Rzadko ktoś ich słucha. My postanowiliśmy to zrobić i porozmawialiśmy z kierowcami autobusów. Co ich denerwuje w nas, pasażerach?

Wydaje się, że to nie jest wielka sztuka. Siedzisz sobie wygodnie w ciepłej (latem - w chłodnej) kabinie i po prostu prowadzisz taki nieco większy samochód. Ale rzeczywistość kierowcy autobusu wygląda zupełnie inaczej. Jak? Spytaliśmy o to pracowników warszawskich Miejskich Zakładów Autobusowych.

"Wystarczy trochę empatii..."

Jacek Stawiany, Metrowarszawa.pl: Jakie są najcięższe grzechy pasażerów?

Adam Stawicki, rzecznik MZA: Notorycznie stoją w drzwiach, utrudniając innym wchodzenie i wychodzenie. Przykład: kobieta z dzieckiem w wózku, ludzie wchodzą pierwsi, nie wpuszczają jej, a ona przecież nie zostanie przy drzwiach, musi dostać się do swojego miejsca. Zanim pasażerowie jej ustąpią - to trwa! Ten autobus nie odjedzie po minucie, tylko po trzech czy pięciu, i od razu łapie opóźnienie. A wystarczy trochę empatii i myślenia o innych. Wtedy wszyscy byliby zadowoleni.

Cezary, kierowca autobusu od 27 lat, prowadzi szkolenia dla innych pracowników: Nie jestem w stanie tego zrozumieć - dojeżdżam do przystanku, widzę, że niepełnosprawny będzie wsiadał do pojazdu. W momencie, gdy wychodzę, te 30 osób, które również chciały jechać - wszyscy są w środku. Minęli wózek i matkę z dzieckiem, bo to jest sprawa kierowcy, ich to nie dotyczy. A dla niepełnosprawnego czy matki z dziećmi zabrakło już miejsca.

Co się wtedy dzieje?

Cezary: Jako kierujący mam prawo wydawać polecenia pasażerom i muszę w kulturalny sposób wyprosić te 30 osób. Kto z państwa wsiadł na tym przystanku? Proszę o opuszczenie pojazdu. Najpierw wejdzie niepełnosprawny, później matka z wózkiem, jeśli państwo się nie zmieszczą, będą czekać na następny autobus. "A dlaczego? Ja mam prawa, mnie się spieszy" - słyszę. Staram się tłumaczyć, że niepełnosprawny ma obliczony czas podróży, plan korzystania z toalet, limit swojej sprawności fizycznej - na ile da sobie radę, na wszystko bierze zapas czasowy. Należy uczulać ludzi na empatię w stosunku do osób, które mają gorzej, są słabsze, którym trzeba pomóc.

Dotyczy to też bezdomnych?

Cezary: Tu sytuacja zawsze jest delikatna. Tak samo ciężko jest wyprosić rowerzystę, kiedy wchodzi matka z dzieckiem. Decyzja kierowcy autobusu jest podyktowana bezpieczeństwem i komfortem wszystkich.

Tymczasem kierowca nie ma prawa wyprowadzić nikogo z autobusu. Może tylko prosić o opuszczenie pojazdu bądź poinformować nadzór ruchu i czekać na przybycie służb mundurowych. Wiadomo, że zatrzymanie autobusu na kilkanaście minut czy nawet dłużej nie spodoba się pasażerom.

Jakich zachowań pasażerów państwo nie rozumieją?

Marta, prowadzi autobusy od trzech lat: Autobus przegubowy ma cztery pary drzwi. Można korzystać z każdych, a niemal zawsze ustawia się kolejka do drugich drzwi - najbardziej ulubionych. I czekamy. A pierwsze, trzecie i czwarte są zamknięte.

Adam: To samo się dzieje, kiedy drzwi się otwierają - czekające na przystanku osoby stoją na wprost nich i blokują przejście. Wiadomo, że osoby ze środka muszą najpierw wyjść, ale jak mają to zrobić? W Paryżu byłem zdziwiony, kiedy na peronie metra zobaczyłem wymalowane linie z informacjami, którędy trzeba wychodzić z, a którędy wchodzić do pociągu. Takie instrukcje są jednak potrzebne. Inna sprawa to chociażby głośne słuchanie muzyki czy rozmowa telefoniczna na cały autobus.

Marta: Czy koniecznie trzeba napisać sms-a przed wejściem do pojazdu - nie wiadomo, czy pasażer będzie w końcu wchodził czy nie. Albo kwestia żółtych linii na przystankach. One są po to, by pasażerowie trzymali bezpieczną odległość od autobusu, gdy my wjeżdżamy w zatokę przystankową. Sporo osób ma powyżej metra siedemdziesięciu, metra siedemdziesięciu pięciu - niestety mogą one zostać "zgarnięte" przez lusterko, jeśli stoją za linią.

Adam: Tutaj apel: pamiętajmy, aby stać pół metra od krawężnika, kiedy wjeżdża autobus.

Co jeszcze możemy zrobić, by ułatwić pracę kierowcom?

Aleksander, kierowca autobusu od trzech lat: W nocy słabo widać i pomachanie w ostatniej chwili na przystanku na żądanie może spowodować utrudnienie. Dlatego każdemu polecam użycie do tego celu telefonu komórkowego lub zwykłego odblasku.

Marta: Nawiązując do telefonów komórkowych. Pasażerowie często są wpatrzeni w ekran smartfona i nie dostrzegają nadjeżdżającego autobusu. Jeżeli jest to przystanek na żądanie, to może przegapić pojazd albo zorientuje się w ostatniej chwili, kiedy nie można się już bezpiecznie zatrzymać. I pojawia się żal do kierowcy, że nie zatrzymał.

Cezary: Przystanek na żądanie jest dla nas bardzo ważny. Czy my zawczasu dostrzeżemy to wszystko, co musimy? Czy jest tam osoba niepełnosprawna, która nie może machnąć albo niedowidząca, która w ogóle nie zauważy autobusu? Analiza wszystkich czynników musi odbyć się w bardzo krótkim czasie. Pasażer powinien być świadomy, że kierowca wykonuje ogromną liczbę czynności poza tym, że zbliża się do przystanku.

Nie jest to łatwe.

Cezary: Prowadzenie autobusu jest trudniejsze niż pilotowanie samolotu. Autobus ze 150 osobami jest prowadzony przez jednego kierowcę, który musi zapewnić to wszystko, co w samolocie cała załoga - kapitan, drugi pilot, nawigator i stewardessy. Samolot ma też autopilota, który pozwala się oderwać od wykonywanych zadań choć na chwilę. A my jesteśmy ciągle na najwyższych obrotach.

Pasażerowie tego nie rozumieją?

Cezary: Pasażer ma swoją wizję tego, jak powinien zachowywać się kierowca autobusu i często przelewa ją na papier w formie skargi. Uważa, że wszystko mu się należy, wszystko w autobusie może, a kierowca to ten, który ma tylko prowadzić.

Adam: Bardzo często zachowanie kierowcy jest odbierane jako złośliwość. "On mnie ochlapał, on mnie przyciął". Często są skargi: "biegłem do autobusu, a kierowca mi nie otworzył, a na pewno mnie widział". My zawsze tłumaczymy: kierowca zamyka drzwi, kończy obsługę przystanku i patrzy w drugie lusterko, by bezpiecznie wyjechać z zatoki. Nie ma szans, żeby zobaczyć dobiegającą osobę. Pamiętajmy o tym i starajmy się powstrzymać się od jednoznacznych ocen.

Ale czasem jednak kierowca poczeka, otworzy...

Adam: Kiedyś było regułą, że kiedy prowadzący zaczekał na dobiegającą osobę, ta szła do kabiny kierowcy czy nawet z daleka dziękowała. Teraz czegoś takiego już nie ma. To smutne, że ludzie nie doceniają ciepłego gestu drugiego człowieka, tylko traktują go jak rzecz, która mu się należy.

Marta: Kierowca ewidentnie czeka na pasażera i na 100 proc. ten wie, że na niego czeka. Siadają gdzieś z tyłu, nie podniosą ręki czy nie kiwną głową w podziękowaniu. To jest takie przykre. Szczególnie, że to ukłon w stronę pasażera z naszej strony. Chcemy dla pasażerów jak najlepiej, ale byłoby przyjemnie, gdyby częściej nas wsparli jakimś miłym słowem...

Kiedyś było lepiej?

Cezary: Wiele lat temu, jak prowadziłem autobus w Wigilię, Boże Narodzenie czy sylwestra do późnych godzin nocnych, nie było pasażera, który nie podszedłby do kabiny i nie powiedział "panie kierowco, szczęśliwego Nowego Roku, wszystkiego najlepszego z okazji świąt, długo pan będzie jeździł? Zdąży pan poświętować w gronie rodzinnym?". Zacząłem liczyć: dzisiaj życzenia złożyło mi 15 osób, minął rok, dwa, trzy - siedem osób. Teraz w sylwestra jeździłem do 23.48, czyli rozwiozłem prawie wszystkich świętujących i nikt nie odezwał się ciepłym słowem. Poczułem się jak śrubka, jak mechaniczna część autobusu. A kierowca to żywy człowiek z emocjami, któremu też należy się szacunek i życzliwe podejście. Uczmy się takich zachowań nawzajem, wtedy będzie nam się łatwiej żyło.

Nie ma takiego podejścia?

Cezary: Pasażer, decydując się na rozmowę z kierowcą, z góry zakłada, że może zostać potraktowany w sposób agresywny, obelżywy, nieuprzejmy i nieelegancki. Dochodzi do szyby nastroszony emocjami jak zawodnik na ringu. Krąży opinia o kierowcach, jakie to są mutanty, neandertalczyki, które kipią agresją, nienawidzą wręcz pasażera. Słowa "pan kierowca" już nie istnieją. Teraz jest to "kerowca" - synonim czegoś obrzydliwego.

Marta: Bardzo rzadko zdarzają się miłe akcenty, pochwały. Zwykle to osoby starsze, które potrafią rozpoznać kierowcę - "jedzie nasz". Potrafią życzyć miłego dnia czy podziękować za bezpieczną jazdę. Położyć jabłuszko czy pomarańczkę, cukierkiem poczęstować.

Kierowca autobusu [zdjęcie ilustracyjne] Kierowca autobusu [zdjęcie ilustracyjne] PRZEMEK WIERZCHOWSKI

Ale częściej zdarzają się pretensje.

Cezary: Ja zawsze osobie, która przychodzi do mnie z pretensjami, mówię tak: proszę pana, czy pan ma w ogóle pojęcie o mojej pracy? Pan jechał 15 minut tym autobusem, widzi pan urywek. Zapraszam jutro, wziąć termosik, kanapki, umawiamy się o 14:30 na pętli na Chomiczówce. Nie każę panu prowadzić, siądzie pan sobie z przodu, przejeździ ze mną całą zmianę, 9-10 godzin, będzie pan chodził siusiu tyle razy, ile ja, jadł kiedy ja, pił kiedy ja, resztę czasu spędzi pan w pozycji operatora koparki. O godzinie 23:48 zjedziemy do zajezdni, jeszcze trzeba autobus zatankować, przejechać przez myjnię, odprowadzić w tzw. grzędę. Całość zajmuje czasem do 10 godzin z życia. Ja jutro o 14:30 będę na Chomiczówce, a pan będzie? Będę pojutrze, za tydzień, za miesiąc. A pan będzie?

I po tej 23:48 trzeba też autobus posprzątać.

Cezary: Co ludzie zostawiają! Z reguły butelkę czy puszkę po piwie, która została wniesiona, ale nigdy nie jest wyniesiona. Zaczyna się turlać w czasie jazdy, tworzy zagrożenie dla innych pasażerów - ktoś może na niej stanąć, poślizgnąć się, butelka może pęknąć, będzie szkło, może zablokować mechanizm drzwi. Jak się zachowują pasażerowie? Nie zauważają butelki, powstaje syndrom niewidomych. Albo starają się ją nogą blokować, odbijają ją, piłkarzyki! A wystarczy wstać, złapać za szyjkę przez rękawiczkę, papier, chusteczkę i na każdym przystanku jest kubeł. A pasażerowie? "Ale to nie moje, ale...".

Da się to zmienić?

Cezary: Komunikacja miejska bez pasażera nie jest komunikacją. On jest najcenniejszy. Żeby wszystko scalić, musi być symbioza, wzajemne zrozumienie i poszanowanie. Dopóki istnieje szansa rozmowy, zawsze jest szansa na porozumienie i na dobrą komunikację. A o tym decyduje właściwy przekaz informacji.

***

Co myślicie o warszawskich kierowcach autobusów? Piszcie na metrowarszawa@agora.pl.

Ładuję syna do wózka, do którego mocuję kamerę i ruszam w miasto sprawdzić, jak to jest z tymi "obniżającymi się" autobusami

Więcej o:
Komentarze (93)
Rzadko ktoś ich słucha. My postanowiliśmy to zrobić i porozmawialiśmy z kierowcami autobusów. Co ich denerwuje w nas, pasażerach?
Zaloguj się
  • Andrzej B

    Oceniono 48 razy 44

    Pracuję w UK od 2003 roku. Jako kierowca autobusu od 8 lat w mieście o około 100tys. Jak tak czytam o warunkach i wymaganiach w PL to stwierdzam że mam raj w porównaniu z kierowcami z Warszawy. Jak muszę iść za potrzebą, to mogę nawet w środku miasta stanąć, przeprosić pasażerów i pójść do toalety. Jeśli się spóźniam na trasie, nikt mi nie robi z tego afery. Safety first! Po pracy, zjeżdżam do zajezdni, parkuje autobus i to wszystko. Są ludzie odppwiedzialni za sprzątanie, tankowanie itd. Chyba przestanę narzekać na swoją pracę bo nie mam tak źle!

  • polski1500

    Oceniono 43 razy 37

    To może jeszcze krótkie wyjaśnienie jak wygląda przerwa na pętli, w teorii około 6 minutowa. Jeśli przyjadę o czasie co do minuty (a muszę przejechać przez całe miasto w tym i Centrum, to czekam 2 minuty aż pojazd poprzedzający odjedzie z pętli, podjeżdżam na przystanek, wyłączenie stacyjki, zaparkowanie, zamknięcie kabiny i mam jakieś 3 minuty na dojście do budynku socjalnego, szybkie siku na jednej nodze, i..... odjazd. Dochodzi teraz 1. w nocy, grzeję sobie obiad :)

  • xyz876

    Oceniono 52 razy 34

    Do autobusu ruszającego z przystanku biegnie facet i krzyczy: Ludzie zatrzymajcie autobus bo spóźnię się do pracy. No to pasażerowie do kierowcy: Panie kierowco, pan zaczeka na tego biedaka, bo się chłop do roboty spóźni. Kierowca się zatrzymał, poczekał, facet dobiegł i wsiadł do autobusu i mówi: Dziękuję państwu, że nie spóźniłem się do pracy, bileciki do kontroli proszę.

  • r0b0l_reaktywacja

    Oceniono 35 razy 25

    może ja wyjaśnię to i owo. Sam nie jestem kierowcą autobusu ale mam takowych w rodzinie:

    po pierwsze, kierowcami MZK, MPK i podobnych są w ponad 60% przypadków osoby przypadkowe
    po drugie , poziom empatii u większości jest taki sam jak w reszcie polskiego narodu
    po trzecie, praca zorganizowana jest źle, jeżeli kierowca chce być człowiekiem dla pasażerów to albo łamie przepisy, albo robi to kosztem swojego czasu wypoczynku. Jak ktoś nie wie co to znaczy, niech spróbuje kręcić się w kółko po mieście przez 4 godziny bez przerwy.
    Po czwarte: nie ma żadnych szkoleń, jest tylko ciągłe wyrabianie normy

    A po kolejne to powtórzę co kiedyś usłyszałem na kolei od konduktora: gdyby nie ci pasażerowie to by można pracować

    PS. Każdy kierowca autobusu bez problemu dorobi kategorię C i E bo ma wyczucie i doświadczenie. A potem robota czeka, wraz ze śpiworem w kabinie

  • gj61

    Oceniono 20 razy 16

    Nigdy nie chciałbym jeździć autobusem miejskim. W Polsce. Byłoby to ostatnie zajęcie dla mnie jako kierowcy. Napiszę Wam tak: prawo jazdy mam od 35 lat, uważałem się za "miszcza" kierownicy i wszyscy dookoła to byli kretyni. Zrobiłem "dwójkę", potem "jedynkę" w UK i... nagle, po kursie zobaczyłem jaki jestem beznadziejny za kierownicą. Taki kurs przydałby się WSZYSTKIM użytkującym samochody osobowe w PL. "Użytkującym", bo kierowcami 90% z Was nie jest.

  • lukasz_patrykus

    Oceniono 40 razy 12

    kierowcy i pasażerowie autobusów miejskich pochodzą z tego samego plemienia, które w ogromnej większości po '45 roku odkryło elektryczność, toalety z bieżącą wiodą i sztukę czytania... jeszcze trochę wody musi upłynąć w Wiśle zanim i jedni i drudzy się nieco ucywilizują... zwłaszcza że od czasu do czasu do władzy dorywa się ugrupowanie które obyczaje ze sławojek uznaje za nasza narodowa tradycje

  • dziadekjam

    Oceniono 16 razy 10

    "Marta: Bardzo rzadko zdarzają się miłe akcenty, pochwały. Zwykle to osoby starsze, które potrafią rozpoznać kierowcę - "jedzie nasz". Potrafią życzyć miłego dnia czy podziękować za bezpieczną jazdę. Położyć jabłuszko czy pomarańczkę, cukierkiem poczęstować."
    =====================================================================================================
    O dziwo! Są nawet tacy, którzy mówią dzień dobry, a nawet zdarzają się kierowcy, którzy im odpowiadają:-)

  • sir.fred

    Oceniono 21 razy 9

    Mnie jako pasażera też kilka rzeczy wkurza. Głównie traktowanie pasażerów jak worka ziemniaków - ostre ruszanie, ostre hamowanie. Czasem kretyn szarpie, jakby pierwszy raz siedział za kierownicą - i to nie kierownicą autobusu, tylko w ogóle jakąkolwiek. Jeśli na odcinku 200 metrów potrafi 5 razy gwałtownie hamować, to na pewno nie jest to przypadek i wina tego co jedzie przed nim.

    Wątku o wypraszaniu 30 osób, bo ma wejść niepełnosprawny nawet nie chcę komentować - jeszcze nie widziałem, żeby jeden niepełnosprawny zajmował więcej miejsca niż 4 osoby, a kolejne 4 mogą w najgorszym razie blokować mu wejście. Daleko do 30.

  • absyntowy_profesor

    Oceniono 23 razy 9

    Co za brednie. Jeżdżę często komunikacja publiczną i nie ma problemów z niepełnosprawnymi, wózkami. Bardzo często gdy ktoś na ostatnią chwilę wejdzie pierwszymi drzwiami można usłyszeć dziękuję w kierunku kierowcy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX