Marysia z koperkiem przed strażą chowała się w Universamie... Poznaj najlepszych sprzedawców z 'Wiatraka'

Bazar przy Rondzie Wiatraczna to jeden z ostatnich bastionów ulicznego handlu w Warszawie. Mimo zburzonego Universamu wciąż tętni życiem, gwar unosi się nad straganami a klientela dopisuje. Na 'Wiatraku' zaopatrują się warszawiacy ze wszystkich dzielnic, bo tanio, dobrze, sprawdzone produkty, i ta atmosfera. - Nigdzie w stolicy nie czuję się tak, jak tu - mówi klientka z Mokotowa. - Wolę przyjechać tu, niż nawet taniej, w markecie kupić. Wiem, skąd są wędliny, marchewka z ziemi, ubrudzona taka, jajka od 15 lat kupuję od tej samej pani spod Radzymina. A i porozmawiać zawsze jest o czym. A w markecie co? Wózek, do wózka, w kolejkę do kasy, zapłacone i do widzenia. Człowiek anonimowy jest i anonimowe robi zakupy, byle szybciej i taniej. To nie dla mnie. Wolę tutaj - dodaje i pokazuje pomidory, które kupiła od Marszałków z Janowa pod Otwockiem. - Gwarantuję, takich malinowych pan nie jadł - dodaje. Tak się składa, że 'Wiatrak' to mój ulubiony bazar, pierwsze źródło informacji, anegdot i przede wszystkim sprawdzonych produktów. Zaopatruję się tu od lat, znam sprzedawców z imienia, jednych lubię bardziej, innych mniej. Wiem, gdzie nie kupować jajek i dlaczego, wiem, gdzie są najlepsze arbuzy w stolicy. Nie sposób przedstawić wszystkich sprzedawców. To moja subiektywna selekcja tych najlepszych z 'Wiatraka'.
Pomidory od Marszałków Pomidory od Marszałków Pomidory od Marszałków

Pomidory od Marszałków

- Nasadzamy już w grudniu, potem pikujemy i od marca handlujemy - mówi Elżbieta Rybczyńska, która pomidorami od Pawła Marszałka na "Wiatraku" handluje od 1996 roku, choć pawilon nr 85 na bazarze stoi już od początku lat 90., a Marszałkowie handlowali na ul. Grochowskiej jeszcze wcześniej. Handel odbywał się bezpośrednio z dostawczego Żuka.

Pomidory od MarszałkówPomidory od Marszałków

Marszałkowie specjalizują się w podstawowych odmianach: czerwonych i malinowych, w czerwcu pojawią się: czarne, bawole serca, karbowane, paprykowe, koktajlowe, fioletowe czyli "tygryski", łącznie ok. 20 odmian.

- Jest renesans na bazary, ale naszymi klientami najczęściej są ludzie starsi, a ci się wykruszają. Młodzi dopiero dojrzewają do tego, żeby wrócić na bazary - mówi pani Elżbieta. - Nasz pomidor tani nie jest, z prostej przyczyny - jest uprawiany, a nie produkowany i na szybko pędzony za pomocą tzw. "witamin". Pędzony pomidor jest twardy i nawet po dwóch tygodniach wciąż będzie. Ma posmak, a nie smak. Nasz, po zerwaniu wciąż będzie dojrzewał i pachniał, zresztą niech pan powącha - mówi i sięga po malinowego. Nie muszą wąchać, pomidorami pachnie od zakrętu, zwłaszcza jak świeci słońce.

Prawdziwy pomidorowy wysyp rozpocznie się na przełomie czerwca i lipca, wtedy też spadną ceny. Wpadam tam po pomidory na zupę i przeciery, lekko obite, lub nie sprzedane poprzedniego dnia kosztują 70 groszy. Ale już teraz, po malinowe ze szklarni za 10,80 zł, ustawia się kolejka smakoszy. Nie kupują kilogramów, biorą po kilka sztuk, na spróbowanie.

Pomidory od MarszałkówPomidory od Marszałków

Czekam na sierpniowe pomidory, lubię czekoladowe, nie tylko ja. Marszałkowie wysyłają je nawet do Litwinów, też im zasmakowały. Niby są słodkie ale na końcu mają też lekki kwasek. Pychota.

Ryby od pani Julianny i pana Marka Ryby od pani Julianny i pana Marka Ryby od pani Julianny i pana Marka

Ryby od pani Julianny i pana Marka

Na bazarze znają go wszyscy, a plotka szybko się rozchodzi. Kiedy przyszedłem, żeby porozmawiać z nim o rybach, pan Marek był przygotowany. Wiedział, że przyjdę. Słyszał, że jakiś dziennikarz szuka najlepszych sprzedawców z "Wiatraka".

Ryby od pani Julianny i pana MarkaRyby od pani Julianny i pana Marka

- W rybach panie, jestem od 30 lat, na bazarze od 20 - mówi. - Zaczynaliśmy na łóżkach polowych, miałem taki stół z płyty zbity, ryby w lodzie nam przywozili, prądu nie było, nikt nie narzekał, nikt się nie otruł, żadnych problemów. Brało się tyle towaru, żeby tego samego dnia sprzedać. To była, jak to się mówi - partyzantka. Na żywioł! - śmiech pana od ryb, niesie się po hali gromkim echem.

- Kiedyś po rybę jeździło się samemu na Mazury do gospodarstw rybackich. Później ze stawów z Lubelskiego przywoziłem karpie. Poznałem tam bardzo dobrego człowieka, śp. dyrektora lubelskich PGR-ów, pana Karpińskiego, co karpiem handlował. Żeśmy się tak rozkręcili, że na święta potrafiłem, tu na bazarze, sprzedać 15 ton karpia. Ale wtedy nie było proszę pana supermarketów. Teraz jak się sprzeda 1,5 tony, jest dobrze. Lata 90. to był czas na zarobienie paru złotych, teraz markety nas duszą całkowicie, ale nie mogę  narzekać. Klient jest, stały klient, ale i nowi przychodzą.

Ryby od pani Julianny i pana MarkaRyby od pani Julianny i pana Marka

- A bogaty klient jest? - pytam

- Jak weźmie mieszkanie na kredyt, to nie jest bogaty - znów śmiech niesie się po hali targowej. - Jest raczej taki, wie pan, dwa śledziki, płotkę biorący. Ale grzechem byłoby narzekać, jedzą i łososia. Kolejka jest, jak pan widzi.

- Warszawiak jaką rybę najbardziej lubi?

- No dorsza, wie pan, pstrąga, łososia, ale on troszkę zdrożał. - mówi

- Wie pan co mnie najbardziej w rybach denerwuje? Ten lód, glazura. Ryby jak na lekarstwo, a lodu trzy razy tyle - mówię.

- To jest detektywa UE, ryba składowana musi posiadać odpowiednią ilość glazury. Tylko, że u nas się przesadza, jak jest napisane, że ma jej być 10 procent wagi, to oni dadzą 15 - 20 procent. I klient się wkurza, a ja się nie dziwię.

- Po czym poznać dobrego śledzia? - pytam.

- Musi być tłusty, najlepiej dalekomorski, kark musi mieć otłuszczony kark i wtedy on smakuje. Bo te nasze bałtyckie, to są chudziny. Najlepsze są holenderskie matiasy. Masełko proszę pana.

Przyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesy od Dobrzynieckich Przyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesy od Dobrzynieckich Przyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesy od Dobrzynieckich

Przyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesy od Dobrzyńskich

- Ta budka stoi tu dwadzieścia lat, teren należy do cioci szefa, więc nas stąd usunąć nie można. Dobrzyńscy prowadzą rodzinny interes z sercem, dużo pracy w to wkładają, stąd są klienci - mówi jedna z pań sprzedających. Szefostwa nie ma, wnuczka im się urodziła.

Przyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesyPrzyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesy

Wybór ogromny, kolejka podobnie. Kiedy kilka tygodni temu budka przez kilka dni była zamknięta, klienci dopytywali sprzedawców z sąsiednich straganów, co się stało. Trzeba było zamknąć, burzony w tym czasie Universam pylił tak, że wszystko wokół pokrywała gruba warstwa kurzu.

- Tu wszystko jest, to co potrzebne - mówi mi przysłuchująca się naszej rozmowie klientka z kolejki. - przyprawy, mąki, kawy herbaty, bakalie. Sami to ważą, żeby było taniej i żeby się nie zmarnowało. Kupić można nawet po 3 orzeszki, garstkę rodzynek, mąki 15 deko, tyle ile się aktualnie potrzebuje, a nie na zapas - tłumaczy klientka.

I tu, podobnie jak na innych straganach znają się wszyscy, a handel opiera się na stałych klientach.

- Rodzinnie jest, po imieniu sobie mówimy - mówi pani ekspedientka. - Klienci przychodzą od lat, kupują dla ptaków, na ryby biorą. A przed świętami, mamy taki ruch, że się nie wyrabiamy, bo wszystko nam schodzi - mówi ekspedientka.

Przyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesyPrzyprawy, mąki, kasze, bakalie i inne delikatesy

Kilka razy, stojąc w kolejce, obserwowałem, jak pracują. Trzy osoby obsługiwały klientów, jedna zmiatała ziarna z podłogi i później rozsypała to ptakom. Nic się u nich nie marnuje i to mi się podoba.

Nie sposób wymienić wszystkiego: olej lniany, suszone grzyby, zioła, soczewice w różnych kolorach, cieciorka, płatki, kasze, mąki, fasole, mieszanki dla ptaków, dziesiątki przypraw i suszonych owoców, bakalie i orzechy itd.

- A co macie najdroższego? - pytam.

- Orzechy piniowe, 200 zł za kilogram i też się sprzedają. Nasz klient jest zróżnicowany. Mamy panią, która raz w tygodniu na ptaki wydaje 200 zł. A niech pan spróbuje te pestki moreli, gorzkie są, ale bardzo je lubię. Tu jest witamina B 17, której nie dostanie pan w żadnej aptece - dodaje.

Kupuję garść pistacji, garstkę orzechów brazylijskich, rodzynek sułtańskich, kilka suszonych daktyli i dużą suszoną gruszkę dla synka. Uwielbia je. Za wszystko zapłaciłem niecałe 10 zł. Uwielbiam to.

Pani Marysia, dla przyjaciół 'Złotówka' Pani Marysia, dla przyjaciół 'Złotówka' Pani Marysia, dla przyjaciół 'Złotówka'

Pani Marysia, dla przyjaciół "Złotówka"

To niekwestionowana królowa bazaru, znają ją tu wszyscy. Lubimy się, ale zżyma się na zdjęcia, nic opowiadać nie chce. Wie, że jestem "pismakiem", nie ma czasu, ma klientów, poza tym o czym tu gadać.

Warzywami na "Wiatraku" handluje od czasu, "jak był pan jeszcze malutki, jak pana synek". Jest skarbnicą bazarowych historii, fanką piłki nożnej, alfą i omegą w sprawach handlu detalicznego i wszystko ma za złotówkę: trzy pietruszki za złotówkę, 15 cebul za złotówkę, osiem marchewek za złotówkę, młodą pekińską za złotówkę, młody czosnek (polski!) za złotówkę, pęczek rzodkiewki, szczypiorku, kopru za złotówkę itd.

Pani Pani "Złotówka" wszystko ma za złotówkę

- Jak ja kiedyś wpadłam do Universamu i za kotarę się schowałam, bo mnie straż miejska za koperek ścigała. Opowiadałam panu? - Pani Marysia ścisza głos, nie czeka na moją odpowiedź, opowiada dalej.- Pamięta pan, tam taka kotara była duża i strażnicy za mną na sklep przybiegli. I pytają sklepową, gdzie jest Maryśka? - Jaka Maryśka? - pyta sklepowa, zresztą moja znajoma. - No ta, od koperku, wchodziła tu, musi gdzieś być na sklepie - dopytywali strażnicy. I szukali mnie po całym sklepie, a ja schowana za tą kotarą siedzę. I ten strażnik już wychodził ze sklepu i zagląda, a ja tam siedzę. Jak zaczął się śmiać, puścił mnie, nic mi nie zrobił - kończy pani Marysia.

Pani Pani "Złotówka" wszystko ma za złotówkę

I tak jest za każdym razem, kiedy się spotykamy. Z bazaru prócz warzyw, przynoszę nową historię.

- Czytamy, czytamy ceny! Nauczymy się czytać przy okazji zakupów! - odpowiada klientce na pytanie "po ile ta kapusta". Nikt się nie obraża, wszyscy znają jej cięty język i super warzywa za złotówkę. Pani Marysia obsługuje już kolejną klientkę.

gRondo Wiatraczna bez Uniwersamu Grochw w Warszawie Rondo Wiatraczna bez Uniwersamu Grochw w Warszawie gRondo Wiatraczna bez Uniwersamu Grochw w Warszawie Rondo Wiatraczna bez Uniwersamu Grochw w Warszawie Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Arbuzy z Grecji, cukierki z Rosji i wędliny z Kłębowa, limonki za złotówkę i inne "taniości"...

Warto też wspomnieć o sprzedawcy najlepszych arbuzów w Warszawie, o starszej pani, która handluje "wczorajszymi" ciastkami, pączkami i innymi smakołykami. Podobno jeszcze niedawno sama była właścicielką pewnej warszawskiej cukierni, ale rodzinny interes pogrążył jej wnuczek i ona teraz spłaca jego długi. Na rozmowę z nią próbuję umówić się od roku, wciąż nie ma czasu, lub humoru na zwierzenia, więc nie udało mi się jeszcze potwierdzić tych bazarowych plotek.

facebook.com/sezonowaakcjazakupowafacebook.com/sezonowaakcjazakupowa

Lubię też miody, świeże zioła i inne produkty z ekologicznego gospodarstwa Kręźlewiczów i białą kiełbasę z Klembowa "jest smaczna, bo nieprzemysłowa, kupujcie panie panowie, stara receptura, to państwa zdrowie" - brzmi hasło reklamowe masarni.

facebook.com/sezonowaakcjazakupowafacebook.com/sezonowaakcjazakupowa

Kupuję cukierki z Rosji, są najlepsze, w sklepie takich nie znajdziesz.

Lubię "taniości", czyli przecenione produkty (nabiał, soki, jogurty itd.) ze zbliżającą się datą przydatności do spożycia. Zajadam się bio jogurtem z kawałkami czekolady, za 1,5 zł za duże opakowanie i smakuje wyśmienicie.

Cenię bazar za to, że niesprzedane warzywa i owoce są przeceniane nawet o 70 - 80 proc. Przebieram w nich, nie wstydzę się tego, bo wiem, że jeśli nie zostaną sprzedane, trafią do śmietnika. A chyba nic mnie tak w życiu nie wkurza, jak marnowanie jedzenia.

facebook.com/sezonowaakcjazakupowafacebook.com/sezonowaakcjazakupowa

A, jak ktoś ma wątpliwości, czy te warzywa nadają się do jedzenia, zapraszam na spaghetti z domowym sosem pomidorowym z przecenionych pomidorów.

"Wiatrak" rządzi!

Więcej o: