'Stać na mrozie i być polewanym ruskim szampanem... Koszmar!' One nie obchodzą Sylwestra

Ta szczególna - bo ostatnia - noc w roku zwykle kojarzy się z szampańską zabawą i imprezowym szaleństwem do białego rana. Ale są osoby, które z sylwestrowych uciech rezygnują z własnej woli. Dlaczego? Sprawdźcie!
Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Archiwum prywatne

Stać na mrozie, słuchać "Ona tańczy dla mnie" i być polewanym ruskim szampanem...

Pola (30 lat) pracuje w Muzeum Azji i Pacyfiku

Dlaczego nie obchodzę Sylwestra? Po pierwsze dlatego, że mam psa. Gdybym w noc sylwestrową zostawiła Patafiana samego, nie wykluczam, że znalazłabym trupa. Zszedłby na zawał. Bo cały czas jest mnóstwo - tu możesz wstawić dowolne inwektywy - ludzi, którzy używają fajerwerków.

Nawet wtedy, gdy Patafiana jeszcze nie było, wychodziłam z założenia, że na imprezy chodzę wtedy, kiedy chcę, a nie wtedy, kiedy tego się ode mnie oczekuje. A nie jestem w stanie przewidzieć, że w każdego Sylwestra do końca świata akurat tego dnia będę miała ochotę na balowanie. Poza tym uważam, że to najgorszy możliwy termin na imprezę: wszędzie tłumy, nie ma jak wrócić do domu, zdobycie taksówki to wyczyn.

Obecność na imprezie wiąże się z koniecznością złożenia życzeń wszystkim przybyłym. Nawet, jeśli ich lubię, to nie mam ochoty obcałowywać czterdziestu osób. A już totalnym absurdem jest dla mnie pójście na imprezę, na której nie zna się nikogo, tylko dlatego, że wykupiło się bilet dla siebie i osoby towarzyszącej. I składanie życzeń dziesiątkom obcych ludzi.

Sylwestra na świeżym powietrzu chyba nawet nie chce mi się komentować. Stać na mrozie, słuchać "Ona tańczy dla mnie" i być polewanym ruskim szampanem przez narąbanych imprezowiczów - koszmar. Poza tym kojarzy mi się to z rajem dla kieszonkowców: witamy w tłumie pijanych ludzi!

Wolę spędzić ten czas tak, jak chcę i lubię, w domu, z książką, filmem i wanną. Mogę zarwać noc bez poczucia winy, bo rano nie muszę wstawać do pracy.

I mam święty spokój, bo przecież wszyscy inni świętują.

Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Fot. archiwum prywatne / Przemysław Ulatowski

Nie można się smucić, bo przecież: "jaki w Nowy Rok, taki cały rok"

Magda (25 lat), była barmanka, obecnie: asystentka w kancelarii

Kiedyś obchodziłam Sylwestra z czystej przyzwoitości: przychodziłam na imprezę o godz. 23:30 i po godzinie już mnie nie było. Dziś nie czuję już nawet potrzeby pojawiania się z tego powodu. Nie chodzę na imprezy sylwestrowe, bo z moich doświadczeń wynika, że to najgorsza impreza w roku. Nie wypowiadam się na temat imprez klubowych, bo na taką nigdy nie miałam ochoty się tego dnia wybrać.

Kiedy byłam młodsza, regularne domówki zazwyczaj kończyły się między 8 a 10 rano. A imprezy sylwestrowe już o godzinie 2. Problemem jest wszechobecna presja dobrej zabawy. Tego dnia nie można się smucić, bo przecież: "jaki w Nowy Rok, taki cały rok". Nie można nie pić, bo: "No co ty?! Za nowy rok się nie napijesz?!". Nie można być zmęczonym albo nie mieć ochoty na "mega imprezę" do białego rana.

Oczywiście, niektórzy mogą mi zarzucić, że jest to sprawa towarzystwa, z którym ten czas spędzałam. Ale, jeśli ktoś poświęci chwilę i zastanowi się nad tą kwestią, to jest spore prawdopodobieństwo, że przyzna mi rację. Z większością ludzi o godzinie 1 nie ma już najmniejszego kontaktu ze względu na ich stan upojenia. A ile słyszy się historii o osobach "łapiących zgona" jeszcze przed północą. Nie będę nawet wspominać o wszystkich genialnych pomysłach na zabawę fajerwerkami po pijaku. Na ten temat najlepiej wypowiedzieliby się lekarze z ostrego dyżuru.

Na zakończenie dodam tylko, że najlepszym Sylwestrem był dla mnie ten, który spędziłam, pracując za barem. Praca taka sama, jak każdego innego dnia, a płaca ponad 100 procent większa.

Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Archiwum prywatne

Brokat sypiący się z fryzur, tipsy i sztuczne rzęsy odpadające nad ranem

Magda (23 lata), studentka kulturoznawstwa i zarządzania

Sylwestra nie świętuję już od jakichś trzech lat. Wcześniej obchodziłam go może dwa razy. Mój pierwszy chłopak miał mieszczańskie parcie na zrobienie domówki ze znajomymi z liceum, bo spotykali się bardzo rzadko. Sylwester był dobrym pretekstem, żeby poplotkować, nadrobić czas. W ostatnim roku naszego bycia razem, kiedy powiedziałam mu w końcu, że nie chcę zarywać nocy na spotkanie z JEGO znajomymi, po prostu przeszliśmy się po parku wieczorem, po czym rozeszliśmy do domów. Sylwestra spędziłam wtedy przed komputerem, w łóżku.

W zeszłym roku przerwę świąteczną spędziliśmy na Huculszczyźnie, w sanatorium dla raczej starszych osób. Było na tyle miło, że straciliśmy poczucie czasu i, szczerze mówiąc, nie potrafię sobie nawet przypomnieć, co konkretnie działo się w sylwestrową noc. Pewnie po kolacji poszliśmy do pokoju, pokręciliśmy się i poszliśmy spać.

Od strony teoretycznej: nie lubię tego przymusu robienia czegoś w Sylwestra. Nie jestem zbyt imprezową osobą, tym bardziej nie bawią mnie wesela, studniówki czy Sylwester właśnie - omijam wszystkie. Spora dawka kiczu, w dodatku dość drogiego, brokat sypiący się z wylakierowanych fryzur, tipsy i sztuczne rzęsy odpadające nad ranem - tak to widzę, przynajmniej w tym naszym, polskim wydaniu. To dla mnie bez sensu. Godziny przygotowań, nieprzespana noc, złe samopoczucie następnego dnia i przymus, by się wyszaleć i wytańczyć.

Gdybym miała Sylwestra jakoś celebrować, zrobiłabym to raz, może dwa razy w życiu: ale z ogromną pompą, bez półśrodków! Bal kostiumowy, "przepyszna" maskarada. Jak u Tołstoja. Na coś takiego mogłabym się skusić.

Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Oni świadomie nie obchodzą Sylwestra Archiwum prywatne

Pijaństwo, darcie mordy, nawaleni ludzie

Natalia (25 lat), studentka socjologii i aktywistka

Są trzy powody, dla których nie świętuję Sylwestra. Po pierwsze, chodzi o wymiar antykonsumpcyjny. Moja postawa to świadomy protest przeciwko bezsensownemu wydawaniu ogromnych kwot: choćby kupowaniu kosztownych strojów czy fryzowaniu się i wybieraniu na imprezy, które są zwykle bardzo drogie. Cena za wstęp do klubów jest wtedy kilka razy wyższa niż w każdy inny dzień, a przecież w zasadzie dzieje się tam to samo, co zwykle. Sylwester i praca sylwestrowa to woda na młyn tej machiny konsumpcji i wielu podmiotów, które na tym zarabiają.

Druga kwestia to sylwestrowe strzelanie, fajerwerki. Ludzie myślą głównie o sobie, a nie o zwierzętach: z zoo, miejskich czy choćby mieszkających u sąsiadów. Chociaż wiele organizacji prozwierzęcych czy wegańskich apeluje o to, by nie strzelać, bo to przeraża zwierzęta.

Trzeci powód to powszechna alkoholizacja. Pijaństwo, darcie mordy, nawaleni ludzie chodzący po mieście. Często pierwszego stycznia robisz zakupy na stacji benzynowej albo drugiego idziesz do pracy, a na chodniku wymiociny. Nie mam ochoty w tym uczestniczyć.

Więcej o:
Komentarze (173)
Sylwester Warszawa. One nie obchodzą Sylwestra
Zaloguj się
  • bob2436

    Oceniono 160 razy 146

    Ja na imprezy sylwestrowe nie chodzę o ok. 10 lat. Po prostu stwierdziłem któregoś dnia, że kompletnie mnie to nie bawi. Na szczęście moja druga połowa myśli tak samo. A miałem kiedyś dziewczynę, która miała straszne parcie na tzw. dobrą zabawę. Co ja się z nią namęczyłem!

  • czarna_brygada09

    Oceniono 101 razy 91

    Podoba mi się tok myślenia tych dziewczyn ... chociaż nie jestem, aż tak radykalny i dopuszczam spotkania na całkowitym luzie w gronie przyjaciół.

  • cup_of_t

    Oceniono 86 razy 78

    Jestem pozytywnie zaskoczona iloscia osob, ktore tak jak ja nie maja ochoty na wymyslne imprezy do rana, szczegolnie jesli alkohol nas nie kreci i duzo bardziej wolimy cos obejrzec czy poczytac i moc pojsc spac o normalnej porze.

  • loneman

    Oceniono 90 razy 62

    To jest przyszlosc kraju, niz szlajanie sie po miescie i kolejne poszukiwania jak Tylmanowej czy nastolatek, w takim chaosie jak wiemy korzystaja z nieuwagi rozne mety spoleczne i degenaraci to co kusic los. Tak samo glupie i zbedne jest sluchanie mszy z okazji Nowego roku i oredzi prymasow w lampasach, rzyg :-==.

  • Kazimierz Dabkowski

    Oceniono 54 razy 46

    Popieram panie w pełnej rozciągłości.... sam od 20 roku życia postawiłem się tej dziwacznej imprezie i bojkotuje. Dziś jestem w pracy (z wyboru) i jutro tez, zatem normalnie klase się spac i wstaje Ok 7.00, miasto jest wtedy cudownie puste. O wiele ciekawsze doświadczenie niż zapite mordy o 2.00 w nocy !

  • grabnik

    Oceniono 53 razy 45

    Pamiętam bal, na którym gość leżał (dosłownie!) z nosem w talerzu długo przed 12.00
    Następny, na którym nad ranem po dłuższym poszukiwaniu kelnera znalazłem go siedzącego pod ścianą i chrapiącego w pijanym, nie do dobudzenia śnie.
    I jeszcze inny, na którym widziałem dziewczynę z czerwoną plamą na sukience (na pupie; rzecz jasna; pardon).
    Sylwestry plenerowe - nic dodać, nic ująć w opisach dziewczyn. I domówki: u mnie; gdzie niezwykle trudno było pozbyć się "trupów" i u kogoś, gdzie współuczestniczka przed wyjściem zbierała do (chyba przyniesionych ze sobą?...!) słoików jakieś resztki, "no bo nie będzie się przecież marnowało!" (Sylwester był składkowy; dziewczyny przyniosły dużo swoich wytworów kulinarnych).
    Szczęśliwego Nowego Roku! :-)

  • a.k.traper

    Oceniono 53 razy 43

    Sylwestra to mogą obchodzić solenizanci, ja mogę witać Nowy Rok na różne sposoby a nawet świętować z tego powodu.
    Ja nie świętuję i mam w głębokim poważaniu koncerty, stanie na placu i wydzieranie oraz zalewanie mordy.
    W Polsce gromadzenie się na placach zaczęło się w drugiej połowie lat 70 ale nie było imprez na placach tylko po północy zbierało się towarzystwo z różnych imprez i tam sobie życzenia składało, nikt nie rzucał butelkami i nie było małolatów w wieku 10 czy 12 lat a nawet widziałem młodszych z papierosem w ustach.
    Osobiście nie czuję żadnego bodźca z tego tytułu, jemy sobie kolację, czasem w gronie sąsiadów lub znajomych, kto chce wychyli kielicha, o północy jakieś musujące winko i tyle, najczęściej jednak pracuję nad jakims opracowaniem lub czytam książkę, zupełnie nie rozumiem tych ciągot do bezsensownego spędzania czasu, napić sie można przez cały rok, narobić sobie obory też.
    Nie deklaruję też żadnych postanowień, chciałbym jedynie abym mógł kontynuować to co robię z takim samy efektem albo i lepszym, czego i wszystkim życzę.
    W plener chodziliśmy w Nowy Rok do lasu na ognisko zamiast obiadku w domu, bigos w garnku, kiełbasa i spirytusik z herbatką albo kawą czy jak kto woli, warunek musi być trochę mrozu a najlepiej trochę śniegu.
    Powiem tak, kto chce ten stoi na placu, kto musi być na balu w nowej kreacji ten niech tam idzie, ja sobie spokojnie w domu siedzę i bez szaleństw, kto wie czy nie będe spał o północy. Najlepszego.

  • jakis_gosc01

    Oceniono 38 razy 34

    Czasami bywało tak, że miałem mocną ochotę gdzieś wyjść na Sylwestra i wychodziłem. Zawsze na domówkę do znajomych, ale jak były Sylwestry, że mi się nie chciało, to też po prostu nie szedłem i wisiała mi ta cała nagonka na to, że w Sylwestra trzeba się bawić. W tym roku też właśnie skończyłem "grać w grę" i to dosłownie, bo po prostu nie chciało mi się nigdzie iść. A jeśli chodzi o te Sylwestry na Rynkach miast, to tu już rzeczywiście, chyba by mi musieli dopłacać żebym tam poszedł. Takie Sylwestry to dla mnie kompletne nieporozumienie, totalne marnotrawstwo kasy z budżetu tych miast, które można by spożytkować dużo lepiej.

  • six_a

    Oceniono 65 razy 29

    w tłumie cię okradną, w wannie można się utopić, no naprawdę nie ma idealnego sylwestra.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX