'Nie mam prawa na coś narzekać, jeśli sam nic z tym nie robię'. Oni robią coś za darmo dla Warszawy

W czasach powszechnej pogoni za pieniędzmi i pędu do kariery oni znajdują chwilę, by bezinteresownie zrobić coś dobrego dla Warszawy i warszawiaków. Poznajcie ich historie.
Ania i Piotrek z podopiecznymi ze schroniska Ania i Piotrek z podopiecznymi ze schroniska Fot. archiwum prywatne

"Nie mam prawa na coś narzekać, jeśli sam nic z tym nie robię". Oni robią coś za darmo dla Warszawy

W czasach powszechnej pogoni za pieniędzmi i pędu do kariery oni znajdują chwilę, by bezinteresownie zrobić coś dobrego dla Warszawy i warszawiaków. Poznajcie ich historie.

Ania (na co dzień pracuje w dużej firmie jako kierownik działu) i Piotrek (specjalista ds. logistyki w korporacji budowlanej). Wolontariusze w schronisku "Na Paluchu"

Do schroniska przyjeżdżamy od 7 lat. Przez pierwszy rok pomagaliśmy bardziej doświadczonym wolontariuszom. W schronisku przebywało wtedy ok. 3 tysięcy psów, a wolontariuszy było niewielu. Dlatego zwierzaki wychodziły na krótki, maksymalnie 20-minutowy spacer, zaledwie raz na 2-3 tygodnie. To było dołujące, wykluczało budowanie relacji z podopiecznymi. Z tamtych czasów zostały 3 psy, które nadal siedzą w schronisku: trójłapka Lala, świetny cudaczek Zeke i Karmel, już raz adoptowany, po czym porzucony w pustym mieszkaniu. Bardzo się z nimi zżyliśmy.

Nie taki straszny ten pies ze schroniska

Nasza praca, a w zasadzie przyjemność, polega na wyprowadzaniu psów na spacer, szkoleniu ich, budowaniu relacji, obserwowaniu ewentualnych problemów behawioralnych i radzeniu sobie z nimi. Wspomaga nas behawiorystka, Jola, a my pomagamy jej. Piszemy też i rozpowszechniamy ogłoszenia, robimy zdjęcia, jeździmy na wydarzenia służące promowaniu naszych podopiecznych. I pokazaniu ludziom, że nie taki straszny ten pies ze schroniska.

Bywa, że jeździmy też z psami na diagnozy lekarskie. Niektóre psy są świetnymi biegaczami, więc trenujemy z nimi 2 razy w tygodniu. Później przydaje się to osobom, które z zaadoptowanym psem też chcą biegać.

My nie gryziemy, psy - rzadko

Nasze zaangażowanie zwykle nie kończy się wraz z adopcją. Staramy się być w kontakcie z osobami, które adoptowały psa: służyć radą, wspierać w ewentualnych problemach.

Dziś w schronisku działa 250 wolontariuszy. Wolontariat nadaje sens naszemu życiu, mamy poczucie, że nie marnujemy go na pierdoły. Radość, którą odczuwamy, gdy psu uda się znaleźć dobry, odpowiedzialny dom, jest nie do przecenienia. Oczywiście zapraszamy wszystkich do przyłączania się. Wpadnijcie, zobaczcie jak to działa. My nie gryziemy. Psy - bardzo rzadko.

(Tu możecie zobaczyć wspomniane w tekście psiaki: Lala, Zeke i Karmel)

 

Podziel się swoją historiąMetroWarszawa

Maria Maria Fot. archiwum prywatne

"Lekką ręką wydajemy dychę na kawę, a przecież to koszt kilku posiłków"

Maria, organizuje akcję "Podziel się posiłkiem z bezdomnymi", na co dzień: dziennikarka i blogerka

Wszystko zaczęło się od bezdomnego pana, który podszedł do mnie pod Halą Mirowską, gdzie w Wielkanoc 2015 r. kupowałam kwiaty. Poprosił o 2 złote. Zaproponowałam: pójdźmy do sklepu po coś do jedzenia. Pan zwierzył się, że marzy o jajku na twardo. Obiecałam, że przywiozę mu to jajko po południu. W międzyczasie pojechałam do babci na wielkanocne śniadanie. I patrząc na ten bogato zastawiony stół doszłam do wniosku: przecież nie damy rady zjeść tego sami. Bez sensu te smakołyki marnować, lepiej się nimi podzielić.

Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania

Napisałam więc na fejsie ogłoszenie dla znajomych: czy po świętach zostało im w domu jedzenie. Jeśli tak, rozdajmy je osobom potrzebującym. Nie byłam wtedy specjalnie popularna na FB, post miał pierwszego dnia 9 udostępnień, myślałam, że to wielki sukces: kilka osób to zobaczy, może ktoś się zgłosi. Jednak odzew przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Następnego dnia zadzwoniło mnóstwo osób. Na szczęście to był lany poniedziałek, dzień wolny, mogłam pojeździć po Warszawie, poodbierać i porozwozić jedzenie. Informacja poszła w świat.

W święta Bożego Narodzenia rok temu zrobiłam wydarzenie na FB. I poszło. Działaliśmy w całej Warszawie, było 20 wolontariuszy-kierowców, kilkaset zgłoszeń. Namawialiśmy też ludzi, żeby jeździli sami, a oni się zgadzali.

Na Wielkanoc do wydarzenia dopisałam adresy miejsc, gdzie mogą zgłaszać się osoby, które samodzielnie chcą przywieźć jedzenie. W ostatnie święta działaliśmy już także poza Warszawą. Przez 3-4 dni w ogóle nie odchodziłam od telefonu. W Warszawie pomagało mi 20 wolontariuszy. Zadziałało to znakomicie.

Pod tym adresem mam 2 kilo śledzi

Jak to wygląda w praktyce? Dzwonisz do nas, mówisz: "pod tym adresem mam 2 kilo śledzi", my przyjeżdżamy, zabieramy te śledzie i zawozimy je potrzebującym. Nie tylko bezdomnym, również ubogim, samotnym. Osoby potrzebujące wyszukujemy z pomocą instytucji, które zajmują się nimi na co dzień: jadłodajnie, schroniska, domy samotnych matek. W ten sposób rozdaliśmy kilkaset posiłków.

Zamierzamy tak działać w kolejnych latach. Dlaczego angażuję się w tę akcję za darmo? Bo to ogromne szczęście, jeśli masz gdzie się podziać, gdy na dworze jest -20 stopni, masz co jeść i pić. Trzeba odpłacić za to losowi. Na co dzień chodzimy do knajpek i lekką ręką wydajemy dychę na kawę, a przecież to koszt kilku posiłków. I najistotniejsza rzecz: pomaganie to miłość. A miłość, wiadomo, jest najważniejsza.

 

Podziel się swoją historiąMetroWarszawa

Sprzątanie terenów nad Wisłą Sprzątanie terenów nad Wisłą Źródło: FB Sprzątamy Wisłę

"Nie mam moralnego prawa na coś narzekać, jeśli sam nic z tym nie robię"

Jeremi, sprząta tereny nad Wisłą, na co dzień uczy capoeiry

Czemu zająłem się bezpłatnym zbieraniem śmieci nad Wisłą? Na dobrą sprawę to był impuls. Mieszkam w okolicy prawobrzeżnych terenów spacerowych, sam często spaceruję nad Wisłą. I widzę góry śmieci. Któregoś dnia stwierdziłem, że nie mam moralnego prawa na to narzekać, jeśli sam nic z tym nie robię. Założyłem fanpage, stworzyłem wydarzenie na FB, wziąłem worek i zacząłem zbierać śmieci. Stwierdziłem, że jeśli zaangażuję w to innych, będzie mi łatwiej kontynuować.

W parę minut nazbierałem worek śmieci

Odzew na początku był spory, z czasem niestety zaczął topnieć. Czasem przychodziło 10 osób, częściej koło 4-5, najczęściej tylko mój kolega. Albo ja sam. W zasadzie od pewnego czasu zbieram zupełnie sam. Bywało, że spotykaliśmy się w każdy weekend, zwłaszcza w ciepłe miesiące, kiedy ludzie śmiecą najbardziej. Od kiedy zbieram sam, robię to w wolnym czasie bez określonej częstotliwości, zwykle w sezonie wiosenno-letnim. Ale wybrałem się też ostatnio po nocy sylwestrowej. W parę minut nazbierałem worek śmieci, głównie pozostałości po fajerwerkach. Jeśli chodzi o akcesoria: wystarczą mocne worki i solidne rękawiczki. Lepiej wziąć więcej, bo jedne i drugie się rwą.

Tereny nad WisłąŹródło: FB Sprzątamy Wisłę

Ludzie przeważnie mnie nie widzą. Zresztą zwykle są ślepi na osoby zbierające śmieci, sprzątające miasto, śmieciarzy. Oni są dla nich częścią miejskiego krajobrazu, jak latarnia czy chodnik. Te, powiedzmy, 10 procent osób, które mnie zauważają, reaguje bardzo różnie. Są tacy, którzy niegrzecznym tonem mówią: "O, tam pan coś przeoczył", traktując mnie jak służbę dogadzającą im nad Wisłą. Sporo osób jest w szoku: "O rany, nie spodziewałam się, że ktoś sam z siebie coś takiego zrobi, to bardzo fajne!". Czasem nawet ktoś pomaga. Część się zawstydza, stwierdza: na przyszłość po sobie posprzątam.

Tereny nad WisłąŹródło: FB Sprzątamy Wisłę

Budda w krzakach

90 procent znajdowanych śmieci to butelki po alkoholu. Niestety, często potłuczone. W workach ląduje też sporo przyborów wędkarskich, żyłek, pojemników po robakach, haczyków - szczególnie niebezpiecznych dla psów czy osób chodzących na bosaka. Znajduję też jednorazowe grille i wszystko, co do grillowania jest potrzebne. Pojemniki po ketchupach. Folie do pieczenia, talerzyki, kubeczki, sztućce plastikowe, itp. Najdziwniejszą rzeczą, jaką znalazłem, był ceramiczny, sporej wielkości Budda leżący w krzakach.

Tereny nad WisłąŹródło: FB - Sprzątamy Wisłę

Każdy może się do mnie przyłączyć. Pełną parę startuję po zimie, w kolejnym sezonie imprezowym. Aczkolwiek jeszcze bardziej niż do przyłączania się do mnie zachęcam do tego, by idąc nad Wisłę na spacer czy na imprezę mieć ze sobą choćby reklamówkę i przy okazji ją zapełnić i wyrzucić do kosza. Jeśli rozkładamy ręcznik na plaży, zabierając go zabierzmy swoje śmieci i przynajmniej te leżące w promieniu kilku metrów od nas. Gdyby każdy robił chociaż tyle, to już wiele zmieni. Bo póki co ta praca nie ma końca: wystarczy jedna cieplejsza weekendowa noc i sprzątanie można zaczynać od nowa.

Tereny nad WisłąŹródło: FB - Sprzątamy Wisłę

Podziel się swoją historiąMetroWarszawa

Marta prowadzi za darmo zajęcia sportowe Marta prowadzi za darmo zajęcia sportowe Fot. archiwum prywatne

"Słyszysz muzykę? Zatańcz. Autobus ci ucieka? Podbiegnij"

Marta, współprowadzi darmowe zajęcia sportowe w parkach, lasach i na ulicach Warszawy. Na co dzień przygotowuje się do zawodu nauczycielki wychowania fizycznego

Zaczęło się od luźnych spotkań miłośników ruchu, które z czasem przerodziły się w projekt "W Gruncie Ruchu". Chcemy zmieniać sposób myślenia o ruchu, który zbyt często kojarzymy z karnetami na siłownię, specjalistycznym sprzętem i drogim obuwiem. A ruch jest zawsze i wszędzie - na ulicy, w lesie, na przystanku. Wystarczy tylko się na niego otworzyć.

Słyszysz muzykę? Zatańcz. Autobus ci ucieka? Podbiegnij

Współczesny tryb życia sprawia, że pędzimy z miejsca na miejsce. Od obowiązków w pracy do powinności wobec bliskich. Często większość czasu spędzamy w pozycji siedzącej - w domu, w pracy, w drodze. Na każdym kroku są windy, schody ruchome, samochody, krzesła, fotele. Ciało nie lubi przebywać w jednej pozycji przez dłuższy czas, na pewno nie przez 8 godzin. A życie pośród tych ułatwień nie zostawia miejsca na poszukiwanie nietypowych schematów poruszania się po miejskiej dżungli.

Darmowe zajęcia sportoweŹródło: FB - W Gruncie Ruchu

Zajęcia są bezpłatne, bo projekt zrodził się ze szczerej pasji do ruchu - prostego, pełnego swobody i bez ograniczeń. Nie potrzebujesz wiele, wystarczy tylko chcieć - taka jest nasza idea. Słyszysz muzykę? Zatańcz. Autobus ci ucieka? Podbiegnij, nawet jeżeli miałbyś go nie dogonić. Czekasz na mrozie? Znajdź cel, ustal odległość i rzucaj do niego śnieżkami. Podnosisz coś z ziemi? Zrób przysiad. Kiedy czekasz na kogoś, a obok stoi piękne drzewo - wejdź na nie, albo rozluźnij całe ciało, robiąc zwis na gałęzi. Balansuj na krawężnikach. Przeciągaj się jak kot, kiedy czujesz, że ciało tego potrzebuje. Dlaczego? Bo możesz.

Wracamy do korzeni ruchu

W terenie trenujemy w każdą niedzielę w samo południe. W lasach, parkach i na ulicach Warszawy. Najczęstszym miejscem zbiórki jest Pomnik Jazdy Polskiej, skąd ruszamy na Pole Mokotowskie. Zapominamy o maszynach i klimatyzowanych siłowniach, kwestionujemy schematy, wracamy do korzeni ruchu, odkrywamy jego nowe formy. Na naszej stronie internetowej i facebookowej zamieszczamy informacje o najbliższych zajęciach.

Mają one otwarty charakter. Może wziąć w nich udział każdy, niezależnie od wieku i doświadczenia. Dobieramy ćwiczenia do możliwości ćwiczących. Jedyne, czego potrzebujesz to twoje ciało i chęć spróbowania czegoś nowego.

Zajęcia 'W Gruncie Ruchu'Źródło: FB W Gruncie Ruchu

Podziel się swoją historiąMetroWarszawa

Monika dba o praskie zabytki Monika dba o praskie zabytki Fot. archiwum prywatne / Ania Laskowska

"Do zaangażowania zmotywował mnie pożar"

Monika, zaangażowana w liczne działania na rzecz Pragi. Na co dzień: nauczycielka w świetlicy szkoły podstawowej i doktorantka na UW

Moja przygoda z praskimi zabytkami zaczęła się od Pałacyku Konopackiego, ważnego dla Nowej Pragi obiektu. Był w tak złym stanie, że aż żal było patrzeć. Zaczęłam brać udział w burzliwych sesjach Urzędu Dzielnicy Praga Północ. Spierano się, czy powinno powstać tu Muzeum Żołnierzy Wyklętych czy dom kultury, czego chcieli mieszkańcy. Walka o odrestaurowanie budynku była długa i uciążliwa, ale staraliśmy się pokazać, że warto walczyć o ten zabytek.

Miasto nie dba o ważne budynki popadające w ruinę

Zaangażowałam się, bo nie podobało mi się, że miasto nie dba o ważne, popadające w ruinę budynki - to przecież nie jedyny taki obiekt. Wystarczy przejść się po obu Pragach, a w zasadzie całej Warszawie.

Do tego zaangażowania zmotywował mnie pożar. W 2013 roku spłonął jeden z magazynów zabytkowych składów meblowych Wróblewskiego przy Inżynierskiej 3. Mieszkam w pobliżu straży pożarnej, widzę co się dzieje: co chwila wozy strażackie przejeżdżają ulicą. A ja zastanawiam się, co płonie tym razem.

Praska kamienica sfotografowana przez MonikęFot. archiwum prywatne rozmówczyni

Dlatego działałam też w projektach opartych na inwentaryzacji: Desribere. Hereditas! czy Śladami rewitalizacji, czyli zapomniane uliczki i ulice Kamionka. Chodzimy po praskich kamienicach, które mają być rewitalizowane. Dokumentujemy ich detale, wszystko, co może ulec zmianie, choćby niepowtarzalne balustrady schodów, balkonów. Bo, jak wiadomo, mamy teraz restrykcyjne plany budowlane, w budynkach mają być windy, szerokie klatki schodowe, udogodnienia dla osób niepełnosprawnych czy centralne ogrzewanie. A te kamienice tych wymogów nie spełniają. Więc wiele ich elementów niebawem zniknie na zawsze.

Chcemy je utrwalić w pamięci, na zdjęciach. Przy okazji wypełniamy białe karty na wzór takich, które osoby zainteresowane mogą znaleźć u konserwatora zabytków. Można tam sprawdzić opisy obiektów, ich datowanie, ubytki, ciekawe detale czy szczegóły historyczne. Na niektórych podwórkach zachowała się jeszcze kostka brukowa czy kamień polny.

Praska kamienica sfotografowana przez MonikęFot. archiwum prywatne rozmówczyni

Dzielę się historią

Zależy mi na dzieciakach praskich, staram się regularnie zawozić im zabawki, słodycze, ubrania. Byłam też wolontariuszką w Muzeum Pragi. Jeśli ktoś mnie poprosi, chętnie oprowadzę po praskich obiektach, podzielę się historią.

Zdałam sobie sprawę, że Praga się zmienia, nie ma już wielu obiektów znanych mi z dzieciństwa - jestem rodowitą prażanką. Widzę nieustanny proces zmian, już nawet nie powolnych, a postępujących. Rewitalizacji towarzyszy gentryfikacja: zmieniają się metraże mieszkań, ich ceny, nie wszyscy dotychczasowi mieszkańcy będą mogli sobie pozwolić na mieszkanie w tym samym miejscu. Pojawią się nowi lokatorzy.

Chcę spowodować, by dowiedzieli się czegoś na temat okolicy, w której zamieszkają. Więc piszę, fotografuję, walczę, by remonty przebiegały jak należy, by nowe balustrady wyglądały tak, jak te oryginalne. I staram się ludzi Pragą zaciekawić.

Praska kamienica sfotografowana przez MonikęFot. archiwum prywatne rozmówczyni

 

Podziel się swoją historiąMetroWarszawa

Znacie kogoś, kto robi coś za darmo dla Warszawy? A może sami robicie? Czekamy na Wasze listy: metrowarszawa@agora.pl

Więcej o:
Komentarze (48)
'Nie mam prawa na coś narzekać, jeśli sam nic z tym nie robię'. Oni robią coś za darmo dla Warszawy
Zaloguj się
  • prawdziwykatolik1

    Oceniono 35 razy 29

    Tacy ludzie to prawdziwi celebryci.
    Gdybyś gazetko przestała promować chore lale glonojady, przygłupawe próżne idywidua i cały ten blihtr lansujący się sexem i luksusem i stworzyła nowy rodzaj celebrytów , wolontariuszy , lekarzy , pedagogów , naukowców itp.
    to ten kraj miałby szansę.
    Teraz ciemny lud łyka toksyczne wzorce i jest h... d.... i kamieni kupa.
    Więc zastanówcie się młodzi z gazety czy nie czas na małą rewolucję .

  • Misza Lewi

    Oceniono 30 razy 26

    Wesoły update: Zeke po 9 latach od tygodnia ma swój dom i jest w nim szczęśliwy, byliśmy, widzieliśmy. Karmel miał pierwsza wizytę przed adopcyjną w piątek :), tylko Lalka bardzo czeka i chudnie :(

  • tece92a

    Oceniono 20 razy 20

    Kiedy idę chodnikiem przy którym jest żywopłot wybieram wrzucone,zawieszone w nim śmieci: papiery,puszki,zasmarkane chusteczki,butelki,opakowania po papierosach...Zanoszę do,po drodze - kosza.Śmieć rzucony na ziemię,jutro,pojutrze,ktoś sprzątnie - wstawiony w żywopłot,będzie tam tkwił miesiącami.Ludzie mają wielkie upodobanie w trwałym otaczaniu się śmieciami. - Zbieram je codziennie.

  • siwywaldi

    Oceniono 12 razy 12

    Dlaczego NIC się nie robi by zmniejszyć przyczyny takiej ilości bezdomnych psów?

    Wystarczyło by wprowadzić obowiązek czipowania i rejestrować WSZYSTKIE psy, tak jak rejestruje się zwierzęta hodowlane. Pies z rejestru byłby usuwany dopiero wtedy, kiedy weterynarz usunął by czip. Wówczas znaleziony pies nie był by anonimowy i kosztami można by było obciążyć właściciela. Podobnie w przypadku śmierci, zwierzaki można by było utylizować zgodnie z prawem, a nie zakopywać byle gdzie. A za psa "zaginionego" skutecznie (czytaj ukatrupionego) grzywna 5 tys. zł

  • Andrzej Mazurek

    Oceniono 8 razy 6

    Jak nic nie robisz to bądż łaskaw nic nie mówić.Może trzeba opodatkować hodowle. A w przedszkolach, szkołach,kościołach mówić o tym,że nie wolno krzywdzić naszych mniejszych braci i że należy o nie dbać.Dziękuję wszystkim,którym się chce coś zrobić.

  • tune

    Oceniono 12 razy 2

    Wszyscy Państwo jesteście niesamowici.
    (Tylko 5 slajdów, naprawdę warto przeczytać.)

  • Owczarek Kaukaski

    Oceniono 5 razy 1

    Zeke to Ezekiel. Tak go jakieś osiem lat temu nazwałem. Kochany wariat. Wydał wiele psów i suczek które z nim boks dzieliły :-) i w końcu sam znalazł dom. Super!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX