckiem na ręku, Warszawa, rok 1976 Fot. Rutowska Grażyna/Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Święta w PRL-owskiej Warszawie

W okresie okołoświątecznym po Warszawie (i nie tylko) krążyli święci Mikołajowie. Zwyczaj mikołajek był kultywowany również w trudnych czasach PRL-u. Niekiedy trzeba było się nagimnastykować, aby włożyć coś dziecku pod poduszkę albo do bucika. 

Mikołajowie często pojawiali się w szkołach, PDT-ach czy na przyjęciach organizowanych przez zakłady pracy. 

Na zdjęciu: Mikołaj z dzieckiem na ręku, Warszawa, rok 1976

Mikołaje z dziećmi na rękach, Warszawa, Pasaż Wiecha, rok 1976 Mikołaje z dziećmi na rękach, Warszawa, Pasaż Wiecha, rok 1976 Fot. Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Święta w PRL-owskiej Warszawie

Nie trudno zauważyć jednak, że dawniej święty Mikołaj wyglądał odrobinę inaczej niż współcześnie. Dawniej Mikołaj nie ubierał się dwuczęściowy strój, a w długą, czerwoną szatę biskupią.


Fot. Rutowska Grażyna, Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Na zdjęciu: Mikołaj i dzieci. Widoczne prezenty w koszu i tablica z informacją o konkursie z nagrodami. Hala Mirowska, Warszawa, rok 1979

Miał jeszcze dodatkowe atrybuty: siwą brodę, pastorał (którym niegrzeczne dzieci mogły zostać skarcone) oraz mitrę - tradycyjne nakrycie głowy zarezerwowane dla dostojników kościelnych.

Na zdjęciu głównym: Mikołaje z dziećmi na rękach, Warszawa, Pasaż Wiecha, rok 1976

Mikołaj w przedszkolu przy ul. Szaserów 119 w Warszawie, lata w ktorych zrobiono zdjęcie: 1967 - 1973 Mikołaj w przedszkolu przy ul. Szaserów 119 w Warszawie, lata w ktorych zrobiono zdjęcie: 1967 - 1973 Fot. Rutowska Grażyna/Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Święta w PRL-owskiej Warszawie

Pamiętacie święta i imprezy choinkowe w PRL-u? A może macie zdjęcia? Podzielcie się nimi i wyślijcie je na listy_do_metrowarszawa@agora.pl.


Fot. Rutowska Grażyna, Archiwum Fotograficzne Grażyny Rutowskiej/NAC

Na zdjęciu: Mikołaj w Centralnym Domu Towarowym u zbiegu ulicy Kruczej i Alej Jerozolimskich w Warszawie, rok 1968

Na zdjęciu głównym: Mikołaj w przedszkolu przy ul. Szaserów 119 w Warszawie, lata w których zrobiono zdjęcie: 1967-1973

Więcej o:
Komentarze (47)
Święta w PRL-u. Jak obchodziło się mikołajki w PRL-u?
Zaloguj się
  • tektur

    Oceniono 32 razy 26

    Główne różnice: wtedy była normalna zima ze śniegiem, a nie ohydna pora deszczowa i nie było debili petardziarzy.

  • asperamanka

    Oceniono 22 razy 20

    Tiaa. Ja jestem rocznik 1961. Więc pamietam rożne czasy. Jako kilkuletni chłopiec, pamietam jak z tata szedłem do spozywczaka na początku Pruszkowskiej na Rakowcu w Warszawiw, i jak pachniały mandarynki, każda oddzielnie w kolorowy papierek pakowana. I pamiętam jak w delikatesach na rogu Grójeckiej i Wawelskiej ze śliną w buzi patrzyłem jak pani kroiła 10 deko węgierskiego salami. Za Gierka było trochę więcej, za Jaruzelskiego mniej, ale i tak moje główne wspomnienie przez te wszystkie lata to jest sprawdzanie, baterią płaską, najpierw dla mnie a potem dla moich dzieci, która z połączonych sźeregowo żaróweczek na choince się przepaliła i którą trzeba nową wkręcić, żeby cały sznur znów świecił. ;-)

  • sqlap72

    Oceniono 27 razy 19

    Kiedy w końcu ta maniera porównywania rzeczywistości w PRL-u do obecnej się skończy? Świat nie stoi w miejscu, więc i inne są dzisiaj sposoby obchodzenia świąt. Zachowujecie się jak prymitywni propagandyści wczesnego okresu PRL-u, którzy w kółko powtarzali, jaki to postęp zaistniał dzięki nim w stosunku do okresu przedwojennego i chociaż mieli niewątpliwie rację, ludzi to drażniło. Teraz też jest lepiej niż było w PRL-u, ale miodu nie ma. W dalszym ciągu odbiegamy standardami płacowymi od przeciętnej unijnej, choć od transformacji minął już dłuższy czas, niż istniała Polska międzywojenna, więc przynajmniej w Święta trochę wyluzujcie propagandowo.

  • harrow

    Oceniono 36 razy 16

    Co za kłamstwa wypisuje GW. Pustki były jak zaczęły się strajki i nikomu nie było po drodze pracować czyli koło 80 roki. Wcześniej półki się uginały od dobrobytu Gierka. Oczywiście za kredyty. Ale nigdy wcześniej i później tyle się w PL nie budowało.

  • jacek.boczkowski

    Oceniono 15 razy 11

    Choinki przyozdabiało się wtedy w "anielskie włosy" czyli srebrzyste cienko pocięte celofanowe paski. A ponieważ w latach 60-tych zapalano jeszcze świeczki na choinkach więc te "włosy" często zapalały się. Pod choinkami układano prezenty. Chłopcy dostawali kupione w Składnicy Harcerskiej modele z polistyrenu do sklejania, zestawy narzędzi albo nawet elektryczne kolejki "Pico" made in NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna). Dziewczynki też coś dostawały ale raczej nie towary ze Składnicy Harcerskiej. Można było też dostać prezent w postaci wyrobów cukierniczych z zakładów "22 Lipca, dawniej E.Wedel" albo "Goplana". W latach 60-tych nie brakowało jeszcze naturalnej czekolady chociaż była droga. Tabliczka, która teraz kosztuje 3 zł wtedy kosztowała 19 zł a zarobki były podobne.

  • outsider44

    Oceniono 13 razy 9

    Od upadku komuny minęło drobne trzydzieści lat i tyleż lat z niejakimi sukcesami budujemy kapitalizm. Wiec to ciągle zadęcie propagandowe jest już jakby niepotrzebne. Naprawdę socjalizm w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma szans powrotu - był po prostu niewydolny ekonomicznie, a cała reszta to tylko pusta gadanina.

    I tak - "partia zgadzała się wtedy, żeby do kraju dotarły zagraniczne produkty". Co miała się zgadzać, albo nie zgadzać. Po prostu na zachodzie był taki dziwny zwyczaj, że trzeba było płacić dolarami, markami itd. A nasz kraj eksportował głownie węgiel, to trochę za mało aby starczało na jakieś zakupy. za te grosze, które dostawali za węgiel kupowano głównie komponenty do produkcji i części do maszyn, żeby produkcja w ogóle trwała.
    Reszta, to albo wspomnienia lat osiemdziesiątych i ogólnej biedy spowodowanej miedzy innymi sankcjami tego wspaniałego Zachodu, gdy nasi importerzy nawet kawę czy kakao musieli kupować okrężną drogą, przez kraje pośredniczące. Albo wręcz lata czterdzieste, przeprowadziłam wywiad ze starszą częścią rodziny - nie słyszeli o braku choinek, mimo mieszkania dość daleko od lasu (Łódź). Itd Itp.
    Jedno trochę mnie powstrzymuje przed dalszym marudzeniem - starsi w swych opowieściach o czasach minionych mają tendencję do patrzenia przez różowe okulary - w końcu byli wówczas młodzi i zdrowi. A tego żaden standard życiowy nie przywróci!

  • wlodzimierz.il

    Oceniono 8 razy 4

    >szara rzeczywistość na chwilę nabierała barw

    Jaka szara?
    Bo zdjęcia zachowały się czarno-białe, gimbazo jedna?

  • cyreliusz

    Oceniono 7 razy 3

    //Naprawdę socjalizm w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma szans powrotu - był po prostu niewydolny ekonomicznie, a cała reszta to tylko pusta gadanina./ A obecyny ustrój to jest wydolny ?
    Wydolny za bilion długu publicznego = kasa z UE.
    Oprócz tego ,kolosalna wyprzedaż majtku narodowego.
    To za mało, jeszcze musi być bilon długu.

  • firewalk

    Oceniono 9 razy 1

    Ja tam te czasy milo wspominam, jestem rocznik 1957 , ojczym byl ober komuchem i vice ministrem w rzadzie Rakowskiego i dobrze sie nam dzialo, dom na Ochocie zakupy w Pewexie, od 1982 r. mialem własna firme ktora rzygala wprost kasa na pustym rynku bo motłoch kupował wszystko jak leci. Na "swieta" pakowalismy z żona narty na bagaznik w naszym Mercu beczce 300 kombi i jechalismy do Zakopca . Co w niczym nie przeszkadzalo mi w nienawisci do komuny i tesknocie za demokracja i wolnoscia...LOL , zwlaszcza podczas balowania z opozycjonistami i wyrabiania sobie wsrod nich kontaktów - jako ze wiedzialem iz ten system predzej czy pozniej szlag trafi. Przydalo sie wszystko po 90 roku :) Ojczym miekko wyladował z ministerstwa w firmie polonijnej a my przenieslismy sie do nowego domu na Górnym Mokotowie :) Niestety ojczym zarabal tyle kasy ze sie skubany wzial i zapił do zdechu francuskimi koniakami (do pyska tego gowna nigdy nie bralem ) i troche nam korytko siadło . Ale "swieta" rzecz świeta :) i zaczelismy jezdzic nad Jezioro Bodenskie i w Alpy :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX