Warszawiacy wybierają samotność. Andrzej: Wszystkie dziewczyny są takie same

- Zaniedbałam część swojego życia. Dlaczego? Być może, jeszcze jako młoda dziewczyna, posłuchałam się koleżanki, która przekonywała, że najważniejsze są sukcesy w pracy. Dziś wiem, że to nieprawda - zwierza się Aneta, singielka. A inni? Dlaczego wybrali samotność w Warszawie? Bohaterami są osoby przypadkowe, spotkane podczas ulicznej sondy, ale także znajomi, którzy opowiedzieli swoje historie.
Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Dziewczyny zostawiały mnie z dnia na dzień

Andrzej ma 30 lat i jest sprzedawcą w jednym ze stołecznych salonów komputerowych. Jest singlem, bo po wielu nieudanych związkach przestał praktycznie spotykać się z dziewczynami.

- Miałem trzy dziewczyny, z niektórymi tworzyłem długoletnie związki. Ostatni trwał trzy lata - wylicza Andrzej. I dodaje: Te relacje trwały tylko dlatego, że to ja myślałem o nich bardzo poważnie. Mam zasadę, że 'albo na stówę, albo w ogóle', czyli jak się już zakochiwałem, to dla swoich dziewczyn mogłem zrobić wszystko - zdradza Andrzej.

Niestety, tego samego nie mogły powiedzieć wybranki 30-latka. Każda zostawiła Andrzeja praktycznie z dnia na dzień. Ostatnia odeszła bez słowa wyjaśnienia, blokując możliwość kontaktu telefonicznego, czy za pomocą Facebooka. I to, jak mówi 30-latek, na dobre zniechęciło go do związków.

- Facet też ma uczucia. Gdy dziewczyna zostawia takiego na ulicy, zrywa z nim z dnia na dzień w Boże Narodzenie albo po prostu odchodzi, to nawet najsilniejszego gościa to złamie - mówi.

Jak czuje się porzucona osoba? - Jak niepotrzebny przedmiot, żeby nie powiedzieć, śmieć - mówi Andrzej. - A przecież druga połówka powinna dbać o nasze uczucia, nawet w chwili rozstania. Jeżeli tego nie dostajemy od osoby, którą kochamy, to czujemy się najgorzej na świecie - dodaje.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Wszystkie dziewczyny są takie same

Andrzej wyjaśnia, że spotyka się z dziewczynami, bo jak każdy zdrowy facet potrzebuje towarzystwa płci pięknej. Zaznacza jednak, że gdy robi się poważnie, rezygnuje: Dla mnie wszystkie dziewczyny w tym mieście są takie same. Uwodzą, zdobywają nas, a gdy się znudzą, to zostawiają bez wyjaśnienia - analizuje 30-latek. Warszawiak dodaje, że od ostatniego rozstania minęło 5 lat. I wciąż nie potrafi zaufać żadnej kobiecie.

- Bycie singlem przestało mi przeszkadzać, wręcz dało mi poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że nikt mnie nie zostawi - tłumaczy. - Co poradzę tym, którzy szukają miłości w Warszawie? Żeby się dobrze zastanowili, czy tego naprawdę chcą - przekonuje.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Życie singla w Warszawie to wachlarz możliwości

- Ale ja nie chcę być z żadnym facetem na stałe - z pewnością w głosie odpowiada Patrycja. - Kto powiedział, że szczęście kobiety uzależnione jest od posiadania mężczyzny? - dodaje.

Patrycja ma 40 lat. Pracuje w oddziale zajmującym się wnioskami kredytowymi w jednym z banków. Mieszka na Mokotowie, w kupionym niedawno mieszkaniu. - To jest mój sukces i szczęście, czyli spełniłam swoje marzenie o posiadaniu własnego domu - z uśmiechem mówi warszawianka. Jak dodaje, wiele singielek z Warszawy właśnie tak podchodzi do życia. - A jeżeli ktoś uważa, że największe szczęście to posiadanie partnera, to zawsze będzie nieszczęśliwy, bo miłość nie jest dana raz na zawsze - przekonuje.

40-latka zaznacza, że nie zamierza być panną przez całe życie, ale nie wygląda wymarzonego partnera w oknie. W tym czasie woli cieszyć się życiem. - Nie jestem jedyną singielką z takim podejściem do życia. W Warszawie jest milion silnych i twardo stąpających po ziemi lasek, które nie polują na mężów - mówi lekko poirytowana.

I wylicza profity z bycia samemu: Warszawa daje tyle możliwości singlom. Po pierwsze mamy wolną rękę w kwestiach tego, co chcemy robić. Czy zamierzamy spędzić wieczór w towarzystwie przyjaciół czy iść z mamą do kina na romantyczny film, czy do kawiarni na plotki - wylicza. I kończy: Wiesz, gdzie leży problem warszawskich singli? Odcinają się od przyjaciół i rodziny, a swoje życie uczuciowe uzależniają od posiadania partnera. To chore! Przecież bycie samemu nie musi oznaczać, że jest się samotnym. Jestem tego idealnym przykładem - stwierdza.

Samotność w Warszawie Samotność w Warszawie Shutterstock

Szukamy na siłę

Choć Patrycja nie ma stałego partnera, to dba o dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi. Mówi, że dzięki temu nie czuła się nigdy samotna w wielkim mieście.

- Poczucie samotności i tęsknoty za kimś powoduje, że robimy głupoty, jak szukanie kogoś na siłę. To błąd - mówi 40-latka. I dodaje: Wiem, że wiele kobiet czuje presję czasu i otoczenia. Ale, gdy słucham niektórych moich koleżanek o szukaniu faceta, to ręce mi opadają. Brzmi jakby opisywały polowanie na dziką zwierzynę. Jeżeli tak wygląda szukanie miłości w Warszawie, to ja wolę być singielką i nie robić cyrku wokół siebie - mówi. Co radzi singlom szukającym partnerów? - Żeby przestali szukać, a gdy to zrobią, miłość znajdzie się sama - przekonuje.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Sukcesy w pracy nie są najważniejsze

- Dlaczego jestem singielką? Bo postawiłam wszystko na karierę zawodową? Bo zapomniałam o życiu uczuciowym? - retorycznie odpowiada Aneta, menadżer zespołu w korporacji zajmującej się finansami w Warszawie. I szybko dodaje: Czy to porażka? Według mnie ogromna, bo zaniedbałam część swojego życia. Skąd się to wzięło? Być może, jeszcze jako młoda dziewczyna, posłuchałam się koleżanki, która mówiła, że najważniejsze w życiu są sukcesy w pracy. Dziś wiem, że to nieprawda.

Aneta ma 33 lata, urodziła się w Warszawie, tu też skończyła studia z zarządzania. Pracę w korporacji rozpoczęła zaraz po studiach. - Pracuję w jednej firmie już 8 lat, w tym czasie zdążyłam awansować, odłożyć pieniądze na zakup mieszkania i jego remont - wylicza warszawianka. - Ale nigdy nie udało mi się utrzymać żadnego związku - zwierza się.

Dlaczego Aneta wciąż jest singielką, skoro ta sfera życia jest dla niej bardzo ważna? - Moja praca była zawsze głównym powodem rozstań, bo więcej uwagi poświęcałam obowiązkom zawodowym niż partnerskim - przyznaje dziewczyna. - Z ostatnim chłopakiem byłam rok, ale rozstaliśmy się, bo nie miałam dla niego czasu. Wychodziłam z firmy o godz. 17, ale na mejle klientów odpisywałam nawet o godz. 22, siedząc na kanapie w domu, czy będąc w kinie - mówi.

Potrafiła opuścić kolację z przyjaciółmi swojego faceta, gdy dowiedziała się, że klient nie jest zadowolony ze współpracy. - A gdy znalazłam czas, to przynosiłam do domu zobowiązania zawodowe, ale przede wszystkim frustracje i emocje, które odbijały się na moich bliskich. W tym na moich facetach. I tego, podpowiem każdej dziewczynie czytającej ten tekst, żaden facet nie zniesie - szczerze wyznaje Aneta.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Pozory udanego życia

Efekt? Choć w życiu Anety pojawiają się faceci, to tylko na chwilę. Potem odchodzą. Dlaczego? Jak sama szczerze przyznaje, zawsze najważniejsza będzie dla niej praca. Jeszcze nie spotkała mężczyzny, który by to zrozumiał. Aneta przyznaje, że nad tym ubolewa.

- Jestem sama i czuję się samotna. Rzadko to słyszymy z ust singli, bo trudno się do tego przyznać. Nawet przed samym sobą, a co dopiero przed znajomymi i rodziną - mówi otwarcie 33-latka. - Zresztą, jak to brzmi 'samotna w wielkim mieście'. Słowo 'singiel' bardziej pasuje do Warszawy, bo stwarza udanego życia. Tworzy iluzję, którą opakowaną w ładne słowa, można sprzedać każdemu - mówi.

- Co bym doradziła szukającym miłości w Warszawie? By zawsze zachowali równowagę między życiem zawodowym a prywatnym i nigdy nie stawiali wszystkiego na jedną kartę - podsumowuje.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Singiel z przymusu

Damian ma 25 lat. Cztery lata temu rozstał się ze swoim chłopakiem. Od rozstania jest singlem, bo nie potrafi zapomnieć o byłym, a co za tym idzie - na nowo się zakochać.

- To było moja pierwsza i zarazem największa miłość - mówi. - Poznaliśmy się z Robertem w Planie B na placu Zbawiciela 5 lat temu. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Szybko się w sobie zakochaliśmy, po miesiącu spotykania się, postanowiliśmy być razem - opowiada.

Damian zakochał się zaraz po przeprowadzce do Warszawy. - To było jak sen, bo wszystko układało się idealnie. Nowe miejsca, nowe wyzwania i od razu wielkie uczucie - mówi 25-latek. Niestety, już po trzech miesiącach, pojawiły się problemy. Okazało się, to, co czuje Damian, niekoniecznie czuje Robert. Para rozstała się po roku bycia razem.

Mówi się, że czas leczy rany, ale moje wciąż się nie zagoiły, co bardzo utrudnia ponowne zakochanie się - tłumaczy Damian. I wyjaśnia: Pierwszy rok był bardzo trudny, bo wciąż żyłem nadzieją, że do siebie wrócimy. Nie wyobrażałem sobie, abym mógł być z kimś innym. Może to głupie, co powiem, ale wtedy uważałem, że wciąż należę do Roberta. To na dobre zamknęło drzwi do mojego serca innym facetom. Dziś wiem, że takich złamanych serc w Warszawie jest więcej. Wtedy myślałem, że tylko ja przeżywam takie rozstanie - opowiada.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Nie życzę nikomu, żeby się zakochał

Gdy Damian zrozumiał, że Robert nigdy do niego nie wróci, stracił jakiekolwiek zaufanie. - Zrozumiałem, że miłość nie jest dla mnie. Oczywiście, na początku jest wspaniale, jesteś szczęśliwy i chcesz żyć chwilą. Jednak każda miłość jest okupiona cierpieniem, a w ostateczności rozstaniem, które mnie bardzo wiele kosztowało - wyznaje.

Ile kosztował Damiana związek? Drogą terapię, zły stan psychiczny położył cień na jego karierze zawodowej, ale także na życie prywatne. Jak sam mówi, stracił zbyt wiele, by znów ryzykować. - Za kilka miesięcy szczęścia zapłaciłem ogromną cenę w postaci 4 lat życia pełnego smutku, tęsknoty i żalu. Nie życzę nikomu, żeby się zakochał - mówi.

Damian jest singlem od 4 lat. Mówi, że jest nim z "przymusu", ze względu na strach przed nowym związkiem. - Nawet, gdy na horyzoncie pojawi się ktoś ciekawy i warty poznania, to strach przed porzuceniem jest tak ogromny, że zawsze decyduję się być sam - tłumaczy. - Jedyną osobą, której mogę ufać w tym mieście w kontekście uczuć, jestem ja sam. Nawet nie wiesz, jakie to bezpieczne być singlem - wyznaje.

Miłość w Warszawie Miłość w Warszawie Shutterstock

Bycie z kimś jest takie męczące

Marcin ma 23 lata. Pracuje w jednym z salonów odzieżowych w Arkadii. Mówi, że bycie w stałym związku nie jest dla niego. - Kilkakrotnie byłem z dziewczynami, ale bycie z kimś wiąże się z tyloma zobowiązaniami. Te kładą cień na całą radość z bycia razem - mówi.

Te zobowiązania według Marcina sprawiają, że na drugi plan schodzą czyjeś pasje, jak siłownia czy spotkania ze znajomymi. 23-latek dodaje, że działa to oczywiście w dwie strony: - Moja poprzednia partnerka kochała podróże i poświęcała im większość swojego czasu wolnego. Gdy znalazła tani lot albo ofertę last minute, bez namysłu kupowała bilety. Ja z kolei nie mogłem jej towarzyszyć ze względu na pracę zmianową. I tu pojawiał się często konflikt, który przerodził się z czasem w kryzys - wylicza Marcin. - Rozstaliśmy się, bo nie potrafiliśmy się po prostu dogadać. Nikt nie chciał zrezygnować z samego siebie - przekonuje.

Miłość i przywiązanie

Warszawiak mówi, że bycie z kimś kojarzy mu się właśnie z rezygnacją z własnych marzeń, celów i pasji. I, jak szczerze przyznaje, bycie z kimś w tych czasach jest po prostu męczące. - Mój starszy brat mówi, że jesteśmy zepsutym pokoleniem, dla którego nie liczą się takie wartości, jak miłość i przywiązanie. To nieprawda! Po prostu nie chcę oszukiwać siebie ani innych. Chcę być szczery w uczuciach i otwarcie mówić, czego oczekuję. Między innymi nie chcę rezygnować z siebie. Bo, jeżeli nie ma szczerości, bycie w związku staje się męczące - tłumaczy.

Krytykuje również pokolenie swojego brata.- Biorą śluby, bo robią to, co wypada. A nie to, czego naprawdę chcą. Efekt? Mój brat jest właśnie w trakcie rozwodu. Mnie to nie grozi - przekonuje.

Marcin dodaje, że niecałe jego pokolenie ma takie podejście jak on. - Wielu moich przyjaciół jest w związkach. I ja to szanuję - mówi 23-latek. - Każdy niech robi to, co uważa za słuszne. Ja na ten moment swojego życia wolę być singlem, choć niczego nie wykluczam - mówi. Co by doradził tym, którzy szukają partnerów? - Że wszystko jeszcze przed nimi - podsumowuje.

Jesteś singlem? Singielką? Podoba ci się życie w pojedynkę? Czy twoim zdaniem ciężko znaleźć miłość w Warszawie? Napisz: metrowarszawa@agora.pl.

Więcej o:
Komentarze (165)
Samotni w Warszawie. Warszawiacy wybierają samotność. Andrzej: Wszystkie dziewczyny są takie same
Zaloguj się
  • qawsedrftg

    Oceniono 150 razy 108

    Jarosław (68 lat): kobiety są nudne i do niczego niepotrzebne. Wolę mieć władzę!

    Artykuł jak zwykle wyssany z palca. Gdy komiksowy Tytus pracował w redakcji, mieli tam palec do wysysania takich wiadomości. Czy w epoce cyfrowej palec jest wirtualny?

  • xerathus

    Oceniono 107 razy 69

    Życie ma był łatwe, lekkie i przyjemne. Człowiek jest towarem na półce. Jak się znudzi, to bierzesz następnego. Dzieci, partner/partnerka nie są już nikomu potrzebne na stałe. Taki ruski człowiek w wersji 2.0 - zamiast radia tranzystorowego - iPhone, zamiast hotelu robotniczego - weekend w 4-gwiazdkowym hotelu, zamiast paczki "Popularnych" - sushi.
    Wszechobecny egoizm, narcyzm, kult ciała.
    Medialna papka sprzedawana ludziom w reklamie.
    "No tears to cry, no feelings left, This species has amused itself to death" jak śpiewał Roger Waters.

  • remo29

    Oceniono 70 razy 54

    Po tych ostatnich listach o samotnych programistach i silnych singielkach, po których łeb mnie rozbolał, aż boję się czytać co jeszcze można głupiego wymyślić... Napiszcie w komentarzu jak duże jest ryzyko.

  • tornemorgren

    Oceniono 149 razy 47

    Żenujące. Po prostu żenujące. Caly artykuł z d..., infantylność poraża. A wszystko wyłącznie po to, żeby przemycić dwie fotki gejów. Taki podprogowy przekaz; artykuł nie o gejach, o nich mimochodem.
    I ciągłe promowanie modelu życia polegającego na: JA, JA, JA I JA! To JA jestem centrum! Zapatrzenie w "wolność" w Skandynawii. A potem co? Koleżanki nie chodzą do kina, bo mają mężów i rodziny, koledzy, owszem bzykają samotne laski, ale młodsze. Jakieś więzi? Jakieś poczucie wspólnoty? Nic.
    Oto gotowy przepis na nowego człowieka radzieckiego made in UE.
    Czy trudno rządzić takim społeczeństwem? Można z nim zrobić totalnie wszystko.

  • satancruz

    Oceniono 55 razy 45

    Z cyklu "listy redahtora do samego siebie".

  • hanusinamama

    Oceniono 48 razy 32

    Znam jednego takiego co wszystko dla wybranki zrobi i jest na 100%. Zagłaskałby dziewczyne na smierć. Przy czym wszytsko "musza" robić razem, wrogo nastawiony dla znajomych. Ona i ona to cały świat. Panny uciekają po jakims czasie z krzykiem...

  • justas32

    Oceniono 49 razy 29

    Wszystkie kobiety są takie same - jak widziałeś jedną, to jakbyś widział wszystkie :-). Tylko Prezes jest inny ...

  • Viktoria Be

    Oceniono 62 razy 28

    Jestem ciekawa, jak wyglada opinia byłych dziewczyn pana Andrzeja... Jeśli od kogoś notorycznie odchodzą partnerzy, nieważne czy od kobiety czy od mężczyzny, to coś z tą osobą jest nie halo. A jeśli taka osoba peroruje "wszystkie kobiety są takie same/wszyscy mężczyźni są tacy sami" to ma poważny problem i dobrze by było rozważyć wizyte u psychologa. Osobiście znam dwóch panów mający problemy w relacjach z płcią piękna - to bardzo trudne przypadki...

  • colonel_kurtz

    Oceniono 34 razy 26

    Milion silnych lasek... Tja, śmiać się tylko z takich lal i jej podobnych życiowych niedorajd. Korpo zawsze się kończy i zostaje się tak naprawdę z niczym. Jeżeli szczytem marzeń jest mieć mieszkanie i poświęca się temu życie, to nawet nie chce mi się czemuś takiemu współczuć. Wszędzie tylko rozwrzeszczane i roszczeniowe pokolenie "brawo ja", tak naprawdę puste wydmuszki uzależnione od mediów społecznościowych, lajków, folołersów, selfików ale tak naprawdę nic a nic za tym nie idzie w pracy są przy tym mało przydatni, bo wszystko chcą mieć podane na tacy. Tyle, że po co mam takich zatrudniać, nie jestem niańką. Pokolenie tępych, samolubnych, egocentrycznych, głupich pustaków, któremu wmówiono w reklamach, że podstawa życia to praca i wydawanie kasy. Rośnie potem takie ciekawe zjawisko - dorośli nastolatkowie. 20-35 lat, siedzą na plaży, na siłę się śmieją, temat to tylko o rzeczach materialnych i różnicach pomiędzy nimi albo co kto nowego wrzucił na fejsa a tak naprawdę chcą na siłę zagłuszyć swoją samotność. Tylko jedno ale, samotność jest cierpliwa i da o sobie ZAWSZE znać, można słychać głośno muzyki, będąc na kompie, spotkać się z tysiącem przyjaciół z laptopa ale samotność cierpliwie czeka, ona się musi nic robić, jest i rośnie w siłę i im więcej robicie aby ją oszukać, tym silniejsza się stajea. W artykule aż krzyczy jedno, charakterystyczne - każda z tych osób ucieka przed odpowiedzialnością i jest tak naprawdę społecznie ułomna, silnie starając się to zasmakować ale to widać, to z tych ludzi najzwyczajniej krzyczy. "Silnych lasek" jest bardzo mało, pozostałe 999 tys. zajmuje się tylko maskowaniem swojej porażki życiowej i po otwarciu drzwi do wymarzonego mieszkania mogą usłyszeć co najwyżej miauczenie głodnego kota. Naprawdę takie to wartościowe?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX